sobota, 18 marca 2017

Zimowa misja cz.6

Cześć, witajcie! Nareszcie dokończyłam rozdział, a przy okazji wpadłam na parę nowych pomysłów *diabelski uśmieszek*. Dzisiaj James, Lily i Hermiona będą grali pierwsze skrzypce, trzymajcie się! 🍓

***

W lochach było jak zwykle zimno. Dziwne, że nie zauważył tego, gdy szli po Snape'a. Sprawdził dokładnie Pokój Wspólny, Skrzydło szpitalne, nawet bibliotekę, ale nie znalazł Hermiony. Pozostawały więc lochy, które w nocy nie wyglądały zbyt zachęcająco. Wilgotne, puste ściany, oświetlone słabo pochodniami, a do tego najmniejszy odgłos niosący się echem...

Nieco się zamyślił, przez co prawie wpadł na dziewczynę. Myślał, że to Granger i już miał zdejmował pelerynę, gdy zauważył rude włosy.

- Kto tam jest?

Wstrzymał oddech, gdy sprawdzała przestrzeń dookoła niego. Co Lily tu robiła? Ubrana w cieplejsze szaty, z różdżką wyciągniętą w pogotowiu... i wielkim "P"  błyszczącym w świetle pochodni. Wszystko jasne, miała obchód.

Musiał przyznać, że wyglądała zjawiskowo. Rude włosy były jedynym ciepłym akcentem w szarej przestrzeni, oprócz płomieni pochodni i wydawało się, jakby świeciły własnym światłem... Poruszała się szybko, cicho i z gracją. Mrużyła oczy, wypatrując najmniejszego ruchu... Nieświadomie wydymała swoje usta, dzięki czemu jej wargi wydawały się jeszcze pełniejsze. Nie mógł znaleźć pięknięjszej istoty.

Miał tylko nadzieję, że jego ognisty anioł nie wpadnie Granger, bo ta będzie miała kłopoty. Ślizgoni też mogliby spać dzisiaj grzecznie w swojej jamie, nie obraziłby się. W razie kłopotów był gotów ją obronić.

Na szczęście przez długi czas nic się nie działo i James ucieszył się, że jego prośby zostały wysłuchane. Jednak przy kolejnym zakręcie, dostrzegł ciemną sylwetkę, która poruszała się wolno przy ścianie. Nie zrobiła żadnego nagłego ruchu, jakby jeszcze nie była świadoma ich obecności. Przypatrywali się jej przez dłuższą chwilę, gdy Evans nagle się odezwała:

- Hermiona?

Zamrugał oczyma. Musiał się nieco dłużej przyjrzeć, ale, faktycznie, osobą, która skrywała się w cieniu, była zgubiona gryfonka, pierwotny cel jego wypadu do lochów. Odwróciła się do nich nieśpieszie- prawdopodobnie wcześniej usłyszała Lily. Na jej ustach błąkał się smutny uśmiech, który tak dobrze znał. Wspominała swoją przeszłość, a ich przyszłość. Przez Snape'a?

- To ja, winna- podniosła ręce w geście poddania.

Nie wyglądała na przestraszoną lub zdenerwowaną. Po prostu tam stała. Po minie Lily wywnioskował, że nieczęsto spotykała się z takimi zachowaniami.

- Wiesz, że przebywanie na korytarzach po ciszy nocnej jest niedozwolone, muszę odjąć ci punkty- wytłumaczyła, jakby zdziwiło ją opanowanie dziewczyny.

- Wiem o tym, mówi się trudno- wzruszyła ramionami.- Musiałam wiele rzeczy przemyśleć, a nie lubię bezczynnie wgapiać się w ścianę. Tutaj przynajmniej miałam większy wybór.

- Jesteś tu nowa, więc odejmę Gryffindorowi tylko pięć punktów. To lekka kara, ale nie myśl, że pochwalam to wykroczenie. Gdy widziałyśmy się wcześniej, miałaś dobry humor. Co się stało? Czy mogę ci jakoś pomóc?

James, kierujący się za nimi pod peleryną niewidką, niemal parsknął śmiechem razem z Hermioną. Był pewien, że myślała o przyszłości oraz swoim planie, więc pomoc Lily mogłaby okazać się ciekawa.

- Niestety, nie możesz mi pomóc. Muszę sama się z tym zmierzyć- w jej oczach zapłonęła determinacja, jednak Evans tego nie zauważyła.

- Wiesz, jestem prefektem naczelnym i czuję się odpowiedzialna za to, żebyś czuła się tu dobrze, a samotne krążenie po zamku na pewno nie poprawi ci nastroju, w odróżnieniu do rozmowy.

Dziewczyna zmarszczyła brwi:

- Samotność nie jest zła, a przynajmniej nie dla mnie. Hogwart to teraz mój dom i daje mi poczucie bezpieczeństwa, a tego najbardziej pożądam. Uwielbiam przechadzać się po tych korytarzach, przypominają mi o mojej przeszłości.

- Gdzie uczyłaś się wcześniej?

- W Nucifer, przypomina trochę Hogwart. Moich przyjaciół także. Mogę sobie wyobrazić, jak szaleliby na tym boisku do quidditcha- uśmiechnęła się smutno.

Nieoczekiwanie Lily objęła Hermionę. Granger na początku zesztywniała i James bał się, że te instynkty, o których mówiła na początku ich znajomości, czymkolwiek są, zadziałają. Jednak po chwili się rozluźniła i oddała uścisk.

To była bardzo dziwna... i intymna scena. Dwie dziewczyny przytulające się na korytarzu. Trwało to już dosyć długo i dopiero, gdy cichy szloch wyrwał się z gardła Hermiony, zorientował się, że ta płacze.

Gdy tylko dźwięk opuścił jej usta, odsunęła się od Lily i wytarła łzy. Potter nie wiedział, czy była to gra, ale dla niego wyglądało to bardzo realistycznie.

- Przepraszam, nie powinnam się tak rozklejać.

- Hermiono- zaczęła ciepło- łzy nie są oznaką słabości. Jesteśmy tutaj same i Godryk świadkiem, że ja cię za nie nie potępiam. Każdy miewa gorsze chwile, a ja jestem tutaj, by ci pomóc, mówiłam ci.

- Dziękuję, Lily... W rzeczywistości mam do ciebie jedną prośbę- nie uśmiechała się.

- Zrobię wszystko, by móc ją spełnić- zapewniła radośnie Evans.

Hermiona spojrzała na nią badawczo, lecz Lily nie uchyliła się przed intensywnością jej wzroku. Podziwiał ją za to.

- Uznam, że tego nie powiedziałaś. Podejmij decyzję, gdy przedstawię ci moją prośbę- poczekała, aż kiwnie głową.- Proszę, pogódź się z Severusem.

Jamesowi opadła szczęka i jak wnioskował po rozszerzonych oczach rudowłosej, ta również była zaskoczona. Nawet jego nie prosiła, a byli wrogami!

- Słucham? Ale dlaczego? Severus i ja to już zamknięta historia. Prosił cię o to?- wyrzucała z siebie nerwowo.

- Nie, to moja osobista prośba. Lily, to twój przyjaciel i nie warto tracić go przez jedno nieporozumienie.

- Nieporozumienie?! Nazwał mnie szlamą!- w jej oczach zapłonął ogień.

Lily była wyraźnie zdenerwowana i chyba tylko poczucie honoru zatrzymywało ją z Hermioną.

- Lily... ja również jestem mugolaczką i wiem, jaki to ból, ale tracić przez to przyjaźń?

- Ale to przez to... to słowo było jeszcze gorsze! Był moim przyjacielem, nie powinien nigdy nawet tak pomysleć- dodała cicho.

Niespodziewanie Hermiona zaczęła rozpinać guziki szaty. James miał nadzieję, że miała jednak coś pod spodem, bo nie wiedział, jak się później wytłumaczy. Oczywiście, jeśli wpadnie. Wiedział, że nie powinien podsłuchiwać, ale był taki ciekawy...

- Nie powinien, zgadzam się. To, co zrobił było złe, ale przeprosił cię, błagał cię o wybaczenie, a to świadczy o jego pojęciu przyjaźni najlepiej. Widziałaś, żeby Severus Snape kiedykolwiek przepraszał kogoś innego?- spytała, zdejmując szatę.

Na szczęście miała pod spodem mugolskie ubrania. Lily jednak zdawała się nie dostrzegać poczynań drugiej gryfonki.

- Nie, nie widziałam. Ale Hermiono, znam go, on nie jest taki...

- Dokładnie- przerwała jej- znasz go, jako jedyna byłaś mu kiedykolwiek życzliwa w życiu. Nazwał cię szlamą, ponieważ się wstydził. Dziewczyna ratuje go przed prześladowcami? Całe życie starał sobie i innym udowodnić, że jest coś wart i w tamtym momencie poczuł się zerem, bo nie dał rady sam.

Dziwił się, że Lily jeszcze nie spytała, skąd Hermiona o tym wszystkim wie.  A wiedziała za dużo jak na nową uczennicę.

- Ale ich było czterech! Nawet gdy pomogłam Sverusowi, to była nierówna walka- zmarszczyła czoło.

Hermiona w tym czasie podwijała rękaw swojej bluzki.

- Ale Severus tak nie myśli i wiesz o tym- pokręciła głową.- Popatrz- wskazała na swoje odsłonięte ramię, a Lily zahłysnęła się powietrzem.- Mnie zrobiono o wiele gorszą rzecz, Lily. Zostałam naznaczona przez swoje pochodzenie. I nikt mnie za to nie przeprosił- powiedziała spokojnie.

Ponieważ James nie widział z powodu odległości, mógł się tylko domyślać, co znaczy "naznaczona". Lily była lekko zielona, gdy dotykała ręki Hermiony, patrzyła na nią ze strachem.

- Ale Hermiono... kto...

- Oddychaj- poradziła.- Czy to ważne, kto mi to zrobił? Z pewnością nie był to przyjaciel, ale nie o to mi chodziło. Severus naprawdę żałował, że powiedział to słowo. Wiem, że to boli, ale jeśli mu wybaczysz, ból zastąpisz szczęśliwymi wspomnieniami- zasłoniła ramię rękawem.- Lily, znasz Severusa lepiej niż ktokolwiek inny i wiesz, jak pociąga go mrok. Myślisz, że strata jedynej przyjaciółki wpłynie na niego pozytywnie?- wpatrywała się w nią intensywnie.

- Nie, oczywiście, że nie. On może się pogrążać w mroku i nie ma nikogo, kto mógłby go hamować, już wcześniej o tym myślałam...

- Tak, to też- przerwała delikatnie- ale pomyśl. W domu ma piekło, w szkole prześladowców, a jedyna osoba, na której mu zależy, go opuściła. Czuje się teraz taki bezwartościowy, nigdy niedoceniony... ale jest ktoś, kto go doceni. Nie będzie hamował jego mrocznej strony, da mu moc, by na wszystkich się odegrać- mówiła szeptem i po ciele Jamesa przeszły ciarki.

Zrozumiał, o czym mówiła Hermiona i widział, że ta prawda w końcu dotarła do Evans.

- On będzie chciał dołączyć do śmierciożerców... Przeze mnie...- jej oczy wypełniły się łzami.

Hermiona w jednej chwili doskoczyła do rudowłosej i ujęła jej twarz w dłonie.

- Wiem, że wcześniej pozwoliłaś mi na płacz, ale ja na razie nie mogę pozwolić na to samo tobie. Severus jeszcze nie dołączył do śmierciożerców, ale ma zamiar to zrobić. Proszę cię, zrób wszystko, aby do tego nie dopuścić. Z tego co wiem, James go przeprosił, ale to ty jesteś JEDYNĄ osobą, która może to zrobić.

Lily wzięła się w garść i odpowiedziała spokojnym głosem:

- Rozumiem, Hermiono. Dziękuję, że otworzyłaś mi oczy. Ja... nie wiem, czy dam radę... Severus jest tak nieufnym człowiekiem... Ale zrobię wszystko.

Hermiona odetchnęła i lekko się uśmiechnęła.

- Jest teraz w starej pracowni zaklęć. Został zaatakowany, ale uleczyłam go, jak tylko umiałam. Byłabyś teraz dla niego dobrym wsparciem. Nie musi wiedzieć, że to ja go znalazłam- spojrzała jej znacząco w oczy.

- Dobrze, dziękuję- kiwnęła jej sztywno głową i ruszyła z determinacją wypełniającą jej oczy.

Hermiona patrzyła za nią dopóki nie zniknęła za rogiem, po czym odwróciła się idealnie w jego stronę:

- James, możesz już wyjść.

Czyli jednak wpadł.

Gryfonka nie wyglądała na złą, jedynie zrezygnowaną. Delikatnie zdjął pelerynę niewidkę i podrapał się po głowie. Niekomfortowa sytuacja.

- Skąd wiedziałaś, że tutaj jestem?- zapytał cicho.

- Usłyszałam cię, poza tym używasz mocnych perfum- powiedziała i wywróciła oczami na jego zdziwioną minę.

- Przepraszam...- szepnął.

- James, powtarzasz się! Jak mam cokolwiek zrobić, jeśli ciągle wchodzisz mi w drogę?- zapytała zrezygnowana.- Proszę, jestem gotowa na burę- skrzyżowała ręce i popatrzyła na niego buntowniczo.

- Burę? To chyba ja powinienem na nią czekać...?

Naprawdę wiedział, że źle zrobił. Znowu. Mimo że obiecał sobie, nie udzielać się w sprawie Hermiony, to ciągle to robił. Ciągnęło go do niej, do planu, chciał działać!

- Nie wygarniesz mi, że jestem zdrajczynią? Albo czegoś podobnego? W końcu nastawiam twoją ukochaną na wybaczenie jej najlepszemu przyjacielowi. Będą blisko- powiedziała teatealnym, zmartwionym tonem.

- Nie tak blisko, jak ja i Lily możemy być- powiedział z przekonaniem.- Jeśli jest szansa na to, żeby Snape nie przyłączył się do...- zniżył głos- śmierciożerców, trzeba działać.

Dziewczyna patrzyła na niego najpierw nieco zdziwiona, a później lekko rozbawiona, zaintrygowana. Nie takiej reakcji się spodziewał, zresztą ponownie, ale może Hermiona wymyślała zemstę czy coś podobnego?

- Wiem, co mi wcześniej umykało. Jesteś idealistą.

- Słucham?- zdecydowanie nie tego się spodziewał.

- Idealistą- powtórzyła.- Masz pewne wartości, cele, które są dla ciebie świętością. Na przykład temat przyjaciół- są najważniejsi i zrobisz dla nich wszystko. Tak samo twój honor- nie możesz robić nic złego, krzywdy, bo to ujma. Masz po prostu swoje ideały, a wiara w nie jest wielka- ostatnie zdanie wypowiedziała odległym tonem.

- Jeśli tak, to jestem idealistą. Dlaczego doszłaś do tego dopiero teraz, skoro znałaś mnie wcześniej?

- Niewystarczająco- wzruszyła ramionami.- Teraz już zaczynam lepiej rozumieć twoje postępowanie... Ale dość już o tym, idź do łóżka, miałeś długi dzień. Ja muszę się jeszcze spotkać z Remusem.

Faktycznie, to był wyczerpujący dzień. W drodze do wieży Gryffindoru nie odezwali się słowem. James nie był w stanie mówić, kiedy prowadziła go przez nieznane przejścia. Zastanawiał się, czy dziewczyna robi to specjalnie, ale wyglądała, jakby nie zdawała sobie z tego sprawy. Nie zamierzał zwracać jej na to uwagi i tak była zbyt wyczulona na sprawy przyszłości. Zresztą sprawa bury ciągle pozostawała otwarta.

- Dobranoc.

- James...? Nie chcę kolejny raz cię przyłapać, na niczym. Naprawdę dziękuję, że tak się angażujesz, ale swoją nieodpowiedzialnością możesz zniszczyć cały plan.

Kiwnął jej tylko głową- Remus już czekał na Hermionę, a on nie chciał się tłumaczyć przy drugim najbardziej odpowiedzialnym człowieku, jakiego znał. Poza tym Lunatyk wyglądał marnie ze względu na zbliżającą się pełnię i nie zamierzał dokładać mu zmartwień. Niby nie przeszkadzało im to przy robieniu czegoś we Wrzeszczącej Chacie, ale... Nie, nie będzie się mieszał.

Potter zapadając w sen, nie mógł uwierzyć, że to wszystko, czego dzisiaj doświadczył, naprawdę zdarzyło się jednego dnia. Zabawne, jak czas szybko mija na ratowaniu tyłka Snape'a. Jakkolwiek by to nie brzmiało.

^.^.^

Na śniadaniu nie zobaczył Remusa. Zbytnio się nie zdziwił, naprawdę miernie wyglądał, bo do pełni zostały dwa dni. To i tak cud, że wrócił na noc do dormitorium. Zwykle zaszywał się we Wrzeszczącej Chacie przynajmniej pięć dni przed przemianą.

Jednak jego nieobecność była problemem, bo Hermiona siedziała sama. Nie wyglądała na niezadowoloną z tego faktu, ale czuł się jak bydlak. Nie dość, że ciągle jej przeszkadzał, to jeszcze ona za każdym razem mu pomagała. Z nadzieją rozejrzał się za Lily, ale ta także siedziała sama, wpatrując się nieprzytomnie w owsiankę.

Teraz czuł się podzielony na trzy części: Petera, Hermionę i Lily. Jego wieloletni przyjaciel miał wiele kompleksów, a on nie chciał mu dokładać kolejnych zmartwień. Choć nie minął nawet miesiąc od przybycia dziewczyny, Glizgodon zapałał do niej równą antypatią, jaką ona okazała przy pierwszym spotkaniu. Rogacz nie mieszał się, dopóki jawnie się przy nim nie kłócili. Lubił Hermionę i rozumiał także jej problemy, chciał jej ulżyć, a równocześnie uczestniczyć w zmienianiu świata. Do tego dochodziła jeszcze Evans, z którą nie zawarł nawet stabilnego pokoju, a już planował z nią przyszłość. Żeby utrzymać przy sobie te osoby, nie mówiąc nawet o pozostałych, potrzebował wiele czasu i wysiłku, bo same o niego nie zabiegały. Czuł się już zmęczony, więc wyszedł z Wielkiej Sali, kierując się w stronę kuchni.

^.^.^

Niestety nie został zwolniony z zajęć tego dnia, więc z ociąganiem szedł na transmutację. Nie mógł się po prostu doczekać kolejnych czujnych spojrzeń McGonagall i jej krótkiego: "Potter, wszystko dobrze?". Chyba, że sprawa pobicia Snape'a wyszła na jaw, wtedy byłby głównym podejrzanym i już nie traktowałaby go jak jednego ze swoich młodych.

Pod drzwiami sali było już kilku uczniów, ale nikt z jego paczki się jeszcze nie zjawił. Nie miał ochoty na puste rozmowy, więc stanął na uboczu i otworzył książkę od transmutacji. Powtórka jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Wręcz przeciwnie- do jego zawodu aurora przyda się znakomicie.

Był w połowie rozdziału o transmutacji cieczy w ciało stałe, gdy poczuł na sobie czyjś wzrok. Zanim jednak podniósł głowę, miał pewne podejrzenia, co do właściciela. Bezgłośnie westchnął, przygotowując się na walkę między tym, co słuszne a jego zachciankami i spojrzał w górę.

Tak, tylko te czarne tęczówki umiały wbijać w niego wzrok. James miał świadomość, że nie może nic zrobić, bo najzwyczajniej nie powinien i sprawiało to, że czuł się ograniczony. Był jednak Potterem i nie uginał się pod byle naciskiem.

Co dziwne, spojrzenie Snape'a nie było napastliwe czy intensywne, ale neutralne. Rogacz jeszcze nie widział u niego takiego wzroku. Czasami Snape odpowiadał na ich zaczepki obojętnością, a jego oczy zmieniały się wtedy w dwa czarne, puste tunele. Teraz miały duszę, kryły za sobą człowieka. Po chwili niepewności, skinął głową. Ślizgon patrzył na niego kilka sekund, po czym odwrócił się, w żaden sposób nie odpowiadając na jego gest.

James pokręcił głową i ze zrezygnowaniem wrócił do książki. Oczywiście, mile zaskoczył go fakt, że nie oberwał żadną klątwą, a Snape patrzył na niego bez agresji, jednak posłałby to do diabła, gdyby mógł odzyskać dawną relację. Choć wiedział, że to nie do końca prawda. Po prostu miał dosyć bycia spoiwem. Tego, że tylko on musiał wszystko robić. Uważać na słowa, myśleć nad konsekwencjami, planować. To nie był jego styl, on działał bez zastanowienia, instynktownie. Czuł się zmęczony.

Obserwował, jak pod salę podchodzi zaczytana Hermiona. Uśmiechnął się lekko na ten widok. Mimo że przybyła z przyszłości, zakuwała tak, jakby od tego zależało jej życie. Śmieszyła go w takich momentach. Jednak była to jedna z cech, która sprawiała, że Hermiona wydawała się być normalną uczennicą z siódmego roku.

Po chwili podszedł do niej Snape. Uniesiony kącik zamarł na ustach Jamesa, jednak uspokajał się czujnością dziewczyny. Ona nie pozwoliłaby zaskoczyć się tak łatwo. Obserwował, jak Snape zaczyna raczej niezobowiązującą rozmowę, a Hermiona się rozluźnia. Popatrzył na nich jeszcze przez kilka chwil, po czym odwrócił wzrok, aby nikt nie zauważył. Zachowanie ślizgona było dziwne. Mógł przyjąć fakt, że nie okazał mu wrogości, ponieważ jegoqqq dostał spokój, który James obiecywał. Ale Hermiona? Oczywiście, to wszytko nie odbyłoby się bez niej, ale Snape nienawidził osób mugolskiego pochodzenia, prócz Lily oczywiście. Do niedawna tylko warczał, gdy panna Granger się do niego przysiadała, a teraz nagle sam zaczyna rozmowę.

- Severus jest niezwykle honorowym człowiekiem.

Aż podskoczył na dźwięk głosu Lily. Dopiero gdy się odezwała, zauważył, że stoi koło niego. Jak bardzo musiał się zamyślić, żeby tego nie dostrzec?

- Wiem, że myślisz o nich- wyjaśniła.

- Skąd?

- Takie rzeczy poznaje się od razu, James. Zresztą nic dziwnego, że jesteś niespokojny przez ich rozmowę, też bym była, gdybym nie znała Severusa. Nie zrobi jej krzywdy, to nie podstęp.

- Nie boję się o nią, Hermiona jest inyeligentna i nie da się wpędzić w żadną pułapkę- wzruszył ramionami.

Dziewczyna popatrzyła na niego badawczo, ale po chwili się uśmiechnęła.

- Mówię ci to dlatego, że ja też jestem honorowa. Słyszałam, że stanąłeś wczoraj w obronie Severusa, a już wcześniej dowiedziałam się, że go przeprosiłeś. Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna.

- Już nie uważasz, że jestem zły?- serce zabiło mu mocniej.

- Nigdy tak do końca nie uważałam, ale... oficjalnie zostałeś uniewinniony- uśmiechnęła się łobuzersko.

Stali blisko siebie, niemal oddychali tym samym powietrzem. Jej zielone oczy były tak blisko, jak jeszcze nigdy wcześniej. Pochylił się lekko do przodu i tak mało brakowało, by ją pocałował! Jednak ona w tym samym momencie wstała i uśmiechnęła się uroczo.

- Życzę wam szczęścia z Hermioną- powiedziała na odchodnym, a jemu dosłownie szczęka opadła.

Widział, jak jego dama serca podchodzi do przed chwilą obgadywanej dwójki, wita się, rozmawia... ale w uszach brzęczały mu te słowa. Wciąż i wciąż, i wciąż! Nawet, gdy Hermiona podeszła do niego ze zmartwionymi oczami.

- Jak ona mogła pomyśleć, że jestem tobą zainteresowany?!- wybuchł, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć.

Raczej nie tego się spodziewała.

- Bez obrazy, Hermiono. Niczego ci nie brakuje, ale latam za nią od piątego roku! Nawet teraz nie robię niczego innego, jak staram się przekonać ją do siebie, a ona wyskakuje mi z tekstem: "Życzę wam szczęścia z Hermioną"!- spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem.

On jedynie uważnie go słuchała, bez żadnych emocji wypisanych na twarzy. Po chwili przyszło mu do głowy, że to ona powiedziała coś Lily i że niechcący mógł ją zranić.

- Hermiono- zaczął łagodnie- czy ty...

- Nie!- aż podskoczyła.- Nic jej na twój temat nie mówiłam, to nie moja sprawka.

- Ale może... czujesz coś do mnie, a ona to zauważyła?

- Nie, James, ja też nie chcę cię urazić, ale nic do ciebie nie czuję- powiedziała stanowczo.

O dziwo, nie poczuł ulgi, bo nadal nie wiedział, dlaczego Lily pomyślała o nich jako parze. Jednak zanim miał szansę cokolwiek powiedzieć, profesor McGonagall zaprosiła ich do klasy.

sobota, 25 lutego 2017

Zimowa misja cz.5

- Spiorę go, tak, że rodzona matka go nie pozna, wyrwę mu ten jęzor i wyślę go jej w prezencie albo...

- Syriuszu, chcesz wiedzieć, co się stało, czy będziesz ciągnął swoją tyradę?

Huncwoci wracali ze Skrzydła Szpitalnego. Profesor McGonagall zwolniła ich z pierwszych zajęć, żeby mogli odebrać Jamesa. W rzeczywistości był to jednak bardzo ślizgoński układ- dała im czas, żeby dowiedzieli się, kto był oprawcą jej podopiecznego. Kiedy został znaleziony, powiedział, że nie pamiętał, kto go napadł, chociaż oczywistym było, że to kłamstwo. Potter doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ich Opiekunka Domu jest niezadowolona z jego postawy. Nienawidziła, gdy robił coś Severusowi i gdy udowadniał swoją fałszywą niewinność, ale gdy zostawał skrzywdzony, broniła go ze wszystkich sił.

- Poszedłem po Snape'a do lochów i wyzwałem go na pojedynek.

Peter głęboko wciągnął powietrze, Łapa wyglądał na zdziwionego.

- Byłem wściekły- zaznaczył- i nie myślałem racjonalnie, więc w trakcie walki go przeprosiłem.

Teraz już cała trójka patrzyła na niego jak na wariata.

- Nie pamiętam tego dobrze, tylko urywaki walki... Snape był bardzo dobry, wściekł się po przeprosinach i to go napędzało. Następne, co pamiętam, to Skrzydło Szpitalne. Był tam, gdy się obudziłem, równie wkurzony jak wcześniej. Myślał, że moje przeprosiny stanowiły swego rodzaju haczyk do następnej psoty... Później unieruchomił mnie i wlał do gardła veritaserum.

- Co z niego za gnój! Śmierdzący bydlak!- Black znowu zaczął się rozkręcać.

- Masz rację, co do tego- przerwał mu- ale przemyślałem to i nie dziwię się, że tak postąpił...

- Ale...!

- James...!

- Ty co...?

- Słuchajcie- uciszył poddenerwowanych kolegów i na wpół zszkokowanego Remusa- czy kiedykolwiek spojrzeliście na Snape'a tak naprawdę? Ja spojrzałem ostatniej nocy. Zobaczyłem wrak człowieka. My go zrobiliśmy wrakiem. My, gryfoni! Ma tyle blizn po naszych wybrykach... chodzi poddenerwowany, podskakuje na każdy głośniejszy dźwięk. Jest ofiarą, on się tylko bronił. W późniejszych latach atakował, bo nie chciał, żebyśmy my zrobili to pierwsi. Jest gnojkiem, ale to my go takiego stworzyliśmy. Wiem, że prawdopodobnie trudno wam to teraz zrozumieć- powiedział do Syriusza i Petera- ale zaufajcie mojej aurorskiej wiedzy.

- Ale Veritaserum?!

- Powienienem go za to sprać i byłoby to raczej sprawiedliwe, ale nie chcę rozpętywać wojny od nowa.

- Ale James, przecież to jest śmieć i papra się czarną magią! Takich typków nie można żałować, a co dopiero im ufać!- powiedział zirytowany Peter.

Pottera już męczyła ta rozmowa. Czuł, jakby rozmawiali o dwóch innych osobach- ofierze i zabójcy. Oczywiście, to były różne oblicza Snape'a, ale oba stworzone przez sytuację. Nie chciał być winny stworzenia potwora, więc podjął środki, żeby temu zaradzić. Ale oni tego kompletnie nie rozumieli, nawet jeśli tłumaczył to w najbardziej obrazowy sposób!

- Myślę, że Rogaczowi chodzi o to, że to przez nas papra się w tej czarnej magii, więc jeśli my znikniemy z jego życia, może przestać jej używać- odpowiedział za niego Remus.

- Czyli co chcesz, żebyśmy powiedzieli McGonagall?- spytał spokojnie Syriusz.- Nie pokrzyżuję ci planów, nawet jeśli są dla mnie szalone.

- Ale przecież musimy powiedzieć, że to Snape! Za podanie ci Veritaserum może nareszcie wylecieć ze szkoły!- zaprotestował Peter.

- Niech uzna to jako prezent na nowej drodze- pokręcił głową.- I powiedzcie McGonagall, że to jakaś dziewczyna tak mnie urządziła- uśmiechnął się.

- Za kradzież bielizny?- zaproponował Remus.

- A ty tak bardzo się wstydzisz!- zachichotał Syriusz.

- Gdyby chciała wyciągnąć jakieś konsekwencje, nie może, bo wszystkiemu zaprzeczysz- powiedział Remus z uśmiechem.

- Dokładnie- cała trójka zachichotała i nawet Peter się uśmiechnął.

W takiej sytuacji zastała ich panna Evans. James od razu spiął się na jej widok, ale przede wszystkim poczuł ukłucie w sercu. Rudowłosa dziewczyna za kimś się oglądała, a w sposób, w jaki zabłysły jej oczy, gdy go zobaczyła, nie pozostawiał wątpliwości, za kim. Wszyscy dopowiedzieli sobie własną historię i nagle został na kanapie sam. Wcale nie miał ochoty rozmawiać z gryfonką, przede wszystkim przez swoje poprzednie, dziecinne zachowanie. Co nie zmieniało faktu, że zabolało go, że ta konkretna dziewczyna ma o nim takie zdanie.

- James, możemy porozmawiać?

- Oczywiście. Co tam, Evans?

- Chciałam Cię przeprosić. Sussie i Megan potwierdziły twoje słowa. Nie powinnam była oceniać cię tylko przez moje podejrzenia.

- Dlaczego uparłaś się, żebym był tym złym?

Dziewczyna zmarszczyła czoło.

- Przez twoje zachowanie w stosunku do... Severusa. Napadłeś go już w pociągu i gnębiłeś. Nie byłeś taki w stosunku do nikogo innego! Oczywiście, robiłeś swoje kawały wszystkim naokoło, ale one nie szkodziły. Twoje dobre cechy wydawały mi się tylko przykrywką, bo nie wiedziałam, jak ktoś dobry może dręczyć kogoś... już tak skrzywdzonego.

- Wiem, to było po prostu złe, ale wreszcie do dostrzegłem. Nawet przeprosiłem Snape'a- uśmiechnął się lekko na jej zdziwioną minę.

- W takim razie gratuluję, że wreszcie otworzyłeś oczy. Ale mimo wszystko, proszę, nie stosuj na mnie swoich gierek. Mam swoje życie, ty masz swoje... Nadal ci nie ufam.

- A co powiesz na wspólną naukę? Nie będę ci przeszkadzał- zaznaczył szybko.

Lily westchnęła.

- Mam wrażenie, że się od ciebie nie uwolnię, więc... dobrze. Jeśli chcesz, możesz przyjść do biblioteki jutro o siedemnastej. Będziemy się uczyć- zaznaczyła.

- Do zobaczenia- uśmiechnął się na odchodnym.

Odwrócił się, by zaraz stanąć oko w oko ze wściekłą Hermioną Granger. Dla innych wyglądała normalnie- miała na sobie szaty, niosła książki, nie zmieniła fryzury... Tylko on widział ten wściekły wzrok, który zdumiał go swoją intensywnością.

- Mogę porozmawiać z tobą na osobności?

- Oczywiście.

Dziewczyna ruszyła w stronę portretu, więc z ociąganiem za nią podążył. Szykowała się awantura i nie wiedział, czego ma się po niej spodziewać. James często wysłuchiwał krzyków swojej paczki. Syriusz zawsze gwałtownie wyrażał swoje zdanie, ale on zawsze umiał go uspokoić. Remus, choć zwykle spokojny, miewał swoje wybuchy. Zawsze go wtedy karcił. Nawet Peter czasami krzyczał, chociaż w jego wypadku trzeba to nazwać piszczeniem, gdy czuł się odsunięty lub ignorowany. Na każdego z nich Rogacz miał swój sposób- szczerość, lecz odmiennie prezentowana.

W końcu weszli do jakiejś nieużywanej sali i po sprawdzeniu jej przez Hermionę, zablokowali drzwi. Potter oparł się o biurko i czekał na wrzaski, ale dziewczyna tylko na niego patrzyła. To było to samo intensywne spojrzenie, które rzuciła mu w Pokoju Wspólnym. Poczuł się bardzo nieswojo, gdy tak stali w milczeniu, a cisza stawała się coraz cięższa.

- Nie wiesz nawet, o co jestem zła, prawda?- zapytała w końcu Hermiona.

W milczeniu pokręcił głową. Zwykle nie miał powodów do czucia się winnym, ale odkąd ona zjawiła się w jego życiu, wszystko się zmieniło. Samo jej spojrzenie wzbudzało w nim wyrzuty sumienia.

- A walka ze Snapem, James? Czy ty wiesz, jak bardzo zagroziłeś wszystkim planom? Przyszłości? SWOJEMU SYNOWI?

Potter w osłupieniu wpatrywał się na czerwoną Hermionę, której włosy zaczęły się elektryzować. Nawet nie pomyślał o konsekwencjach, a miał tyle czasu.

- Co byś zrobił, gdybyś wygrał?! Jak byś go przeprosił?! W żaden sposób nie mogłabym naprawić twoich szkód! I walczyłeś z nim tylko dlatego, że byłeś wściekły?! CZY TY JESTEŚ POWAŻNY?! Na gacie Merlina, Potter! Znałeś stawkę! To nie wasza kolejna bitewka szkolna! Przez CIEBIE wszyscy, których znasz mogą zginąć! Zrozumiałeś?- warknęła.

Znalazł w sobie siłę jedynie na kiwnięcie głową. Był przerażony.

- Teraz użyję legilimencji, a ty nie będziesz się opierał- powiedziała stanowczo.

Po chwili przeżył jeszcze raz walkę i rozmowę w szpitalu. Było to bardzo nieprzyjemne, ale także pomocne. Mógł zobaczyć całą walkę bez luk w pamięci i wyciągnąć wnioski. Były one raczej ubogie, bo wciąż nie mógł się otrząsnąć z szoku, ale przynajmniej czegoś się dowiedział.

Patrzył ostrożnie na Hermionę, lecz chyba najgorszy gniew minął, bo teraz jedynie marszyła czoło.

- Przepraszam, nie przywykłem, że nie tylko ja ponoszę konsekwencje moich działań.

- A Huncwoci?- jej oczy nagle ponownie stały się bystre.

- Oni zawsze wiedzieli, za co mają karę, bo sami się w to wplątywali. Często moim śladem, ale to była ich własna decyzja.

- Dobrze, wierzę ci, ale na przyszłość, proszę, pomyśl, zanim coś zrobisz- powiedziała chłodnym głosem.

- Hermiono, czekaj. Jak myślisz, co miał na myśli Snape, kiedy powiedział "ona"?

- Nie wiem- pokręciła głową.- To mogło oznaczać absolutnie wszystko... Prawdopodobnie dowiem się w najbliższych dniach.

- Jak wychodzi ci praca z Remusem?

Delikatnie uniosła brwi do góry, ale w końcu się uśmiechnęła.

- To dopiero początki, ale jestem z niego zadowolona.

- W takim razie cieszę się, że wszystko układa się po twojej myśli- potargał włosy i uśmiechnął się zawadiacko.

- Nie spytasz, co z nim robię?- spytała lekko zaskoczona.

- Nie. Skoro mi nie powiedziałaś...- wzruszył ramionami.

- To znaczy, że Huncwoci nie mówią sobie wszystkiego?

James z uśmiechem oparł się o ławkę i zaczął opowiadać:

- Kiedyś tak było, ale w końcu wprowadziliśmy zasadę zaufania. Jeśli coś wpływa na grupę, cała czwórka musi o tym wiedzieć. Wiadomo, że jesteśmy przyjaciółmi i w gruncie rzeczy to sobie mówimy o różnych sprawach, ale nie jest to przymus.

Hermiona usiadła na jednej z ławek.

- Dlaczego wprowadziliście taką zasadę?

- Syriusz opowiadał nam szczegóły swojego związku, gdzieś na piątym roku. Jak możesz to sobie wyobrazić, po jakimś czasie mieliśmy tego dość, ale on zawsze tłumaczył się zasadą mówienia wszystkiego przyjaciołom. W końcu Remus zaproponował jej zdjęcie i wszyscy się zgodzili. Wszyscy odczuliśmy zmianę, gdy nie powiedziałem chłopakom u szlabanie u McGonagall. Nie wydawało mi się to ważne, ale później dziwnie się czułem, gdy tam szedłem, a nikt mnie nie odprowadzał, nie dostałem kazania czy pocieszenia. Wkrótce jednak stało się to naturalne. Nie chciałbym musieć mówić huncwotom o wszystkich moich prywatnych sprawach.

- Rozumiem cię. U nas przyszło to jednak z konieczności. Im mniej wiesz, tym mniej możesz zdradzić... Też czułam się dziwnie- przyznała.- Fakt, że moi przyjaciele nie są świadomi niektórych planów, a ja tak i odwrotnie, wydawał mi się bardzo niepokojący.

- Zawsze, gdy o sobie opowiadasz- zaczął ostrożnie- nawiązujesz do wojny i jak ona zmieniła Twoje życie. To znaczy, że wcześniej w niej nie uczestniczyłaś?

Zmarszczyła brwi, lecz on cierpliwie czekał na odpowiedź. Od samego początku ciekawiła go ta kwestia- jak mogła opowiadać o zmianach w swoim życiu, skoro oni właściwie byli już w stanie wojennym? Mieli tego samego wroga, więc zaczynająca się w jego czasach wojna musiała trawać przez całe jej życie.

- To dosyć skomplikowane, James. Wojna zawsze dyszała nam na karku, czuliśmy jej oddech, ale nie ingerowała zbytnio w nasze życie. Oczywiście do czasu. Swoje ostatnie lata w Hogwarcie spędziliśmy na szkoleniach, planach... Jednak nie byliśmy przygotowani na wojnę Voldemorta.

Wzdrygnął się, gdy wypowiedziała to imię, a ona spojrzała na niego zaskoczona, po czym zaczęła się śmiać.

- Dawno nie widziałam takiej reakcji na to imię- nagle jej uśmiech zniknął.- Wszyscy, którzy nie mieli odwagi go wypowiedzieć, zginęli.

- Hermiono, znów wracasz do tego tematu- delikatnie pogłaskał ją po ramieniu, a ona się wzdrygnęła.- Myśl o tym, co dzieje się teraz, zmieniasz świat. Może to dopiero początek, ale już doprowadziłaś do mojego pogodzenia się ze Snapem.

- Tak, coś już zrobiłam- uśmiechnęła się delikatnie.- Dobra, udało ci się mnie udobruchać, ale potraktuj to na poważnie. Muszę iść, umówiłam się z Lily.

- Z Lily? To wy się... eee, nie wiem, jak to się mówi w dziewczyńskich swerach... kolegujecie?

- Tak, James, ja i Lily się kolegujemy. Nie, nie powiem Ci, co o tobie mówiła- rzuciła, wychodząc.

- To coś mówiła?!- zawołał za nią, ale nie usłyszał odpowiedzi.

^.^.^

Korytarze Hogwartu nigdy nie wydawały mu się tak bardzo przyjazne, czuł się niemal tak jak w domu. Jego przyszła dziewczyna wreszcie zwróciła na niego uwagę, przyjaciele stali za nim murem, pozbył się swojego wroga, a na dodatek pomagał dziewczynie z przyszłości uratować świat. Był we właściwym miejscu. Powrót do wieży zabrał mu więcej niż powinien, bo nadal był obolały, ale Gruba Dama mogła zobaczyć jedynie uśmiech na jego twarzy. Przechodząc, przez Pokój Wspólny widział współczujące spojrzenia, które wcale mu nie przeszkadzały. To było częścią jego życia- przywykł do bycia obserwowanym, sława była jego przyjaciółką.

- James, kto ci to zrobił?- zapytał Evan Owsley.

- Nie pamiętam- wzruszył ramionami.

- To na pewno był Snape- powiedział z nienawiścią Pierce Gardner.

- Zawsze był draniem- splunął Alexander Walton.

- On...

- Ale nie musisz się martwić, już się nim zajęliśmy- Travi Wilson uśmiechnął się dumnie.

- Wy co?!- James spojrzał w szoku na uśmiechającą się czwórkę.

Nagle uczucie spełnienia zastąpiła panika. Dopiero się z nim pogodził!

- Wiedzieliśmy, że nie przyznałbyś się do porażki- Pierce popatrzył na niego współczująco.

- A twój honor, jest naszych honorem. On na pewno nie walczył fair, więc mu pokazaliśmy- Evan uśmiechnął się diabelsko.

- Co mu zrobiliście?

Potter patrzył na nich przerażonym wzrokiem, lecz żaden tego nie dostrzegał. Myśleli, że będzie z nich dumny. Czy aż tak postawił swoich kolegów przeciwko Snape'owi? Głupie pytanie, jasne, że tak.

- Zasadziliśmy się na niego i wbiliśmy do głowy, gdzie jego miejsce. Ciekaw jestem, kiedy go znajdą.

Czwórka chłopaków się zaśmiała. Z sytuacji wynikał jeden plus- była to grupka mięśniaków, którzy bardziej cenili rozwiązania fizyczne niż subtelności. Snape nie będzie miał żadnych skutków ubocznych w przyszłości, ale trzeba go szybko znaleźć. Kolejne kłopoty. Odkąd Hermiona się zjawiła ciągle coś mu się przydarzało...! Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

- Dlaczego wcześniej mnie nie spytaliście?

- My...

- Nie obchodzi mnie to!- huknął, a wszyscy zamilkli.

Oczy gryfonów zwróciły się na niego. Był to jego ostatni rok, miał dobre oceny, stał się kapitanem drużyny, pozostając szukającym, urody też mu nie poskąpiono, a jego paczka robiła najlepsze dowcipy- traktowano go więc jak lidera gryfonów. Jego pozycja pozwalała mu na dużo, ale nigdy tego nie wykorzystywał, aż do dzisiaj.

- Obrażenia, jakie odniosłem, nie są waszą sprawą. Nigdy nie były i nigdy nie będą. Moje pojedynki napełniają dumą lub wstydem wyłącznie mnie. Nie reprezentuję was, gryfonów, lecz ród Potterów. Zemsta jednego z was jest jedynie hańbą dla mojej rodziny, bo wychodzi na to, że jestem tchórzem- spróbował naśladować spojrzenie Hermiony i kilka osób się wzdrygnęło.- Snape nie jest moim wrogiem.

Wiele osób się zaśmiało, inne prychnęły, kolejne odetchnęły z ulgą, że to jednak nie było na poważnie.

- Czy mój przyjaciel jest śmieszny, że się z niego śmiejecie?- spytał zimny głos.

Syriusz stał za nim i wpatrywał się z niechęcią w gryfonów. Znowu miał swoją maskę arystokraty, która aż wbijała w fotel, kiedy widziało się ciągle uśmiechniętego Blacka. Wszyscy znowu ucichli.

- Możecie mieć ze Snapem własne utarczki, ale James wyraźnie powiedział, że on nie jest jego wrogiem. Jeśli ktokolwiek zaatakuje go w naszym, to znaczy huncwotów, imieniu, odpowiemy- ciągnął swoim niebezpiecznym tonem.

- Wilson- chłopak aż podskoczył, gdy James wypowiedział jego nazwisko.- Zaprowadzisz mnie do Snape'a, teraz. Gardner, ty zaprowadzisz tam Hermionę, prawdopodobnie jest w bibliotece.

Cisza, jaka zapanowała, aż dzwoniła w uszach.

- Już- wyszeptano tuż za nimi i wszyscy podskoczyli.

James miał ochotę się uśmiechnąć. Remus może nie miał niebezpiecznego głosu, ale potrafił poruszać się bezszelestnie, co wykorzystał, skradając się za plecy winowajców. Zrobili ładne przedstawienie i wiedział, że gryfoni zapamiętają je na długo. Już kiedyś tak było, kiedy ktoś zaatakował Petera, a oni, pozostali huncwoci, mu się odwdzięczyli. Nie palnęli może takiej mowy, ale dla wszystkich przekaz był jasny.

Wiedział, że Syriusz zrobił to jedynie dla niego i był mu bardzo wdzięczny. To właśnie w nim uwielbiał- przyjaciele byli dla niego najważniejsi. Nawet jeśli się z nimi nie zgadzał, zawsze starał się pomóc.

Wychodząc, nie mógł mu w żaden sposób podziękować, bo wyszłoby na to, że nie ustalali tego wcześniej. Remus dołączył do niego i Traviego, który mamrotał jakieś przeprosiny, po czym wyszli.

Musieli działać szybko, bo cisza nocna zbliżała się wielkimi krokami, a James nie wziął peleryny niewidki. Zeszli do lochów i skierowali się w stronę schowka. Wilson wskazał mu tylko drzwi i odszedł, tłumacząc się pracą domową. Z tego względu cieszył się, że Syriusz został w Pokoju Wspólnym. Mógł chociaż trochę uspokoić gryfonów.

Weszli do środka i od razu ujrzeli skuloną postać. Tamta czwórka na pewno nie lubiła się bawić w subtelności. Snape nie był w żaden sposób schowany, a jego krew brudziła podłogę. Na szczęście nie widział jej dużo, obrażenia musiały być powierzchowne.

Remus popatrzył współczująco na ich byłego wroga i powoli do niego podszedł. Snape nie sprawiał wrażenia, jakby ich zauważył. Lunatyk położył delikatnie dłoń na ramieniu ślizgona, ale on od razu próbował się odsunąć z rozdzierającym jękiem, więc dali spokój.

Wyglądał bardzo krucho. Nie wiedzieli, jak mogą mu pomóc, ale mieli nadzieję, że Hermiona coś zdziała. Nie chcieli zabierać go do Pomfrey, ale jeśli nie da im się dotknąć, nie będą mieli wyboru.

Nie czekali długo. Hermiona wpadła jak burza przed drzwi i od razu wzięła się do roboty. Uniosła go w powietrze i zaczęła rzucać nieznane Jamesowi zaklęcia.

- Muszę was prosić, żebyście wyszli.

Dziewczyna nie wyglądała na wściekłą ani poruszoną. Prawdopodobnie takie obrażenia były dla niej jedynie drobnostką. Wyszli bez sprzeciwu, chociaż Jamesa bardzo ciekawiła procedura leczenia.

- Innym razem- powiedział Lunatyk, odczytując jego myśli.- Chodźmy stąd... ten zapach...- skrzywił się.

Po tych słowach szybko się ewakuowali. Potter wiedział, że wilkołaki mają niesamowity węch, a wraz z przybliżającą się pełnią, wrażliwość na zapachy w ludzkiej postaci zwiększała się. Remus się oczywiście nie skarżył, ale on widział zaciśnięte pięści i wzrok utkwiony w podłogę. Prawdopodobnie jego oczy przybrały teraz żółty kolor.

Gdy weszli do Pokoju Wspólnego, tylko kilka osób spojrzało na nich ciekawie. Czyli Syriusz zdołał uspokoić gryfonów. Szybko zaprowadził Lupina do dormitorium i usadził go na łóżku. Jego przyjaciel nadal nie chciał spojrzeć mu w oczy.

- Peter, dawaj tu jakąś roślinkę.

Glizdogon nawet nie zadawał pytań, tylko zaczął wizualizować jakieś zielsko. Takie sytuacje zdarzały się dosyć często. Remus natomiast podniósł nagle żółte oczy.

- Skąd wiedziałeś?- zapytał zaskoczony.

- Instynkt- uśmiechnął się.

Choć wiedzieli o jego likatropii i co pełnię mu towarzyszyli, Remus nadal nie wyzbył się zwątpienia w siebie. Myślał, że go odrzucą i często ukrywał się przed nimi, gdy sobie nie radził. Jednak oni zawsze starali się mu pomóc.

- Proszę, Remusie- Peter podał mu zielsko w doniczce, a on się zaciągnął.

- Mmm, dzięki, Peter. To z twoich ostatnich wakacji, mam rację?

- Twój nos jak zwykle nie zawiódł- zachichotał.

Kiedy Lunatyk nie mógł nad sobą zapanować, czarowali dla niego jakiś fragment natury. Zwykle jednak zajmowali się tym Peter lub Syriusz, bo on nie znał się zbytnio na roślinach i nawet nie wiedziałby, co wyczarować. Remusowi pierwotny zapach pomagał się zrelaksować, dawał komfort i prawie zawsze działał.

James spojrzał na zegarek- trwała już cisza nocna. Miał przeczucie, że Hermiona nadal nie wróciła do wieży.

- Pójdę zobaczyć, co z Hermioną... i Snapem.

środa, 25 stycznia 2017

Zimowa misja cz.4

Witajcie! Trudno było mi się zabrać do rozdziału, ale dzisiaj poczułam w sobie wenę i oto jest. Mam nadzieję, że kolejne przygody Jamesa przypadną Wam do gustu.

***

Przez cały dzień Rogacz zastanawiał się, dlaczego Syriusz był pewny, że przy bliższym poznaniu Lily okaże się dla niego nudna. Jasne, wskazał mu błędy w powierzchownym jej podziwianiu, ale to łatwo można naprawić.

Wieczorem postanowił zacząć proces poznawania miłości jego życia. Siedziała jak zwykle w bibliotece, a właściwie już się zbierała. Znajomość jej planu dnia właśnie mu się przydawała.

- Hej, Lily- podszedł do jej stolika bardzo spokojnym krokiem, patrząc, jak dziewczyna sprząta swoje miejsce pracy.

- Witaj, James- zerknęła na niego, ale już po chwili wróciła do wkładania materiałów do torby.

- Odrobiłaś już może Starożytne Runy?

- Nie dam ci spisać- prychnęła.

- Nie musisz, ja swoje już dawno odrobiłem- przeczesał włosy i uśmiechnął się zawadiacko.

- W takim razie, czego chcesz?- patrzyła na niego z niechęcią.

Jak teraz pokierować rozmową? Odwołać się do jej roli prefekta i poprosić o wytłumaczenie jakiejś kwestii? A może zaciekawić jej wewnętrznego kujona jakąś ciekawostką? Pozostawał też komplement dla ładnej dziewczyny...

- Po prostu zobaczyłem książkę o runach i pomyślałem, że w czymś mogę ci pomóc- wzruszył ramionami.

Lily popatrzyła na niego zdziwiona i nieco podejrzliwa, ale odpowiedziała uprzejmie.

- To miłe, ale właśnie skończyłam.

- Wracasz do wieży? Może mógłbym cię odprowadzić?

Matka zawsze wpajała mu odpowiednie zachowania w stosunku do kobiet i teraz jej za to dziękował. Romantyczne gesty działały cuda- rudowłosa lekko się zarumieniła.

- Przecież idziemy w tę samą stronę, ale niech ci będzie- uśmiechnęła się lekko.

- Pozwolisz, że wezmę twoją torbę?- spytał, wychodząc z biblioteki.

- Mogę rzucić zaklęcie lewitacji... ale dziękuję- powiedziała, przekazując mu swój tobołek.

To było zbyt proste! Czyli jedna rozmowa sprawi, że dziewczyna, która nie chciała mieć z nim nic wspólnego, padnie mu do stóp. Syriusz się zdziwi!

- Wszystko dla pięknej damy- ukłonił się lekko.

Zaśmiała się, po czym pokręciła głową.

- James, to naprawdę miłe, że tak się starasz, ale powiedz, o co chodzi.

- Ale o co ma chodzić?

Rzuciła mu spojrzenie pełne politowania.

- Nie rób ze mnie kretynki. Nie jeden raz widziałam, jak bajerowałeś tak Sussie, żeby załatwiła ci zniżki na miotły, chociaż w ogóle ich nie potrzebujesz...

- Potrzebuję nowych mioteł!- zaprotestował.

- Mówiłam o zniżkach. Jesteś bogaty i stać cię bez nich na kupno mioteł- pokręciła głową.- To samo z Megan, która przynosi ci słodycze, jakby nie było cię na nie stać. Więc pytam, co takiego chcesz ode mnie.

- Ja wcale się tak nie zachowuję! Jasne, namówiłem nie raz Sussie, żeby porozmawiała z ojcem, ale zniżki dostawał każdy członek mojej drużyny. A za słodycze od Megan płacę- skrzyżował ręce na piersi.- Chyba jako jedyna uparłaś się, żebym ja był tym złym.

Przez chwilę poddawał w wątpliwość inteligencję Evans. Nie był święty, często robił psikusy i zabawiał się ze Sm... ze Snapem, ale nigdy nikogo nie wykorzystywał! A tym bardziej kobiet!

Przez chwilę Lily wyglądała na zmieszaną, ale szybko wróciła do hardej miny.

- Czego ode mnie chcesz?

- Chciałem być po prostu miły, ale wychodzi na to, że przyszedłem, by ponieść ci torbę, po czym zarządać czegoś w zamian! Weź, póki jeszcze nic nie zaproponowałem- rzucił jej torbę pod nogi i odszedł szybkim krokiem.

Już myślał, że ją ma. Tą kruchą nić porozumienia, przez którą mógłby ją poznać. Po tej rozmowie odechciało mu się jednak robić czegokolwiek. Fakt Lily była śliczna, ale chyba pomylił się do jej inteligencji. Wiedza prezentowana przez nią na lekcjach, była imponująca, a jej moc wręcz urzekała, ale nie będzie się starał dla jakiegoś życiowego pustaka.

Czy Syriusz miał to na myśli? Na razie był nią zbyt rozczarowany, by ocenić, czy nadal mu się podoba, chciaż miał wrażenie, że te oskarżenia nie zabolałyby go tak bardzo, gdyby powiedział to ktoś obcy.

- James...?

Zawołany gwałtownie stanął i odwrócił się. Przy gobelinie stali Remus i Hermiona, których najwyraźniej minął, w ogóle tego nie odnotowując. Dziewczyna była niewątpliwie zdziwiona jego zachowaniem, ale to przyjaciel go zatrzymał.

Potter mu się nie dziwił, rzadko bywał wściekły i Lunatyk doskonale o tym widział. Umiał narzekać, złościć się, kłócić, walczyć z błahych powodów, ale równoważyło się to z jego lekkim sposobem bycia, poczuciem humoru, narcyzmem przy temacie włosów czy chęcią obrony sprawiedliwości. Jednak wściekłość, paląca i ograniczająca wściekłość, pojwiała się u niego jedynie przy mocnej obrazie w sprawach osobistych.

Nie umiał się narazie uspokoić, więc mruknął coś i odszedł. Nie miał ochoty na latanie, ale musiał odreagować. Chciał pojedynku, a akurat znał kogoś, kto z przyjemnością stanąły z nim do walki. Zszedł do lochów. Nawet jeśli nie spotka Snape'a, to inni ślizgoni będą na pewno chętni do wymiany zaklęć.

^.^.^

Następnego dnia obudził się w skrzydle szpitalnym. Słońce dopiero wschodziło nad horyzontem, ale jemu przeszła ochota na spanie. Wszystko go bolało, absolutnie wszystko. Pamiętał, że znalazł Snape'a, miał nawet przebłyski ich walki. Spojrzał na swój łokieć, gdzie czuł swędzenie- pamiętał, że o sekundę za późno uskoczył przed zaklęciem. Zastanawiał się, czy na stopie miał bliznę od zaklęcia tnącego...

James musiał przyznać, że pomysł walki ze Snapem był głupi. Ślizgon nie miał skrupułów, a on sam posiadał mniejsze umiejętności. Nie miał nawet pewności, jak się tu znalazł ani co mu powiedział.

Pozostawała jeszcze sprawa Lily. Potter musiał przyznać, że zachował się wczoraj jak nadwrażliwy nastolatek. Nie powinien się aż tak przejmować, że ktoś nie spełnił jego oczekiwań. Zraniło go samo podejście Evans, ale poczuł się przede wszystkim oszukany. Jednak skoro ona była głupia, to przynajmniej on powinien wykazać się rozumem.

- Masz zamiar jeszcze długo mnie ignorować?

Odruchowo sięgnął po różdżkę, ale, rozpoznawszy głos, zostawił ją przy sobie. Snape jedynie podniósł brew i od razu go zirytował. Samo patrzenie na tego człowieka doprowadzało go na skraj przepaści.

- Umiesz mówić? A może nasz zacny gryfon się przestraszył?- zarechotał złośliwie, a on zacisnął zęby.

Potter postanowił, że go przeprosi, nie mógł więc go przekląć. Zamiast tego przyjrzał się dokładniej swojemu odwiecznemu wrogowi. Zakrzywiony nochal, tłuste włosy, żylaste ciało- to już od dawna znał. Ale nie spodziewał się zobaczyć blizny na brodzie, której z powodu odległości nigdy nie zauważył. Kościstego ciała, jakby był niedożywiony. Cieni po oczami i przekrwionych oczu- nie raz rzucali na niego zaklęcie nieustannej aktywności, przez które nie mógł spać. Obronnej postawy ciała, skrzyżowanych rąk, sarkazmu... nawet teraz był ciągle czujny. Ostatnie spostrzeżenie zawdzięczał jedynie księgom aurorskim, ale inne? Dlaczego wcześniej nie zauważył, że niszczą tego człowieka?

Nie. Oni zauważali. Często śmiali się z jego wypadków po zaklęciu ciągłej aktywności, wiedzieli, że nie mógł nawet zmrużyć oka. Ile razy polała się krew? Ile blizn, pamiątek nosi na swoim ciele po Huncwotach?

Jamesa wyrwało z zadumy silne uderzenie w policzek i ból, który został podwojony przez jego stan. Oczy Snape'a płonęły.

- Nie śmiej mnie ignorować!

To musiała być dla niego nowa sytuacja, chciał zamaskować swoją niepewność- pomyślał. Co nie zmieniało faktu, że powinien go sprać tu i teraz.

- Zamyśliłem się, wybacz- skłonił głowę, jak nakazywały maniery.- Dlaczego tu przyszedłeś?

- Przez te wszystkie lata- zaczął mówić- upokarzałeś mnie ze swoimi koleżkami, zatruwałeś mi życie, odebrałeś mi Lily, aż tu nagle wczorajszego wieczora wpadłeś na pomysł, że mnie przeprosisz- zachichotał.- Jakbyś myślał, że nabiorę się na tą twoją gryfońską szlachetność i dojrzałość- mówił rozbawionym tonem, lecz nagle zmienił go na zimny i bezwzględny.- A teraz mi powiesz, co znowu knujecie.

Potter nie zdążył nawet ruszyć głową, gdy został unieruchomiony. Ten ślizgoński drań...! Próbował się wyrwać, ale różdżka została mu odebrana. Widział, jak Snape zbliża się z okrutnym uśmiechem. On się c i e s z y ł!!! Czerpał perwersyjną przyjemność z jego bezsilności.

Rogacz wiedział, że sam doprowadził do tej sytuacji. Rzucił się w nieznane z największą ufnością, że wszystko się jakoś ułoży. Po czym uderzył w skalną przeszkodę. Zamiast zaopatrzyć się w mapę terenu, on zaczął przekopywać się na drugą stronę, gdzie znalazł krwiożerczą bestię.

Zamknął oczy, nie chciał patrzeć na ten piekielny uśmiech. Słyszał, jak się zbliża i to mu wystarczało. James zacisnął zęby i napiął wszystkie mięśnie, by po chwili zrobić to jeszcze mocniej. Poczuł na ustach wilgoć i od razu pomyślał o sławnych eliksirach Severusa Snape'a.

- Przełknij, inaczej eliksir wypali ci język- usłyszał koło swojego ucha.

James, nie wiele myśląc, połknął. Jeśli miało się zdarzyć się coś złego, to on przyjmie to jak na mężczyznę przystało.

- A teraz odpowiesz na moje pytania... Jak się nazywasz?

- James Potter- odpowiedział mimo woli.

- Jak udawało wam się zawsze znaleźć akurat wtedy, gdy byłem sam?

- Śledziliśmy cię- zacisnął zęby, ale i tak odpowiedział.

- W jaki sposób?- ton Snape'a nabrał łagodną nutę.

- Za pomocą peleryny niewidki.

Snape roześmiał się złośliwie, wiedząc, jak bardzo nie chciał mu tego powiedzieć.

- Przejdźmy do naszych spraw... Dlaczego mnie przeprosiłeś?

Wróg Jamesa skrzywił się i czekał na kolejny sekret, lecz zdziwił się, gdy na usta zakładnika wkradł się uśmiech.

- Żałuję swoich czynów.

Sytuacja zaczęłaby śmieszyć Rogacza, gdyby nie kolejny cios w szczękę. Snape niebywale szybko znowu się przy nim znalazł, a szaleństwo ponownie pojawiło się w jego oczach.

- JAK mogłeś oszukać veritaserum?! MOJE VERITASERUM!

- Nie mogłem- odpowiedział mimo woli.

- Skoro nie mogłeś... jaki jest twój największy sekret?

Potter wiedział, że gdyby nie odpowiedział na to pytanie, Snape by go zabił, ale i tak wolał tę opcję. Miał kilka ważnych sekretów, ale na czołówkę wybijały się jego zdolności animagiczne i prawdziwa tożsamość Hermiony. Był niezarejestrowany i jeśli jego wróg się o tym dowie, wtrąci go do Azkabanu... Ale wolał wyzionąć tam ducha niż zdradzić przyjaciółkę.

- Jestem niezarejestrowanym animagiem.

James spodziewał się teraz kolejnego napadu śmiechu lub drwiących kolentarzy, ale ślizgon... zbladł. Odsunął się od niego, a oczy rozszerzyły mu się w szoku.

- Dlaczego mnie przeprosiłeś?

- Żałuję swoich czynów.

- Których?- wyglądało na to, że Snape wstrzymał oddech.

- Krzywdzenia ciebie w każdy sposób, oprócz obrony. Wyśmiewania, przezwisk, niezrozumienia.

James obserwował z fascynacją, jak jego oprawca zaczyna się rozglądać z przestrachem, drżeć. Wyglądał, jak zaszczute zwierze.

- Dlaczego?- jego głos był cichy.

- Honor i szlachetność to cechy, które najbardziej cenię, powinienem postępować według nich, a było wręcz przeciwnie. Zamiast bronić słabszych, byłem tyranem.

Snape wyraźnie nie wiedział, jak na to zareagować. Ku przerażeniu Jamesa oczy chłopaka zaszły łzami.

- Dlaczego teraz?!

- Hermiona otworzyła mi oczy.

- Ona...

James nie wiedział, jakim torem pobiegły myśli ślizgona, ale miał nadzieję, że nie zaszkodził gryfonce. Chciał jakoś przemówić do rozumu temu półgłówkowi, ale ten zrobił najgłupszą rzecz, o jakiej ktokolwiek mógł pomyśleć- wyszedł, zostawiając Pottera obezwładnionego, pobitego i będącego pod wpływem veritaserum.

sobota, 3 grudnia 2016

Zimowa misja cz.3

Ho, ho, ho! Jest już grudzień, więc przychodzę z nowym rozdziałem, a że pewnie nie uda mi się napisać kolejnego przed świętami,  możecie potraktować trzecią część jako prezent gwiazdkowy :) Zapraszam do czytania :)

Siedzieli w Pokoju Wspólnym i odrabiali zadania. Remus zawsze służył pomocą swoim kolegom, ale okazało się, że nie tylko on ma zadatki na nauczyciela. Podczas gdy Hermiona tłumaczyła Jamesowi zagadnienie z numerologii, Lunatyk pomagał chłopakom w zaklęciach. W ten sposób Remus został odciążony, Potter się skoncentrował, by nie zbłaźnić się przed nową koleżanką, Glizdogon siedział cicho, by panna z przyszłości znowu na niego nie napadła, a Łapa, widząc ten stan rzeczy, również się nie wygłupiał. Skończyli przez to wcześniej i mieli więcej czasu na figle, a w przypadku Remusa i Hermiony- na dyskusję.

James jednym uchem słuchał dowcipu Syriusza, a drugim podsłuchiwał, o czym rozmawiała parka kujonów. W gruncie rzeczy były to typowo naukowe sprawy i z których co nieco rozumiał, lecz nie chciał przegapić momentu, kiedy konwersacja zejdzie na bardziej osobiste tematy. Z pewnością jego podzielność uwagi wkrótce dałaby plamę, gdyby nie najmniej oczekiwana osoba. Wszyscy usłyszeli chrząknięcie i rozmowa w danym kącie się urwała.

- Witaj- powiedziała rudowłosa gryfonka- nazywam się Lily Evans i jestem prefektem naczelnym. Miło mi cię wreszcie poznać.

James siedział jak urzeczony i tylko głupio się uśmiechał. Hermiona parsknęła na ten widok śmiechem i wyciągnęła rękę. Nie wyglądała na zaskoczoną tym wtargnięciem, raczej... podekscytowaną.

- Hermiona Granger, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że cię poznałam- uśmiechnęła się czule, co James od razu zauważył i kopnął ją w kostkę. Ona jednak nie dała niczego po sobie poznać.- Huncwoci to wspaniała paczka i lepszych towarzyszy nie mogłam sobie wymarzyć, ale miło będzie wreszcie porozmawiać z dziewczyną.

Potter wymienił spojrzenia z chłopakami i wiedział, że oni też zauważyli ten specyficzny uśmiech- miała go zawsze, gdy mówiła o dobrych stronach przyszłości. Więc musiała znać Evans! Czy to możliwe, że to ta rudowłosa piękność była żoną Jamesa?- takie myśli krążyły po umysłach trójki wtajemniczonych.

- W takim razie zapraszam na wieczorne ploteczki- uśmiechnęła się, po czym zmarszczyła czoło.- Nie rozumiem, dlaczego przez te wszystkie dni jeszcze nie przeniesiono twojego łóżka, ale właśnie wybieram się do profesor McGonagall, naszej opiekunki, więc do wieczora wszystko będzie załatwione.

- Lily, wolałabym nie, mam osobne dormitorium niedaleko Pokoju Wspólnego i to mi odpowiada. Mam trudności w dzieleniu przestrzeni osobistej i pozwalam na to tylko osobom, którym ufam. Wybacz, ale nie sądzę, żeby to nastąpiło do końca roku szkolnego. Zresztą to tylko pół roku.

Lily przypatrywała się jej badawczo przez chwilę, po czym uśmiechnęła sie ciepło.

- Postaramy się, żebyś zmieniła zdanie. W każdym razie zaproszenie aktualne.

Odeszła najprawdopodobniej przygotować się do snu, chłopcy natomiast wlepili pytający wzrok w Hermionę, jednak ona zdawała się tego nie dostrzegać.

- To prawda, Hermiono?- zapytał w końcu Remus.

- W związku z czym?

- Czy to prawda, że musisz od nas odpocząć? Przepraszamy, jeśli się narzucamy- powiedział w imieniu wszystkich.

Hermiona jedynie zaśmiała się cicho.

- Nie bardzo. Przez cały mój pobyt w Hogwarcie miałam dwóch przyjaciół, chłopców. Co prawda dzieliłam dormitorium z innymi dziewczętami, ale rzadko nadawałam na tych samych falach co one. Szczerze boję się tych ploteczek.

Chłopcy zaśmiali się z jej nieszczęśliwej miny. Nawet Peter lekko się rozluźnił.

- W każdym razie wyglądałaś naprawdę realistycznie- pochwalił Remus.

- Dzięki... Idę się przygotować, życzcie mi szczęścia- z westchnieniem opuściła Pokój Wspólny Gryffindoru.

Zabawna atmosfera pozostała z Huncwotami, lecz nie na długo. James postanowił podzielić się swoim pomysłem z pozostałymi.

- Chłopaki, podjąłem decyzję- spoważniał i nawet Syriusz się skupił.- W... świetle nowych... wydarzeń, kiedy to dostaliśmy więcej... em, informacji... Na gacie Merlina, chodzi o Snape'a. Chcę go przeprosić.

Rozluźnienie opuściło wszystkich w jednej sekundzie. Nawet po wielu latach w pamięci pozostał mu wyraz niedowierzania na twarzy Blacka i jego chłodne "Rób, co chcesz". James spodziewał się naprawdę, absolutnie wszystkiego, ale nie tego. Jego przyjaciel cały się spiął i stał się zimny, obcy. Często lubił bawić się w arystokratę- przyjmował wtedy dostojną pozę i rzucał kwiecistymi mowami jak z rękawa. Do tej pory Rogacz nie zdawał sobie sprawy, że to zabawa, wizerunek wymyślony. Bo Syriusz-Arystokrata wyglądał kompletnie inaczej.

Potter nie czekał nawet na reakcje pozostałych, od razu pobiegł za nim. Nie uciekł daleko... może dlatego, że nie uciekał? Po prostu odszedł. James złapał go za ramię, ale Syriusz był przygotowany. Wykręcił jego rękę i wyszeptał do ucha.

- Wiem, co chcesz powiedzieć, więc nawet nie próbuj. Może nie byłem sprawiedliwy co do Smerkerusa, ale nie zmierzam się zmieniać, bo nowa dziewczyna zamotała ci w głowie.

James był zdezorientowany, ale postanowił zachować spokój. To był jego przyjaciel.

- Syriuszu, puść moją rękę i pozwól wytłumaczyć.

Przez parę chwil nic się nie działo, lecz w końcu poczuł, że jego dłoń jest wolna. Odwrócił się do nadal obcego oblicza Syriusza.

- Faktycznie, to przez Hermionę zwróciłem uwagę na nasze zachowanie, ale do wniosków doszedłem sam. Myślałem nad tym kilka dni, naprawdę wszystko przeanalizowałem! Uwielbiam psoty i łamanie regulaminu, nie mam nic przeciwko wymierzaniu sprawiedliwości, ale Smark... On był słaby, a my, chcąc się poczuć lepszymi, atakowaliśmy go. To my zaczęliśmy, a on się tylko bronił. Nie jest święty i wręcz cuchnie czarną magią, ale... Po prostu pomyślałem, że to trochę przez nas. Pamiętasz pociąg? On chciał trafić do Slytherinu, bo spryt był dla niego najważniejszą cechą, a my go za to skreśliliśmy. Pomyślałem, że zamiast popychać go dalej w stronę ciemności, możemy choć trochę go od niej odwieść...

Przez całą przemowę, Łapa nie próbował się odezwać ani razu.

- Wiesz- mówił dalej już zdenerwowany James- nie musimy się z nim od razu przyjaźnić... Po prostu dajmy mu spokój. Poluzujmy. W końcu musimy chociaż trochę zachowywać się jak gryfoni- spróbował zażartować.

Black się rozluźnił i nawet lekko uśmiechnął.

- Dobra. Ale jeśli odstawi jakiś numer...- przejechał palcem po szyi- to ty jesteś za niego odpowiedzialny. Idę spać.

- Było blisko- wyszeptał.

- Było- odpowiedział mu znajomy głos.

Hermiona właśnie wkładała pelerynę-niewidkę do torby. Na jej ustach błąkał się delikatny uśmiech, kiedy patrzyła na niego spod rzęs.

- Podsłuchiwałaś- rzucił jej zirytowane spojrzenie.

Jasne, to dzięki niej doszedł do tych wniosków, ale nie chciał, żeby ona o nich wiedziała. To była prywatna sprawa.

Na szczęście wyglądała na bardzo realistycznie skruszoną.

- Przepraszam, wiem, że nie powinnam, ale... James, ja bardzo liczyłam, że dojdziesz do tych wniosków. Uwzględniliśmy to w naszym planie. Oczywiście, jeśli byś się uparł, to coś bym wymyśliła, ale... wierzyłam w ojca mojego przyjaciela.

Z pewnością to ostatnie zdanie miało go udobruchać i właściwie spełniło swój cel. Cokolwiek robiła tu ta dziewczyna, pomagało to w tworzeniu bezpiecznej przyszłości dla jego syna, więc kim on był, żeby protestować? Nawet jeśli jego największa, jak dotąd, decyzja życiowa została zminimalizowana do niepewnego elementu.

- Nie mogłaś powiedzieć od razu? Jeśli wiedziałbym, że przeproszenie Smarka... Snape'a jest takie ważne, zrobiłbym to dawno.

- Dla mnie ważne jest to, że zrozumiałeś- uśmiechnęła się delikatnie.

- Więc jaki będzie kolejny krok?- zainteresował się.

Dziewczyna spojrzała na niego oceniająco, po czym odezwała się cicho.

- Na razie nie macie nic do roboty, teraz liczy się reakcja Severusa. A w między czasie... chyba będę musiała porozmawiać z Remusem.

Kiwnęła głową, po czym ruszyła w stronę Pokoju Wspólnego. James tylko pokręcił głową i poszedł do sypialni.

Czuł się wspaniale zredukowany. Ale! Nawet jeśli był TYM elementem, to czy nie powinien dostać jakiejś większej pochwały?

Syriusz już spał.

^.^.^

Następnego dnia obudził się bardzo wcześnie, a ponieważ nastał weekend, postanowił polatać. Ubrał się w ciszy i już po kilku minutach spacerował przez ośnieżone błonia. Tej nocy padało, a ze względu na porę białe błonia wyglądały jak jednolita masa lukru. Z pewnym żalem zostawiał za sobą ślady, niszcząc tę harmonię, ale nie miał wyboru, bo miotłę zostawił w składziku.

Naprawdę uwielbiał zimę. Oczywiście, wszystko zaczęło się w dzieciństwie, kiedy to ze swoją siostrzyczką bawili się całymi dniami na śniegu. Później, gdy jej choroba się ujawniła i nie mogła wychodzić z łóżka, największą frajdę sprawiało jej wpatrywanie się w płatki śniegu. Po śmierci Amelii, też zaczął to robić. Wyobrażał sobie wtedy, że to ona wiruje w powietrzu, wręcz wyczuwał jej obecność zimą. Ta pora roku go uspokajała. 

W Hogwarcie doszły do tego zabawy- bitwa na śnieżki, lepienie bałwanów, wrzucanie Smerkerusa w zaspy... To wszystko sprawiało mu ogromną przyjemność, ale nie tak jak latanie. To uczucie zamarzania, igiełki wbijające się w twarz, mgiełka wydostająca się z jego ust... 

Szybując, leniwie podziwiał błonia. Dostrzegł chatkę Hagrida, szklarnie, zamarznięte jezioro, Bijącą Wierzbę... a w drodze do niej szedł... Remus z Hermioną? Aż zatrzymał się w powietrzu. Co robili tak rano? Sami? I dlaczego szli do Wrzeszczącej chaty? Coś zaświtało mu w głowie- wczoraj Hermiona wspomniała o rozmowie z Lunatykiem. Tyle, że nie zapowiadało się na normalną pogawędkę. Pokój Wspólny był o tej porze pusty, więc mogli z niego skorzystać. Musiało chodzić o sprawy przyszłości. Ale... Wrzeszcząca Chata?

Był bardzo ciekawy, o co chodziło, ale przecież nie będzie śledził swojego kumpla. Chociaż miał na to nieziemską ochotę.

Wkrótce, by nie kusić losu, udał się do zamku. Słońce wisiało na niebie dużo wyżej niż wtedy, gdy wychodził, więc miał nadzieję, że nie ominęło go śniadanie. Przybliżając się do Hogwartu, widział kolejne osoby bawiące się na błoniach. To raczej nie był dobry znak. Kiedy jednak dotarł do Wielkiej Sali, w tym momencie pustej, nie poczuł żalu. Zawsze pozostawała kuchnia, jednak to nie to samo.

Postanowił najpierw się przebrać i wziąć przy okazji pelerynę-niewidkę. Nie wiadomo, kogo spotka w drodze do kuchni.

Wciąż jednak myślał o Lunatyku. To jasne, że Hermiona miała plan, kiedy tu przybyła, zresztą sama tak powiedziała. Skoro powiedziała im prawdę, to musiała mieć jakiś powód, a to, że ich znała, nie było dobrym argumentem. Lily najwyraźniej też zaliczała się do tego grona, a nie została wtajemniczona. Czyli prawdopodobnie wszyscy byli częścią planu.

Nagle coś w jego umyśle zaskoczyło. Skoro Peter nie został wtajemniczony, nie był częścią planu. Oczywiście, to była tylko teoria, ale i tak podniosło go to na duchu. Glizdogon nie był złym człowiekiem, ale zaczął mieć podejrzenia przez nastawienie Hermiony. Ale ich relacje i sprawy wojny mogły się zupełnie nie łączyć. Evans najwyraźniej cieszyła się sympatią Hermiony, a nie została wtajemniczona. Chyba, że na wczorajszych ploteczkach coś się zmieniło.

Mechanicznie się przebierał i myślał intensywnie. James wypełnił swoje zadanie, wybaczając Snape'owi i żałując swoich czynów, choć jeszcze nie wyznał tego publicznie. Teraz najwyraźniej przyszła kolej na Lunatyka, choć nie była to sprawa nagląca, bo czekali na reakcję Snape'a. Czy to znaczyło, że on też jest wtajemniczony? A co z Syriuszem? Z nim nie pójdzie łatwo Hermionie. 

- Znowu do niej biegniesz?

James aż podskoczył, gdy usłyszał osobę, o której właśnie myślał. Był tak pochłonięty, że nie zauważył Łapy, leżącego na swoim łóżku. Black przyglądał mu się pewnie przez cały czas i źle zinterpretował jego pośpiech.

- Nie- uśmiechnął się.- Latałem od rana i przegapiłem śniadanie. Idziesz ze mną do kuchni?

To, co powiedział, nie było miłe dla Rogacza, ale nie miał powodu, by się złościć. Syriusz się martwił i robił wszystko, co uważał za najlepsze. Zresztą czyste zmieszanie na jego twarzy było tego warte.

- Jasne, nie miałem wcześniej apetytu.

Kiedy wyszli, zapadła niezręczna cisza, a przynajmniej dla Łapy. James natomiast świetnie zdawał sobie sprawę z jego zmieszania, ale dał przyjacielowi chwilę na przemyślenie kolejnego kroku. Osobowość Syriusza była pełna sprzeczności. Gwałtownie reagował na niektóre rewelacje, ale nie miał w zwyczaju śmiertelnie się obrażać, raczej dawał do zrozumienia, że jest niezadowolony. Był raczej typem śmieszka, ale potrafił poważnie wytłumaczyć swoje zdanie. Nie miał także problemów z przepraszaniem, oprócz Snape'a, oczywiście. Jednym słowem, był nieprzewidywalny.

- Lily już cię nie kręci?

James nie wiedział, jak Łapa chciał rozładować napięcie tym tematem, ale rozmów o rudowłosej piękności nigdy dość.

- A dlaczego nie? Wyskoczył jej pryszcz?- zapytał ironicznie.- Albo nie odpowiadaj. Będę sobie wyobrażał jakieś obrzydlistwa, podczas gdy jej twarz pozostanie nieskazitelna.

Syriusz uśmiechnął się na jego słowa, lecz zaraz ponownie spoważniał.

- Interesuje cię tylko jej wygląd?

To pytanie zdecydowanie nie kwalifikowało się jako miłe, ale poczuł jedynie lekką irytację. Potter nie wiedział, do czego zmierza przyjaciel i to było najgorsze.

- Oczywiście, że nie! Lily jest po prostu idealna! Jest odważna jak gryfon, sprytna jak ślizgon, dobra jak puchon i mądra jak krukon.

- Jaką cechę najbardziej w niej lubisz? 

Nie mógł się pozbyć wrażenia, że bierze udział w jakimś teście i z tego powodu zaczął się już poważnie irytować.

- Sam nie wiem, Syriuszu. Ona jest idealna z tym wszystkim, co ma. Jako całość.

- Tak naprawdę jej nie znasz.

Łapa był poważny, lecz na jego słowa Potter instynktownie chciał prychnąć. On nie znał Lily Evans? Był jej cieniem, przed nim nic się nie ukryło. Odwiedził nawet jej mugolski dom! On znał ją najlepiej... ale czy na pewno? Znał jej nawyki, relacje z innymi, nawet jakich kosmetyków używała! Ale co z osobowością? Widział to, co wszyscy- prefekta, kujona, ślicznotkę... Tyle określeń, lecz każde mogło opisywać kogoś innego. Ich rozmowy ograniczały się do prawienia komplementów, pytania o pracę domową bądź finalnego zdenerwowania dziewczyny.

- Śniadanie dla dwóch osób- usłyszał Blacka i ze zdziwieniem dostrzegł wnętrze kuchni.

Skrzaty rzuciły się do garnków, a oni usiedli przy stole. James wyraźnie zbierał się w sobie, by wyrazić własną myśl.

- Masz rację... tak naprawdę jej nie znam. Ale to tylko kwestia czasu!

Syriusz patrzył na niego sceptycznie, chociaż wygiął lekko kąciki ust.

- Zakład, że gdy ją poznasz, przestanie być taka interesująca?

- To jest niemożliwe- Lily Evans została stworzona, żebyśmy byli razem. Ile?- Potter już wyciągał rękę do przyjęcia zakładu.

- Pięćset galeonów- Black uśmiechnął się szeroko.

Nigdy nie zakładali się o tak dużą sumę, chociaż w porównaniu z ich całym złotem to był pikuś.

- Jesteś aż tak pewny swojej wygranej?- spytał James, potrząsając ręką przyjaciela.

- Nigdy nie byłem tak pewny wygranej, a to złoto przyda mi się po wyprowadzce. Skończyłeś już?- wskazał na jego prawie pusty talerz.

piątek, 11 listopada 2016

Zimowa misja cz.2

Ahoj! ♥ Starałam się jak najszybciej napisać rozdział, bo niektórzy z Was wykazali zainteresowanie nową historią. Mam nadzieję, że wraz z kolejnymi rozdziałami będzie także przybywać czytelników. Do zobaczenia! ;)

***

Następnego dnia słońce zawitało do dormitorium gryfonów siódmego roku zbyt wcześnie. James, Syriusz oraz Remus niewiele spali i teraz padali na twarz. Okazało się zresztą, że do śniadania zostało im tylko pięć minut, więc jak najszybciej się ubrali i zeszli na dół. W innych okolicznościach wpadliby po prostu do kuchni, lecz dziś musieli pojawić się Wielkiej Sali.

Nie mogli zostawić Hermiony samej. Znała te tereny, lecz nic więcej. Nadal nie wiedzieli z jak dalekiej przeszłości przybyła, więc równie dobrze mogła być starsza o kilka lat, jak i o kilkadziesiąt. Remus zwrócił im na to uwagę przy ubieraniu, a James się z tym zgadzał. Syriusz był raczej powściągliwy, lecz dał się przekonać.

Powłócząc nogami, weszli do Pokoju Wspólnego. Powitał ich tam tłum gryfonów ze starszych klas, zgromadzonych wokół jednej osóbki. James szybko objął Hermionę w talii i przyciągnął ją bez słowa do siebie, kontynuując marsz.

Dziewczyna parsknęła śmiechem, ale kiwnęła głową w podziękowaniu.

- Wyspaliście się?

Ich ponure miny mówiły same za siebie.

- Co ty w ogóle robiłaś w Pokoju Wspólnym? W nocy wyszłaś z wieży Gryffindoru- zastanowił się Lunatyk.

- Przyszłam po was. Zobaczyłam waszego przyjaciela na śniadaniu- zrobiła zniesmaczoną minę- i pomyślałam, że zaspaliście. Nie przewidziałam jedynie innych gryfonów, którzy po przemówieniu dyrektora Dumbledore'a chcieli mnie bliżej poznać- zarumieniła się.

Nagle na ich oczach zmieniła się w zawstydzoną dziewczynę, uczennicę, której największym zmartwieniem jest wypracowanie na transmutację. Patrząc na nią, nikt nawet nie podejrzewałby, że przybywa z przyszłości.

Widząc kierowane na nią zamyślone spojrzenia, powiedziała:

- Odwykłam już od takiej zwykłej uwagi i ciekawości... Kiedy jestem wśród was, czuję się dobrze, ale tam w Pokoju Wspólnym, wydawało mi się, że powoli mnie osaczają. Moje instynkty dają o sobie znać- uśmiechnęła się smutno i ponownie zobaczyli w niej doświadczoną czarownicę.- W czasach, gdy nie ma reżimu, te odruchy wydają się... śmieszne- zaśmiała się ponuro.

Doszli właśnie do Wielkiej Sali, więc musieli przerwać konwersację o przyszłości. Gdy tylko się pokazali, nagle zapadła cisza, po czym wybuchła fala szeptów. Hermiona wyglądała na pewną siebie, jakby w ogóle nie przeszkadzało jej, że cała szkoła ją obgaduje, lecz Huncwoci widzieli jej spiętą sylwetkę. James wiedział, że gdyby rzucił teraz jakąś klątwę w jej plecy, ona bez problemu by ją odbiła i jeszcze załatwiła go na amen.

Glizdogon szaleńczo do nich machał, lecz dziewczyna nie zwracając na niego uwagi, usiadła przy drugim końcu stołu. Lupin został z nią, ale Syriusz poszedł do Petera, natomiast James był rozdarty. Hermiona popatrzyła na niego z sympatią i powiedziała:

- Nie musisz ze mną zostawać, obaj nie musicie- zwróciła się także do Remusa.- Jestem samowystarczalna, a wasz kumpel będzie bardzo zraniony, jeśli go zostawicie- uśmiechnęła się złośliwie.

Bez odwracania widział, jak Peterowi oklapły uszy. On zawsze szukał aprobaty u niego i Syriusza, a teraz jawnie wybierali pannę zamiast przyjaciela. Kiwnął jej głową i poszedł tam, gdzie jego miejsce.

- Ty nie idziesz?- usłyszał jeszcze, jak spytała zajadającego się Remusa.

On tylko pokręcił głową, więc Hermiona także wzięła się za jedzenie.

- James, przyszedłeś!- wdzięczność w głosie Petera była wręcz namacalna.

Potter uśmiechnął się tylko, lecz poczucie winy zjadało go od środka. Jak mógł nawet myśleć o opuszczeniu przyjaciela? Co się z nim działo...?

Ta dziewczyna go intrygowała, to jasne- była z przyszłości! Poza tym czuł, że obdarzyła go zaufaniem, więc podświadomie starał się być lojalny. Ale zdradzając tym samym przyjaciela? Wcześniej James nie musiał wybierać. Byli tylko Huncwoci i Lily. Evans ciągle go odpychała, ale mimo wszystko mieli z nią dobre stosunki. Czuł podświadomą potrzebę opiekowania się Hermioną, jednak czy to miało kosztować go przyjaźń?
Rogacz popatrzył na nią, gdy rozmawiała z Lupinem. Nie wyglądała na smutną czy opuszczoną. Pokręcił głową- nie mógł poświęcić swojej przyjaźni, bo ona nie lubiła Petera. Pomoże jej w razie potrzeby, ale nie będzie niańką- to należało do obowiązków Remusa.

^.^.^

Pierwsza lekcja- eliksiry. Potter i Black wymienili pełne zadowolenia uśmiechy.

- Będzie trzeba się przypomnieć staruszkowi, dawno nie było spotkania- powiedział Syriusz.

- Dopóki pozwala mi spać na eliksirach, może robić, co mu się żywnie podoba- James przeciągnął się.

- Należycie do Klubu Ślimaka?- zapytała Hermiona, która szła ramię w ramię z Remusem.

- Ja i Syriusz- potwierdził.

- A ty Remusie? Przecież byłeś prefektem i masz znakomite stopnie- zdziwiła się.

- Wygląda na to, że znasz Slughorna tak dobrze jak my, więc wiesz, jak bardzo reputacja liczy się dla naszego profesora. Gdyby przygarnął mnie pod swoje skrzydła, a później na jaw wyszedłby mój status... A przynajmniej tak sobie tłumaczę- odparł gorzko.

Dziewczyna zacisnęła tylko mocniej zęby. Wyglądała na zdenerwowaną i zestresowaną, a nawet... zdeterminowaną. Czyżby chciała walczyć o Remusa? Ile razy już próbowali! Wiedzieli, że Lunatyk naprawdę zasługuje na miejsce w ich elitarnym klubie.

- Lily jest mugolaczką, a jednak jemu to nie przeszkadza. Dlaczego?

Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni, ale Syriusz najszybciej się otrząsnął.

- Skąd wiesz, że Lily należy do Klubu?

- A czy to tajemnica, Syriuszu?- spytała znużonym głosem.- Wyjaśnij mi lepiej, dlaczego nie akceptuje Remusa!

- Hermiono, jesteś mugolaczką, prawda?- zapytał James, a on jedynie skinęła głową.- Nie dorastałaś w naszym świecie i nie zdajesz sobie naprawdę sprawy, jak nasze społeczeństwo jest... hierarchiczne. Tutaj od urodzenia masz nadany status, który nie zależy od ciebie. Nie zawsze zależy to jednak od krwi- dopóki nie zjawił się Sama-Wiesz-Kto uważano to nawet za przestarzałe. Twoje miejsce w hierarchii sytuowane jest sytuacją finansową, wykonywanym zawodem i częściowo pochodzeniem, lecz bardziej pod kątem osiągnięć twoich przodków. Lecz to wszystko się nie liczy, jeśli nie masz w sobie całkowicie czarodziejskiej krwi. Lunatyk jest częściowo magicznym stworzeniem. W wypadku mieszańców istnieje osobna hierarchia... a wilkołaki figurują w niej na szarym końcu- zakończył smętnie.

- Dlaczego akurat na końcu? Z jakich względów?

Hermiona wyglądała na zdeterminowaną, by poznać odpowiedź. Zaraz miała zacząć się lekcja, a poza tym Remus nie czuł się dobrze, gdy rozmawiali na tematy jakkolwiek związane z likantropią, więc Potter przedstawił to raczej zwięźle:

- Wilkołaki nie mają swojej historii, bo to nie jest dziedziczne. Nie mają dorobku, a ich rasa nie ma nic do zaoferowania społeczeństwu jak na przykład gobliny. Poza tym zagrażają czarodziejom, bo tracą kontrolę. Nie są przy tym wyrafinowane, dumne czy subtelne, wręcz przeciwnie- są ucieleśnieniem bestii, czego czarodzieje nigdy nie będą szanować.

Dziewczyna pokiwała głową, lecz zmarszczone czoło nie powróciło do dawnego stanu. Miał wrażenie, że chciała coś powiedzieć, ale w tej chwili Slughorn zaszczycił ich swoją obecnością.

^.^.^

Potter musiał przyznać, że ta dziewczyna zaskakiwała go na każdym kroku. To, że była mugolaczką trochę wyjaśniało, np. kwestię jej zdolności aktorskich. Umiała kłamać doskonale, a udowodniła to na samym początku lekcji, kiedy przejęzyczyła się w nazwisku profesora, jakby jeszcze przed chwilą nie toczyli zażartej dyskusji o jego gustach, jednak jej język ciała pozostawał wiele do życzenia. W czystokrwistych rodach uczono utrzymywać kontrolę przez cały czas, wręcz bez udziału świadomości, Hermiona natomiast umiała ujarzmić swoje ciało tylko w razie potrzeby.

Zaskoczyła go, gdy usiadła koło Snape'a. Oczywiście było to jedyne wolne miejsce, lecz wcześniej ustalili, że jeden z nich się przesiądzie. Rozmawiali o tym przy niej, jeszcze kiwnęła im głową na zgodę, więc nie było szansy, żeby nie usłyszała. Wychodziło na to, że chciała usiąść koło Snape'a.

Smerkerus. To znaczy Severus. Rogaczowi trudno było zmienić nastawienie co do tego śmiecia. Doskonale wiedział, jaki on jest... Albo ocenił go zbyt pochopnie. Nie było wątpliwości, że Snape nie był święty- również rzucał na nich klątwy, walczył z nimi. Jednak on był sam, a ich czterech. Jednak Potter zawsze myślał, że to sprawiedliwe. Teraz... dopuszczał do siebie OPCJĘ, że to oni go prowokowali. Jak dłużej o tym myślał, zauważył, że już w pociągu zaczepili Smarka... Snape'a. Chodziło tylko o rywalizację między domami i jego... złą aurę. Nie spodobał im się i zaczęli go zaczepiać- to nie było zachowanie godne gryfona, który kończy szkołę i jest świadomy swoich czynów.

Pokręcił głową... Co ta dziewczyna z nim zrobiła?

^.^.^

Jak na razie Hermiona uczęszczała z Potterem na wszystkie zajęcia i zawsze siadała ze Snape'm. Kiedy chłopak widział jego pogardliwe spojrzenia rzucane w jej stronę, miał ochotę przekląć tego ślizgońskiego drania, jednak za każdym razem przypominał sobie zachowanie dziewczyny co do Petera. Jeśli jej coś nie pasowało, wyrażała to jasno i wyraźnie.

Akurat na numerologii James został sam z Remusem, ponieważ zarówno Syriusz jak i Peter nie wybrali tego przedmiotu w trzeciej klasie. On oczywiście też wylegiwałby się w dormitorium, gdyby nie Lily...

- Remus, przemyślałem sprawę- powiedział cicho.

Wilkołak kiwnął głową na znak, że go słucha i lekko ją przekrzywił w niemym pytaniu. Nienawidził rozmawiać w czasie lekcji, ale poszedł na kompromis i używał mowy ciała.

- Snape- mruknął.

Remus wyprostował się nieco na krześle i energicznie pokiwał głową- też o tym myślał. James wziął głęboki oddech.

- Chcę go przeprosić.

Te słowa ledwo przeszły chłopakowi przez gardło, jego ciało buntowało się na to stwierdzenie. Lunatyk aż zapomniał o swoim nieodzywaniu się.

- Serio?- spytał z niedowierzaniem i dopiero, gdy Potter skinął głową, kontynuował.- Jestem z ciebie dumny, James.

W innej sytuacji Rogacz pewnie zareagowałby śmiechem, lecz teraz jedynie kiwnął ponuro głową. Przeprosić swojego wroga, który jest największą szumowiną, jaką się zna, to nie takie byle co. Dodatkowo wiedział, jak zareaguje Syriusz. Mimo wszelkich wyjaśnień Hermiony, nadal uważał, że to Snape go wykończył. Przez lata go nienawidzili, ale to Łapa chciał go zamordować... Może nie do końca świadomie, ale posłał go na śmierć do przemienionego Remusa. Od tego wydarzenia ich obopólna nienawiść się powiększyła. 

- Ale poczekamy, aż Hermiona go zmiękczy.

poniedziałek, 24 października 2016

Zimowa misja cz. 1

Witajcie! Długo nie dodawałam nowych miniaturek, ale oto nadchodzę z nową historią ^^ Nie będzie to jednak miniaturka, ale dłuższa opowieść rozmiarowo podobna do Połówek. Zapraszam :)

***

Zimno. Mokro. Zimno. Mokro. Zimno. Mokro.

Pięknie.

James Potter był uradowany! Nareszcie zima zawitała do Hogwartu. Sypał śnieg, jezioro było zamrożone, a z dachu zwisały sople. James uwielbiał tę porę roku.

Leżał właśnie na parapecie i wpatrywał się w oszronione szyby. Nie był to częsty widok. Wszyscy bliscy, czyli inni huncwoci, przywykli, że jeśli James Potter się w coś wpatruje, a tym czymś nie jest złoty znicz, lusterko oraz Lily Evans, to coś się dzieje.

Dlatego, gdy tylko do dormitorium wszedł Syriusz Black i zobaczył jego zajęcie, od razu zwołał resztę przyjaciół. Na wezwanie Łapy przybiegli od razu. Remus Lupin- czujny, lekko rozbawiony i Peter Pettigrew- rozentuzjazmowany nową aferą. Jednak, gdy zobaczyli swojego przyjaciela wpatrującego się w OKNO, ich miny się zmieniły. Trójka huncwotów popatrzyła na siebie w bezsłownym porozumieniu i po chwili ryknęli na całe gardło:

- JAMES!!!

Chłopak w szoku spadł z parapetu, a zaraz po upadku wyciągnął różdżkę i wycelował ją w przyjaciół. Rozkojarzony rozejrzał się po pomieszczeniu. Dopiero po chwili się otrząsnął i od razu na nich naskoczył:

- CZEMU SIĘ TAK DRZECIE?! O mało was nie przekląłem! Co się dzieje?!

- Zachowywałeś sie dziwnie, myśleliśmy, że coś się stało- odparł Syriusz.

- Jak to dziwnie?! JA NIE ZACHOWYWAŁEM SIĘ DZIWNIE!

- James, uspokój się- wtrącił Lupin, kręcąc karcąco głową.

Chłopak zamknął oczy, odetchnął kilka razy i pokręcił głową. Stali kilka minut w ciszy, aż się odezwał:

- Już w porządku- powiedział cicho.
Usłyszał jak Peter zaklaskał i zachichotał, lecz poza tym pokój wypełniała cisza.  James otworzył oczy.

- Po prostu lubię zimę, ten widok... bardzo mi się podoba. Zawsze z Amelią wpatrywaliśmy się w oszronione szyby.

Chłopcy pokiwali ze zrozumieniem głową. Byli już na siódmym roku, lecz informacji o zmarłej siostrze Pottera mieli niewiele. Amelia Tira Potter zmarła przez chorobę krwi, z którą się urodziła. Miała sześć lat, a James był od niej o trzy lata starszy. Przyjaciele dowiadywali się przez przypadek o różnych sprawach związanych z Amelią, np. co lubiła jeść, co robiła przed snem, itp. James unikał tego tematu, jednak tak, jak w tej chwili, zdradzał im co nieco.

Wszyscy stali w ciszy, a Potter powoli wyzbywał się przykrych myśli. Wkrótce na jego ustach zagościł zawadiacki uśmiech.

- Chodźcie do pokoju wspólnego. W końcu dziewczyny nie wytrzymają beze mnie i co? Nie możemy do tego dopuścić- powiedział, po czym ruszył schodami w dół.

Przyjaciele podążyli za nim. Już na schodach zorientował się, że coś się dzieje. Wszyscy o czymś szeptali i wyglądali, jakby na coś lub na kogoś czekali.

- Wiecie, co się dzieje?- James zmarszczył brwi.

Przyjaciele zdążyli dopiero zejść, lecz tak jak Potter mieli zdezorientowane miny. Oprócz Syriusza.

- Właśnie miałem ci powiedzieć, gdy wszedłem do dormitorium! W szkole pojawiła się nowa dziewczyna i została przydzielona do Gryffindoru. Dyrektor ma ją przedstawić na śniadaniu- zakończył konspiracyjnym szeptem.

- Syriuszu, ty coś wiesz, ty coś wiesz!- zapiszczał uradowany Peter.

- Wiem- odparł nonszalancko Black.- Chodźmy na spacerek, w drodze wam wytłumaczę.

Przeszli przez portret Grubej Damy i, gdy znaleźli się w bezpiecznej odległości od wścibskich uszu, Syriusz zaczął opowiadać:

- Skoczyłem dziś do kuchni po kilka frykasów, oczywiście z niewidką. Idę korytarzem na siódmym piętrze, a tu nagle z jakiejś klasy wychodzi Dumbledore i nieznajoma dziewczyna. Rozmawiają sobie i nagle słyszę: "... tak Hermiono, powiem jej, ale pamiętaj, ty nie możesz nikomu zdradzić przyszłości. Twoje czasy muszą pozostać tajemnicą". Rozumiecie?! Ona jest z przyszłości!- zakończył przejętym szeptem.

Każdy z nich ze zdumieniem wpatrywał się w przyjaciela, jednak w jeszcze większy szok wprawił ich głos dochodzący z lewej strony.

- Nie ładnie tak podsłuchiwać, Łapo.

Potterowi ten głos z nikim się nie kojarzył. Był dziewczęcy, delikatny oraz melodyjny, lecz stanowczy i lekko zarozumiały. Dziwne połączenie. Wszyscy wpatrywali się w siebie z szeroko otwartymi oczami, po czym bez wahania spojrzeli w lewo.

Po chwili spod peleryny niewidki wyłoniła się dziewczyna. Była mniej więcej w ich wieku, choć czubkiem głowy sięgała podbródka Syriusza, Remusa i Jamesa. Wpatrywała się w nich brązowymi oczami, a jej usta wyginały się w uśmiechu. Zęby miała zniewalająco proste. Widoku dopełniały brązowe loki, całe spuszone.

Wpatrywała się w Blacka, wyraźnie czerpiąc satysfakcję z jego zszokowanej miny. Nie mogąc dłużej wytrzymać, roześmiała się i to nie tak jak różne dziewczyny, tylko perliście, uroczo. Po tym podeszła do Łapy i rzuciła mu się na szyję.

- Bardzo za tobą tęskniłam, Syriuszu.

Przyjaciel odwzajemnił uścisk, choć nadal nie wiedział, o co chodzi. Przeniosła spojrzenie na Lunatyka i jej twarz natomiast rozjaśniła się jeszcze bardziej.

- Remus!- jego także uściskała.

Później spojrzała na James'a i wyraźnie się zawahała.

- James...

Ten, nie wiedząc, co takiego zrobił w przyszłości, że dziewczyna się zmieszała, wyciągnął ręce. Ona, z ciągłym wahaniem, podeszła i objęła go. Na Petera się nie rzuciła, więc pomyślał, że go nie zauważyła.

- Jest tu jeszcze jeden...

- Wiem- przerwała mu chłodnym głosem.- Radzę mu się nie zbliżać, inaczej nawet jako szczur nie zdoła mi uciec.

Huncwoci spojrzeli na siebie w zdziwieniu, po czym wrócili do oceniania nowej gryfonki. Ta zarumieniła się lekko i spuściła głowę.

- Napatrzyliście się?- przerwała im rozbawiona.

Syriusz jak zawsze wyrwał się do odpowiedzi:

- Prosimy o wybaczenie, piękna pani, zaskoczyłaś nas niezmiernie- zaczął tonem arystokraty, lecz szybko dokończył normalnym głosem.- Najpierw się zjawiasz, potem się zjawiasz, a na koniec się zjawiasz i się do nas przytulasz i potem zdradzasz sekrety huncwotów! To nie dzieje się zbyt często.

Dziewczyna roześmiała się.

- Zdecydowanie w tych czasach masz lepsze poczucie humoru- odparła.

- Czyli naprawdę pochodzisz z przyszłości?- chciał się upewnić Lupin.

Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.

- Lunatyk jak zwykle dociekliwy. Tak, tak pochodzę.

- I nas znasz?

- Tak.

- A jesteś...?

- Syriusz wam jeszcze nie powiedział?- zapytała ze złośliwym uśmiechem.

- Panna Hermiona Granger, jeśli się nie mylę- Black ucałował jej rękę i pokłonił się nisko.

Na gryfonce ten gest nie zrobił żadnego wrażenia. Wpatrywała się w niego z wysoko uniesioną brwią i James miał wrażenie, że kogoś mu przypominała. Pewność zyskał dopiero później.

Peter zaproponował, żeby poszli do pokoju życzeń. Jako gentelman, którym nie był, chciał pokazać Hermionie drogę, więc wziął ją pod rękę. Potter czasami ubolewał nad jego głupotą. Dziewczyna przewróciła go, po czym przyłożyła mu różdżkę do gardła. Glizdogon przemienił się w swoją animagiczną postać i próbował uciec. Jednak gryfonka także o tym pomyślała. Szybko przemieniła się w rysia i niedługo po tym znowu przygniatała Petera. Obydwoje zmienili się z powrotem w ludzi.

- Jeszcze raz mnie dotkniesz, coś do mnie powiesz albo na mnie spojrzysz, zabiję cię słyszysz?- wysyczała.

- Ej, przestań! To nasz przyjaciel! Wiem, że może ci dopiekł w przyszłości, ale...- Syriusz wystąpił w obronie Peetigrewa.

- Dopiekł? Dopiekł? On nie jest wart wycierać nawet brudu z moich butów...

- Smerkerus!- wykrzyknął James.

Nareszcie dotarło do niego, kogo przypominała mu Hermiona. Syczenie, groźby, ironia oraz kpina i jeszcze ta uniesiona brew!

Dziewczyna odepchnęła Glizdogona, po czym podeszła do Rogacza.

- Nie waż się go tak nazywać. Ma na imię Severus.

Huncwoci spojrzeli na siebie. Tego już za wiele!

- Czemu? Jest tylko śmieciem, wycieradłem...

- Z kilku powodów! Remus, Severus Snape wysyła ci eliksir tojadowy od... pięciu lat, co miesiąc!

Wilkołak otworzył szeroko oczy.

- James, twój syn żyje tylko dlatego, że Severus Snape bronił go przez siedem lat, aż w końcu dla niego zginął!

Potter zaniemówił.

- Czy to wam nie wystarcza?!

- Nie- odparł Syriusz z kpiącym uśmiechem.- Co on zrobił dla mnie?

- Och, dla ciebie nic- powiedziała lekceważącym głosem.

Black prychnął i skrzyżował ręce na piersi.

- Tylko, że jeśli byś mu zaufał, to żyłbyś nadal- dodała chłodno.

Po tych słowach zapanowała przerażająca cisza. Huncwoci patrzyli na siebie z szokiem w oczach.

- Nadal będziecie sobie robić z niego kozła ofiarnego? Czterech na jednego? Przemyślcie to sobie, żegnam. Ach, jeszcze jedno- skierowała różdżkę na Petera.- Obliviate. Jeśli powiecie mu cokolwiek, zginiecie w męczarniach- ostrzegła, po czym założyła pelerynę i zniknęła.

Młodzi mężczyźni w milczeniu ruszyli w stronę wyjścia z Hogwartu. Musieli szybko porozmawiać.

Gdy wreszcie znaleźli się we Wrzeszczącej Chacie, każdy zajął swoje ulubione miejsce: James na biurku, Remus na krześle, Peter na miękkim taboreciku, a Syriusz na oparciu zniszczonej sofy. Nikt nie czuł się na siłach, by rozpoczynać rozmowę, oprócz...

- Chłopaki, po co tu przyszliśmy?- zapytał Pettigrew.

Reszta Huncwotów popatrzyła na siebie w zdumieniu. Dopiero na twarzy Lupina rozbłysło zrozumienie.

- A ile pamiętasz, Peter?

Syriusz i James pacnęli się w czoło- zapomnieli o zaklęciu zapomnienia, żenujące. Na twarzy Łapy od razu pojawiła się złość. Już na pierwszy rzut oka było widać, że nie podoba mu się ta sytuacja. Już otwierał usta, by zapewne opowiedzieć o wszystkim Glizdogonowi, gdy Potter wykrzyknął:

- Nie! Syriuszu, nie rób tego.

- Dlaczego?- odparł tonem buntownika.

- Później. Peter, ile pamiętasz?

- No...- zaczął wiercić się na krześle.- Byliśmy dziś z Remusem w pokoju wspólnym, później poszliśmy was szukać, ale was nigdzie nie było, więc...

- Ale co pamiętasz ostatnie?

- Ta dziewczyna z przeszłości, nie wiem jak ona miała, powiedziała, żebym się do niej nie zbliżał. Trochę się poszamotaliśmy, bo ona zmieniła się w rysia, dlatego musiałem uciekać. Trochę rozmawialiście, a jak powiedziałeś, że jest jak Smerkerus, to sobie poszła.

James przetrawił te informacje. Z tego, co wywnioskował, wynikało, że Hermiona usunęła tylko wspomnienia związane z przyszłością. Czy to było sprawiedliwe? Peter był jego przyjacielem od siedmiu lat i nigdy nie ukrywali niczego między sobą, a teraz... Mimo wielkiej chęci opowiedzenia wszystkiego Glizdogonowi, Rogacz czuł, że jeśli ta Hermiona Granger tego zabroniła, to powinien to uszanować.

Miał nieoparte wrażenie, że przez jego kaprysy, coś w przyszłości pójdzie nie tak. Na twarzy Lunatyka widział tę samą walkę. Przyjaciele byli najważniejsi, jednak... Hermiona im ZAUFAŁA. Zdradziła im przyszłość. Jeśli coś zepsują, jego syn może nie istnieć. Potter ciągle nie wiedział, co o tym myśleć. Jednak zdecydować musiał.

- Peter, chodź, musisz się położyć. Ta Granger dała ci popalić. Spokojnie, w razie potrzeby cię obronimy. Nie zwracaj na nią uwagi tak, jak sobie wymyśliła.

Wrócili do dormitorium w dość krótkim czasie, dzięki ukrytym przejściom. Odprowadzili Petera do łóżka, który był wniebowzięty taką eskortą, po czym wrócili do pokoju wspólnego. Poczekali, aż ostatnie osoby wyjdą, po czym skierowali się do swojego ulubionego kąta.

Czerwień pokoju oraz pomarańczowe płomienie buchające z kominka, kojąco wpływały na James'a. Już wiedział, że podjął właściwą decyzję, nie mówiąc o niczym Peterowi. Po chwili ogłosił głośno swoje wnioski. Twarz Syriusza od razu stała się czerwona, jednak Remus pokiwał mu w zrozumieniu.

- James! To nasz PRZYJACIEL! Nie pamiętasz?! Należysz do Gryffindoru, powinieneś być lojalny...!

- Jestem lojalny- przerwał spokojnie Rogacz.- Syriuszu Łapo Huncwocie Black, posłuchaj mnie. Hermiona wyczyściła umysł Petera tylko z informacji o przyszłości. Nie zrobiła nic więcej. Ona nam zaufała. Nie musiała, wręcz nie mogła jej zdradzać i zaufała nam na tyle...

- Ona wyczyściła tylko informacje o Smarku!

- Chyba nie masz zamiaru, go tak nadal nazywać- przerwał zimno Remus.
Popatrzył przenikliwie na Syriusza, marszcząc brwi.

- Raczej że mam! To tylko Smerkerus...

- Nawet po tym, co usłyszałeś?!- zapytał oburzony James.

- Co ona mi takiego powiedziała? Że Wycierus robi jakiś tam eliksir, czy chroni jakieś tam dziecko. A co jeśli kłamała? Nie wierzę, że on jest zdolny do jakiejkolwiek pomocy!

- Łżesz, Syriuszu. Dobrze wiesz, że... Snape pomagał Lily przez te wszystkie lata...

- Aż nazwał ją szlamą- mruknął z przekąsem Black.

- Daj spokój, po prostu nie podoba ci się, co powiedziała Granger!

- Nie prawda.

Wszyscy wiedzieli, że to kłamstwo. W końcu głos zabrał Lupin.

- Łapo, każdy z nas kiedyś umrze...

- Ja nie umrę, ja zostanę zabity!- wybuchł.

- Skąd wiesz?- dociekał Lunatyk.

- Wiem i tyle! I to na pewno on mnie zabije!

- Daj spokój. Lepszej bajeczki nie możesz wymyślić?- usłyszeli znajomy głos.

Hermiona siedziała na oparciu jednego z krzeseł i przyglądała się im z kpiną.

- W takim razie powiedz, kto mnie zabije!

- Ależ proszę, dam ci nawet więcej informacji! Zginiesz w Ministerstwie Magii, w Departamencie Tajemnic. Byłeś taki głupi, że poleciałeś ratować swojego chrześniaka, chociaż Voldemort polował na twoją głowę, a H... twój chrześniak miał do pomocy połowę Zakonu. Snape powiedział ci, żebyś został, lecz ty tylko szukałeś ucieczki z domu swojego rodu. Ach, no i zabiła cię twoja słodka kuzyneczka Bellatriks.

- Bellatriks Black?

- A znasz inną?

Syriusz zamilkł, lecz po chwili znowu się odezwał.

- Nadal nie pasuje mi to, że nic nie mówimy Peterowi.

Granger westchnęła i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w ogień. Gdy Lunatyk po raz kolejny uciszył zniecierpliwionego Łapę, w końcu się odwróciła. Na jej twarzy widać było wielkie zmęczenie oraz rozpacz, oczy zaś miała zamknięte. W takim stanie wyglądała, jakby postarzała się co najmniej o piętnaście lat.

- Przyszłość jest straszna. Ten, który miał pokonać Czarnego Pana, zginął z jego ręki. Świat opanowali śmierciożercy. ON już nikogo się nie boi. Szkoła stała się koszarami dla armii. Czarodzieje mugolskiego pochodzenia są zabijani, torturowani, traktowani jak zabawki... nie koniecznie w tej kolejności. O mugolach nie wspomnę. Nikt już nie może go pokonać. Prócz mnie- uśmiechnęła się lekko.- Jestem w przeszłości i MOGĘ zmienić bieg wydarzeń. Tylko to nam pozostało. Oczywiście muszę uważać. Jednak z dyrektorem ustaliliśmy listę... rzeczy, które muszą zostać zrobione. Nic poza nimi, rozumiecie? Na tej liście nie ma nawet poinformowania was o mojej sytuacji, jednak dyrektor zgodził się na taką ewentualność. Jednak wasz przyjaciel to ostatni człowiek, któremu mogłabym powiedzieć. Zresztą wolałabym umrzeć niż to zrobić- spod jej powiek nagle wypłynęły łzy. Starła je szybkim ruchem, lecz nadal nie otworzyła oczu.

- Powiedz nam coś o przyszłości. Naszej przyszłości- szepnął Lupin.

- Jeśli coś wam powiem, przysięgniecie, że nikomu nic nie zdradzicie?- otworzyła oczy i od razu spojrzała na Syriusza.

Wszyscy trzej zgodnie pokiwali głową.

- Dobrze, pytajcie- wypuściła powietrze z płuc.

Huncwoci aż palili się, by zadać jakieś pytanie, lecz Hermiona szybko ich
uciszyła.

- Po kolei, Lupin ty pierwszy. Masz trzy pytania- jej głos zabrzmiał tak samo, jak przed kilkoma godzinami. Lekko zarozumiale i zdecydowanie, lecz z nutką rozbawienia.

- Dlaczego... on przysyłał mi eliksir?

Panna Granger skrzywiła się malowniczo.

- W pierwszym roku dyrektor go zmusił. W następnych dwóch wasze stosunki nieco się ociepliły, wybaczył ci dawne wybryki... w pewnym stopniu. Nadal nie był miły, jak to on, jednak ten podarunek mówił wszystko o jego stosunku do ciebie.

Wytłumaczyła to najlepiej, jak potrafiła. Remus z ożywieniem pokiwał głową, lecz dwójka pozostałych mężczyzn marszczyła brwi w niezrozumieniu. Nie był miły, ale go lubił? Czy w końcu nadal nie lubił?

- Czy będę w Zakonie Feniksa?

- Oczywiście.

- A...- jego głos lekko zadrżał.- Czy... czy ja założyłem rodzinę?

Na usta Hermiony wpłynął uśmiech. Położyła mu rękę na kolanie i powiedziała:

- Tak. Masz wspaniałą żonę oraz uroczego synka.

Jamesowi ten uśmiech wydał się bardzo smutny, jednak Lupin tego nie zauważył. Wypuścił ze świstem powietrze i uśmiechnął się szeroko, uderzając nerwowo pięścią w drugą rękę.
Nagle dziewczyna spojrzała na Rogacza.

- James, twoja kolej.

- A ja?!- zawołał buntowniczo Black.

- Tobie udzieliłam już wystarczająco informacji, nie uważasz?

- Nie uważam- odpowiedział hardo.

- Syriuszu- szepnął karcąco Remus.

Łapa nieco oklapł i zamilkł. Natomiast Potter zaczął zadawać pytania:

- Dlaczego ochraniał mojego syna?

Hermiona skrzywiła się gorzej niż poprzednio.

- To było słuszne. Tak... mógł... Nie, nie mogę powiedzieć więcej.

Mężczyzna nie stracił humoru.

- Czy mój syn często wpadał w tarapaty?

Ku zdziwieniu wszystkich, dziewczyna zaczęła się śmiać.

-H... twój syn? Powinien mieć na drugie imię "kłopot" a nie "James".

Rogacz uśmiechnął się szeroko.

- Kim jest moja żona?

- Inne pytanie, proszę.

Tym razem pokazał swoje niezadowolenie, jednak szybko jego twarz rozjaśniła się ponownie w uśmiechu.

- Dobrze, więc... Jaki był największy wynalazek Huncwotów?

- Mapa huncwotów- odparła bez wahania.

Wśród wyżej wspomnianych wybuchło wielkie poruszenie.

- Wypaliła?!

- Naprawdę?!

- Jak ona wygląda?!

- Ile ludzi ją widziało?!

- Jest wystrzałowa?!

- Ile jest tajnych przejść?!

- Zaraz! Stop! To znaczy... że jeszcze jej nie stworzyliście?

- Wiedziałem, że nam się uda!- zawołał Syriusz.

Już miał ruszać do Petera, gdy Hermiona zawołała:

- Panie Black! Halo! Przypominam, że zostały panu trzy pytania!

- Jak wyglądała mapa?- zapytał podekscytowany Łapa.

Panna Granger westchnęła.

- Jak zwykły arkusz papieru. Później miała wszystkie piętra i pokazywała kropki z imionami oraz nazwiskami ludzi, którzy przebywali na terenie Hogwartu.

- A jakim zaklęciem ją otwierałaś?

- Trzeba było tylko powiedzieć: "Przysięgam, że knuję coś niedobrego.", żeby zamknąć "Koniec psot". Syriuszu, naprawdę nie chcesz się czegoś dowiedzieć o swojej przyszłości?

- No dobrze... mam swój motocykl?

- Oczywiście. I to jeszcze ulepszony! Bardzo dobrze się spisał- powiedziała z rozczuleniem.

- Nie opowiesz nam o żadnych konkretnych faktach, prawda?- zapytał Remus.

Dziewczyna popatrzyła na nich z czułością i, jakby się opamiętując, potrząsnęła głową.

- Nie, nie mogę. Na dziś chyba wystarczy, muszę iść. Dziękuję wam, że nie zdradzicie mojej tajemnicy.

Pocałowała każdego z nich w policzek, po czym ruszyła do portretu Grubej Damy.

- Ale gdzie ty idziesz? Sypialnie są tam- Łapa wskazał schody i uśmiechnął się ironicznie.

- Tak, wiem, gdzie są sypialnie, mieszkałam tam przez siedem lat- odparła złośliwie.

- To gdzie ty idziesz?- spytał James.

- Do mojej sypialni. I nie, nawet nie pytajcie. To moja słodka tajemnica- roześmiała się radośnie i Potter stwierdził, że powinna częściej to robić.

- Hermiono?- Syriusz się zawahał.- Możemy powiedzieć to Peterowi?

James rozumiał jego rozterkę. Obiecał Granger, że nikomu nie powie, a jego honor nie pozwalał na złamanie słowa, jednak Peter był jego przyjacielem, przed którym, do tego dnia, nie miał tajemnic. To, że raz coś przed nim ukrył, nie znaczyło, że zrobił to z przyjemnością.

Dziewczyna zastanowiła się chwilę, po czym powiedziała z łagodnym wyrazem twarzy:

- Nie mówcie tylko o tym, co powiedziałam ogólnie o przyszłości, o tym, że Remus będzie w Zakonie i to chyba wszystko... chociaż nie. Nie mów mu też, jak zginąłeś, dobrze?

- Dobrze- zaakceptował warunki.

- Dobranoc- odpowiedziała z uśmiechem, po czym zniknęła w ciemności korytarza.

James mało spał tej nocy- musiał przetrawić wszystkie informacje. Będzie miał syna! Będzie miał żonę! Sm... Snape okazał się dobry... Jego syn na drugie imię miał James, a na pierwsze coś na "H" i był pewien, że to właśnie on będzie tym chrześniakiem Syriusza! Tyle dobrych informacji, jednak...

Dlaczego Hermiona była taka przejęta, gdy mówiła o Peterze? Co on mógł zrobić, że nawet "dyrektor" mu nie ufał? Nie mógł pozbyć się wrażenia, że dzieje się coś bardzo złego. Zresztą nie tylko on nie mógł zasnąć. Rogacz nie słyszał zwyczajnego chrapania Remusa, a z łóżka Łapy ciągle dochodziły jakieś szelesty. Czy oni też poczuli, że coś w tej sprawie śmierdzi? Jednak myśl o Hermionie jakoś mu pomagała. Nie znał się na ludziach, jednak w jej zachowaniu nie widział fałszu. Ufam tej dziewczynie- ta myśl ukołysała go do snu.