czwartek, 31 lipca 2014

Wiara


- Severusie, nie możesz tego zrobić!- wykrzyczała ze łzami w oczach.
 

- Nie mogę?- zapytał z podniesioną brwią.
 

- Nie! Przemyśl to, błagam cię! Byliśmy razem tacy szczęśliwi...
 

- Tutaj nie ma nic do przemyślenia. Nie kocham cię, rozumiesz? Nigdy nie kochałem i nigdy nie pokocham. Spójrz na siebie! Byłaś tylko zastępstwem po Lily. Ona jest miłością mojego życia i nikt więcej.
 

Ginny już nie wstrzymywała łez. Czyli tylko ona darzyła go uczuciem? Faktycznie, wiedziała, że jest podobna do matki Harry'ego, ale nigdy by nie pomyślała...
 

- Czyli to koniec? Severusie, to nie może się tak skończyć. Kocham cię, rozumiesz? Nie umiem bez ciebie żyć...
 

- I? Nie mam na ciebie czasu. Mam swoje potrzeby, więc muszę poszukać sobie następnej... partnerki- powiedział ze złośliwym uśmiechem.
 

Ginny nie miała już żadnej nadziei. Powoli się odwróciła, lecz zaraz zastygła w bezruchu.
 

- Chyba, że...
 

- Chyba, że?- wbiła w niego błagalny wzrok.
 

- Chyba, że... będziesz moją prywatną dziwką.
 

Rudowłosa dziewczyna uniosła brwi z niedowierzania. Kim on jest i gdzie się podział jej Severus? Nigdy nie było twojego Severusa- szepnął jej znany głosik.
 

- Dlaczego? Dlaczego nie znajdziesz sobie nowej?
 

- Och, znajdę. Ale wiesz jaki jestem... nienasycony. Zresztą utrzymywałem cię tak długo wyłącznie ze względu na seks. Jesteś dobrą suczką- powiedział z szyderczym uśmiechem.
 

Łzy znowu zebrały się w jej oczach, jednak już postanowiła.
 

- Dobrze... dobrze, będę twoją... dziwką.
 

To słowo ledwo przecisnęło się przez jej gardło i on to wiedział.
 

- Osobista dziwką.
 

Pokiwała głową.
 

- Powtórz to!
 

- Będę twoją osobistą dziwką.
 

- Dobrze, suczko, dobrze. A teraz na kolana!- warknął.
 

Tak to się zaczęło. Ginny już kilka lat temu skończyła Hogwart, lecz aby być blisko obiektu swoich westchnień, zatrudniła się na stanowisko asystentki pani dyrektor. Wreszcie osiągnęła cel- zbliżyli się do siebie. Była taka samotna, a tu nagle zjawił się on i... teraz znów była samotna.
 

Nie pozwolił jej przebywać w komnatach w czasie dnia. Mogła tam przesiadywać wieczorem i w nocy, ale to jedynie na "własną odpowiedzialność". Nie chciała widzieć ukochanego z inną kobietą, ale po prostu... musiała zaryzykować. Zawsze brała ze sobą książkę lub Zeszyt, sekret jej dzieciństwa.

Do dziś czerwieniła się na myśl o dawnej walentynkowej piosence dla Harry'ego, jednak to był początek tej pasji. Mając samych braci w domu, nie mogła sobie pozwolić na delikatność. Pisanie piosenek było wyjątkiem. To wyglądało jak wierszowany pamiętnik. Jej Zeszyt ciągle zwiększał się o kolejne dzieła, a ona nikomu o nim nie powiedziała. Nawet jemu. Płakała, przeglądając kolejne strony. Ile tu szczęścia i miłości! Myśląc o tym, w głowie powoli powstawał tekst następnej piosenki. Pisała ją z namysłem przez długi czas, w którym sytuacja się nie zmieniała. Nadal była jego... zabawką. Tylko wtedy mogła udawać, że on ją kocha... 

W końcu nieszczęśliwa piosenka została prawie skończona. Brakowało tylko początku, dokładnie pierwszej zwrotki. Rudowłosa nieustannie myślała tylko o tym. Nieumyślnie przestała reagować na zaczepki Mistrza Eliksirów, choć nadal pozostała jego zabawką.
 

^.^.^

Pewnego razu weszła do sypialni Severusa i zastała tam kompletnie rozwalone łóżko. W pokoju pachniało damskimi perfumami oraz spermą, poduszka była w strzępach, a gdzie nie gdzie widziała ślady czerwonej szminki i rude włosy... Bez chwili wahania wybiegła z jego pokoju, zmierzając do swoich kwater. Płakała jak nigdy wcześniej, jeszcze nie widziała dowodu zdrady Severusa!  Łzy popłynęły gwałtowniej, gdy pomyślała, że nie było żadnej zdrady- rzucił ją. Nic jej jeszcze tak nie zraniło. 

Przez następny dzień nie wstawała z łóżka. Przez rozpacz nie odczuwała głodu, zresztą… co to za różnica, ból serca czy żołądka? Cicho śpiewała sobie nową piosenkę:
1 zwrotka?

Czy myślisz że można
Tak łatwo zapomnieć
Ten czas gdy krok po kroku
Przybliżałeś się do mnie?


Moje serce zranione nie pyta
Moje serce samotne już wie
Zdradza cię nieobecność
Na jawie i we śnie


Czy myślisz że można
Tak łatwo zapomnieć
Ten czas gdy krok po kroku
Przybliżałeś się do mnie?


Coraz mniej mam pewności
I odwagi mi brak
Ktoś mi ciebie kochany
Ktoś mi ciebie kochany skradł


Czy myślisz że można
Tak łatwo zapomnieć
Ten czas gdy krok po kroku
Przybliżałeś się do mnie


Pierwszej zwrotki nadal nie było. Postanowiła kolejny raz spojrzeć w tekst, ale nie mogła znaleźć Zeszytu.

- Merlinie, nie…

Przed oczami stanęła jej wczorajsza scena- weszła do pokoju, żeby znaleźć zapasowe pióro, zobaczyła bałagan, uciekła, a Zeszyt… Biegiem ruszyła do komnat Severusa. Miała wielką nadzieję, że go nie zastanie. Mijała kolejne korytarze lochów, aż w końcu dobiegła do obrazu Henryka VI Okrutnego. Wydyszała hasło i wpadła jak burza do salonu. Z ulgą stwierdziła, że nie została gospodarza. Kilkoma susami znalazła się przy stoliku, gdzie znalazła Zeszyt. Leżał na tym samym miejscu, więc Severus go nie dotykał. Kolejna ulga. Ruszyła do wyjścia, nie miała ochoty tu przebywać. Ledwo dotknęła klamki, a ta poraziła ją prądem i to nie takim pstryczkiem, tylko prawdziwym kopniakiem.

-Wybierasz się gdzieś?

Rudowłosa gwałtownie się odwróciła. Z cienia wyłonił się On. Ginny nie miała odwagi się ruszyć, była przyparta do muru.

- Powtórzę pytanie: gdzie się wybierasz?

- D-do mojego pokoju.

- Po co?

- Muszę… coś zrobić.

- Dlaczego nie zrobisz „tego” tutaj?

Ona tylko pokręciła głową, ten chłód ją przerażał. Od miesięcy traktował ją różnie, jednak nigdy nie widziała na jego twarzy takiego dystansu, a w oczach lodowatej pustki.

- Co to jest?

Najgorsze pytanie, jakie mogło paść.

- Zeszyt.

- Widzę. Czemu są w nim piosenki?

Myliłam się, Severus przebija stawkę.

- A gdzie mają być?- postanowiła zaatakować.

- Są twoje?- spytał, puszczając jej słowa mimo uszu.

- Tak. Czytałeś je?

- Tak.

- Wszystkie?! Nie rozumiesz, że to jest moja forma pamiętnika?! Tutaj jest wszystko! Moja prywatna rzecz! Jak mogłeś?!

- Trzeba było tu tego nie zostawiać.

Nawet się nie zdenerwował- myślała. W jej oczach kolejny raz pojawiły się łzy.

- Dlaczego?

Gdy nie odpowiedziała spytał ponownie.

- Co: dlaczego?- syknęła.

- Dlaczego tak się bulwersujesz, że przeczytałem tę bujdę?

- Bujdę?! Jaką bujdę?! Człowieku opanuj się! Piosenki nigdy nie kłamią! Moje piosenki tym bardziej! PŁYNĄ PROSTO Z SERCA, CZY TAK TRUDNO POJĄĆ, ŻE POSIADAM TAKI NARZĄD?!

On tylko popatrzył na jej czerwoną twarz oraz załzawione oczy, po czym wyszedł do sypialni. Ginny padła na podłogę, szlochając. Minęła mała chwila, aż się opanowała. Otworzyła Zeszyt i przejechała do ostatniej piosenki. Nie myliła się- w miejscu pierwszej zwrotki zobaczyła pismo Severusa.

To co mówisz nic dla mnie nie znaczy
Twoje słowa za bardzo mnie ranią
Twoje oczy i usta tak kiedyś kochane
Bez litości bez litości dziś kłamią

W ciszy przeczytała te słowa, nawet kilka razy, jednak nie rozumiała ich znaczenia. Domyśliła się, że były kierowany do niej, ale dlaczego? Kiedy on go okłamała? Kiedy zraniła? Może jednak się pomyliła? Może tylko wymyślił te słowa, żeby jej dopiec?

Cicho weszła do sypialni i od razu skierowała wzrok na łóżko. Po ostatnim bałaganienie zostało ani śladu, teraz było schludnie zasłane.  Severus siedział na fotelu i wpatrywał się w ścianę.

- Severusie, co to znaczy? Błagam cię nie torturuj mnie już. Zabrakło mi już łez, przez ciebie. Proszę wytłumacz mi to, nie mam już siły.

Dopiero, gdy skończyła, odwrócił głowę.

- Wiesz dlaczego to napisałem?

Pokręciła głową.

- Żeby w tej piosence była choć zwrotka prawdy. Nie, nic nie mów. Będę szczery tak, jak te słowa. Kochałem cię, a ty mnie okłamywałaś. Nadal to robisz.

- Severusie…- powiedziała drżącym głosem.- Nigdy w życiu cię nie okłamałam, nie wiem, kiedy zraniłam. Kocham cię i tylko dlatego znoszę twoje traktowanie. Myślisz, że to życie dziwki mi odpowiada? Myślisz, że to co czuję, to pożądanie? Dlaczego mi nie wierzysz?! Co ja ci zrobiłam?!

- Nie raz słyszałem, jak przy stole nauczycielskim chwaliłaś się nowym facetem. Jest przystojny, jest dobry, jest wręcz moim ideałem. Czy nie tak mówiłaś? Pamiętam, gdy pierwszy raz to usłyszałem, to była noc duchów. Myślałaś, że nie usłyszę?

- Severusie, powiedz, co było później?

-Nic, wyszedłem.

- Nie słyszałeś nawet połowy- jej głos nadal drżał, lecz tym razem z powodu rosnącej nadziei.- Opowiadałam Minerwie, co usłyszałam, gdy przechodziłam korytarzem. To nie były moje słowa, tylko Rabin z Gryffindoru. Potem ciągle z tego żartowałyśmy. Severusie, chciałeś, żebyśmy się nie ujawniali, więc uszanowałam to. Nie powiedziałam nikomu. Najchętniej wykrzyczałabym to w Wielkiej Sali na śniadaniu, żeby wszyscy wiedzieli, ale nie zrobiłam tego.

Spuściła głowę, lecz on złapał ją za podbródek. Nawet nie wiedziała, kiedy się podniósł.

- Ginewro, tak bardzo cię kocham. Nie chciałem w to wierzyć, ale dla mnie to było wręcz niewyobrażalne, żeby taka dziewczyna jak ty pokochała mnie…

Ginny wyswobodziła się z jego uścisku. Jak ona kochała, gdy mówił do niej pełnym imieniem! Nikomu innemu na to nie pozwala. Jednak, teraz rozpacz wymalowała się na jej twarzy.

- Severusie, proszę nie ciągnij tego. Gdybyś mnie kochał nigdy byś mnie nie zdradził- widząc niezrozumienie w jego oczach, dodała:

- Widziałam wczorajszy stan łóżka. Poduszki, włosy, wszystko…

- Ginewro, moja kochana, Ginewro, to była tylko zaczepka, żebyś wreszcie się stąd wyniosła i przestała mnie dręczyć. Nie spotykałem się z nikim więcej, chciałem cię tylko odstraszyć. W końcu jestem szpiegiem, muszę umieć kłamać.

- Więc… kochasz mnie, tylko mnie?

- Tak. A ty kochasz mnie, tylko mnie?

- Tak!

Stali po środku sypialni, ściśle objęci i szeptali sobie przeprosiny jeszcze jakiś czas. Niedługo po tym Ginny Weasley wykrzyczała w Wielkiej Sali wyznanie miłości do profesora Snape’a, a on w zamian za to oświadczył jej się na oczach całej szkoły. Odbył się ślub, urodziło się dziecko, drugie, a Severus Snape dotrzymał niemej obietnicy. Już zawsze wierzył swojej żonie.

 ^^^^^ Tekst piosenki Maanam- Twist
***
Witam was z kolejną miniaturką :D Mam nadzieję, że przypadła wam do gustu ;)

sobota, 26 lipca 2014

Proroctwo

Ukradkowe spojrzenia… Uśmiechy… Szczera radość z towarzystwa tego drugiego… To jest to! Gdy go widziała, nic się nie liczyło. Gdy on ją widział, nie mógł oderwać od niej wzroku.
 

Jaśnieje niczym gwiazda- myślał.
 

Te piękne oczy- zielone jak liście dębu- myślała.
 

Towarzystwo tej drugiej osoby zaspokajało ich wszystkie potrzeby. Jednak gdy zostawali sami, tęsknota rozsadzała ich od środka. Ból był niemal namacalny… Ale wtedy myśleli o tej drugiej osobie… i o dziwo pomagało. Wspominali ukradkowe spojrzenia, uśmiechy, chwile, gdy zostali przyłapani na gorącym uczynku.

Tak bardzo go pragnę!
 

Tak bardzo jej pragnę!
 

Chcę być blisko niego…
 

Dotykać jej…
 

Całować go…
 

Skryć twarz w jej rudych włosach…  

Patrzeć prosto w te zielone oczy.

Patrzeć prosto w te orzechowe oczy.
 

Nadszedł koniec roku szkolnego. Ich ostatniego roku. Płakała jak każda dziewczyna, przytulała profesorów i uczniów, zaglądała do wszystkich poznanych kątów. Ze łzami w oczach przechadzała się po błoniach. Ten ostatni raz. Nie była smutna, w takich chwilach nie można się smucić. To czyste wzruszenie odbierało jej dech w piersiach. Nagle na horyzoncie zamajaczyła pewna sylwetka. Ona poznała od razu. Niech się dzieje co chce!- pomyślała.
 

- HARRY! HARRY!
 

- GINNY! GINNY! GIIIIIIIINNY!
 

Wreszcie wpadli sobie w ramiona. Ginny wtuliła się w jego tors. Harry przyciskał się do niej całym ciałem. Pocałowała go. Schował twarz w jej rudych włosach. Popatrzyli sobie w oczy.
Zieleń i orzech zmieszały się w jedno dając dziwną mieszankę. Jednak to była ich mieszanka.


^.^.^
 

- Co się stało?
 

Ginny obudziła się w swoim dormitorium. Nad nią klęczała Lavender i uśmiechała się zagadkowo. Rudowłosa nie mogła przypomnieć sobie nic, co wskazywałoby na obecność koleżanki ze „starszego” rocznika. Spojrzała na kalendarz. Dziś kończę Hogwart! Wojna minęła, uczniowie wrócili, a teraz znów odchodzą… Jednak, co ona tu robi?!
 

- Zemdlałam, czy co?
 

- Nie.
 

- To co ty tutaj robisz?!
 

- Nic, nic. Załóż tę brązową bluzkę- spodoba mu się.
 

- Co? Komu?
 

- Zobaczysz, coś się dzisiaj stanie- po czym odrzucając blond włosy, wyszła z pokoju.
 

Ginny miała mętlik w głowie i prawie automatycznie założyła naszykowaną brązową bluzkę. Zapomniała o dziwnej wizycie, cieszyła się ostatnim dniem, a tamta sytuacja przypomniała jej się dopiero, gdy spojrzała w zielone oczy.

Miłość? To okrutne narzędzie w rękach człowieka

Przyczaił się do niej, nie wiadomo kiedy. Na początku się bała, ale on powiedział, że ma dobre zamiary. Było tak dobrze, gdy słuchał o stworzeniach i czesał jej włosy. Draco był przystojny oraz, jak się okazało, nie taki zły! Miała opory, żeby mu zaufać, lecz w końcu uległa. Zakochała się w nim. ONA! Nic nie znacząca, szalona Luna. Mijał czas, a oni byli coraz silniejsi. Odparli wszystkie ataki! Czuła, że są dla siebie stworzeni. Jednak… przecież nie byli nawet razem.
 

Nie dotykał jej w ten sposób, nie patrzył tak na nią. Wyglądało na to, że chciał się zaprzyjaźnić, spędzać z nią czas. Luna wierzyła w to, że Draco jest nieśmiały. Małymi kroczkami, aż go zdobędę- myślała. Dni mijały, a dziewczyna nie zauważała zmian w arystokracie. Dużo opowiadał jej o swojej rodzinie, zapoznawał z drzewem genealogicznym, uczył ją dobrych manier i zachowań człowieka wyższych sfer. Chciał, żeby była jak on? Udało się, dla niego wszystko. Uczyła się, zmieniała swoje ideały, zmieniała siebie. Już nie była zamyśloną krukonką, którą wszyscy uważali za pomyloną. Teraz stała się ślizgonką z krwi i kości. Zachowywała się jak godna arystokratka, a wszystko dla niego.
 

^.^.^

Nadeszła zima. Białe płatki opadały na ubrania, rośliny, zamek, wszystko. Draco najbardziej lubił tę porę roku. To wtedy Luna postanowiła działać. Byli właśnie na boisku do quidditcha, gdy dziewczynie wpadł do głowy pomysł. Wpatrywała się w odległe jezioro, a Draco z zamkniętymi oczami leżał oparty o barierkę.
 

- Draco. Pojedziesz do mnie na święta- to nie było pytanie.
 

- Nie. To ty przyjedziesz do mnie na święta- nawet nie otworzył nawet oczu.
 

- Po co?- wysyczała.
 

- Bo ja tak chcę.
 

Dziewczyna przeanalizowała wszystkie za i przeciw, po czym stwierdziła, że to nie taki zły pomysł.
 

- Pojadę- powiedziała głosem, który świadczył, że wyświadcza mu wielką przysługę.
 

- Zawsze dostaje to, czego chcę.
 

- Mam warunek, więc się nie ciesz.
 

- Jaki? Nie, nie odpowiadaj. Forsa? Apartament? Skrzat? Dwa? Nowe ciuchy?
 

- Pocałujesz mnie teraz.
 

 Draco leżał jeszcze przez chwilkę, aż w końcu poderwał się gwałtownie.
 

- CO?
 

- Pocałujesz mnie.
 

- Po co?
 

- Bo ja tak chcę- powiedziała z satysfakcją.
 

- Stop, Luna, stop. Nie żartuj sobie- maska zniknęła i zobaczyła prawdziwe uczucia.
 

Ona gardziła prawdziwymi uczuciami.
 

- Nie żartuje. MASZ. MNIE. POCAŁOWAĆ. Co Dracusiu? Przestraszyłeś się całusa od ciotuni Lunki?- zachichotała złośliwie.
 

Draco wpatrywał się z nią z przerażeniem
 

- Luna, co się z tobą stało?- zapytał niemal szeptem.
 

- Mnie? Co się stało mnie? Spójrz na siebie.
 

- Kiedyś taka nie byłaś…
 

- To ty mnie stworzyłeś, Draco. Jestem ci za to wdzięczna. Otworzyłeś mi oczy. A teraz mnie pocałuj.
 

- Luna, nie mogę rozumiesz?! Jesteś moją przyjaciółką! Znasz mnie, nie mógłbym czegoś takiego zrobić!
 

- Czego? Pocałować mnie?
 

- Pocałować, a potem cię zostawić.
 

- Czemu miałbyś mnie zostawiać?- wysyczała. Coraz mniej podobała jej się ta sytuacja.
 

- Luna, mam kogoś. Jesteśmy zaręczeni od dziecka. Kocham ją, rozumiesz?
 

- A ja?! Kim JA dla ciebie byłam?! Zmieniłam się dla ciebie! Stałam obok i czekałam, ale ty byłeś nieśmiały i nie dałeś mi żadnego znaku!- Luna była wściekła. Czyli czekała tyle czasu, aby go zdobyć, a teraz on ją odrzuca? Nigdy.
 

- NIGDY NIE DAŁEM CI ŻADNEGO ZNAKU, BO NIC DO CIEBIE NIE CZUŁEM! Byłaś, jesteś i będziesz tylko moją przyjaciółką. Nie prosiłem, żebyś się zmieniała, lubiłem cię taką, jaka byłaś. Luna, zakończmy to. Przepraszam, ale moje serca skradła inna dziewczyna. Nic nie mogę zrobić.
 

- Jeśli tak sądzisz, to się mylisz. Czekałam miesiącami, aż zrobisz jakiś krok, a teraz mnie odtrącasz. Nigdy, nie będzie tak jak dawniej. Słyszysz?! NIGDY!
 

- Co robisz?! Gdzie idziesz? LUNA! CO CHCESZ ZROBIĆ?!
 

- Pomścić moją miłość.
 

Nikt więcej nie widział Luny Lovegood w Hogwarcie. Odeszła, uciekła, wyjechała albo wszystko na raz. Odkąd się zmieniła, nie miała przyjaciół oprócz Dracona. Zniknięcie zgłosiły lokatorki dziewczyny, gdy nie pojawiła się w pokoju przez cały weekend. Kiedy uciekła? Nikt nie wiedział.
 

Pięć lat później nikt już nie pamiętał, kim była Luna Lovegood. Oni znali tylko tę okrutną Lunę Malfoy. Wdarła się do rodziny, roztrzaskała ją i wprowadziła nowe zasady. Na Draco patrzyła z nienawiścią, szyderstwem lub satysfakcją- zależało od sytuacji . Od tego, czy Lucjusz się za nim wstawiał. Od tego, czy Lucjusz dobierał się do niej na jego oczach. Od tego, czy wyciskała z niego łzy.
 

Luna Malfoy- druga żona Lucjusza Malfoy'a oraz macocha Dracona Malfoy'a.
 

Kiedyś krukonka. Niezbyt uważna. Roztrzepana. Wierząca we wszystko, co dziwne.
 

Teraz ślizgonka. Cielesna nienawiść. Furia w ludzkiej istocie. Okrucieństwo stłoczone w jedną osobę.
 

A co ją tak zmieniło?
 

Miłość.

Czyż to nie okrutne?


***
Nie wyszło tak, jak chciałam... W ogóle jest to dziwne opowiadanie i szczerze nie wiem, czy komuś się spodoba. Jednak nie tracę nadziei. :)

BellatrX ♥

piątek, 25 lipca 2014

Kochać, nie znaczy stać obok- kochać, znaczy być zdolnym do poświęceń

Harry leżał w łóżku i czekał cierpliwie na Ginny. Dziś wracała z Austrii, gdzie ostatnio odbył się pogrzeb jej kuzynki Liesel. Chciała, aby Harry z nią poszedł, ale on wymawiał się zmęczeniem. Jednak to, jak można się domyślić, nie był prawdziwy powód. Potter coraz częściej przyłapywał się na myśli, że jej towarzystwo nie sprawia mu przyjemności. Kolejny raz zganił się wewnętrznie, gdy usłyszał wołanie:
 

- Harry?
 

- W sypialni!
 

Chwila ciszy.
 

- Przyjdź tutaj, proszę!
 

Czarnowłosy wygramolił się z łóżka i zszedł do salonu, jednak tam nikogo nie było.
 

- Ginny?
 

- Rozbierz się- wydawało się, że głos dobiega ze ścian.
 

- Gdzie jesteś?
 

- Rozbierz się- powtórzyła, lecz teraz jej ton był lekko zniecierpliwiony i... podniecony?
 

Potter postanowił spełnić tę prośbę, choć wcale nie miał ochoty na tego rodzaju aktywności, tym bardziej z Ginny. Jednak to była jego dziewczyna i też miała swoje potrzeby oraz zachcianki. Zaczął pospiesznie zdejmować koszulę, jednak powstrzymał go jej syk:
 

- Wolniej!
 

Był mocno zdziwiony tą prośbą, gdyż wiedział, że dziewczyna nie lubi długiej gry wstępnej. Ba! Nawet gdyby nie wiedział, to rudowłosa na pewno by mu o tym przypomniała... zresztą jak za każdym razem. A teraz prosi, żeby robił striptiz? Kobiety!

Powoli odpinał guzik po guziku, aż koszula zsunęła się z jego ramion. Sięgnął do bokserek, gdy znowu powstrzymał go głos dziewczyny:
 

 - Nie. Zrobię to sama- wymruczała.
 

Harry nawet nie zadrżał, żadnej reakcji. Nie był podniecony, chociaż wiedział, co się zaraz stanie. Przynajmniej tak myślał.
 

Nagle poczuł jak coś smera jego ramię. Odwrócił się i zauważył czarną opaskę. Co jeszcze? Może skórzane pasy?
 

- Załóż ją.
 

Jakby nie wiedział, co ma zrobić! Postarał się nie pokazywać swojej irytacji, ale postanowił, że następnego ranka odbędzie się poważna rozmowa.
 

- Co teraz?
 

Stał już na środku pokoju, prawie nagi, z opaską na oczach...
 

Nagle wciągnął gwałtownie powietrze. Były dwa powody. Poczuł, jak ktoś przyciska swojego grubego penisa do jego tyłka. I jednocześnie ktoś zaciska rękę na jego penisie. I to nie była Ginny.
 

Chciał zaprotestować, ale nieznajomy zaczął masować jego przyrodzenie.
 

- Kim jesteś?- spytał nabrzmiałym od emocji głosem.
 

Nie dostał odpowiedzi, za to ręka zaczęła masować jego jądra. Wiedział, że to facet, jednak tylko go to podniecało. Czyżby był...?
 

W tej chwili nie miał czasu o tym myśleć.

Scena erotyczna. Wstawcie sobie, co chcecie :D

Oboje mocno dyszeli. Wybraniec pociągnął swojego kochanka na łóżko.
 

Jestem gejem.
 

Jestem gejem.
 

Jestem gejem.
 

Te słowa krążyły po jego głowie, gdy przytulał się do...?
 

- Nadal nie znam imienia mojego kochanka- stwierdził z nadzieją, że tym razem dostanie odpowiedź.
 

- Ron.
 

Dotąd ciągle słyszał głos Ginny, więc zamurowało go, gdy usłyszał inny, choć równie znajomy.
 

- Ron, to cały czas byłeś ty?
 

Nareszcie opaska zsunęła się z oczu Harry'ego. Rude włosy, szeroki uśmiech i błękitne oczy, w których było widać przede wszystkim radość, ale gdzieś w kącikach oczu czaiło się zaniepokojenie. Harry nic nie mówiąc, pocałował swojego przyjaciela.
 

- Harry, od dawna czuję motyle w brzuchu, gdy jesteś obok. To ja wysłałem tę sowę. Ginny wraca za tydzień. Widziałem, że ostatnio coraz mniej się nią interesowałeś, więcej spędzałeś czasu z facetami, nawet jeśli nie zdawałeś sobie z tego sprawy. Ale ja widziałem. I marzyłem o tym, żebym mógł być tym, który ci to uświadomi.
 

Harry widział w jego oczach taką miłość, że poczuł bezpodstawne poczucie winy. Bo on nie darzył go takim uczuciem. Czekał jednak, aż przyjaciel skończy dawno zaplanowaną mowę.
 

- To uczucie pojawiło się nagle, podczas gdy szedłeś na spotkanie z Czarnym Panem. Ogarnął mnie tak wielki strach, że coś ci się stanie, że cię już więcej nie zobaczę. To takie śmieszne, że zaledwie parę godzin wcześniej całowałem się z Hermioną. Myślałem, że to ją pragnę zobaczyć jako kobietę z siwiejącymi włosami, stojącą przy moim boku. Ale w tamtej chwili widziałem ciebie i tylko ciebie. Od samego początku wiedziałem, co to za uczucie i teraz chcę, żebyś ty też wiedział. Harry, ja cię kocham- zakończył z roziskrzonymi oczami.
 

- Ron... Ja... nie darzę cię takim uczuciem- nie zdążył dokończyć, bo przyjaciel zamknął mu usta pocałunkiem.
 

Harry nie mógł znieść jego słodkości. Dlaczego nie podobają mi się dziewczyny? Ron delikatnie zakończył pocałunek i spojrzał czarnowłosemu w oczy.
 

- Wiem, Harry, ja wiem. Będę twoim przyjacielem, opiekunem, obrońcą, kochankiem lub kimś więcej, mogę zniknąć, ale tylko ty o tym zdecydujesz.
 

- A co z Hermioną? Co z Ginny? Co z innymi?
 

Ogarnęła go panika. Przecież on wszystkich skrzywdzi! Ron widząc ogniki histerii, powiedział kojącym głosem.
 

- Wszystko będzie dobrze, Harry. Z Hermioną nie jestem już od dwóch miesięcy. Nie powiem, że przyjęła to spokojnie, bo musiałbym skłamać. Jednak wiem, że Lee dużo się do niej zbliżył, więc wiesz... A Ginny chyba się czegoś domyślała... a wczoraj wszystko jej powiedziałem.
 

- Co powiedziałeś?!
 

- Tylko o mnie. O moim uczuciu. O tym, że jestem gejem. Była zdziwiona, ale nic nie powiedziała. A teraz idź już spać, już świta, a ty jutro masz konferencję na 9.00.
 

- Znasz mój grafik?- spytał, przysuwając się bliżej rudowłosego.
 

- Jasne. Dobranoc, Harry.
 

Niemożliwe, że jego głos był tak piękny, a ja wcześniej tego nie zauważyłem- to stwierdzenie przemknęło mu przez głowę, a sekundę później zasnął.
 

^.^.^

Następnego ranka obudził się w ramionach rudowłosego. Do ostatniej chwili wpatrywali się w siebie, a okrywająca ich cisza była tak cicha jak nigdy wcześniej cisza nie była cicha. Każdego ranka schemat się nie zmieniał, aż do przyjazdu Ginny.
 

Harry był gotowy zakończyć ten związek. Przez ostatni tydzień Ron stał się bliski i swojski. Stał się kimś więcej niż przyjacielem, uczucie zaczęło kiełkować.
 

Właśnie usłyszał kroki na schodach. Jakże one były inne od tych, które znał! Ledwo zarejestrował rudą czuprynę, gdy ta już wisiała mu na szyi.
 

- Harry! Tak bardzo tęskniłam.
 

Po czym nastąpił gorący pocałunek. Czarnowłosy chłopak czuł się w tej chwili źle. Pocałunek własnej dziewczyny przyprawił go o lekkie mdłości. Nawet nie zdążyła nic więcej dodać, gdy do pokoju wszedł Ron. Gdy tylko zobaczyła swojego brata, odskoczyła gwałtownie od Harry'ego.
 

- Co się tu dzieje? Co on tu robi? Ron, idź sobie, muszę coś powiedzieć MOJEMU chłopakowi. No idź sobie!
 

- Oj, Ginny, ale skoro już przyszedł, to możesz...- Potter próbował ratować sytuację, z naciskiem na słowo próbował.
 

- Dobrze, w takim razie powiem też tobie. Tylko nie mów mamie, bo mnie ukatrupi, jak dowie się, że słyszałeś pierwszy od niej. Uwaga! Jestem w ciąży!
 

Po tym wyznaniu nastąpił kolejny pocałunek, przynajmniej ze strony Ginny.
 

- Ginny, ale... ale jak...
 

- To może ja nie będę jednak przeszkadzał. No to gratulacje Ginny i tobie też Harry. Tylko pamiętaj, żeby mnie nie wzywać, jak zacznie się zmienianie pieluch. To lecę, na ra... Ach! Jeszcze jedno! Harry, wyjeżdżam jutro w podróż do... świata, gdzie... spotkam się z pewną osobą, w której się zabujałem... Ej no, nie patrz tak! Ja naprawdę umiem się zakochać! A wracając... Nie będzie mnie trochę, ale niedługo się zobaczymy. To pa Ginny, do zobaczenia Harry.

Tydzień później Ronald Weasley został pochowany w grobowcu Weasley'ów. Jak wykazało pewne zaklęcie, przedawkował Amortencję. Przy ciele nie znaleziono żadnych osobistych rzeczy, ale na skale wyskrobane było: Nic nie pamięta. Naszą tajemnicę zabiorę do grobu. Kocham Cię.

Okazało się jednak, że nikt nie wiedział, do kogo zaadresowana była wiadomość. Nie można, więc stwierdzić czy Ronald oszalał, czy w głębi duszy skrywał romantyka.
 

Dla przyjaciół oraz rodziny to był szok, jednak Harry Potter przeżył to najgorzej, choć nikomu tego nie pokazywał. Załamał się z tęsknoty i bólu, ale nie zapomniał o swoich obowiązkach. Ożenił się z Ginny, a ich syn Ronald Harry Potter został wychowany na porządnego gryfona oraz przyjaciela, takiego jak jego imiennik.

Dwa słowa, a tyle znaczą

Draco przechadzał się po pięknym ogrodzie swojej ciotki Andromedy. Jako że po wojnie tylko ona mu została... Nie było innego rozwiązania. Przynajmniej Ministerstwo go nie przewidziało. Przecież jako niepraktykujący śmierciożerca mógł być jeszcze niebezpieczny, prawda?

Draco prychnął. Był już pełnoletni, a tkwił w takiej dziurze! W zasadzie nawet mu się tu podobało, ale nigdy nie przyznałby się do tego głośno. Nareszcie nie musiał być tym najlepszym, mógł schować się w cieniu i obserwować. Chętnie pozbył się także wianuszka wiernych fanek. Męczyły go te wszystkie sytuacje, gdy nie mógł pobyć sam na sam z Nott'em lub Zabinim, bo zamiast tego musiał siedzieć z Astorią lub Pansy. Bo wychodzi na to, że Draco Malfoy woli towarzystwo chłopców. Już dawno odkrył w sobie tę "inność", ale wolał się z tym nie ujawniać. Nie wstydził się, broń Salazarze, ale opinia publiczna nadal się dla niego liczyła.
W zasadzie dużo się nie zmienił, ale zmiany były znaczące. Przede wszystkim uświadomił sobie, że zdolny jest do uczucia. NAPRAWDĘ pokochał ciotkę i Teddy'ego. Maluch był słodki i szybko znaleźli nić porozumienia. Odkąd zaczął zmieniać kolor kończyn, Malfoy miał pełne ręce roboty. Ciotka musiała pracować, a on zajmował się małym.


Andromeda Tonks nie chciała przyjąć nic od siostrzeńca, więc całe złoto gniło w Gringottcie. Co on mógł zrobić za te pieniądze dla jego nowej rodziny! Jednak ciotka stwierdziła, że woli jego towarzystwo od pieniędzy, natomiast rodzice wyznawali zasadę "wszystko można kupić". Komu wierzyć? I tu zaszła druga ważna zmiana. Draco wierzył ciotce. Usiadł przy sadzawce i ponownie zatopił się w myślach, jednak nie wiedział, że jest obserwowany.

Harry wyglądał przez okno i chłonął czar pięknego ogrodu. Nagle dojrzał Malfoy'a, siedzącego przy sadzawce. Ostatnie promienie słońca oświetlały jego twarz, usta miał zaciśnięte, a oczy skupione na niewidocznym dla Pottera miejscu. Ogólnie wyglądał na zamyślonego i nieco zaniepokojonego, może nawet zmęczonego.

- Harry cieszę się, iż przyjąłeś moje zaproszenie.

Do pokoju weszła Andromeda Tonks. Jak zwykle ubrana w elegancki fartuszek, powitała go z należytymi manierami.

- To żaden problem, Andromedo. Czy coś potrzeba Teddy'emu? W czymś ci pomóc?

W testamencie jej córki było napisane, że to właśnie Harry został ojcem chrzestnym młodego metamorfomaga. Nie owijając w bawełnę, Potter był niesamowicie bogaty i robił wszystko dla Teddy'ego.
Teraz jednak miała do niego inną prośbę.

- Harry, muszę cię prosić o pomoc.

- Powiedz tylko, a zrobię wszystko.

- Kochanie, nie zapominaj, że jestem ślizgonką i mogę to wykorzystać.

Oboje się zaśmiali, lecz Czarnowłosy postanowił na przyszłość uważać.

- Harry ta prośba jest innego rodzaju. Nie chodzi tu o pomoc dla mnie ani dla mojego wnuka, tylko dla D...Dracona. Tedy jest coraz bardziej męczący i jedna osoba nie utrzyma jego mocy w ryzach. Kiedy Dora... kiedy Dora dorastała, miała oboje rodziców. Choć Ted był mugolem, to radziliśmy sobie, ale Draco jest sam.

- Do czego zmierzasz?

- Chciałabym, abyś zamieszkał tutaj na nieokreślony czas, rzucił wszystko i razem z Draco opiekował się bez przerwy małym.

Harry znał na tyle panią Tonks, żeby poczekać na prawdziwą prośbę. Mimo że wdowa była człowiekiem o wielu pozytywnych cechach, nadal pozostawała ślizgonką.

- Harry, wiesz, że gdyby to nie było ważne, to nie prosiłabym cię. Widzę, jak Draco się męczy, choć on sam tego nie zauważa . Obserwuję, jak traci siły, choć on tego nie dostrzega.

- Oczywiście. Pomogę.

 ^.^.^

Następnego dnia Harry stawił się o ósmej przed drzwiami domu pani Tonks. Podobno o tej porze jedli śniadanie, a właśnie od niego miało się zacząć zadanie gryfona. Zapukał, a po chwili drzwi otworzyły się ze skrzypem. Widok zasłonił mu Draco.
- Potter. Wejdź.

Już kilka razy minęli się w domu i nieświadomie ustalili swój własny schemat. Harry zawsze pukał trzy razy, poprawiał koszulkę, uśmiechał się w niepowtarzalny sposób i czekał. Blondyn zawsze otwierał po zaczerpnięciu czterech głębokich wdechów, po czym witał go dwoma słowami. Zawsze szli do salonu, więc Dracon zdziwił się, gdy zobaczył, że gość kieruje się do kuchni.

- Nie zabłądziłeś czasem?

- Nie, idę na śniadanie.

- Przetrzyj okulary, to może zauważysz, że apetyczny kąsek stoi właśnie przed tobą.

Malfoy sam nie wiedział, czemu to powiedział, ale postanowił dalej grać w tę grę. Podążyli do salonu.

- No co Potter, nie podobam ci się?

Czarnowłosy chłopak dopiero teraz zauważył, że Malfoy jest w samych bokserkach. Domyślał się, że Draco nie wiedział, że jego największy wróg jest gejem. Postanowił, że on pierwszy tego nie przerwie, nawet jeśli zajdzie to naprawdę za daleko.

- A co Malfoy masz coś do zaoferowania?

Draco zawadził o gumkę bokserek. Był pewny, że Potter nie wie, że arystokrata woli mężczyzn. Co prawda gustował w starszych, ale teraz mógł się zabawić. Teraz już nie odpuści. Opuścił bokserki o kilka cali i spojrzał Harry'emu prosto w oczy.

- No i co teraz powiesz, Harry?

To zdanie było tak kuszące, jak tylko się dało. Wypowiedziane niskim głosem z przedłużanymi sylabami oraz ostro zakręconym "r" w imieniu, miało w sobie coś, czemu nie można było się oprzeć. Jednak Draco nie przewidział, że Harry też ma swoje nieczyste zagrania. Czarnowłosy szybko do niego doskoczył, złapał od tyłu za włosy i pociągnął w dół. Malfoy wygiął się w łuk i próbował się uwolnić, jednak bezskutecznie. Wybraniec zamknął jego ręce w uścisku, tuż nad głową. Przejechał spojrzeniem po jego nagim torsie, po czym zbliżył swoje usta do ucha Blondyna.

- Faktycznie Draco, jesteś całkiem... apetyczny.

Lekko przejechał językiem po jego uchu, po czym przeszedł na szyję. Schodził coraz niżej, aż doszedł do nieco opuszczonych bokserek. Już dawno nie trzymał Malfoy'a, jednak on go nie odepchnął. Harry miał nawet namacalny dowód na to, że mu się podobało, zresztą nie tylko jemu. Potter zsunął niepotrzebny materiał i dokończył swoją wędrówkę.

Draco w końcu nie wytrzymał i całe jego napięcie wytrysnęło. Harry wychłostał je do ostatniej kropli, po czym oblizał usta i zbliżył ponownie do ucha chłopaka.

- Zrobisz to lepiej, Draco?

Malfoy od razu zdarł ubrania z zaskoczonego chłopaka. Padł na kolana i zaczął ssać, lizać, ściskać oraz podgryzać. Jednak nie dał mu tak szybko skończyć. Popchnął go na podłogę, a sam usiadł na tyłku Harry'ego. Szybko wziął różdżkę i przywołał potrzebny środek. Nałożył go obficie na palce, po czym szepnął:

- Wiesz, co się teraz stanie, Harry?

Potter ciągle jęczał w dywan i tylko czekał, aż wreszcie Draco zrobi swoje. Blondyn powoli włożył jeden palec w wejście i zaczął masować zaciśnięty krąg mięśni. Po chwili dołączył do niego drugi oraz trzeci. Wreszcie blondyn uznał, że czarnowłosy chłopak jest gotowy. Złapał go za pośladki i jednym zamaszystym ruchem wszedł w wejście. Harry krzyknął z bólu, lecz Draco nie zwalniał tempa. Wysuwał cały trzon i gwałtownie wracał na miejsce. Harry krzyknął jeszcze parę razy, aż wreszcie i on zaczął czerpać z tego przyjemność. Zanim zdążył wykonać jakikolwiek ruch, Draco, nie przestając mocno go pieprzyć, zaczął masować penisa czarnowłosego. Pierwszy skończył Potter.

Nigdy nie czuł się tak maksymalnie wypełniony i nigdy nie miał tak wielkiego orgazmu. Wił się pod Malfoy'em, który narzucił jeszcze szybsze oraz brutalniejsze tempo. Po krótkiej chwili blondyn z dzikim jękiem wytrysnął do wnętrza Harry'ego. Oboje leżeli na podłodze, nie mając siły się ruszyć.

^.^.^

Obudzili się dopiero w południe, przykryci kocem, nadal połączeni w jedno. Pierwszy ocknął się Draco. Szybko ogarnął spojrzeniem całą sytuację. Dopiero gdy wstał, dostrzegł kartkę, leżącą na stoliku.

Ted jest ze mną. Widzę Harry'ego w firmie o 13. Draco, obiad w spiżarni.
Andromeda Tonks.

W głowie blondyna od razu utworzyło się tysiąc obrzydliwych sposobów na obudzenie Pottera, jednak wybrał ten delikatny. Pocałował go lekko w usta, lecz gdy tamten chciał go odwzajemnić, od razu się odsunął.

- Nie szarżuj tak, kapitanie.

Przesunął palcem po nagim torsie czarnowłosego i jeździł tak, dopóki nie otworzył oczu.

- Za chwilę masz się stawić u ciotki, więc lepiej wstawaj.

Na to zdanie Harry poderwał się gwałtownie. Przez chwilę stali i wpatrywali się w siebie. Nie wiadomo, kiedy zaczęli się całować.

- Przyznaję, że jesteś apetycznym kąskiem.

- Przyznaję, że jednak nie jesteś ślepy.

Od tego czasu zaczęli spędzać razem, aż pożądanie przerodziło się w uczucie. Po śmierci Andromedy, Draco odziedziczył jej firmę i razem z Harrym objęli opiekę nad Teddy'm. Ron oraz Hermiona o związku dowiedzieli się dopiero po pogrzebie i do tej pory go nie zaakceptowali.

10 lat później

- Harry! Draco! Patrzcie dostałem list!

Tedy wbiegł po schodach do sypialni swoich wujów. Nie było zaskoczeniem, że śpią w jednym łóżku, więc bez wahania wskoczył na pościel.

- Draco! DRACO! Draco! Harry! No Harry! Obudźcie się wreszcie!

- Co się stało Tedy?- spytał jeszcze nieprzytomny Harry.

- Dostałem list z Hogwartu!

- To wspaniale- Draco wreszcie się obudził.

- Jedziemy na Pokątną!

- Tedy, my chcemy spać- narzekał blondyn, jednak przecząc temu, co dopiero powiedział, zaczął się podnosić.

Harry poszedł za jego przykładem i po krótkim śniadaniu polecieli na Pokątną. Oczywiście od razu zaczęto pokazywać ich palcami. Nic sobie z tego nie robiąc, trzymali się za ręce i szli dalej.

Tedy popędził przed siebie, a para została w tyle. Nagle Draco się zatrzymał i wepchnął czarnowłosego do bocznej uliczki. Nie było tam nic oprócz paru pudeł i butelek. Harry dobrze wiedział, dlaczego się tutaj znajdują.

- Wszystkiego najlepszego. Nie zdążyłem ci dać tego w domu, ale nie mogłem się doczekać twojej miny. Proszę, otwórz.

- Dziękuję, Draco.

Pudełko nie było duże, opakowane w srebrny papier lśniło w świetle dnia. Potter szybko rozerwał papier i spojrzał na medalion wysadzany ośmioma kamieniami. Szybko zorientował się, co to za przedmiot.

- Czy to jest... pas deltory? Nie... Ale coś podobnego prawda?

- Tak. Sam go zrobiłem i masz rację opierałem się na legendzie o pasie deltory. Patrz tu jest topaz, symbol wierności. Tutaj lapis-lazuli, symbol czystości. Tam rubin, oznacza szczęście. A tutaj diament, symbolizuje siłę. Obok niego jest szmaragd, symbol honoru. A ten tutaj to opal, oznacza nadzieję. A ametyst, prawdę.

- A ten? W legendzie było siedem.

- Ten jest ode mnie- szafir. Symbolizuje wieczność.

- Dziękuję, Draco. To piękny prezent.

- Wiem.

- Czy ty zawsze musisz ograniczać się tak w słowach?- czarnowłosy zaczął się śmiać.

Założył medalion na szyję i schował pod koszulą. Powoli znowu wtapiali się w tłum, aż dotarli do Esów i Floresów. Draco schował dłonie swojego partnera w swoich i spojrzał mu prosto w oczy.

- A pamiętasz, co odpowiedziałem na twoje pytanie o związek?

- "Potter. Wejdź."

Mężczyźni myślą tylko o jednym

Draco siedział właśnie w salonie przy kominku i rozmyślał o ostatnim czasie. A miał o czym... duuuuużo się zmieniło.
 

Dyrektor pod wpływem starej magii założycieli oraz eliksiru życia powstał z martwych. Chłopak powinien czuć złość, jednak było wręcz przeciwnie. A dlaczego? A dlatego, że Draco Malfoy zmienił strony, a co najważniejsze wnętrze. A jak to się stało? Jak zwykle pod wpływem miłości.
 

Zakochał się w dziewczynie, w jej brązowych oczach oraz rudych włosach. Ginny Weasley. To dla niej się zmienił, wyparł się rodziny, zdradził przyjaciół. Jednak ona miała innego. Po skończeniu szkoły wyszła za Harry'ego Pottera i już spodziewała się dziecka. To dziwne, jak ten czas leci. Dopiero co widział ją nad hogwarckim jeziorem, niewinną, piękną, oświetloną blaskiem księżyca. Wspomnienie, do którego stale wracał, miało już trzy lata. Pamiętał, jak wtedy jego serce zajmowała tylko miłość do niej, ale w dniu ślubu zrozumiał. Zauważył różnicę. Kochał ją, ale... nie jako przyjaciółkę, ani towarzyszkę życia.
PO PROSTU JĄ KOCHAŁ! KONIEC TEMATU.
 

Harry Potter został aurorem, a sława nie uderzyła mu do głowy. Nadal znajdywał czas dla przyjaciół, żony i podobno nie mógł doczekać się dziecka. Jednak nie wszystko wyszło po jego myśli. Ron Weasley okazał się nieodporny na nadmiar sławy. Stał się, w swoim mniemaniu, zbawcą świata. Znajduje sobie coraz to nowe panienki, które tylko czyhają na jego pieniądze. Chyba pierwszy raz w swojej historii rodzina Weasley'ów stała się bogata. I tak rozpadło się Złote Trio... ach tak... trio.
 

Została jeszcze dziewczyna o burzy nugatowych włosów i o oczach w tym samym kolorze. Wszechwiedząca gryfonka, Mistrzyni Starej Magii, najpotężniejsza czarownica na świecie, czyli Hermiona Granger, a właściwie... przyszła Hermiona Malfoy.
 

Wszystko zaczęło się tam, gdzie wszystko się skończyło- na ślubie Ginny i Harry'ego. Wcześniej znali się, szanowali, nawet lubili, ale na weselu w każde z nich wstąpiło niesamowite uczucie... może pocałunek lekko pomógł. Zaczęli się spotykać, aż w końcu Hermiona wprowadziła się do Malfoy'a. Oświadczył jej się niedługo po tym, ale nigdy nie... uczcili tego. Dziewczyna dopiero wczoraj pękła w swoim postanowieniu. Phi, a próbowała zgrywać cnotkę.
 

Draco ciągle myślał o ich wspólnej nocy i tak się rozmarzył, że nie zauważył jak do pokoju weszła jego narzeczona. Merlinie ona coś do niego mówiła! Szybko włączył zdolność słyszenia, starał się nie wyglądać głupio, gdy usłyszał jej słowa:

- Draco, wiedz, że nie zrobiłeś tego pierwszy...- czyli nie tylko ja o tym myślę, mmmm...

- Tak wiem, Hermiono, takich rzeczy nie da się przeoczyć.

- Wiesz jak ja nie lubię być niedoświadczona prawda?

- Tak, ale nie wiem do czego...

- Ja nadal czuję się niedoświadczona! Chociaż słyszałam już nie jeden raz, że jestem najlepsza, to bez tego doświadczenia daleko nie znajdę- wiedział, że z ostatnim chodzi jej o nową pracę.

- No nie wiem, czy to doświadczenie jakoś wpłynie wpłynie jakoś na twoją karierę.

- Ależ oczywiście że wpłynie! Wiesz, ile czarownic potrafi to czego ja nie potrafię?!
 
 - Może... Więc chcesz się podszkolić?- jeszcze jej mało, mmmm...
 

- Tak, tak i jeszcze raz tak!- jej oczy błysnęły z podniecenia.

Draco wstał i przeciągnął się. Zapowiada się miła noc...

- To czego cię nauczyć?

Jej mina ukazywała zdziwienie, co zmieniło się w rozbawienie.

- Ty chcesz mnie uczyć? Głuptasie, nie będę cię wykorzystywać! A poza tym nie nadajesz się do tego.

- Jak to?- Draconowi o mało oczy nie wyszły z orbit.

- Kochanie, jesteś w tym dobry, ale ja pragnę najlepszych. Zapisałam się na praktyki.

- COOOOO?! - czy ona zgłupiała?! ...

- No tak. Będzie mnie uczyło aż dziesięciu Mistrzów! Rozumiesz, że wszyscy się zgodzili?

- Jesteś ładna i młoda, a oni to sflaczali staruszkowie! Jak mieli się nie zgodzić?!

- Nawet mnie nie widzieli. Po prostu Dumbledore zaświadczył że jestem bardzo dobra i szybko się uczę. Wiesz, on sam nauczył mnie wielu sztuczek.

- Czy ty właśnie powiedziałaś, że wy... - nie mógł tego powiedzieć.

- Tak, tak- machnęła lekceważąco ręką.

- Odizoluje cię, będziesz tu siedzieć i ja cię będę uczyć. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś chętna, tylko latałaś do staruszków?!

- Draco oni mają doświadczenie!

- Ale po co ci to?

- Przecież chcąc pracować w najlepszej firmie, będę miała tak wymagających szefów, że mogę sobie nie dać rady z tyloma obowiązkami! Wiesz, że będę miała tyle czarodziejów na wyższych stanowiskach, że muszę być na każde ich skinienie! Zapewne będę się musiała zajmować kilkoma na raz!

- Nigdzie nie idziesz! Nigdzie nie będziesz się uczyć, a w szczególności u dziadków, żeby zadowolić szefów! Tylko ja, nikt inny cię nie dotknie!

- Draco przestań, to bez znaczenia!

- TO JEST BEZ ZNACZENIA?! NIKT NIE BĘDZIE CIĘ PIEPRZYŁ, NAWET Z POWODU NAUKI!!!

Wściekła Hermiona, stanęła w osłupieniu.
 

- Co? O co ci...- na jej twarz wchodził uśmieszek- Nie... ty... nie... chyba, że... ty naprawdę.... że ja... że oni... że dlatego... ale... nie... nie jesteś na tyle głupi...- spojrzała na Malfoy'a i najwyraźniej okazało się, że jest na tyle głupi, bo wybuchła śmiechem.

Powoli jej mięśnie brzucha coraz bardziej bolały, a łzy napełniły oczy. Rzuciła się na kanapę, zwinęła się w kłębek i uderzając pięścią w mebel, zaczęła płakać. Draco przerażony zaczął przepraszać i mówić, że jeśli chce to może pójść na praktyki, ale ona wybuchła jeszcze większym płaczem. Malfoy nie wiedział co zrobić, ale gdy tylko wszedł w umysł gryfonki, zrozumiał. Jego mięśnie stężały, a twarz wyrażała wielkie zdumienie. Hermionie, mimo chęci na więcej śmiechu, ktoś to uniemożliwił. Draco przycisnął ją swoim ciałem i zaczął błądzić po jej ciele gwałtownymi ruchami. Całował ją ciągle i ciągle, ledwo dając jej chwilę czasu na oddech.

- Moja... Moja... Tylko moja... Moja... Kochana... Piękna... Mądra... Moja... Moja... Moja...
 

Mruczał zdzierając z niej ubranie. Dziewczyna pobudzona reakcją chłopaka, nie była dłużna.

Po mile... bardzo mile spędzonym czasie, gdy oboje już usypiali, Draco szepnął jej do ucha:
 

- Myślę, że możesz iść na te praktyki.
 

- To magia bezróżdżkowa już nie jest dla ciebie taka zła?

*** 
Pierwsza dość stara miniaturka Dramione :D Zapraszam dalej ;)

BellatriX ♥