piątek, 15 sierpnia 2014

Miłość nie wybiera



To takie zapomniane uczucie. Nie powinno było się pojawić. Jednak pojawiło się i mówiąc szczerze, ciągle przybiera na sile. To takie abstrakcyjne. Od kilku dni starałem się o tym nie myśleć. O niej. A teraz kolejny raz pojawiła się w moich myślach i…


Jego myśli przerwało pukanie do drzwi. Albus westchnął i starł kropelki potu z czoła. To myślenie go wykańczało. Odchrząknął i powiedział pewnym głosem:


- Proszę.


Do gabinetu natychmiast weszła Minerwa McGonagall- jego zastępca oraz najlepsza przyjaciółka. Włosy miała związane w ciasny kok, a na głowie swoją spiczastą tiarę. Szła pewnym krokiem, wyprostowana, pełna gracji. Na twarzy miała grymas oburzenia, a policzki czerwone, co bardzo nie pasowało do tej kobiety. Jednak Albus kompletnie nie zwracał na to uwagi. Siedział w swoim fotelu, złączył koniuszki palców w charakterystyczny sobie sposób i patrzył na nią z nierozłącznymi iskierkami w oczach.


- Co cię do mnie sprowadza Minerwo? Ach, gdzie moje maniery, proszę usiądź- wskazał krzesło przed biurkiem.


Kobieta puściła propozycję mimo uszu i spojrzała na niego rozeźlonym wzrokiem.


- To się stało, Albusie, że ONA znowu terroryzuje mi uczniów!


Albus przechylił głowę na bok i lekko się uśmiechnął.


- Kto Minerwo? Możesz trochę jaśniej?


Kobieta wydała z siebie dziwny dźwięk, coś między wypuszczeniem powietrza a prychnięciem.


- Dobrze wiesz, o kogo mi chodzi! Umbridge! Nie zniosę jej więcej, Albusie! Przychodzi sobie na moje lekcje i zachowuje się równie bezczelnie, co Severus!


- Oj, nie mieszaj do tego biednego Severusa…


- Oczywiście, bo ona jest gorsza! Proszę cię Albusie, zrób coś z nią- westchnęła.


- Wiesz Minerwo, że nie mogę…


- Tak, wiem, ale to nie znaczy, że lepiej to znoszę. Jak ty z nią wytrzymujesz? Przecież ona musi cię tu nachodzić kilka razy dziennie!


Dyrektor uśmiechnął się dobrodusznie, choć w duchu zadawał sobie to samo pytanie.


- Jakoś muszę Minerwo, jakoś muszę.


Rozmowa szybko zeszła na inne tematy, lecz Albus ciągle rozpamiętywał jej początek. Minerwa dobrze go znała, więc musiał się dodatkowo pilnować. Nie chciał, żeby wiedziała, że coś go męczy. Wkrótce wyszła i zostawiła go samego. Wstał z fotela energicznym ruchem, po czym podszedł do myślodsiewni. Przecież musiał coś zrobić, żeby Dolores przestała znęcać się nad wszystkimi! Gdzie jest jej słaby punkt, gdzie…


Patrząc na swoje wspomnienia, w końcu zapomniał, czego szukał. Pochłonął go widok pięknej cery, na twarzy przykrytej makijażem. Wyobrażał sobie, jaka musi być mięciutka tu i tam. Jak mogłyby mu się nie podobać te cudowne brązowe oczy, lekko wyłupiaste, lecz nadal zachwycające? A te mysie włosy? Były takie niemal zwyczajne, lecz on widział ten ukryty połysk… I ostatni punkt programu… Usta. Te wydęte wargi, które chciałby ssać, przygryzać, lizać, całować… Takie nęcące, wydęte, nabrzmiałe…


Obudziło go mocne walenie w drzwi. Zerknął zamglonym wzrokiem w lustro i zobaczył rozdygotanego starca, nieco bladego, a może właśnie z rumieńcami na twarzy? Nie mógł ocenić przez tę brodę… Lustro obejmowało go tylko do klatki piersiowej, a sam bał się spojrzeć w dół. W końcu, był staruszkiem, który nie powinien czuć tego przyjemnego pulsowania, tej chęci wypchnięcia bioder…  

Ktoś ponownie załomotał w drzwi, więc Albus szybko zerknął w kierunku swoich stóp. Aż wstyd się przyznać, lecz wiedział, co tam znajdzie. Jednak nie dostrzegł niczego dziwnego. Czyżby szaty skrywały to tak dobrze? Może jednak nie jest jeszcze tak źle? Walenie w drzwi ponownie się powtórzyło. Albus usiadł w fotelu i zawołał:


- Proszę!


Niemożliwe… A jednak. Do pokoju wkroczyła pulchna kobieta, całkowicie ubrana na różowo. Miała dość nietęgą minę, jednak Dumbledore, tak jak w przypadku prof. McGonagall nic sobie z tego nie robił.


- Witaj Dolores!


- Albusie! Pukałam do ciebie trzeci raz, zanim zechciałeś mi otworzyć! Czyżbyś coś przede mną ukrywał?- zaskrzeczała.


Żebyś wiedziała, że tak…


- Pukałaś?- Albus udawał zdziwionego.- Wybacz, Dolores, to już nie ten wiek. Co cię do mnie sprowadza?- zapytał uprzejmie.


- Przyszłam złożyć skargę! Jako Wielki Inkwizytor Hogwartu mam prawo uczestniczyć w lekcjach prowadzonych przez innych profesorów i ocenienie ich, lekcji oczywiście, według własnych kryteriów- przerwała, aby wziąć wdech.- Byłam dzisiaj na lekcji transmutacji u profesor McGonagall, chciałam przejść po klasie i spytać dzieciaczków o ich zdanie na jej temat, oczywiście lekcji, jednak Minerwa mi na to nie pozwoliła!- imię zastępcy dyrektora wypowiedziała z wielką dawką słodyczy.


- Wiesz, Dolores, na pewno Minerwa nie miała nic złego na myśli, na pewno przerabiali dziś trudny temat i chciała, aby uczniowie się skupili. Przecież to oni są tutaj dla nas najważniejsi, prawda?- zapytał z uśmiechem.


Dolores spojrzała na niego wzrokiem bazyliszka i przez zaciśnięte zęby powiedziała:


- Tak.


- Och Dolores, usiądź sobie i nie złość się. Wiesz, do czego prowadzi nieuwaga na transmutacji- spojrzał na nią znacząco, przypominając sobie jej incydent ze szkoły.


Kobieta oblała się rumieńcem, który przy jej ubiorze wyglądał co najmniej okropnie, jednak dla Albusa prezentował się uroczo.


- Wiem Albusie, nie musisz mi tego przypominać. Mam nadzieję, że kiedy temat lekcji będzie mniej… wymagający, profesor McGonagall pozwoli mi wykonywać swoją funkcję.


- Na pewno! Może herbaty, Dolores?- uśmiechnął się życzliwie.


Nauczycielka wydawała się lekko zaskoczona, ale po chwili uśmiechnęła się paskudnie.


- Nie, dziękuję Albusie. Staram się nie spożywać niczego poza Wielką Salą. W końcu, jako ważny urzędnik Ministerstwa i Wielki Inkwizytor Hogwartu, muszę się mieć na baczności, ktoś mógłby chcieć dosypać mi czegoś do jedzenia lub dolać do herbaty, prawda?  


- Metoda Moody’ego! Bardzo dobra, przyznaję. Jednak w moim gabinecie nic ci nie grozi, na pewno się nie skusisz?


- Nie- ucięła.- Może następnym razem- dodała łagodniej, po czym wyszła z gabinetu.


Gdy wybiły dzwony na kolację, dyrektor nadal siedział w swoim miejscu. Ponownie obudził się z amoku, tym razem wywołanego zapachem perfum jego „różowej” koleżanki. Postanowił coś z tym zrobić.


- Vermo!


Po chwili pojawił się skrzat o charakterystycznej cesze. Mianowicie miał jedno oko większe, a drugie mniejsze. Z wyrazami szacunku skłonił się przed swym panem i na rozkazy uszu nadstawił. Dyrektor Hogwartu wszystko mu wyjaśnił, a skrzat przyrzekłszy, że dochowa tajemnicy, zniknął, by zadanie wykonać. Starzec uspokojony, zszedł do Wielkiej Sali, aby przyjemnym czasem oczekiwania się rozkoszować.



^.^.^


Wszyscy profesorowie siedzieli już przy stole, gdy zjawił się Dyrektor. Ci, którzy go dostrzegli, skinęli głowami, a nauczyciele głośno go witali i życzyli smacznego. Vermo się spisał! Jego ulubione potrawy były tylko koło Dolores! Usiadł na swoim miejscu i zaczął wypatrywać czegoś dobrego. W końcu zdecydował się na smażoną rybę oraz ryz, które stały oczywiście koło...

- Dolores, czy byłabyś tak miła i podała mi tą złocistą rybkę i miskę ryżu?

Pani profesor podała mu pojemniczki i zajęła się swoim jedzeniem. Od tamtej pory bardzo wiele ulubionych potraw było w jej części stołu i często musiał o nie prosić. Dolores wkrótce zaczęła odpowiadać na to słodkim uśmiechem, a czasem żenującym komentarzem, który dla Albusa wiele znaczył. Każdy z profesorów patrzył na to z politowaniem lub po prostu ją ignorował. Dyrektor planował jeszcze wiele ciekawych rzeczy, ale wkrótce musiał zrezygnować z tego, jakże pięknego rytuału proszenia o jedzenie.

Pewnego dnia na śniadaniu, wyczuł w swoim ulubionym dżemie truciznę. Nie była dobrze ukryta, praktycznie wcale. Z uśmiechem poprosił o coś innego, nawet nie dał nic po sobie poznać. Czyżby Dolores chciała mnie otruć?- ta myśl męczyła go wciąż i wciąż. Wiedział o misji Draco, jednak czy chłopak mógł to zrobić?

-Tyle pytań, a żadnych odpowiedzi- westchnął.

^.^.^

Tak, świeże powietrze dobrze mi zrobiło- pomyślał Albus, wchodząc do zamku. Mógł pomyśleć.. Porozmawiał przy okazji z Hagridem oraz dotlenił swój organizm- same korzyści! Będąc na trzecim piętrze, usłyszał ciężkie kroki. Domyślał się, do kogo należały, więc postanowił trochę narozrabiać. Przyczaił się na zakręcie i gdy już stwierdził, że osoba jest blisko, wyszedł zza niego. Profesor Umbridge z trudem przed nim wyhamowała, jednak cudem udało się jej z nim nie zderzyć.

Po całym zdarzeniu, oboje mocno dyszeli- ona naprawdę, on udając. Albus starał się mieć lekko wystraszoną minę, jednak przeszkadzała mu w tym śmieszna mina Dolores.

- Albusie, na Merlina, czybyś już do reszty zgłupiał?!

Mimo że nie były to zbyt miłe słowa, dyrektor uśmiechnął się dobrodusznie.

- Przepraszam cię, Dolores, nie słyszałem, że idziesz.

To było oczywiste kłamstwo, jednak profesor Umbridge, chyba się na nim nie poznała.

- Co robisz tutaj o tej porze, Albusie? Czyżbyś gdzieś wychodził?- spytała podejrzliwie.

- Właśnie kierowałem się do mojego gabinetu, moja droga. Wyszedłem sobie na małą przechadzkę do Hagrida, troszkę się dotleniłem... Wiesz, Dolores, ludziom w moim wieku to bardzo potrzebne- pokiwał z uśmiechem głową.- Może wstąpisz do mnie na herbatkę w sobotę?

Kobieta ponownie popatrzyła na niego podejrzliwie i nie tracąc tej miny odpowiedziała:

- Nie, Albusie, wybacz, ale muszę odmówić. Jestem umówiona z Korneliuszem... znaczy Panem Ministrem- uśmiechnęła się słodko.

- Może innym razem- puścił do niej oczko.- Życzę pani dobrej nocy, pani profesor.

- Na wzajem, dyrektorze- pożegnała się, nawet na niego nie patrząc.

^.^.^

Wkrótce Albus Dumbledore musiał uciekać z Hogwartu, jednak zbytnio nie rozpaczał. Wiedział, że prędzej czy później wróci na swoje stanowisko, a poza tym Vermo dostał instrukcje aż do końca roku!

- Teraz tylko czekać na plotki- uśmiechnął się, głaszcząc swego feniksa.

^.^.^
 

Mijał czas, mijały miesiące, aż w końcu nastał czas egzaminów. Bardzo dużo działo się przez ten czas. Większość sytuacji dotyczyła profesor Dolores Umbridge, a także z Albusa Dumbledore'a.



Przez kilka miesięcy prof. Umbridge dostawała anonimowe prezenty. Kwiaty, listy, raz nawet dostała kotkę. Na początku wyglądała na bardzo dumną i od razu chwaliła się podarunkami. Jednak, gdy zaczęły padać pytania na temat adresata… Profesor Umbridge zaczęła prowadzić dochodzenie, które, o dziwo, nie dało efektów. Wkrótce na pytania zaczęła odpowiadać tajemniczymi uśmiechami, a jeszcze później wmawiała ludziom, że prezenty są od ministra.


Kolejną zadziwiającą sytuacją, było „porwanie” Dyrektorki Hogwartu przez centaury. Nauczyciele oraz uczniowie sami nie wiedzieli, czemu prof. Umbridge pakowała się do Zakazanego Lasu, prócz małych wyjątków. Nie zmartwili się zbytnio, prócz jednego wyjątku.


Trzecią sytuacją było wyciągnięcie prof. Umbridge z Zakazanego Lasu przez prof. Dumbledore’a. Wszyscy zastanawiali się, jakim cudem udało mu się tam wejść i wyjść bez nawet małego zadrapania, których „różowa landryna” miała wiele. Jak się okazało, nie stało się nic poważnego, pani profesor była tylko w szoku. Od razu została przetransportowana do Skrzydła Szpitalnego.



^.^.^



Albus siedział na krześle i wpatrywał się w postać leżącą na łóżku. Jego serce aż się krajało, gdy widział ją w takim stanie, a nie mógł nic zrobić.


- Myślałem, że te prezenty będą dobrym pomysłem… Może trochę zmiękczyłyby ci twoje serce? Nie przyniosły żadnego pożytku, ale cieszę się, że spodobała ci się Dusia, to naprawdę słodka kotka. Ach, Dolores, dlaczego dałaś się wkręcić pannie Granger?- westchnął.- Przecież jesteś mądra i sprytna… ale to wszystko przysłoniła ci chęć znalezienia mnie. Co muszę powiedzieć, troszkę mi schlebia- uśmiechnął się lekko.- Och, Dolores, czemu jest w tobie tyle zła… Nie chcesz przyznać się do powrotu Voldemorta, ale wiem, że gdy wreszcie to zrobisz, prędzej będziesz po jego stronie niż po mojej. Wiesz, że coś do ciebie czuję? Nie bój się już jesteś bezpieczna, odpoczywaj- pocałował lekko jej dłoń.


Kobieta ciągle patrzyła na niego z niezrozumieniem oraz lekkim strachem. Dumbledore pocałował także jej czoło, a ona nie spuszczała z niego wzroku. Dalej się nie posunął.


- Dusia… jest od ciebie.


To chyba było jedyne racjonale zdanie, które powiedziała od wielu dni. Albus uśmiechnął się i potwierdził, po czym wyszedł. Nigdy więcej miał jej nie zobaczyć, choć sam o tym nie wiedział. Kobieta kompletnie nie pamiętała tej rozmowy… chociaż…


- Och, Dolores skąd masz taką piękną kotkę?!


- Od centaura z białą brodą.


Każdy z jej znajomych nigdy więcej nie poruszał tego tematu, a ona sama nie wiedziała dlaczego.

***
Hej, hej! :D Przybywam do was z miniaturką, która ma... dość dziwny paring :D Nazwałam go Dolus * wiem głupia nazwa* XD Mam nadzieję, że... hmmm... nie będziecie mieć odruchów wymiotnych ;)

Miniaturkę dedykuję dusia2191 ;) Jak pewnie zauważyłaś kotka dostała imię na twoją cześć- mam nadzieję, że się nie obrazisz :)

Długo zastanawiałam się nad tytułem, ale w końcu zdecydowałam się na ogólny: Miłość nie wybiera. Było wiele pomysłów: Prezent od centaura, Anonimowy prezent, Zaproszenie na herbatkę, Zapomniane uczucie... Mam nadzieję, że wybrałam dobrze :D

A teraz niespodzianka! Przynajmniej dla mnie xD Dostałam nominację do Liebster Awards ;)


"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana też blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwości do ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Bardzo, bardzo dziękuję za nominację Ruciakowi ^^

Pytania do mnie ;)

1.Czemu blogujesz? 
1. Bo to kocham ^^
2. Ulubiony serial?
2. SYRENY Z MAKO! :D
3. Kawa czy herbata?
3. Kawy nie lubię, więc herbata ;)
4. Pepsi czy Coca-cola?
4. Sok xD
5. Facebook czy youtube?
5. Facebook.
6. Co najchętniej czytasz?
6. Fantasy ;)
7. Na imię masz.. ?
7. Klaudia :D
8. Co najbardziej lubisz robić?
8. Grać na scenie ^.^
9. Ulubiona piosenka?
9. Nie mam ;)
10. Polecisz mi jakieś dobre opowiadanie?
Znam dużo dobrych opowiadań, ale nie znam za to twojego gustu :D Zapraszam tutaj  http://dracoihermionasielofciajaxd.blogspot.com/p/myslodsiewnia.html
11. Jesteś bardziej umysłem ścisłym, czy może humanistycznym?
11. Humanistycznym ;)
Nie za bardzo mam kogo nominować, ostatnio także dostałam nominację na drugim blogu i kompletnie wyczerpały mi się adresy :/ Widzę, że nominację dostała Dusia2191, ale gdyby nie to nominowałabym ją :D
Pozdrawiam ^.^ 

środa, 13 sierpnia 2014

Poświęcenie



Śmierć Freda. Fred nie żyje. Ciągle nie mogę w to uwierzyć. Jednak po co wierzyć? Przecież tego nie było. Wy znacie jedno zakończenie tej historii. Ja znam drugie. Chętnie Wam je opowiem… i nie, nie mówcie, że nie chcecie go słyszeć. Wiem, że tak.

Bitwa o Hogwart.

Pewna trójka ludzi właśnie obserwowała, jak przedostatni horkruks zostaje zniszczony. Każdy patrzył na to z inną miną. Harry z powagą myślał o odpowiedzialności, jaka go czeka. Ron z niechęcią spowodowaną po trochu tym, że Hermiona odrzuciła jego pocałunek. I dziewczyna. Ona patrzyła na to z nadzieją, że wszystko zaraz dobiegnie końca i nareszcie jej ukochany będzie bezpieczny.

Szybko się otrząsnęli i ruszyli korytarzem. Śmierciożercy dostali się do Hogwartu. Zobaczyli właśnie, jak Percy, Fred, George, Lee, Seamus i inni czarodzieje stawiają im opór. Tu także wszyscy mieli odmienne miny. Bliźniacy śmiali się i żartowali, rzucając nawet najgorsze klątwy. Percy był szczęśliwy, że odzyskał rodzinę i że może im w jakimś stopniu wynagrodzić te wszystkie lata. Twarz Lee zastygła w grymasie zemsty, śmierciożercy zabili jego ukochaną- teraz może się odwdzięczyć. Seamus atakował, jednak z ciągłym wyrazem lekkiego strachu. Nie szło im najgorzej, jednak trójka przyjaciół postanowiła pomóc. Wszyscy ratowali swoje życie, kończąc inne. Czarodziejów dobrej strony w tej chwili można było podzielić na dwie kategorie- na tych, którzy ulegli żartom Freda i George’a oraz na tych, którzy w skupieniu rzucali klątwy. Jednak nagle wszyscy złączyli się we wspólnym przerażeniu.

Wschodnia ściana zamku powoli waliła się prosto na nich. W tamtej chwili ponownie czarodzieje się rozłamali. Jedni wznieśli tarcze, drudzy nie zwracali na nikogo uwagi, a trzeci nie zdążyli. Harry i Hermiona starali działać jak najszybciej, stawiając tarcze nad tymi, którzy tego nie zrobili, jednak nie objęli wszystkich. Po chwili ściana runęła. Wszyscy żywi kaszleli z namiaru kurzu oraz pyłu, który zasłonił im twarze. Harry rozejrzał się. Ludzie wyłaniali się z gruzów, z trudem łapiąc równowagę. Nagle rozległ się ryk.

- NIEEEEEEEEE! NIEEEE! TY MUSISZ ŻYĆ! OBUDŹ SIĘ! JUŻ! SŁYSZYSZ! NIE UDAWAJ! NIEEEEEEEEEEEEEEEEE ZOSTAW MNIE! HERMIONA, OTWÓRZ TE OCZY!

Harry z przerażeniem odwrócił się i zobaczył kilka osób zebranym w jednym miejscu. Z głośno bijącym sercem, pobiegł w ich kierunku. Przecież to nie może być prawda. Ona rzucała z nim tarcze. Ona nie mogła…

Jednak leżała tam. Z otwartymi oczyma, cała umazana pyłem. Uśmiechała się lekko, jakby chciała powiedzieć: „nie płacz, przecież nic się nie stało”. Jej ciało było przygniecione gruzami, nie dało się go wyciągnąć. Nad nią stali wszyscy przyjaciele, lecz tuż koło niej zalewał się łzami… Fred.

- Obudź się! OBUDŹ SIĘ! TY MUSISZ ŻYĆ!!!!!!! OBUDŹ SIĘ!!! PAMIĘTASZ?! OBIECAŁAŚ MI, ŻE PRZEŻYJESZ!!!! OBIECAŁAŚ!!! HERMIONO, KOCHAM CIĘ, KOCHAM SŁYSZYSZ?! NIE MOŻESZ MNIE TERAZ OPUŚCIĆ!!!

Jednak ona nadal tam leżała. Harry wszystko zrozumiał- odrzuciła Rona, bo kochała kogoś innego. Byli razem? Nie wiedział.  Już nigdy miał nie zobaczyć jej uśmiechu? Już nigdy miała mu nie przypominać o egzaminach czy pracy domowej? Sam nie wiedział, kiedy dołączył się do krzyków. Sam nie wiedział, kiedy wszyscy inni się dołączyli. Jednak nadal najgłośniejszy był Fred.

- Chodźcie, musimy ją pomścić. Musimy skończyć to wszystko! Musimy nie dopuścić, żeby ktoś jeszcze stracił życie!

To Seamus zachęcał ich do walki i to tylko dzięki niemu się otrząsnęli. Wszyscy poszli się mścić. Zabijali, żeby śmierciożercy poczuli na sobie śmierć ich przyjaciółki. Ranili, aby ich rodziny zaznały ich ból.

 W końcu wygrali. Wiele ludzi odczuło ulgę, jednak czy to zwycięstwo było warte? Wiedzieli, że tak. Wiedzieli, że ludzi trzeba było poświęcić. Wiedzieli, że gorzej byłoby, gdyby Voldemort żył. Jednak ból, który czuł każdy z nich na pogrzebie Hermiony Granger, był nie do opisania. Może nie przyszło na niego tyle ludzi, co na pogrzeb Dumbledore’a, ale kto by zwracał na to uwagę.  Jej życie skończyło poświęceniem dla swojego ukochanego. W ostatniej chwili dwoje śmierciożerców postanowiło zaatakować, jeden we Freda, drugi w Hermionę. Ich tarcze się rozbiły, Fred nie zdążył nawet tego zarejestrować. Jednak Hermiona… ona wiedziała i podjęła decyzję. Życie Freda w zamian za swoje. W ostatniej chwili rzuciła zaklęcie w jego stronę, a chwilę później było po wszystkim.

To była moja historia. Piękna prawda? Niestety, nie prawdziwa. Chciałabym się oszukiwać, ale zawsze na koniec przypomina mi się rzeczywistość. Dlaczego on to zrobił?! Dlaczego rzucił na mnie tarczę?! Dlaczego nie obronił siebie?! Minęło kilka miesięcy, a ja ciągle przychodzę do Freda i zadaje te same pytania. Czy moje życie było tego warte? Wyobrażam sobie jak uśmiecha się czule i mówi "oczywiście, że tak". Wiem, że tak by było. Wiem, że chciałby, żebym żyła i żebym była szczęśliwa. Jednak ja nie mogę. Nie mogę bez niego żyć. Czy to tak trudno pojąć? Czy tak trudno zrozumieć, że Hermiona Granger kocha coś bardziej niż książki?
- Fred, ty głupolu- powiedziała ze łzami w oczach.

***
Witajcie ^^  Pierwszy raz pisałam Fremione i przyznam, że nie bardzo lubię ten parring xD Wyszła? xD To wy mi powiedzcie :D
Kolejna miniaturka za pasem, jak zawsze mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu ;D Bardzo się cieszę, że znalazłam już kilku stałych czytelników, a raczej wy znaleźliście mnie :D Mam nadzieję, że zostaniemy razem jeszcze długo :D
Miniaturkę dedykuję Natalia_Wariat :D Nie wiem czy lubisz ten parring, ale mam nadzieję, że przynajmniej tolerujesz xD Dziękuję ci za to całe wyłapywanie moich błędów, za to, że chociaż się nie znamy to zawszę mogę z tobą śmiało pogadać :D
Pozdrawiam Rozanielona BellatriX ♥

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Gruszka



Skrzat o imieniu Gruszka właśnie pastował buty swojego pana. Nie była to robota trudna, raczej brudna. Jednak Gruszka z uwielbieniem służyła swojemu państwu i z zniecierpliwieniem czekała na narodziny dziedziczki. Skrzatka wróciła myślami do czasów, kiedy jej pan był samotny... oraz nieszczęśliwy. Gruszka pamiętała, jak wracał z pracy, po czym sięgał po butelkę Gorzkiej Brandy, by utopić swe smutki w alkoholu. Ale pewnego dnia było inaczej niż zwykle.

Pan wezwał ją do swojego biura i nakazał przygotować jej kolację oraz cały wystrój. Stół dla dwojga osób. Kuchnia włoska. Romantyczny nastrój. Gruszka zapalczywie wzięła się do pracy i z pomocą innych skrzatów kolacja była gotowa na czas. Skrzatka sama udekorowała patio. Noc była ciepła, a widoki przepiękne, więc postanowiła urządzić kolację na dworze. Zżerała ją ciekawość na temat gościa swojego pana, jednak, gdy już go spotkała, oniemiała z zachwytu.

Kobieta była młoda i olśniewająca. Niby normalna, z wadami i zaletami, jednak coś z niej promieniowało. Kobieta grzecznie się przywitała i przedstawiła. Wyciągnęła rękę, a Gruszka padła na kolana. Jednak młoda pani od razu zaprotestowała i po chwili dłonie zostały uściśnięte. Jej pana jeszcze nie było, więc zaprowadziła gościa do stolika. Kobieta wydawała jej się zachwycona wnętrzem i co chwila z jej ust padały pytania. Gruszka szczerze polubiła młodą panią, więc starała się zachowywać najlepiej, jak potrafiła. Gość prosił ją, żeby usiadła, lecz ona grzecznie odmówiła- nie chciała narażać się swemu panu. Kobieta wciągnęła ją do rozmowy i coraz bardziej wkradała się do serca skrzatki. Gruszka pilnowała się, żeby nie zdradzić żadnych sekretów rodziny, ale gość nawet o nic takiego nie spytał. W końcu przybył pan i kazał skrzatce się oddalić. Ta ukłoniła się tylko, po czym ruszyła do wyjścia. Zanim znikła, zobaczyła jeszcze jak pan całuje kobietę w policzek. Jej serce aż zadrżało z podniecenia. A co by było, gdyby uroczy gość stał się panią Gruszki? Jej oczy zabłyszczały. Postanowiła zrobić wszystko, aby tak się właśnie stało.

Kolejny raz, bo już tydzień później, skrzatka znów otworzyła drzwi tej kobiecie.

- Dzień dobry, Gruszko!

Skrzatce stanęły łzy w oczach- ta promieniująca kobieta ją pamiętała!

- Zapraszam panią do stołu, Pan już czeka. Gruszka panią zaprowadzi.

W istocie, jej Pan już czekał przy stole, tym razem w salonie. Uśmiechnął się na widok kobiety i lekko musnął ustami jej policzek. Ona w zamian za to, uroczo się zarumieniła.  Pan Gruszki odsunął dla niej krzesło, po czym pocałował delikatną dłoń, patrząc jej w oczy. Kobieta tylko spuściła głowę, uśmiechając się nieśmiało. Gruszka widząc to wszystko,  niemal oszalała ze szczęścia. Jednak zaraz Pan zwrócił na nią uwagę, więc musiała się ulotnić.

Kolejna wizyta uroczej damy była niezapowiedziana. Gruszka zobaczyła swoją, jak miała nadzieję, przyszłą panią, w fatalnym stanie. Miała rozwiane włosy, rozmyty makijaż, a grymas bólu i ten wyraz rozpaczy w jej oczach, aż ściskał za serce.

- Gruszko, czy twój pan… czy jest w domu?- zapytała drżącym głosem.

- Tak, tak panienko! Gruszka zaprowadzi panienkę do salonu i zaraz pobiegnie po swojego pana! Gruszka już rusza!

Skrzatka zaprowadziła panienkę do salonu. Był tam kominek, w którym szalały płomienie, a to zawsze w jakimś stopniu pomaga. Gruszka przyniosła również koc oraz gorącą czekoladę, widząc, w jakim stanie jest urocza dama. Gdy już upewniła się, że niczego jej nie brakuje, szybko powiadomiła swojego pana o niezapowiedzianym gościu. 

Mężczyzna, który zwykle nie okazywał żadnych pozytywnych emocji, tym razem widocznie mocno się zmartwił. Według Gruszki to bardzo pozytywne emocje. Skrzatka szybko zaprowadziła go do salonu, (chociaż nie musiała, w końcu znał swój dom bardzo dobrze), ale miała nadzieję, że zobaczy kolejne „oznaki”. Nie pożałowała swojej decyzji. Gdy tylko urocza dama zobaczyła mężczyznę, rzuciła się mu w ramiona. Zaczęła szlochać wtulając się w jego pierś, a jegomość gładził jej plecy i szeptał uspokajające słówka.

- Wyrzu… wyrzucił mnie! Rozumiesz to, o!- kobieta czknęła.- Własny wuj! My-my-myślałam, że mogę na jego liczyć!- ponownie czknęła.- Tylko on mi został- zaszlochała.

-Hej- podniósł jej podbródek.- Nie zapominaj, że masz mnie. Zawsze, zawsze, będę przy tobie, gdy będziesz tego potrzebowała. Tylko ty mi zostałaś, pamiętasz?- szepnął, patrząc jej prosto w oczy.

Kobieta uśmiechnęła się z wdzięcznością i ponownie wtuliła się w jego tors, jednak tym razem nie zalewając go łzami. Siedzieli tak przez chwilę razem, ściśle objęci. On patrzący w ogień, ona wdychająca jego zapach. Gdy pękł kawał drewna, jegomość ocknął się z zamyślenia i lekko odsunął od siebie kobietę.

- Chodź, zbliża się noc, a jeszcze nie wybraliśmy ci sypialni.

Wstał i lekko pociągnął ją za rękę, jednak urocza dama ciągle siedziała na miejscu, wpatrując się w niego wielkimi oczami.

- Ale…

- Nie.

-Ale..

- Nie.

- Ale…

- Nie. Koniec. Kropka. Pas. Basta. Absolutnie, zdecydowanie, w żadnym wypadku: NIE.

Panienka z lekkim uśmiechem pokręciła głową, po czym wstała i lekko musnęła policzek mężczyzny swoimi wargami.

- Jesteś wspaniały- szepnęła.

Nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się szeroko. Gruszka patrzyła na to wszystko ze łzami w oczach. To będzie idealna żona dla jej pana! Szybko poczłapała za parą i po niedługim czasie sypialnia została wybrana. Gruszka z uśmiechem zauważyła, że jest tuż koło pokoju jej pana. Skrzatce zostało zlecone przygotowanie sypialni i tak straciła uroczą damę z oczu. Jednak nie rozpaczała, w końcu będą mieszkały pod jednym dachem, prawda?

Gruszka obserwowała wszystkie „oznaki”, a było tego coraz więcej. W końcu lekki pocałunek w policzek zastąpił lekki pocałunek w usta. W końcu nieśmiały uśmiech zastąpił szeroki uśmiech. W końcu wzrok pełen miłości i nadziei zastąpił… nie, to się nie zmieniło. Gruszka była bardzo dobrą obserwatorką, więc nie przegapiła przełomu. Tak jak reszta skrzatów. Zwierząt. I przypadkowych ludzi znajdujących się w nocy na ulicy.

Wkrótce Gruszka osiągnęła swój cel- urocza dama została jej panią. Na razie nieoficjalnie, ślub miał się odbyć za dwa miesiące. W tym czasie nie działo się dużo. Gruszka myła, prasowała, gotowała, odkurzała, naprawiała i robiła jeszcze wiele, wiele innych rzeczy. Poznawała także swoją nową panią i wkrótce uwielbiała ją tak bardzo, jak jej mąż, (a może nawet bardziej). Wkrótce Gruszka dowiedziała się o dziedziczce. Skrzatka była przeszczęśliwa! Nie dość, że zyska nową panią to jeszcze dziecko do wychowywania! Całe dwa miesiące minęły Gruszce na marzeniu i wzdychaniu oraz paru innych… mniej przyjemnych dla ludzi obowiązkach.

Nadszedł ten dzień! Biała suknia welon i bukiet kwiatów. Garnitur, muszka i kwiat wsunięty do kieszonki.

Ślub Hermiony Granger oraz Dracona Malfoy’a.

Gruszka wraz z zakończeniem pastowania butów, wróciła z krainy wspomnień. Tyle czasu, lecz wreszcie jej się udało. Ma swoją panią!

- Gruszko, co ty tam jeszcze robisz?- z góry spłynął na nią głos jej pana.

- Gruszka poleruje buty Pana, sir!- zapiszczała.

- Dobrze, wystarczy. Idź pomóc Hermionie- przy imieniu swojej wybranki, widocznie złagodniał.

Skrzatka posłusznie się ukłoniła, po czym aportowała się do przeciwległej sypialni.

- Och, Gruszko! Jak się cieszę, że jesteś, mogłabyś mi zapiąć suwak?

- Gruszka zrobi wszystko, co pani sobie zażyczy!

Kobieta roześmiała się tylko i wpinała kolejne szpilki w swoje włosy. Po kilku minutach ciszy, brunetka odezwała się wesołym głosem:

- A jak tam radzi sobie mój przyszły mąż?

- Jest już prawie gotowy, pani.

- Ja chyba też. Wepniesz mi welon?

Gruszka spełniła szybko spełniła polecenie, po czym skłoniła się nisko. Wkrótce wszyscy byli gotowi i ceremonia się zaczęła. Tak oto wychowankowie domu węża i lwa połączyli się w miłości. Ona- odrzucona, samotna, zagubiona. On- zimny, bezwzględny, nieszczęśliwy. Byli w potrzebie, więc ją otrzymali, a szczęśliwsza od nich była chyba tylko skrzatka o imieniu Gruszka.

***
Witam was kolejną miniaturką, mam nadzieję, że się podoba :D Dedykuje ją mojemu synonigrafowi ;) Tyna to dla ciebie :D
Pozdrawiam BellatriX ♥