niedziela, 22 listopada 2015

... bo dwie połówki tworzą całość.~Cz. 9

Witajcie! Kurczaki, długo mnie tutaj nie było. Przepraszam, nie mogę się nawet tłumaczyć, bo gdybym chciała znalazłabym przecież czas, ale tak bardzo nie miała ochoty pisać! Pisałam rozdział krok po kroku, aż dzisiaj się przełamałam! :D I napisałam naprawdę dużo, jednak i tak to nie jest koniec xD Wiem, wiem, mówiłam, że dziewiąta część będzie tą ostatnią, ale jest jeszcze tyle sytuacji, które muszę opisać, a dziesiątka to taka ładna liczba... :D 
Muszę Was jeszcze poinformować, że Dosme przybyło także na wattpad- znajdziecie mnie pod nazwą BellatriXDosme. To wszystko, zapraszam do czytania :D

- Severusie, wezwałem cię tu nie bez powodu...

- Mam nadzieję- burknął.

Nie powinien tutaj siedzieć. Powinien być teraz w swoich komnatach i pocieszać swojego syna. Córka Lily miała się z nim jeszcze pożegnać przed przyjazdem uczniów, a już pierwsi z nich stawili się przed wrotami. Harry pewnie siedzi teraz sam i wypłakuje oczy, bo nawet jego zabrakło!

- Severusie, uspokój się i słuchaj- w oczach dyrektora widział powagę.- Wczoraj u Jamesa był Lucjusz, szukał Lily.

Nie.

Nie.

Nie.

To słowo obijało mu się o czaszkę i było coraz bardziej natarczywe.

Nie może tego zniszczyć!

Nie może znowu jej stracić!

Nie może znowu jej opłakiwać!

Nie może!

Nie!

- Co powiedział? Był natarczywy? Jak się zachowywał? Ten pacan mu otworzył?! W ogóle wiedział, że to Potter?

- Radzę ci to samemu zobaczyć- powiedział, wskazując na kamienną misę w rogu pokoju.- Znasz pana Malfoy'a lepiej ode mnie i zapewne wyczujesz fałsz w jego słowach, jeśli takowy się zdarzy. Poza tym każdy szczegół jest dla nas ważny, a ty umiesz zwracać na nie uwagę, jakbyś miał radar- uśmiechnął się, jakby był z siebie bardzo zadowolony.

Severus warknął w myślach. Dyrektor jak zwykle używał tych mugolskich słów, by go zdenerwować. Nienawidził nie wiedzieć, o czym się do niego mówi i zazwyczaj głośno wyrażał swoje oburzenie, jednak dzisiaj nie miał na to czasu. Dumbledore pokazywał mu wspomnienia, czyli że było to coś bardziej skomplikowanego... Nie mógł zwlekać, choć myśl o płaczącym synu bolała go niemiłosiernie. Jednak Harry sobie poradzi, jest silnym chłopcem. Musiał to sobie wmawiać, bo Lily potrzebowała go teraz bardziej.

^.^.^

Musiał przyznać, że uzależnienie Potter'a raz się przydało- tak go wyniszczyło, że Lucjusz nawet go nie poznał. Pragnął, żeby ten pajac niedługo zdechł i z zadowoleniem mógł stwierdzić, że już blisko. Na nieszczęście udało mu się nie zdenerwować Malfoy'a i teraz nie umiera w męczarniach... Kiedyś to się stanie, musi tylko cierpliwie czekać.

- Co myślisz, Severusie?- pytanie padło, gdy tylko wyłonił się z misy.

- Nie rozpoznał go, to pewne, choć mało brakowało przy tej niewyparzonej gębie. Co do Lily... nie wiem, Dumbledore- pokręcił głową.- Nie był natarczywy, więc może sprawa go nie nagliła, co każe nam sądzić, że szuka Evangeliny. Jednak z drugiej strony, to mógł być zwiad, zbierał informacje...

- Skoro tak, dlaczego nie naciskał Reginalda? Był dobrym źródłem informacji, a Lucjusz nie jest znany z litości. Bierze, co chce, wiesz o tym- zauważył starzec.

- Wiem i to mnie zastanawia. Myślę jednak, że ocenił twojego kochanego Potter'a- wypluł to nazwisko, jakby było najgorszym z oszczerstw- jako niezdatnego do udzielenia jakichkolwiek informacji. Muszę dowiedzieć się więcej, Dumbledore, wezwę go... jutro. Dzisiaj muszę zostać z Harry'm- rozstanie z Melanie to dla niego wielkie przeżycie.

- Dobrze, gdy tylko czegoś się dowiesz, powiedz mi.

- Oczywiście. Co z Lily?

- Jest w bezpiecznym miejscu, nie znajdzie jej.

^.^.^

Starała się nie płakać w drodze do wieży Gryffindoru, ale średnio jej to wychodziło. Gdy tylko udawało jej się skupić na czymś innym, przypominała sobie Harry'ego. W końcu dała sobie spokój i skręciła w rzadziej używany korytarz. Chciała schować się przed światem, w norę, w dziurę... tak, żeby nikt jej nie znalazł.

Otworzyła jakieś drzwi- sypialnia dla gości, cudownie. Gdyby weszła do jakiejś nieużywanej klasy, mogłaby rozwalić parę krzeseł, a później szybko by je naprawiła. Jednak gdyby zniszczyła te wspaniałe meble... Sama źle by się z tym czuła. Zrezygnowana wyszła z pokoju i ruszyła w przeciwnym kierunku.

Dlaczego nie mogła się uspokoić? Coraz trudniej jej było iść, coraz trudniej utrzymać uniesioną głowę... Musiała być silna! Nie mogła... się... rozpłakać... Zacisnęła mocno zęby i oparła się o ścianę- nie wyda z siebie żadnego dźwięku. Łzy zaczęły kapać na posadzkę, lecz już ich nie powstrzymywała. Patrzyła, jak przy jej stopach tworzyła się malutka kałuża i która z każdym mrugnięciem się powiększała.

- Melanie?

Odwróciła się, nie dowierzając. Szybko otarła łzy, by przede wszystkim lepiej widzieć, ale także żeby napatrzeć się na ukochaną postać.

- Mama- wyszeptała czule i poczuła, jak jej oczy ponownie wypełniają się łzami.

Stała kilka metrów od niej, ubrana w dobrze znaną bluzkę i powycierane spodnie. Rude włosy spięła w kok, ale widać było, że robiła go na szybko. Wpatrywała się w nią niepewnie, postawa ciała także nie powalała śmiałością. Melanie z energią podbiegła do starszej wersji Sierotki Marysi i rzuciła się jej na szyję.

 Nie ważne, ile złych rzeczy zrobiła jej matka. Nie ważne, że zdradziła ojca. Nie ważne, że ją zostawiła. Ważne było to, że znowu się spotkały.

- Melanie, to naprawdę ty...- rozpłakała się, gdy tylko wyczuła znajomy zapach róży i granatu.- Córciu, kochanie, przepraszam. Nie wiedziałam, co robić. Ja... po prostu nie mogłam z tobą zostać i narażać cię na niebezpieczeństwo. Ciebie, Harry'ego, Severusa... Jednak myślami byłam ciągle z wami. Naprawdę.

- Mamo, wiem, uspokój się- szybko odzyskała zimną krew.- Ale powiedz, co ty tutaj robisz? Przecież mówiłaś, że tata w Hogwarcie szybko cię znajdzie i...

- Sytuacja się zmieniła, Melanie. Twój tata już nie jest zagrożeniem, jest nim ktoś inny. Dumbledore przydzielił mi jeden z pokoi gościnnych na czas nieokreślony- pogładziła ją po policzku, delikatnie się uśmiechając, jednak po chwili wzrok stwardniał, a ręka znieruchomiała.- Chodź, nadszedł czas, by wszystko ci wyjaśnić.

^.^.^

- Harry, otwórz- ponownie zapukał w drzwi.

- Nie!

- Dlaczego?- potarł skronie.

- Bo nie!- drżący głos nabrał kilku płaczliwych tonów.

- Harry, potrzebuje twojej pomocy, otwórz...

Po chwili drzwi stanęły otworem.

- Co się stało?- jego syn ścierał ostatnie łzy, a on udawał, że tego nie widzi.

Podszedł do niego zdecydowanym krokiem i wziął na ręce. Choć dawno tego nie robił, maluch od razu wpasował się w znajomą pozycję. Ojciec mocno przytulił drobne ciało do swojego i przeszedł do salonu.

- Potrzebowałem porządnego wyściskania, ale nikomu nie mów- wyszeptał konspiracyjnym szeptem, a chłopiec się zaśmiał.

- Ale Melanie mogę?- Harry spojrzał na niego prosząco.

- Tak, jej możesz.

- Tato, ale ona wróci, prawda?- siedmiolatek położył głowę na ramieniu ojca i skierował wzrok w stronę oddalających się drzwi.

- Wróci, nie martw się. Chcesz powarzyć ze mną eliksiry?

- W rzeczy samej- mruknął automatycznie, po czym westchnął ze smutkiem.

- Zaiste, tego się nie spodziewałem!- Severus także westchnął, lecz dość teatralnie.

Jedyną odpowiedzią był śmiech syna- udało się.

^.^.^

Harry jest w niebezpieczeństwie. Sami- Wiecie- Kto poluje na Harry'ego. Harry ma zabić Sami- Wiecie- Kogo. Harry jest wybrańcem.

A Snape szpiegiem śmierciożerców.

Nie mogła tego pojąć. Wiedziała, że ich przeszłość jest pokrecona, ale aż tak? Z wrażenia w ogóle nie zadała pytań, a teraz miała ich multum. Matka wysłała ją do dormitorium, by wszystko sobie poukładała, ale co tutaj można poukładać? Znała już całą historię, która niby stanowiła logiczną całość. Oczywiście wielu rzeczy dowiedziała się od dyrektora i profesora Snape'a, ale i tak szok był ogromny.

Mimowolnie wstrząsnął nią dreszcz strachu o ojca- alkoholika. Stanął oko w oko z przeszłością, a przecież Lucjusz Malfoy mógł go rozpoznać! A wszystko to zrobił dla nich... Teraz nic nie było już czarne lub białe. Wydawało jej się, że wszędzie, gdzie by nie spojrzała, widzi odcienie szarości.

Matka zdradziła jej ojca, ale w imię miłości.

Snape przystąpił do śmierciożerców, ale został ich szpiegiem.

Ojciec stosował przemoc względem swojej żony, ale w razie niebezpieczeństwa był gotów oddać za nią życie.

Profesor Dumbledore od początku wiedział, kim ona jest, ale nie powiedział nic, dla jej dobra.

Prawdopodobnie jeszcze kilkoro profesorów się domyślało...

Jak miała to oceniać? Nie wiedziała już, co myśleć.

- Melanie!

Po raz drugi tego dnia usłyszała swoje imię odbijające się echem korytarzy. Zaskoczona odwróciła się i uśmiechnęła na widok wysokiego chłopaka.

- Ventus!

Stał przy wylocie korytarza, lecz gdy tylko upewnił się, że to panna Fortt, ruszył w jej kierunku, a po chwili już zamykał ją w ramionach. Potrzebowała teraz właśnie takich czułości, uczucia, którego była pewna. Sięgnęła do jego ust i złożyła na nich czuły pocałunek.

- Stęskniłam się za tobą- wyszeptała w jego tors.

- Ja za tobą też- przytulił ją do siebie, a ona przymknęła oczy z przyjemności.

Tego właśnie potrzebowała- wsłuchiwania się w jego równy oddech, wdychania jej ulubionych perfum, wtulania się w ten miękki tors. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo za nim tęskniła. A teraz będzie musiała go zranić. Pierwszy raz go okłamie. Poprosiła go o pomoc, wykorzystała go... Zdradzi jego zaufanie, bo będzie wiedział, że kłamie- za dobrze ją zna. Jednak musi to zrobić dla swojej rodziny. Wreszcie spojrzała w jego zaniepokojone oczy.

- Dlaczego płakałaś?- pogłaskał ją po policzku, przez co poczuła się jeszcze gorzej.

Żołądek zawiązał się w supeł, a w sercu zagnieździło się uczucie straty. Nie miała złudzeń, związek nie mógł się opierać na kłamstwie. Albo dowie się, że jest córką Potter'ów, albo wkrótce sama zakończy całą maskaradę z poczucia winy. Jednak wolała to odwlec w czasie.

- To długa historia- uciekła przed nim wzrokiem.

- Opowiedz mi- złapał ją za podbródek i sprawił, że na niego spojrzała.

To ta pora. Co powiedzieć? Coś prostego i błahego, by nie zwrócił na to wielkiej uwagi. Kłótnia rodziców? Szlaban na książki? Wszystko to wydawało jej się teraz zbyt dziecinne... Spojrzała jednak w jego oczy i wykrzesała z siebie cień uśmiechu. Zrobi to. Musi to zrobić dla mamy i Harry'ego. Dla Snape'a.

Nie potrafi go okłamać.

- Nie mogę ci powiedzieć- ponownie pochyliła głowę, by nie widzieć jego zawodu w oczach, złości z powodu jej nieszczerości...

- Popatrz na mnie. Melanie, spójrz, proszę- poprosił delikatnie i nie mogła odmówić.

W jego oczach nie zobaczyła żadnych negatywnych emocji, wręcz przeciwnie wydawał się jeszcze bardziej otwarty niż zwykle. Nie rozumiała tego, czy nie powinien się wściekać?

- Rozumiem. Posłuchaj, naprawdę rozumiem. Gdybyś chciała, powiedziałabyś mi i tyle. Nie zamierzam się wtrącać w twoje sprawy. Każdy z nas ma swoje sekrety i czuję się zaszczycony, że dotąd wszystkimi się ze mną dzieliłaś. W końcu jednak widocznie nadszedł ten czas, kiedy sekret musi pozostać sekretem.

- Ja chcę ci powiedzieć! Tylko nie mogę... Ale nie jesteś zły? Zawiedziony? Nie czujesz się... no nie wiem... zdradzony?- ze zdziwienia zaczęła gestykulować.

- Nie- odpowiedział z uśmiechem.

Wypuściła wolno powietrze i poprawiła włosy, nie patrząc na chłopaka. Takiego obrotu spraw się nie spodziewała, ale nie miała nic przeciwko temu. Powoli kolory wracały na jej twarz, a ona sama do optymistycznego stylu bycia.

- Już lepiej- wziął ją za rękę i ruszyli w stronę Wielkiej Sali.- Co ty jadłaś przez te święta? W takie dni powinno się tyć, nie na odwrót.

- Wcale nie wyszczuplałam- zarumieniła się, gdyż zrozumiała zawoalowany komplement.

- Zresztą i tak musimy iść na obiad, będziemy mieli gościa- jego oczy zabłyszczały, a w niej zamarło serce.

Czyżby Dumbledore był tak głupi i wyjawił obecność mamy w zamku? Dlaczego to zrobił?! Przecież Lucjusz Malfoy jeszcze szybciej ją znajdzie! Jak miała się zachować? Udawać zaskoczoną, czy jakby się tego spodziewała? Może nie ujawni jej nazwiska?

- Kto?- zapytała zduszonym głosem, jednak on zrzucił to na karb zaskoczenia.

- Lucjusz Malfoy, szycha ministerstwa. Zasiada w radzie szkoły i krąży plotka, że chce sponsorować zakup mioteł dla Slytherinu!

Lucjusz Malfoy. To jeszcze gorzej! Poznał prawdziwą tożsamość mamy! Musi uciekać! Ale ona jej nie posłucha, zaufa dyrektorowi i pomyśli, że w Hogwarcie jest bezpieczna. Szybko, szybko, co zrobić?! Nagle rozjaśniło jej się w głowie i poczuła przypływ nadziei.

- Snape.

- Snape?- zaskoczony uniósł brew.- A co z tym wszystkim ma wspólnego Snape?

Powiedziała to na głos? Na gacie Merlina!

- Ventus, muszę iść...

- Ale o co chodzi? Melanie!- zawołał, lecz dziewczyna zniknęła już za rogiem.

Miał stu procentową pewność, że to nie była reakcja na dofinansowanie dla jego domu.

^.^.^

Lily była w zamku. I chciała się z nim spotkać. I to nie był sen.

Harry na szczęście już się uspokoił i ze zmarszczeniem czoła układał puzzle, więc mógł wyjść na godzinkę. Zresztą była już pora obiadowa, dzięki czemu nie wzbudzi podejrzeń Dumbledore'a.

To od niej dowiedział się, że przebywa w zamku, starzec nic mu nie powiedział. Bał się, że nie dotrzyma słowa i zbliży się do niej? Na brodę Merlina, czy nie udowodnił, jak bardzo zależy mu na Lily? Za mało zrobił, by ją ochronić? Za mało poświęcił? Prawdopodobnie tak.

Bał się tego spotkania, ale jednocześnie go oczekiwał. Wiedział, że zmienił się przez te lata, choć pozostała w nim cząstka dawnego Severusa. Miał również świadomość, że dla niej także czas nie stanął w miejscu. Nie widzieli się kilka lat... może jej uczucie już wygasło? I mimo to pisała do ciebie listy? Poprosiła o spotkanie? Jak mięczak złapał się nikłej nadziei i nie puszczał, bo już nic innego nie pozostało.

Już po pierwszym przeczytaniu listu zapamiętał numer jej pokoju, lecz gdy wreszcie dotarł pod właściwe drzwi, zastanowił się, czy się nie pomylił. W tym pokoju czekała na niego Lily. Więc dlaczego te drzwi wyglądały tak zwyczajnie, tak jakby nie skrywały żadnej tajemnicy...? Nikt nie pomyślałby, że tylko te pospolite drzwi odgradzają go od płomiennorudych włosów....

Rude włosy... Lily miała rude włosy i Lucjusz także szukał rudowłosych kobiet. A jego kobieta nadal posiadała ten kolor, choć zmieniła nazwisko... Więc może Lucjusz wcale nie szukał jej... tylko CZEGOŚ w niej- wymarzonej szlamy dla Severusa.

Jego ręka zawisła w połowie drogi do drzwi, a on sam wpatrywał się bezmyślnie w drewno. Czyli Lily była bezpieczna? Nie groziło jej niebezpieczeństwo przynajmniej większe niż zwykle...?

Instynkt podpowiadał mu, że powinien jak najszybciej pójść do Dumbledore'a i rozważyć taką możliwość, zdjąć pewien ciężar z jego barków, jednak ciągle czuł się zraniony. Skoro starzec ukrywał przed nim tak ważną rzecz, jak pobyt pani Fortt w zamku, on mógł ukryć co innego.

Zdecydowanie zapukał drzwi, chociaż po fakcie lekko się zawahał. Czy to na pewno dobry pomysł? Jednak gdy drzwi się otworzyły, wszystkie myśli uleciały z głowy, a zastąpiło je czyste uczucie, które zalało serce.

Jego Lily dorosła- na twarzy pojawiło się kilka zmarszczek, a sylwetka nabrała bardziej kobiecego kształtu. Obcięła się, a włosy pociemniały. Przez eliksir? Samoistnie? Była bledsza niż pamiętał, ale ostatni raz widział ją opaloną, więc nic w tym dziwnego. Na twarzy miała bardzo subtelny makijaż, nabrała widocznie wprawy w tych kobiecych sprawach. Napięcie wokół jej ust mówiło mu, że żyła ostatnio w ciągłym stresie. Nawet coś w tych pięknych oczach się zmieniło, lecz znikło, gdy tylko odnalazła czarną tęczówkę.

- Witaj, Severusie- jej głos był tak samo dźwięczny, a zęby tak samo białe jak zapamiętał.

- Witaj... Evangelino- skinął głową, nadal nie spuszczając z oka jej twarzy.

- Wejdź do środka, nie będziemy stali w korytarzu.

Choć maska obojętności nie opadła nawet na chwilę, jego serce mało nie eksplodowało. Trudno było mu oddychać, ale starał się utrzymać równomierny oddech. Czy widziała, jaki jest zdenerwowany?

Prawdopodobnie wiedziała, że to spotkanie wiele dla niego znaczyło, ale czy zauważyła jakieś oznaki stresu? Dawniej znała go tak dobrze, że trudno było cokolwiek przed nią ukryć.

Nie tylko on przeżywał tak to spotkanie. Lily była tak samo zdenerwowana jak on, widział to, jednak u niej przeważała widoczna radość i... czułość. Jego serce, o ile to możliwe, rozgrzało się jeszcze mocniej, lecz po chwili zamarło, gdy zauważył łzy.

Podszedł do niej szybkim krokiem i wziął ją w ramiona, starając się odszukać jej spojrzenie, lecz ona umyślnie patrzyła gdzieś w bok, więc dał za wygraną i wtulił twarz w jej włosy. Pachniały ulubionym zapachem Harry'ego- miętą.

- Lily... Moja słodka Lily... Dlaczego płaczesz? Czyżby nasze spotkanie aż tak cię zasmuciło?- wyszeptał, prawie dotykając ustami jej ucha.

Ona wtuliła się w niego mocniej, przylegając niemal całym ciałem do Severusa i oparła swoją głowę na jego ramieniu. Łzy już zdążyły uwolnić się spod powiek i teraz spływały w dół jej twarzy, a częściowo na jego szatę.

- Zasmuciło? Severusie , nie obrażaj mnie... Myślałam, że twój zapach już nigdy nie nie otuli mnie jak najlepsze perfumy. Bałam się, że nie usłyszę twojego niskiego głosu, który zawibruje mi w uchu, choćbyś mnie obrażał. Myślałam, że nigdy nie poczuję już twoich dłoni na moim ciele, że nigdy już nie zajrzę w te głębokie jak tunele oczy...- w końcu ich spojrzenia się spotkały, lecz kobieta zaraz znowu opuściła wzrok.- Tak diabelnie za tobą tęskniłam, ale wiedziałam, że się tego nie doczekam, a nawet nie powinnam tego oczekiwać, ale... byłam egoistką, Severusie. Jednocześnie myślałam o tym, że inna kobieta mogłaby być w twoim życiu... i czułam rozgoryczenie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek zajął miejsce obok ciebie, chociaż wiedziałam, że ono już nigdy nie może być moje... Mimo że ty nie miałeś nikogo, a ja tak, chciałam, żeby tak zostało...

- Nie płacz, proszę. Twoje myśli nie sprawiają mi przykrości, nie winię cię za nie. Można nawet powiedzieć, że schlebia mi, że tyle o mnie myślałaś- z czułością otarł jej łzy, choć jego mina była nieprzenikniona.

- Przepraszam, Sev- wyszeptała, po czym uśmiechnęła się przez łzy.- Pamiętasz to zdrobnienie?

- Nie znosiłem go, zresztą nadal nie znoszę- powiedział oschle.

- Tak, ale pozwalałeś się tak nazywać, bo wiedziałeś, że to lubię. Zawsze robiłeś wszystko, żeby było mi dobrze, nawet po moim okropnym potraktowaniu ciebie... Severusie, nie chcę wracać do James'a, wiem, że powinnam, że musi utrzymywać pozory, ale ja już nie mogę! Ma specjalne miejsce w moim sercu, ale ono w całości należy do ciebie- powiedziała cicho.

Profesor Snape nie zachował się tak jak na ukochanego przystało- nie rzucił się na Lily, nie pocałował jej, nie powiedział, że teraz wszystko będzie dobrze, nawet się nie uśmiechnął. Jego mina pozostała nieprzenikniona i nie wykonał żadnego ruchu.

- Czego ode mnie oczekujesz?- spojrzał jej głęboko w oczy, a ona niespeszona odwzajemniła spojrzenie.

- Pozwól mi stać u swojego boku- odpowiedziała pośpiesznie.

- A Harry? Melanie?

- Chciałabym być jego matką... prawdziwą, a Melanie... ona wszystko już wie, powiedziałam jej. To mądra dziewczyna, będzie trzymać język zębami... nie zostawię jej, prosiłabym, żebyś udzielił jej domu- wciągnęła ciężko powietrze.

- Jaką mam gwarancję, że nie wrócisz do Pottera?

- Nie wrócę do niego, Severusie, uwierz mi!- błagała go spojrzeniem i słowami.

- Tak? Nawet z litości? Nawet jeśli tego będzie wymagała sytuacja? Nawet jeśli twoja córka cię o to poprosi? Co wtedy zrobisz?

Jego oczy wydawały jej się teraz dwoma rozżarzonymi węglami i miała wrażenie, że zaraz zobaczy wokół nich ogniste obwódki. Lily pozostała jednak spokojna i zdeterminowana.

- Odmówię- położyła mu rękę na policzku.- Na pewno nie będzie łatwo, ale wierzę, że nam się uda. Przemyślałam to. Pozwól mi zagościć na stałe w twoim życiu.

Na początku nie wykonał żadnego ruchu i pani Potter przestraszyła się, że będzie musiała wrócić do Jamesa. Strach zmienił się w przerażenie, gdy Snape położył swoją dłoń na jej dłoni i delikatnie odsunął ją od swojej twarzy. Na sekundę wokół zrobiło się czarno, a ona poczuła tak niewyobrażalny ból... który zniknął, gdy przyłożył jej rękę do swojego serca.

I nic nie musiał mówić, bo ona wiedziała. Zgodził się.

^.^.^

Rozpierały go radość i strach, choć Lily tego nie zauważyła. Gdy tylko zaczęła prosić, miał ochotę się zgodzić, przygarnąć pod swoje skrzydła... Jednak bał się ponownego odrzucenia. W końcu kto to słyszał, żeby Evans, mając ich dwóch do wyboru, wybrała nieszczęsnego Seva? Poza tym nie wybaczyłby sobie, gdyby Harry'ego spotkała krzywda, jeśli zmieniłaby zdanie. Zostawała też kwestia Melanie. Jak Lily sobie to wyobrażała? Profesor i uczennica mieli tworzyć rodzinę? Wątpił, żeby nastolatka chciała zamieszkać u niego. W szkole zawsze oczekiwano powrotu do domu, a w jej wypadku byłoby to bez różnicy. Przez wybór jej matki szkoła miała się stać jej nowym domem. Miał nadzieję, że dziewczyna, którą poznał przez te dwa tygodnie, jest prawdziwym obliczem Melanie.

Teraz jednak martwił się o Harry'ego. Jak jego syn przyjmie powrót matki? Czy nie będzie to zbyt wielki wstrząs? Miał nadzieję, że Lily... wyczuje, jak powinna się zachować. Zwykle nie miał co do tego wątpliwości, ale martwił się. W końcu ten malec to jego jedyny skarb. Gdyby pozbawiono go chłopca, już by się nie podniósł. Nie umiałby... nie chciałby...

Nagle poczuł jej dłoń na ramieniu.

- Severusie, nie bój się, nie zrobię mu krzywdy.

Lily patrzyła prosto w jego oczy, by zobaczył w nich jej pewność i determinację. Ona wierzyła, że się uda. Przede wszystkim jednak przekonał go fakt, że jednak go znała, że wiedziała, co go trapi. Tak, uda im się. Kiwnął tylko głową i ruszył dalej.

Zagłębiali się coraz bardziej w lochy, aż doszli do rozgałęzienia korytarzy, gdzie mieściły się jego kwatery. Wybierał nowe pokoje po tym, jak Lily przekazała mu syna, bo w dawne komnaty przestały odpowiadać jego potrzebom. Kwatery były za małe, położone zbyt blisko klasy eliksirów i ogólnodostępne. Te pokoje wydały się idealne ze względu na ich umiejscowienie- nikt przypadkiem nie mógłby się do nich dostać, a nawet nie wpadłoby im do głowy, by tu szukać. Kolejnym plusem był rozmiar i mnogość pokoi. Oczywiście, zawsze mógł to zmienić, co zresztą zrobił.

 - Zła wiedźma jest śmieszna- mruknął, a Lily spojrzała na niego z konsternacją.

Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, gdy sekundę później pojawiły się drzwi, i zaraz doszedł do tego podziw. Maskując uśmieszek, otworzył drzwi zamaszystym ruchem, po czym powiedział, jak najdelikatniej umiał.

- Zapraszam.

Nie było to zwykłe zaproszenie do mieszkania, nie kierował się zasadami savoir-vivre, podtrzymując drzwi. Ten moment bowiem miał pozostać w jej pamięci do końca- pierwsze przekroczenie progu jego komnat... ich komnat. Jako staruszka będzie pielęgnować to wspomnienie, choć już dawno straci szczegóły. On przypomni jej wtedy, jak to się odbyło naprawdę i znowu zaczną się kłócić. Wtedy Melanie, Ventus, Harry i jego wybranka oraz ich dzieci pokręcą tylko głowami, bo przywykną już do takiego rodzinnego wspomnienia historii o "zaproszeniu do swojego życia i serca", jak Lily będzie lubiła na to mówić, a on jak zwykle będzie umywał od wszystkiego ręce, mówiąc, że on tylko zaprosił ją do mieszkania.

Lily ciekawie rozglądała się po salonie, który mógł bardziej przypominać pokój dziecka, gdyż wszędzie leżały zabawki. Na stoliku na przykład Harry rozsypał puzzle, które miał układać, na podłodze natomiast toczyły wojnę dwie armie miniaturowych czarodziejów, jednak bez nadzoru jego syna. Prawdopodobnie znowu złapała go depresja po odejściu Melanie i zamknął się w jej pokoju. Chciał ulokować swojego gościa na kanapie, jednak Evans jak zwykle musiała działać mu na nerwy i nie skorzystała. Nie pozostało mu nic innego, jak wezwać chłopca.

- Harry! Chodź, mamy gościa!- zawołał swoim normalnym tonem, jakim zwykle ogłaszał przyjście któregoś z jego kolegów.

Malec jednak nie pojawił się, co trochę go zdziwiło. Oczywiście, mógł zalewać się właśnie łzami, ale wtedy chociaż by zawołał. Dzieciak nie wypiąłby się na jego wołanie, gdyż zawsze istniała możliwość, że to jego ukochana gryfonka. Mimo wątpliwości spróbował jeszcze raz.

- Harry? Przyjdź do salonu, ktoś do ciebie przyszedł!

Nie odpowiadał. To było więcej niż dziwne. Harry zawsze reagował, tak go wychował. Czyżby go nie słyszał? Zasnął? A może... nie było go tu? Nagle zrozumiał, że przyprowadzanie tutaj Lily było złym pomysłem. Bardzo, ale to bardzo złym.

- Wyjdź- powiedział oschłym, stanowczym tonem.

Nie zrozumiała, pomyślała, że nadal woła Harry'ego. Nie rozumiała zagrożenia.

- Wyjdź!

Zwróciła na niego zdziwione oczy i już otwierała usta, by coś powiedzieć, gdy przerwał jej inny głos.

- Severusie, nie denerwuj się tak. Nie chcesz chyba przestraszyć naszego gościa?

Z korytarza wyłonił się jego syn- był przerażony całą sytuacją, a różdżka wbijająca mu się w szyję i gotowa do rzucenia obrzydliwej klątwy nie pomagała. Za chłopcem szedł właściciel magicznego patyka, Lucjusz Malfoy, we własnej osobie. Powinien był to przewidzieć, zapobiec tej sytuacji. Jak w ogóle arystokrata doprowadził się do takiego stanu? Jego oczy błyszczały szaleństwem, a usta zostały wykrzywione w obłąkańczym uśmiechu, którego Bellatriks by się nie powstydziła. Jednak lepszym pytaniem było: "Skąd on się tutaj wziął?".

- Drogi przyjacielu, zraniłeś mnie. Jak mogłeś przede mną ukrywać istnienie swojego pierworodnego? Całe szczęście, że spotkałem go w lochach. Inaczej nigdy nie dowiedziałbym się, że dziecko z przepowiedni nie zostało zgładzone. Nie martw się, Severusie, to nie wina twojego syna. Możesz obwiniać tylko jedną osobę- jego twarz rozświetliła się w jeszcze szerszym uśmiechu.

 Krzyk, jaki rozległ się w pokoju, zaskoczył wszystkich. Należał on do tych, które zamieszkiwały koszmary... Gdy tylko go usłyszał, wiedział, że to wspomnienie będzie prześladowało go do końca życia. Krzyk budzący przerażenie, wprowadzający w pełni uzasadniony strach, ponieważ znał ją. Znał osobę, która go wydawała. Znał Melanie.

Musiał przytrzymać Lily, która ze łzami w oczach chciała rzucić się na Lucjusza. Ona też krzyczała, Harry również, Malfoy się śmiał. A on nie robił nic. Nie wiedział, co mógłby zrobić, jak pomóc, nie szkodząc nikomu.

- Severusie, błagam! Zrób coś! Proszę cię! Mel! Severus, proszę! Melanie!- szlochała w jego ramionach, a on był bezsilny.

Krzyk nagle się urwał, a Lucjusz przestał się śmiać.

- Wiesz, jakie masz szczęście, Severusie? Ta mała wiedźma przyszła tutaj, żeby ostrzec ciebie przede mną. Niestety, ciebie nie było, a ona poniosła karę za łgactwa.

 - Czego od nas chcesz?!- Lily nadal nie mogła się uspokoić.

Arystokrata zwrócił na nią swoje spojrzenie i z jego twarzy zniknął uśmiech. Severus szukał intensywnie jakiegoś wyjścia z sytuacji, ale nic nie przychodziło mu do głowy, nawet najmniejszy pomysł.

- Obawiam się, że z panią nie rozmawiam.

Nagłym ruchem śmierciożerca skierował na nią różdżkę i już miał wypowiadać inkantację, gdy zastygł w bezruchu. Jego źrenice się rozszerzyły i zaczął kasłać, a później się krztusić. Na jego białą szatę spadały czerwone krople, wydostające się z ust i nosa. Harry, nie czując drewna przy swojej skórze, podbiegł do ojca, który schował go w ramionach, lecz nie odrywał wzroku od swojego wroga. Ten opadł na kolana, następnie na twarz, dzięki czemu mógł zobaczyć rękojeść noża wystającego z jego pleców, a za tym wszystkim dziewczynę.

- Melanie!!!

Lily dwoma krokami znalazła się przy córce i w samą porę, bo inaczej młoda czarownica spotkałaby się z podłogą. Najwyraźniej zemdlała z bólu, nie wyczerpania, ponieważ Lucjusz nie zdążył jej porządnie wymęczyć. Widział krew na szacie gryfonki, choć nie wiedział skąd się wzięła. Była blada, co kontrastowało z brązowymi włosami ostrzyżonymi do samej skóry. Zauważył też drganie mięśni pod skórą, co świadczyło o silnych zaklęciach kurczących. Nie zdziwiłby się, gdyby Malfoy postanowił zmniejszyć swój "problem".

- Tato... Melanie...

Cichy głosik syna przywrócił go do rzeczywistości. Tak, trzeba zacząć działać.

^.^.^

Obudziła się z okropnym bólem mięśni oraz brzucha. Nie wiedziała, gdzie się znajduje ani co się stało. Zza mgły dochodziły do niej pojedyncze dźwięki, ale nie rozpoznawała żadnego z nich. Chciała się do końca rozbudzić, ale nie mogła otworzyć oczu.

- Mmmm...? Mea... Mel... any.. sz? ... anie, Melanie, Mel, Melanie, Mel! MELANIE!

Przestraszona otworzyła oczy, lecz zaraz je zamknęła, bo poraziła ją światłość, a świat zawirował.

- Spokojnie... nie... podnosić... zostań...

Słyszała tylko urywki zdań, chociaż nawet to docierało do niej z trudem. Całe jej ciało powoli rozgrzewało się do czerwoności, a brzuch pulsował bólem w rytmie uderzeń serca. Mimo wszystko, chciała otworzyć oczy... jednak chyba nie pragnęła tego wystarczająco mocno, bo po chwili straciła przytomność.

^.^.^

- Co z nią?- cichy głosik zwrócił jej uwagę.

Odwróciła się i zobaczyła siedmioletniego chłopca, niepewnie stojącego w pewnej odległości od łóżka. Spoglądał na nią pełnymi strachu oczami i po chwili zwracał spojrzenie na poszkodowaną. Cały się trząsł, więc podeszła do niego i wzięła go na ręce zdecydowanym ruchem, po czym wróciła na miejsce. Chłopiec był zszokowany, jednak ona się tym kompletnie nie przejmowała. Może w innej sytuacji nie odważyłaby się na taki gest, jednak teraz potrzebowała choć iskierki ciepła. A syn mógł jej to dać.

- Nie jest za dobrze. Proces rozkurczenia mięśni to... długi i męczący proces. Rany na brzuchu już się zagoiły, jednak nie wiem, czy nie zostaną blizny...- przytuliła się mocniej do drugiego ciała i poczuła ciepły oddech na szyi.

- Kiedy się obudzi?

- Kiedy wydobrzeje.... Nie wiem. Chciałabym, żeby już się obudziła, żebym mogła z nią porozmawiać i upewnić się, że wszystko z nią dobrze, jednak z drugiej strony sądzę, że lepiej by było, gdyby w ogóle się nie obudziła.

- Dlaczego?- zapytał piskliwym głosem.

Zwróciła na niego oczy wypełnione bólem, lecz po chwili skierowała je ponownie na córkę.

- Bo wtedy by nie cierpiała.

- Ona nie, ale my tak! A ona by tego nie chciała! Mówiła mi o tym- zapewniał przekonującym głosem.- Kiedy nie chciała odpowiedzieć na pytania tego pana, on ją zaczarował i zaczęła krzyczeć. Strasznie się bałem- teraz on wtulił się mocniej w kobietę, która słuchała tego z szeroko otwartymi oczami.- Nie mogla złapać tchu, ale powiedziała coś, co zdenerwowało tego pana. Znowu rzucił zaklęcie, ale przeturlała się i nie trafił. Za drugim razem mu się udało, ale już nie krzyczała, tylko patrzyła na mnie- po policzkach pociekły mu łzy, więc zerwał się gwałtownie, żeby je zetrzeć, ale nie zdążył, bo ręka kobiety zrobiła to za niego.

- Nie wstydź się tych łez, kochanie. To dowód, że przeżyłeś te wydarzenia sercem i nie jesteś obojętny na cierpienie innych. Łzy nie są oznaką słabości, a wielkiej siły- przemawiała delikatnym głosem, jednocześnie głaszcząc policzek chłopca.

Harry nigdy się tak nie czuł, jakby był smutny i radosny jednocześnie. Przyszedł do Melanie, ale w międzyczasie spotkał tą panią i niespodziewanie został wzięty w ramiona. Tata wytłumaczył mu, że ktoś będzie z jego koleżanką i prawdopodobnie chodziło mu o tę kobietę. Kim ona była? Miała takie same oczy jak Melanie i Harry...

- Zapewne zastanawiasz się, kim jestem. Za dużo dziś przeszedłeś, byś mógł znieść kolejne rewelacje, ale powiem Ci troszeczkę. Jestem mamą Melanie. Nie musisz się mnie bać, znamy się z twoim tatą bardzo dobrze.

- Nie boję się pani- zaprotestował malec, a kobieta się roześmiała, jednak był to dźwięk daleki od beztroski i zabawy.

- Cieszy mnie to. Będziemy się często widywać, bo tak się składa, że zamieszkam teraz u was- uśmiechnęła się ciepło.

- Będzie pani spać w pokoju Melanie?- wyglądał na naprawdę zainteresowanego.

- Twój tata wspominał, że macie dwa pokoje gościnne, ale właściwie nie powiedział mi, w którym będę spać- wzruszyła bezradnie ramionami.

- Spytam się go, ale ty pilnuj Melanie- powiedziawszy to, wybiegł ze Skrzydła Szpitalnego, czym wywołał uśmiech na twarzy czarownicy.

^.^.^

- Severusie, dlaczego nie przyszedłeś do mnie od razu?- błękitne oczy przeszywały go na wskroś.

- Tak samo, jak ty przyszedłeś do mnie?- wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu, po czym pochylił się do dyrektora ze wściekłą miną.- Nie powiedziałeś mi, że Lily w ogóle jest w zamku. Nie pisnąłeś słówka, choć wiedziałeś, że u nikogo tajemnica nie zostanie strzeżona tak dobrze jak u mnie. Za mało dawałem dowodów, że jestem ci lojalny?!

- Usiądź, Severusie, proszę... Nie powiedziałem ci, bo wiedziałem, że od razu będziesz chciał się spotkać z Lily i znowu zawrócić jej w głowie. Ona cię kocha, Severusie, a czym mniej ma z tobą styczności tym łatwiej przychodzi jej zapomnienie- powiedział delikatnie.

- I to ma mnie niby podnieść na duchu?! NIE POWIEDZIAŁEŚ MI, BO CHCESZ, ŻEBY O MNIE ZAPOMNIAŁA?! I ty śmiesz się nazywać moim przyjacielem?!

- Severusie, po raz kolejny proszę, żebyś usiadł. Tak, to właśnie zrobiłem, ale ty jeszcze nie dostrzegasz moich pobudek. Jak myślisz, Severusie, co Lily będzie czuła, gdy wróci do James'a?- zmartwione spojrzenie utkwiło w ścianie, gdy odpowiadał na własne pytanie.- Ból, tęsknotę, smutek, żal... Czym mniej miała z tobą kontaktu, tym łatwiej było jej zapomnieć I żyć z James'em- podkreślił.- Chciałeś tego, Severusie? Chciałeś, żeby cierpiała?

- Oczywiście, że nie!- wściekłość w jego oczach znacznie przygasła, lecz nadal gdzieś się tam żarzyła.- Wiesz, że nie... Rozumiem, ale to nieaktualne. Lily nie wraca do James'a.

Dyrektor nagle zwrócił głowę w jego stronę, a na jego twarzy odbiło się zdziwienie.

- Severusie, nie możesz...

- Na Merlina! Albusie, masz o mnie tak niskie mniemanie, żeby sądzić, że zmuszam do czegokolwiek Lily?!

- Wiesz, Severusie...

- Nie severusuj mi tutaj! To ona tak postanowiła, a ja się tylko zgodziłem. Koniec kropka.

- Ale co z Harrym?

- A co ma być? Jest dzieckiem, nie rozumie wielu rzeczy. Na razie zyska bliską osobę, później matkę.

- A Melanie? James? Chcecie rozłączyć ojca i córkę? Dziewczyna ma zamieszkać w zamku? James zostanie sam jak palec, po tym wszystkim, co przeszedł?

- A od kiedy obchodzi mnie Potter?- prychnął.- Tak, dziewczyna zamieszka w zamku. Dalsze pytanie kieruj do Lily.

- Zdajecie sobie sprawę, że Potterowie już nigdy nie wrócą? Nadal musicie zachować kamuflaż.

- Masz mnie za głupca, Dumbledore? W sumie nie powinienem się dziwić- powiedział z jadem w głosie.

- Przepraszam, Severusie. Jestem już starym człowiekiem i mam inny pogląd na to wszystko. Chciałem dla was dobrze, wiesz o tym. Jesteś dla mnie jak syn, Severusie, nikt bardziej nie pragnie dla ciebie szczęścia niż ja...

Przerwało mu pukanie do drzwi, tym samym ratując Snape'a przed wielką niezręcznością. Co miałby powiedzieć? Nie mógł się oprzeć na swoich wcześniejszych doświadczeniach, bo nikt nigdy nie powiedział mu takich rzeczy. Dla niego Dumbledore także był kimś ważnym, ale nie zamierzał mu tego mówić. Nie dlatego, że krew nadal w nim buzowała, ale z czystego wstydu. On, Severus Snape, miał powiedzieć komuś innemu niż Lily czy Harry, że jest dla niego ważny?

Dumbledore przerwał swoją wypowiedź i z uprzejmym uśmiechem zawołał:

- Proszę!

Do gabinetu wszedł nikt inny jak Harry Snape. Zdziwiło to obu mężczyzn, lecz temu drugiemu krew zamarzła w żyłach. Jego syn miał pójść do Skrzydła Szpitalnego, by odwiedzić siostrę. Więc dlaczego jest tutaj? Czy coś się stało Lily? Melanie?

Chłopiec jednak nie wyglądał na przestraszonego. Miał zaróżowione policzki i prawdziwy uśmiech na twarzy, co wydało się aż cudem, patrząc na wydarzenia sprzed kilku godzin. Zanim chłopiec zdążył cokolwiek powiedzieć, Snape rzucił ostro:

- Harry, co ty tutaj robisz?

- Przyszedłem do ciebie, bo ta pani, wiesz, co mi mówiłeś, że będzie u Melanie, to ona jest bardzo miła i w ogóle wzięła mnie na ręce i przytuliła i mówiła mi o Melanie, że nie chce, żeby się obudziła, ale ja jej powiedziałem, że ona by chciała się obudzić i trochę się bałem, bo nie wiedziałem, kim ona jest, ale to jest mama Melanie, bo wiesz, ona i Melanie mają takie same oczy i ona powiedziała, że nie może mi dużo powiedzieć, ale ona cię bardzo dobrze zna i zamieszka u nas i spytałem, czy w pokoju Melanie, a ona powiedziała, że wie, że mamy dwa pokoje gościnne i że nie wie, gdzie będzie spać, to ja powiedziałem, że pójdę cię spytać, gdzie ta pani będzie spać- chłopiec patrzył na ojca z pytaniem w oczach.

- Będzie spać w moim pokoju.

- Ale dlaczego?- chłopiec zmarszczył brwi.

- Bo...- Snape spojrzał na Dumbledore, którego uśmiech mówił wszystko.- Chodź, tutaj- przywołała syna na swoje kolana i spojrzał mu prosto w oczy.- Harry, mówiłem ci już, że masz oczy po mamie, prawda?- chłopiec z uśmiechem pokiwał głową.- Mówiłem ci także, że nie może być z nami chociaż chciałaby. Kiedy ujawniłeś swoje zdolności legilimencji, powiedziałem ci także, że jesteś tak dzielny jak ona. Bo widzisz, twoja mama robiła coś naprawdę ważnego, coś, co nie mógł zrobić nikt inny.

- Co robiła?- wyszeptał chłopiec.

- Nie mogę ci powiedzieć, to tajemnica- pokręcił głową.- Ale to było bardzo, bardzo ważne. Teraz jednak skończyła swoje zadanie. Harry, ta mama Melanie miała podobne oczy do niej, ale także do ciebie, bo jest także twoją mamą. Wróciła do nas- oparł swoje czoło o czoło synka.

Chłopiec wpatrywał się w ojca rozszerzonymi oczami i wyraźnie układał sobie to wszystko w głowie. Nie mógł uwierzyć, że mama Melanie to też jego mama. Ale przecież tata nigdy nie kłamał. Czyli że jego mama wróciła...

- Nie chciałbyś się z nią teraz zobaczyć, Harry?- pytanie padło z ust zapomnianego Dumbledore'a.

Chłopiec popatrzył na wujka i energicznie pokiwał głową. Chciał, bardzo chciał! Tylko jakoś nie umiał tego powiedzieć.

- W takim razie idź do Skrzydła Szpitalnego, twoja mama na pewno tam jeszcze jest- starzec uśmiechnął się radośnie, gdy chłopiec wstał i, nie patrząc na ojca, prawie wybiegł z gabinetu.

Przez ten wybryk dyrektor naraził się na wściekłe spojrzenie swojego pracownika. Nie dość, że musiał to wszystko mówić przy nim, to jeszcze wypuścił Harry'ego, który był w ciężkim szoku!

- Zanim cokolwiek powiesz, mój drogi, muszę cię zapewnić, że to było konieczne. Mamy jeszcze jedną sprawę niecierpiącą zwłoki. W końcu zidentyfikowano pierwszą ofiarę Lucjusza. Tak jak mówił to mugolaczka. Prosiłeś mnie, bym sprawdził, czy posiadała rodzinę. Tak, miała córkę i żyły tylko we dwie, to zaledwie dziewczynka. Trafiła tymczasowo do domu dziecka, a gdy znaleźli ciało matki, umieścili ją tam na stałe. Wtedy stało się jeszcze coś. Gdy dziewczynka dowiedziała się o śmierci rodzicielki, wszystkie szyby i żarówki w pokoju wybuchły. Ona wyrośnie na czarownicę, Severusie- dyrektor rzucił mu uważne spojrzenie.- Poprosiłeś mnie, żebym ją znalazł i sprawdził jej moc, nie mówiąc niczego. Uszanowałem to, jednak mam nadzieję, że teraz powiesz mi, co zamierzasz.

Severus milczał przez chwilę, jakby się upewniał w swojej decyzji, po czym odezwał się stanowczym głosem.

- To z mojego powodu jej matka jest martwa, przeze mnie spędzi resztę życia jako sierota, dlatego chce jej jakoś odpłacić. Wezmę ją do siebie. Mam wystarczająco pieniędzy by nas utrzymać, wolne miejsce w kwaterach...

- Uwzględniłeś w tym wszystkim Lily i Melanie? Twoje kwatery staną się ciaśniejsze, a pensja... cóż, nie mogę jej podwyżyć aż tak- uśmiechnął się do niego przepraszająco.

- Tak, wiem o tym. Co do kwater, jestem pewien, że się pomieścimy. Mam w sam raz pokoi, zresztą w razie czego zajmę pokoje obok i przyłącze je do starych. Oczywiście, za twoim przyzwoleniem. Kwestia pieniędzy może być większym problemem chociaż niedużym. Muszę to jeszcze przedyskutować z Lily, ale nie zmienię zdania.

- Zastanowiłeś się, kim będziesz dla tej małej? Ona potrzebuje rodziny i miłości. Możesz jej to zagwarantować? Pokochać tak samo jak Harry'ego, a nawet więcej? Nie możesz być wobec niej obojętny i to samo tyczy się Melanie. Będziesz musiał traktować je jak własne córki. Podołasz temu wyzwaniu?

- Zdecydowałem się na to.

- Dobrze, mój drogi. W takim razie postaram się wszystko załatwić jak najszybciej, ale taka adopcja może potrwać nawet kilka miesięcy.

- Dziękuję. Dobranoc, dyrektorze.

- Dobranoc, Severusie.



wtorek, 15 września 2015

... bo dwie połówki tworzą całość.~Cz. 8



Witajcie ;) Przybywam z PRZEDostatnią częścią Połówek... Wiem, że miała być ostatnia, ale... po prostu nie spodobał mi się tak szybki koniec xD Więc jeszcze troszkę poczekacie do zakończenia tej historii :D

Kochani, chciałabym się odnieść do pewnej sprawy, a mianowicie do moich ostatnich dwóch miniaturek. Nie były normalne, nie były pisane ze smakiem, nie wzruszały... Były też całkowicie zboczone i nieprawdopodobne, jednak lubię je ze względu na to, że nie pisałam ich sama. Moi drodzy, miniaturki tego typu to wyjątki, gwiazdeczki wyróżniające pewne chwile i jeśli się Wam nie podobają napiszcie mi to, ale nie przesadzajcie, proszę. Nie piszcie, że zeszłam na psy, że kiedyś moje miniaturki można było czytać... Odnieście się do konkretnej miniaturki, bo to nie jest jedna historia i jeden typ bohatera. Mogę przedstawić jednego bohatera w kilku miniaturkach, a w każdej będzie on kompletnie inny. Chciałam tylko to zaznaczyć ;)

Muszę też poinformować Was, że teraz miniaturki będą się prawdopodobnie pojawiać co dwa tygodnie oraz żebyście spodziewali się kolejnej częściowej  :D

Zapraszam do czytania ♥


- Panno Fortt?- odchrząknął.- Melanie? Śpisz?

Czuł się idiotycznie, stojąc w progu i patrząc na pukle brązowych włosów rozrzuconych na poduszce. Jednak jego sumienie nie dawało mu spokoju. Już dwa dni znosił jej zachowanie, ale dziś nie wytrzymał. Była uległa jak owieczka, nie pyskowała, nie patrzyła mu w oczy, nawet nie pytała o powód zacieśnienia więzi jej rodziców, a wiedział, że planowała mu zadać pytanie w taki sposób, żeby udzielił wyczerpującej odpowiedzi. Przez te dwa dni chodziła na spotkania z dyrektorem i zawsze starała się wrócić jak najwcześniej.

W przeszłości śmieszyły go fochy nastolatków- miał czasami niezły ubaw, obserwując swoich uczniów. Mógł sobie zresztą pozwolić na rozbawienie, gdyż Harry jeszcze nie wszedł w ten wiek, choć według niego jego syn był zbyt inteligentny na fochy. Jednak teraz czuł się autentycznie winny, bo ta durna dziewucha...! Właściwie to nie robiła nic, co mogłoby go zdenerwować, co samo w sobie było irytujące. Z jednej strony to może dobrze, że nauczy się pokory... Nie! W tej sytuacji nie ma żadnych plusów.

Nie to, że polubił Forttównę. Co to, to nie. Jednak była podobna do Lily w większym stopniu niż do James'a i miała dobry kontakt z Harry'm. Akceptował ją i nawet dobrze się z nią rozmawiało, ale jeszcze o wielu rzeczach nie wiedziała, innych nie rozumiała... Była uczniem, dzieckiem, a do nich Severus nigdy nie miał cierpliwości.

Jednak tutaj musiał jej trochę z siebie wykrzesać. Oczywiście, mógłby naprawić tę sytuację inaczej, ale obawiał się, że inne metody zawiodą. Bo Fortt była nieprzewidywalna! Przyzwyczaił się do jej obecności, pytań, dyskusji, śmiechu... Dzięki niej mógł poczuć jakby Lily tutaj była.

Więc musiał ją przeprosić. Ale ona najwidoczniej spała, a nawet jeśli nie, postanowił dać jej czas.

- Zostaniesz w moich komnatach jeszcze tylko dwa dni, nie chcę, żeby tak wyglądały nasze relacje- wyszeptał.

Po chwili uśmiechnął się paskudnie, bo kiedy to powiedział, jej ciało całe się spięło, a oddech minimalnie przyśpieszył- czyli nie spała. Czekał na jakiś ruch z jej strony, jednak nie doczekał się. Jednak teraz, kiedy wiedział, że nie spała, nie mógł tak po prostu wyjść.

Powoli podszedł do jej łóżka, tak by jego kroki było słychać, i usiadł na skraju materaca.

Sam urządzał ten pokój, bo Lily go o to prosiła. W razie niebezpieczeństwa obiecał zaopiekować się jej córką, a gdzieś przecież musiała spać. Pomogła mu oczywiście Minerwa i jej zdolności transmutacji, dzięki czemu nie wydał tak wielu pieniędzy. Kiedy dowiedział się, że Roan, a wtedy już Melanie, trafiła do Gryffindoru, urządził pomieszczenie na wzór pokoju prefektów naczelnych tego domu. Lily co roku przysyłała mu kilka ubrań, żeby w razie czego córka miała co założyć, więc gdyby Melanie nie wzięła całego swojego majątku, nic by się nie stało. Poza tym kupił tylko lustro i kilka książek... dobrze, kilkanaście książek.

A teraz siedział na transmutowanym łóżku i myślał nad następnym ruchem. Właściwie to wiedział, co poprawiłoby ich relacje, ale czy był na to gotowy? Musiał, bo inaczej sam wyprowadzi się z własnych komnat. Wziął głęboki oddech i zaczął opowieść:

- Jak wiesz, ja i twoja matka przyjaźniliśmy się od dziecka. Zależało mi na niej, jednak zostaliśmy przydzieleni do zupełnie innych domów. Domów, które powinny się nienawidzić. Twój ojciec oraz jego paczka właśnie to czuli w stosunku do mnie i nie dawali mi żyć, znęcali się nade mną słownie i fizycznie. Sam nie miałem szans przeciwko czwórce, ale twoja matka trochę ich hamowała. Wstydziłem się tego, że dziewczyna musi mnie ratować, więc zacząłem zgłębiać tajniki magii, która pomogłaby mi tego uniknąć. Witałem Czarną Magię jak dawną przyjaciółkę, gdyż już przed Hogwartem poznałem wiele jej zaklęć. Jednak nawet mimo tego wsparcia, nie dawałem im rady. Pewnego dnia, a był to już piąty rok naszej nauki, znowu zrobili ze mnie pośmiewisko i znowu twoja matka uratowała mi skórę. Wściekłem się, że mimo zdanych wybitnie sumów, nie umiem sobie poradzić z kilkoma wyrostkami...- zrobił chwilę przerwy, lecz w końcu dokończył zdanie- i nazwałem twoją matkę szlamą.

Usłyszał szybkie wciągnięcie powietrza z drugiej strony łóżka i jeszcze szybsze jego uciszenie.

- Wiem, że nie śpisz. Myślisz, że opowiadałby wtedy to wszystko?- zapytał oschle.

Przez kilka sekund nie poruszyła się i nadal nieudolnie udawała, że śpi. Jednak to była chyba tylko chwila na rozpatrzenie plusów i minusów, ponieważ poczuł ruch na łóżku. Przekręciła się w jego stronę i teraz mógł podziwiać jej zielone oczy, wpatrzone w niego z uwagą.

- Żałowałem już w momencie, kiedy to bluźnierstwo wyszło z moich ust. Jednak nie przeprosiłem jej wtedy, wściekłość zbyt wyraźnie buzowała w moich żyłach. A gdy się już do tego zabrałem, było za późno. Wtedy zaczęła odpowiadać na zaloty twojego ojca. Najpierw, żeby mi dopiec, lecz później sam zaczął jej się podobać. Więc właściwie to mnie możesz zawdzięczać swoje istnienie- skrzywił się niemiłosiernie, a ona zrobiła to samo.

- Dlaczego mi to pan powiedział?- spytała cicho, leżąc w bezruchu.

- Musiałem cię czymś przekupić. Nie chcę, żebyś się tak zachowywała.

- Ale myślałam, że mój sposób bycia pana denerwuje...

- Bardziej denerwuje mnie twój nie sposób bycia- warknął, a ona pozwoliła sobie na lekki uśmiech.- Będziesz sobą jeszcze przez te dwa dni?- zmierzył ją uważnie spojrzeniem.

- A co potem? Będę mogła tu przychodzić?- spojrzała na niego ze smutkiem.

- Zobaczymy. Śpij już- powiedział szybko i wyszedł z jej pokoju.

Alarm na pokoju śmierciożerców został włączony, więc czym prędzej tam pośpieszył. Dlaczego Lucjusz musi zawsze przychodzić w takich momentach? Otworzył drzwi do tajnego pokoju i przybrał maskę obojętności.

- Lucjuszu, co sprowadza Cię do mnie o tak nieludzkiej porze?

- Znalazłem dla ciebie partnerkę- białe zęby zabłysły w okrutnym uśmiechu.

Severus z mocno bijącym sercem podążył za spojrzeniem śmierciożercy i zaniemówił, widząc rudą czuprynę w kącie, która była umazana krwią.

- Niestety, przedtem mnie zdenerwowała- wzruszył ramionami i oceniająco spojrzał na nieruchomą kobietę.- Jak... nieestetycznie to wygląda... Poszukam Ci innej, Avada Kedavra- wycelował w nią różdżką, a w pokoju pojaśniało od zielonego światła.- Tym razem dostarczę ci nienaruszoną. Dobranoc, Severusie- przechodząc koło zwłok, nie mógł się powstrzymać od ich kopnięcia.- Szkoda, że ta szlama zdążyła się rozmnożyć.

Severus jeszcze przez długi czas stał w tym samym miejscu i nic nie robił. Zresztą tej kobiecie i tak już nie mógł pomóc, przez niego straciła życie. Był potworem. A jedna myśl, która krążyła mu po głowie tylko to potwierdzała.

Dobrze, że to nie była Lily.

^.^.^

- Melanie, czujesz się już lepiej?

- Tak, Harry, dziękuję- uśmiechnęła się do niego ciepło i usiadła przy stole.

- To dobrze, bo tatusia to bardzo drażniło- pokiwał głową z przekonaniem.

- Wiem, dlatego chcę przez te ostatnie dwa dni, nie drażnić twojego taty.

- Jakie ostatnie dwa dni?- chłopczyk zmarszczył nosek i podrapał się po policzku.

- Harry- przełknęła ślinę- ja nie zostanę tutaj dłużej, wracam na zajęcia za dwa dni. Nie wiedziałeś?

- Zostawisz mnie?- zielone oczy wypełniły się łzami.

- Nie! Będę przychodzić, nie zostawię cię przecież!- okrążyła stół i przytuliła go do siebie.

- Ale dlaczego musisz wracać? Przecież mogłabyś zostać ze mną i z tatą. On cię naprawdę lubi!- jego słowa były zduszone przez koszulkę dziewczyny.

- Wiem- skłamała- ale nie mogę tu zostać, jestem tylko gościem. Mam własny dom i muszę do niego wracać... tam, gdzie moje miejsce.

- Nie chcę, żebyś szła- ledwo dosłyszała te słowa.

- Ja też nie chcę, ale muszę.

Teraz zrozumiała, jak mogła czuć się jej matka. Musiała wracać do swojego dawnego życia, a pozostanie w tym drugim było tak kuszące...

Czasami na myśl o niej dziewczyna czuła odrazę- jak można zdradzić mężczyznę, któremu ślubowało się wierność? Gdyby nie jej zdrada, nie byłoby Harry'ego i tej całej chorej sytuacji.

Z drugiej strony... Jak to? Świat bez Harry'ego? Jej matka była rozsądną i wrażliwą kobietą- nie mogła zdradzić ojca tak po prostu. Może już się nie kochali, a mama zapałała uczuciem do Snape'a?
Ale ile razy obrażała się na nich, bo robili jej pokazy swojej miłości? Czy mogli być dla siebie tylko... czy byli ze sobą tylko ze względu na przyjemności? Nie chciała o tym myśleć.

Najpierw musiała dowiedzieć się więcej.

^.^.^

Następne drzwi, następna kobieta. Po wpadce z naruszonym prezentem dla Severusa, uważał bardziej na dobór towaru. Najpierw rozmawiał, namawiał, kusił... niestety jeszcze żadna z jego kandydatek nie była na tyle mądra, by przyjąć jego propozycję. Na szczęście nie będą już kalać świata swoją głupotą. Jego przyjaciel zasługiwał na najlepszą i nienaruszoną szlamę! Lucjusz dopiero w jego mieszkaniu przypomniał sobie, jak bardzo Severus cenił swoją własność. Miał na tym punkcie fioła! Niczym nie umiał się dzielić- co należało do niego, tam zostawało.

No proszę- tutaj nawet nie raczyła otworzyć. Szybkie zaklęcie zapalające na dom i po sprawie. Upewnił się tylko, czy nikt nie widział jego udziału i aportował się pod kolejny adres.

Dolina Godryka. Miał z tym miejscem wiele wspomnień, między innymi atak na Potterów. To z jego powodu tułał się teraz po całej Anglii, jednak nadal czerpał przyjemność ze swojego udziału. To on podsłuchał Dumbledore'a. To on przekazał tę informację swojemu panu. To dzięki niemu rebelianci zostali zgładzeni! Napawał się swoim triumfem aż do małej kamienicy. Jeszcze raz, na wypadek, sprawdził adres w notesie i zapukał.

To już jego ostatni przystanek na dziś i miał nadzieję, że właśnie tutaj znajdzie przyszłą zabawkę Severusa. Ustalił sobie dzienną dawkę szlamu i właśnie tutaj się ona kończyła, a nie chciał, żeby jego przyjaciel trwał w sytuacji, gdzie do dyspozycji miał tylko swoje dwie rączki...

Nareszcie jakieś kroki- co prawda za ciężkie na drobną kobietę, której szukał, ale...

Nagle drzwi otworzyły się z rozmachem, a przed nim stanął podpity mężczyzna. Znad brązowej grzywy włosów zerkały na niego złowrogo oczy w tym samym kolorze, a policzki pokryte lekkim zarostem były zaróżowione. Przypominał mu kogoś, co kazało mu wierzyć, że nie stoi przed nim szlama.

- Pan Fortt, jak mniemam?

- Malfoy...- warknął nieznajomy.

Czyli znał jedną z największych osobistości czarodziejskiego świata? Nie było z nim tak źle, ale mógłby odzywać się grzeczniej, zanim go zdenerwuje.

- Lucjusz Malfoy, owszem. Zastałem pańską żonę?

- Nie ma jej i nie wróci, rozstaliśmy się- rzucił rozdrażniony mężczyzna.

W sumie to tłumaczyłoby jego stan- niestety on musiał znaleźć szlamę dla Severusa, a ta była na jego liście!

- Czy mógłbym dostać jej adres? Potrzebuję się z nią skontaktować w pilnej sprawie...

- Nie wiem, gdzie jest i nie chcę wiedzieć! Żegnam!- zatrzasnął za nim drzwi.

Trudno, musi znaleźć ją w inny sposób, choć to bardzo utrudni sprawę. Od tego mężczyzny, jej męża, nic już nie wyciągnie, ale przecież on, Lucjusz Malfoy, miał sposoby oraz znajomości. Odwrócił się i ruszył do punktu aportacyjnego. Jednak ta sprawa mu po prostu nie pasowała- będzie musiał się natrudzić dla szlamy!
Nie, natrudzisz się dla Severusa i jego dobra- powiedział sobie. Jednak postanowił sobie, że zostawi sobie panią... Fortt na sam koniec. W końcu z nią się pewnie zejdzie, a do tego czasu może zdąży znaleźć inną szlamę. Tak, to dobry plan.

Skręcił w wąską uliczkę i prawie się z kimś nie zderzył. Już miał nawymyślać jakiemuś mugolowi, gdy zauważył charakterystyczne włosy.

- Dumbledore, cóż za niespodziewane spotkanie...

- Witaj, Lucjuszu. Ja także się ciebie tu nie spodziewałem, przyznaje. Co sprowadza cię do moich rodzinnych stron?- niebieskie oczy prześwietlały go na wylot.

- Miałem pewną sprawę do załatwienia, zresztą bardziej mnie interesuje, co ty tutaj robisz...

- Odwiedzam moje kochane miasteczko! I ich mieszkańców oczywiście- uśmiechnął się dobrodusznie i spojrzał na zegarek.- Niestety będę musiał cię opuścić, zaraz się spóźnię. Do następnego razu!

- Oby nie- przewrócił oczami i aportował się do swojej rezydencji.

Starzec natomiast ruszył w górę ulicy, lecz zaraz został wciągnięty w ciemny korytarzyk. Już miał się bronić, gdy rozpoznał swojego napastnika. I przeraził się.

- Reginald?

- Dumbledore, on poluje na Evangelinę- takiego strachu w oczach Jamesa Potter'a jeszcze nigdy nie widział.

^.^.^
- Harry, kochanie, obudź się...- potrząsała lekko jego ramieniem.

Już ubrała się w szaty i spakowała rzeczy, które chciała wziąć do dormitorium. Profesor powiedział, że może zostawić resztę swojego dobytku w jego komnatach, bo pokój, który zajmowała, już należy do niej. Przed wyjściem chciała się jeszcze pożegnać z Harry'm, bo chociaż obiecała sobie, że będzie go odwiedzać, nie wiedziała ile czasu do tej pory minie. W końcu to... jej brat, jakby nie patrzeć.

Już sama myśl o tym, że ma rodzeństwo, sprawiała, że wilgotniały jej oczy, a co dopiero wspomnienia z tych dwóch tygodni. Naprawdę czuła się jak starsza siostra, jakby ten mały szkrab był zawsze brakującym elementem rodziny. Nie mogła się nie pożegnać.

- Harry, wstajemy...

- Już idę tato...- wymruczał chłopiec, a Melanie zachichotała.

- Harry, idziesz ważyć ze mną eliksiry?- dziewczyna maksymalnie zniżyła głos, by choć w minimalnym stopniu naśladować profesora.

- Tak!- chłopiec momentalnie wyskoczył z łóżka i zaczął się ubierać tyłem do dziewczyny.

Gryfonka nie mogła powstrzymać śmiechu, choć trzeba przyznać, że próbowała, czym zwróciła uwagę chłopca.

- Melanie! Co ty tutaj robisz?- spytał, jednocześnie zakładając spodnie.

Dziewczynę momentalnie opuścił dobry humor- to nie będzie łatwe. Nagle zabrakło jej słów, a cisza przedłużała się.

- Dlaczego jesteś w szacie?- głos chłopca zadrżał.

- Przyszłam się pożegnać- powiedziała ze ściśniętym gardłem.

Wiele razy wyobrażała sobie tę chwilę i miała już tyle mrocznych scenariuszy, że aż bała się na niego spojrzeć. Czekała na krzyk rozpaczy, na nalegania, żeby została, na słowa "nie możesz mnie zostawić"... Nic takiego nie nastąpiło. Więc może pójdzie w drugą stronę? Stronę agresji. W normalnych okolicznościach wolała to drugie, jednak widok tego niewinnego dziecka zaślepionego wściekłością... Nie usłyszała jednak nic. Trwała niezmącona niczym cisza.

Powoli zaczęła podnosić wzrok- okazało się, że chłopiec podszedł bezszelestnie i teraz stał przed nią. Sunęła więc po bosych stópkach, kościstych kolanach, udach o szerokości jej jednej nogi... Przesuwała wzrokiem po chudym ciałku z wątłymi ramionami, dostojnej o dziwo szyi i małym podbródku. Usta miał zamknięte, lecz nie zaciśnięte, mogłaby pokusić się o stwierdzenie, że nawet lekko wygięte w uśmiechu. Jego nozdrza falowały przy równomiernym oddechu, z którego powinna brać przykład. Harry był spokojny bardziej od niej- nie mogła w to uwierzyć!

Jednak wystarczyło podnieść wzrok troszkę wyżej, by ukazał się jej inny świat. Jego zielone oczy były wypełnione łzami, a gościł w nim taki smutek i strach, że aż zaparło jej dech w piersiach.

Mam taki sam kolor tęczówek- pomyślała. Nagle z całą siłą dotarło do niej, że zostawia brata, członka rodziny. Tak samo jak matka zostawiła ją- z konieczności. Szybko przygarnęła go do piersi, by nie widział jej łez. Trwali w tym uścisku kilkanaście sekund, żadne nie chciało puszczać drugiego, lecz kiedyś musiało to nastąpić.

- Do zobaczenia wkrótce, słońce- powiedziała najbardziej wesołym głosem, na jaki było ją stać.

- Pa, Melanie.

Wyszła.

poniedziałek, 7 września 2015

Nareszcie mogę być panem

Witajcie! ♥ Przybywam do Was z kolejną miniaturką typu MIX PARINGÓW. Jak już pewnie zauważyliście na moim blogu znaczy to tyle, że są chore i zboczone XD I zazwyczaj nie piszę tych miniaturek sama, tak jest i tym razem. Tym razem współautorką jest Marionetka Ludzkości! ( gdy klikniecie na nick wyskoczy Wam jej blog xD )
Ta miniaturka jednak różni się jednak od pozostałych dwóch- tutaj bohater jest jeden i... zabawia się z innymi, żeby to ładnie ująć :D
Co by tu jeszcze...
A! Kolejna część Połówek ukaże się za tydzień i MOŻLIWE, że będzie to ostatnia część. Cieszycie się? ^^ Bo ja baaaardzo xD ♥ :D
  
Tradycyjnie ostrzegam przed scenami seksu, brutalności, agresji, przekleństwami, homoseksualizmem i... chorymi wyobraźniami autorek xD

Zapraszam :* ♥♥♥
W ciemnym lesie, gdzie słychać było wycie wilka, nad zmasakrowanym ciałem stał człowiek, szlochając. Nie miał złudzeń, dziewczynka była martwa. Otarł łzy i wstał, ostatni raz spoglądając na zwłoki.
- Chłoszczyć- wskazał na swoje ubrania naznaczone krwią i aportował się.
Z lasu nadciągnęły groźne bestie, otoczyły martwe dziecko i zaczęły ucztę. Jednak Neville Longbottom widocznie nie chciał jej zobaczyć. Zbrodniarz musiał zapłacić straszliwą cenę za śmierć jego córki. Od kogo zacznie? Od Bellatriks Lestrange- morderczyni jego rodziców i matki zabitej córeczki.
Wylądował przed ruinami, które prawdopodobnie kiedyś były pięknym zamkiem. To tam ostatnim razem spotkał się z Bellą, co zaowocowało poczęciem córki. Bellatriks nigdy nie była dobrą matką, chociaż kiedy uwiodła go eliksirem, sprawiała wrażenie przeszczęśliwej, gdy dowiedziała się o ciąży. Chciała, żeby cierpiał, żeby wstydził się własnego dziecka, które zostało uchowane właśnie w jej łonie. Lecz on, wbrew jej oczekiwaniom, pokochał córkę, nie zważając na to, iż najlepsza śmierciożerczyni miała wkład w jej powstanie.
Zbliżając się do ruin, już wiedział, że zastanie tam panią Black- pojękiwań i krzyków nie dało się pomylić z niczym innym. Pewnie pchnął bramę, która wbrew pozorom nie rozleciała się, tylko wpuściła przybysza bez przeszkód. Stanął przed wielkimi wrotami, a dźwięki były coraz głośniejsze, co więcej wydawało mu się, że słyszy więcej niż dwa głosy. Przystanął lekko przestraszony, ale zaraz przypomniał sobie przerażający widok i przybrawszy wściekły wyraz twarzy, pobiegł w kierunku hałasu. Jednak zaraz za wrotami stanął zszokowany, to było istne piekło, wszędzie mężczyźni, nadzy śmierciożercy i ich ręce na przyrodzeniach, a w środku tego wszystkiego ona- Bellatriks. U stóp każdego z nich naga kobieta, a oni mieli zwrócone w jej stronę twarze jakby na coś czekali. Wybałuszył jeszcze bardziej oczy, gdy zorientował się, że wszystkie kobiety były duplikatami Belli i wykonywały dokładnie te same ruchy, co ona.
- Teraz - syknęła patrząc mu prosto w oczy i uśmiechając się złośliwie.
Nagle wszystkimi mężczyznami wstrząsnął dreszcz, krzyki wybrzmiały w całym pokoju i polała się sperma... na nią. Jej sobowtóry spojrzały niepocieszone i z nienawiścią na jej teraz lepką suknię. Jednak za machnięciem różdżki wszystkie zniknęły, a mężczyźni padli nieprzytomni- został tylko on i ona.
- Jak Ci się podoba przedstawienie, kochany? - spytała zlizując słoną kroplę z policzka.
- W ogóle mi się nie podoba!- krzyknął oburzony.- Marie nie żyje, rozumiesz?!
Mina kobiety ze szczęścia przerodziła się w smutek.
- Nie chciała zjeść tego, co jej naszykowałam. Musiałam ją ukarać - mruknęła, a na jej twarzy błąkał się nikły uśmiech.
Gdy tylko to usłyszał, z jego gardła wydobył się ryk wściekłości- i w tej chwili obudził się w wieży Gryffindoru. Usiadł cały zlepiony potem i dyszał.
- Ej, Neville, znowu zabawiasz się sam ze sobą?- mruknął Seamus.
- Nie - wychrypiał. - Miałem koszmar. - odchrząknął. - Tak. To na pewno zły sen - mruknął i wtulił twarz w poduszkę
Jednak czy to był przypadek? Bellatriks Lestrange śniła mu się co noc i co noc budził się z erekcją. Postanowił pójść z tym do dyrektora. Rano.
Następnego dnia spełnił swoje postanowienie i nim zszedł na śniadanie, skierował kroki w stronę gabinetu Albusa.
- Dyrektorze? Mam problem.. czy... czy mogę wejść?
- Oczywiście, chłopcze. Usiądź. Potrzebujesz czegoś? Może dropsa? Marnie wyglądasz. Twoja babcia nie byłaby zadowolona - odparł starzec z lekkim uśmiechem i wyciągnął w jego stronę pudełko pełne cukierków.
Nie byłaby też zadowolona z tego, że myśl o posuwaniu Bellatriks Lestrange mnie podnieca- pomyślał.
- Codziennie mam ten sam sen i pewne... pragnienie, które ze względu na moje położenie polityczne nigdy nie zostanie spełnione - szepnął czerwony na twarzy gryfon.
- Drogi chłopcze, martwisz się o swoją popularność? Czy to może kwestia kobiety?- spytał ze znaczącym uśmiechem, jakby wszystko już wiedział.
- Bo śni mi się Bellatriks i... - zaczął, ale dyrektor przerwał mu w połowie.
- Bella zawsze była piękną kobietą. To nic złego, że Ci się podoba. Jest potężna, silna i lojalna do bólu - a gdy Neville spojrzał w jego oczy, były zasnute mgłą.
- Pan też... jej pragnie?- nie musiał czekać na odpowiedź, by wiedzieć, że tak.
Dlatego zdobył się na dziwny krok- rzucił się do przodu, do ust dyrektora i wpił się w nie chciwie.
- ŁĄCZMY SIĘ W BÓLU!- wydyszał między pocałunkami.
Nagle usłyszał, że ktoś go nawołuje.
- NEVILLE! NEVILLE! Chłopie, bierz te łapska! - to Harry.
Jeden z jego przyjaciół spojrzał na niego przerażony.
- Ha… Harry? Co… co się stało?- nagle zaczął odzyskiwać świadomość i poczuł, jak jego przyrodzenie ociera się o coś twardego w spodniach jego kumpla…- HARRY! Czy... Czy... Co się stało? - spytał ze łzami wstydu w oczach.
- Nic... na szczęście. Miałeś chyba kolejny koszmar, więc chciałem cię obudzić, ale wtedy ty zacząłeś mruczeć, że masz problem, a później nagle złapałeś mnie i... gdyby nie Ron i plaskacz, mógłbym cię posądzić o molestowanie- Harry odepchnął jego już bezwładne dłonie i uciekł jak najszybciej do siebie.
Neville zerknął na wkurzonego Rudzielca.
- Trzymaj się od niego z daleka - usłyszał. - On jest mój!- jego twarz była w tamtym momencie równie czerwona co jego włosy.
- Ja nie wiedziałem, co robię. Czy my... Co my robiliśmy? - spytał zdenerwowany.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?- zielone oczy wpatrywały się w niego z mieszanką obrzydzenia i powagi.
- Nie. Raczej nie - szepnął.
- I słusznie - syknął błękitnooki. - Choć ko... lego. Musimy iść potrenować - wymruczał czule w stronę Wybrańca, a ten uśmiechnął się delikatnie, zaś w oczach czaił się błysk.
- Tak, Ron. Zanim Malfoy zajmie boisko i zabierze nam całą zabawę- odparł, z lekkim strachem spoglądając na Longbottoma.
- Neville- powiedział Seamus, gdy dwójka kochanków wyszła- jeśli nadal masz chęć na takie zabawy... wystarczyło powiedzieć...
- Co? Ja. Nie. Tylko ten sen... I Bella... I potem Dumbledore... - wymamrotał. - Masz może wódkę? Muszę się napić.
- Wódkę? Nie, mam tylko sok porzeczkowy. Wiesz, zawsze możesz się przejść do kuchni.
- Kuchnia... To dom skrzatów domowych. Wolę ją przywołać. Accio wódka! - krzyknął i gdy do pomieszczenia wleciała flaszka, rozbijając okno, złapał ją i pociągnął z niej zdrowy łyk.
Dopiero po fakcie zorientował się, że spada z wieży. Poczuł głuche uderzenie i nastała ciemność.
- Neville! Obudź się, kochanie! Owsianka ci wystygnie!- warknęła Hermiona, szarpiąc jego ramię.
- Cooo?- wyjąkał zaspany, lecz gdy zobaczył nagą koleżankę od razu wyskoczył z łóżka.
Problem w tym, że on też był goły, a ona wyraźnie niezadowolona.
- Miałeś mi pokazać kilka sztuczek- wymamrotała, ciągnąc go z powrotem na materac.
Lekko zirytowana posadziła go i uklęknęła między jego nogami, rozkraczając je, a ten odpłynął do krainy niebiańskich rozkoszy.
- He... Hermiono! Mo... mo... możesz mo... mo... mocniej?- wyjęczał.
Gryfonka nie odpowiedziała, zajęta przyrodzeniem kolegi. Językiem uciskała dolną żyłę i zlizywała krople nasienia z główki. Jednocześnie delikatnymi ruchami uciskała jego jądra i przy tym tak rozkosznie jęczała... jakby tylko to chciała robić przez resztę życia. Zresztą Neville nie miał nic przeciwko. Ledwo powstrzymywał się przed wypieprzeniem jej ust, ale zadowolił się błądzeniem palcami w jej długich, kręconych włosach. Nagle Hermiona wyjęła jego wacka całkowicie z ust i podmuchała na niego zimnym powietrzem, po czym ponownie zamknęła go w gorącym królestwie języka. Tego było za wiele. Wytrysnął w jej usta, a brązowooka wstała i zlizała spermę z jego penisa oraz kącika swoich ust.
- Weź mnie- szepnęła, wygłodniale patrząc na niego z pożądaniem.
- Ale... ja już nie mam siły- popatrzył na nią z rozpaczą, gdy nagle poczuł, jak jego penis twardnieje.- A nie, jednak mam.
Hermiona wdrapała się na niego i nadziała na erekcję młodego mężczyzny, po czym zaczęła go ujeżdżać. Jej małe piersi bujały się w rytm uderzeń, a różowe sutki stwardniały i po chwili zastanowienia, wziął jeden do ust, a Hermiona zadrżała. Po kilku chwilach Neville'owi znudziła się ta zabawa i zrzucił ją w taki sposób, że wylądowała twarzą w poduszkach z okrzykiem oburzenia. Brutalnie wbił się w nią od tyłu, rękami masując jej łechtaczkę.
Łzy leciały jej ciurkiem i szeptała:
- Mocniej, mocniej. Taaak... - w taki sposób, że wkurzony Neville gryzł ją w ramie, warcząc.
- Zamknij się - czym tylko zasłużył na pełen zaskoczenia krzyk.
- To... ja... tu... jestem... PANEM!- warczał między pchnięciami.
To była pozycja dla niego, nareszcie on mógł rządzić, nareszcie ona musiała być w pełni zależna od niego. Kilka chwil później opadł na nią wykończony. Po chwili uśmiechnął się delikatnie. Miał pomysł.
- Mionka... jesteś dziewicą?- gdy spojrzała na niego jak na wariata, uzupełnił.- Raczej... czy twoja słodka dupcia jest dziewicą?- pełen pragnienia uśmiech wpełznął na jego wargi.
- Nie. Nie jestem. Już nie - gryfon odetchnął z ulgą. - To dobrze, a teraz klękaj - nakazał.
- Ale Neville. Ja jeszcze nie... - szepnęła Hermiona, ale uczeń jej przerwał.
- Gówno mnie to obchodzi. Jazda. Już - warknął władczo.
Przerażone dziewczę spełniło jego rozkaz. Chwilę później zostało przykute do ściany, a Longbottom delikatnie włożył swojego przyjaciela do jej ust.
- Ssij - warknął i poczuł lekki nacisk.
Gdy był już twardy, nie bawiąc się w grzeczności, zaczął się poruszać pojękując głośno. Robił to coraz szybciej, a gdy osiągnął szczyt wytrysnął w jej usta. Dziewczyna zaczęła się krztusić, a on wyszedł z niej i ułożył na poduszkach, zapadając w sen.
Nagle obudził się, cały zalany potem. Co teraz? Może Snape? W popłochu obejrzał się dookoła, lecz nie zauważył niczego dziwnego. Och, był u babci. No tak- wakacje zawsze spędzał w domu. Zaczął się zbierać na śniadanie, gdy zauważył swojego przyjaciela- najpierw nim musiał się zająć. Gdy szybko sobie z nim poradził, ubrał się i zszedł na dół.

- Neville, coś się stało? Jakiś blady jesteś- babcia spojrzała zaniepokojona w jego kierunku.

- Nie, nic się nie stało. Po prostu dorastam- wzruszył ramionami i w rekordowym czasie zjadł owsiankę.

Szybko wszedł na górę, bo jego przyjaciel znowu dał o sobie znać. Co jest? Gdy otworzył drzwi, wcale nie zdziwił go fakt, że na jego łóżku siedzieli: Bellatriks, Dumbledore, Harry i Hermiona. Tym bardziej, że byli nadzy.

- Zaczyna mi się to podobać- mruknął i szybko zdjął z siebie ubrania.

Skoro już tu byli, postanowił spełnić swoje marzenie. Ułożył się wygodnie na łóżku, a cała reszta zaczęła się ustawiać, jakby znali jego myśli. Dumbledore wszedł w jego dziurkę, a Bellatriks usiadła na jego ustach, on natomiast wszedł od tyłu w Hermionę, a Harry w jej drugą dziurkę, tak że mogli poczuć swoje kutasy przez jej cienkie ścianki. W ten sposób czuł każdego z nich i nareszcie był panem.