piątek, 31 lipca 2015

... bo dwie połówki tworzą całość. ~ Cz.3



 Cześć! :D Wróciłam dziś z obozu i wstawiam kolejną część naszej historii. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam i ten rozdział będzie dorównywał poprzednim :D

***

- Cześć, mały, skąd się tu wziąłeś?

Miły ton głosu sprawił, że otworzył jedno oko. Przed nim stała dziewczyna z brązowymi włosami. Zobaczył czerwony krawat, więc była gryfonką. Tata mówił, żeby nie rozmawiać z gryfonami. Ponownie zamknął oko.

- Hej, maluszku, wszystko dobrze? Nie smuć się. Jesteś tu sam?

Poczuł, jak dziewczyna bierze go na ręce i przytula do siebie. Przeszła kilka kroków, po czym usiadła. Pewnie na kanapie.

- Jak masz na imię, chłopczyku?

- Harry- powiedział cichutko.

Posadziła go na kolanach, nadal nie wypuszczając z objęć. Głaskała jego włosy i plecy, aż dziecko się rozluźniło. Chwilkę się wahał, ale w końcu też się do niej przytulił. Przy tej dziewczynie czuł się bezpiecznie.

- Ja jestem Melanie i mieszkam w tej wieży. Należę do Gryffindoru. Harry, ty nie chodzisz jeszcze do szkoły, prawda?

- Nie- ciągle mówił cichutko.

- Nie musisz się mnie bać, kochanie. Wszystko będzie dobrze. Powiedz, jak się tutaj znalazłeś?

- Widziałem, jak Charlie tu wchodzi i też szybko weszłem.

- Wszedłem, nie weszłem, Harry- zaśmiała się.

Chłopiec podniósł nieco głowę i zobaczył miły uśmiech. Po chwili usta Melanie ułożyły się w dziubek i pocałowały go w czoło. Harry'emu bardzo się to spodobało.

- I co było dalej?

- On mnie nie widział i poszedł gdzieś, a ja zostałem sam i nie wiedziałem, jak wyjść. Nikogo tu nie było i było tak cicho i strasznie...

- Spokojnie, już dobrze. Harry, jesteś ze mną, więc nic ci się nie stanie.

Tym razem odważył się spojrzeć trochę wyżej. Zobaczył zielone oczy. Dokładnie takiego samego koloru jak jego.

- Jesteś moją mamą?- zapytał z nadzieją.

Dziewczyna ze smutkiem się uśmiechnęła i pogłaskała go po policzku.

- Nie, kochanie. Jestem Melanie Fortt, a ty jak się nazywasz?

- Harry Snape.

- Jesteś synem profesora Snape'a?- spytała ze zdziwieniem, a chłopiec pokiwał głową.- Tata pewnie się martwi, musimy do niego iść.

Chłopiec wtulił głowę w jej ramię i powiedział:

- Tatuś będzie zły, że go nie posłuchałem. Nie pozwolił, żebym wychodził, ale ja wyszł... wyszedłem, jak poszedł na zebranie.

- Harry, twój tata pewnie będzie zły, że go nie posłuchałeś, ale to dlatego, że nie wie, gdzie jesteś. Na pewno wszędzie cię szuka i jest smutny, bo myśli, że od niego uciekłeś. Chcesz, żeby był smutny?

Dziecko potrząsnęło głową.

- Jeśli będziesz chciał, to pójdę z tobą. Tylko, że nie wiem, gdzie mieszkasz...

- Bardzo chcę! Tata na pewno cię polubi!

Zanim się obejrzała, chłopiec skoczył na równe nogi i wziął ją za rękę, więc Melanie też wstała.

- Ty masz takie same oczy, jak ja i moja mamusia, a tatuś lubi mnie i lubił moją mamusię, dlatego ciebie też polubi.

- Nie wątpię- parsknęła śmiechem.

Dziewczyna pokazała mu wyjście z Wieży Gryffindoru i tak znaleźli się na korytarzu. Harry powiedział, że mieszkają w lochach, dlatego Melanie poprowadziła go skrótem, o którym opowiadał jej ojciec. Skąd go znał? Nie wiedziała.

Chłopiec przez całą drogę opowiadał o swoim dość krótkim życiu. O problemach z tatą, o potajemnych wyprawach przez zamek, o wujku Albusie, cioci Minerwie i o wielu innych "krewnych". Nic więc dziwnego, że przy wejściu do lochów, stracił całą energię. Melanie wzięła dziecko na ręce i szła według jego wskazówek.

Jednak, po jakimś czasie, gdy znalazła się w rozgałęzieniu korytarzy, zauważyła, że Harry zasnął.

- Maluszku... Kochanie, obudź się... Nie wiem, gdzie teraz iść...

Jednak on nawet nie otworzył oczu. Jedynie mruknął:

- Zła wiedźma jest śmieszna.

Te słowa nie miały żadnego sensu, dopóki na ścianie nie pojawiły się drzwi. Melanie westchnęła z ulgą i
zapukała. Nie minęła nawet sekunda, jak drzwi z rozmachem się otworzyły.

Dziewczyna odskoczyła zaskoczona, lecz zdołała utrzymać dziecko, które o dziwo się nie obudziło.
Przed nią w swoich czarnych szatach stał Severus Snape i bez słowa wpatrywał się w plecy swojego syna. Po chwili podszedł do niej i odebrał dziecko. Delikatnie przełożył go na swoje ramię, które zaraz otuliły rączki.

- Gdzie był?- spytał cicho.

- W naszej wieży. Wszedł tam za Charlie'm Weasleyem, a później nie wiedział, jak wyjść- wyjaśniła szybko.

- Dziękuję- kiwnął sztywno głową i już wchodził do komnat, gdy odezwał się cichutki głosik.

- Melanie... ale jeszcze do mnie przyjdziesz, prawda?- wyciągnął do niej rączki, więc ponownie go wzięła.

Widać było, że chętnie zapadłby znowu w sen- zaspane powieki ciągle opadały, ale chłopiec dzielnie walczył. Nie tylko on próbował się na niej skupić. Mężczyzna starał się nie spuszczać z niej wzroku, ale jego spojrzenie ciągle uciekało do syna.

- Oczywiście, że przyjdę.

- Tylko nie teraz, bo chce mi się spać... Przyjdziesz, jak mi się nie będzie chciało?

- Przyjdę, Harry. Kochanie, ale teraz już idź spać dobrze? Jest już bardzo późno i takie dzieci jak ty powinny leżeć już w łóżkach.

- Szkoda, że nie jesteś moją mamą, Melanie. Lubię cię- ziewnął, po czym zamknął oczy i zapadł w sen.

Dziewczyna bała się spojrzeć na swojego profesora. Nie dość, że dwa dni temu go przewróciła, to teraz dowiedziała się, gdzie mieszka, a jego syn porównał ją do swojej matki, z którą nie wiadomo, co się stało.

- Dobrze sobie radzisz z dziećmi.

- Podobno tak. Zawsze chciałam mieć rodzeństwo.

Nauczyciel z wprawą wziął od niej syna i ruszył do drzwi. O dziwo jeszcze się odezwał:

- Dobranoc, panno Fortt.

- Dobranoc, profesorze Snape.

^.^.^

Na fotelu siedział mężczyzna. Miał roztrzepane brązowe włosy, które przeczesywał wyuczonym ruchem, równie ciemne oczy, schowane za szkłami okrągłych okularów, oraz wyraziste rysy. Wyglądał na zamyślonego lub zmroczonego. Butelka mocnego trunku potwierdzała obie opcje.

- Wróciłam!

Kobiecy głos niedelikatnie wyrwał go z transu. Pomrugał oczyma i odwrócił się przez ramię.
Do pokoju po chwili weszła kobieta. Była zadowolona, na co wskazywał uśmiech nieznikający z twarzy. Zielone oczy migotały wesołymi błyskami i mężczyźnie się to bardzo, ale to bardzo, nie podobało. Kobieta miała lekką zadyszkę i rumieńce na policzkach- czyli podróżowała w mugolski sposób. Tego mężczyzna też nie lubił. Ciemnorude kosmyki ułożyły na jej głowie artystyczny nieład, jednak ona zaczęła go psuć. Kochała ład, którego on nie znosił.

- Reg, nie uwierzysz! Spotkałam Corę! Wraca z Europy już w następnym tygodniu! Zbudowała już dom dla czarodziejskich sierot i teraz szykuje się do następnego tutaj!

- Zamknij się- warknął.

Nie podobała mu się jej paplanina.

- Słucham?- zastygła w bezruchu.

- Powiedziałem, żebyś się zamknęła!- odparł coraz bardziej zirytowany.

Zgodnie z jego życzeniem rudowłosa zamilkła. Zamiast tego podeszła bliżej i z niedowierzaniem obserwowała, jak jej mąż kończy kolejną flaszkę.

- Reg... dlaczego sięgnąłeś za butelkę? Czy coś się stało?- odezwała się wreszcie.

- Nic się nie stało! Wystarczyło, że spieprzyłaś mi życie!

- Co zrobiłam?- kobieta poruszała ustami jak ryba wyjęta z wody.

- Spieprzyłaś! Przez ciebie muszę tu siedzieć! Miałem fortunę, status społeczny, dom... i nagle wpakowała się taka Evans i wszystko znikło. Pufff!

- James, wcale nie prosiłam się o to, żebyś wziął mnie za żonę- powoli traciła nad sobą kontrolę.

- WCALE! Oczywiście musiałaś sobie zrobić bachora!

- I oczywiście zrobiłam go sama!- wykrzyknęła.

- NIE TYM TONEM!- ryknął wściekle i rzucił w nią butelką.

Na szczęście Evangelina już dawno miała różdżkę przed sobą i zdążyła rzucić zaklęcie tarczy. Poważnie się jednak przestraszyła. Do czego James jest zdolny pod wpływem alkoholu? Czyżby koszmary zmieniły się w rzeczywistość?

Dopiero po chwili w pełni uzmysłowiła sobie, co powiedział. Alkohol krążył mu w żyłach i na pewno nie dowiedziałaby się tego, gdyby był trzeźwy. James żałował, że się z nią ożenił. Wiedziała też, że mówiąc "bachor", miał na myśli Harry'ego, nie Melanie. On przestał uważać go za syna, choć w rzeczywistości nigdy nim nie był. Dla jej męża liczyła się tylko sława, a ona dopiero teraz to sobie uzmysłowiła.

^.^.^

- Panie profesorze!- zatrzymał go stanowczy głos.

- Tak, panie Gamp?- z uniesioną brwią spojrzał na prefekta Slytherinu.

- Czy możemy porozmawiać?- spytał nadal poważnym tonem.

Severus Snape wskazał tylko na drzwi pracowni eliksirów, z której dopiero co wyszedł. Śpieszył się do swoich komnat, niestety jego życzenia musiały poczekać. Był opiekunem domu i jeśli ktoś z jego wychowanków chciał porozmawiać, on miał obowiązek go wysłuchać.

Przeszedł całą salę i wygodnie usadowił się przy biurku. Wyczarował chłopakowi podobne krzesło, jednak ten pozostał w pozycji stojącej.

Severus znał dość dobrze Ventusa Gampa, a przynajmniej znał go przed kilkoma miesiącami. Chłopak był ucieleśnieniem idealnego ślizgona- sprytny, przystojny, zawsze dostawał to, czego chciał. Nauczyciel wiedział, że w większości małych hogwarckich zbrodni maczał palce Gamp, czego oczywiście nigdy mu nie udowodniono. Umiał zachowywać się kpiarsko i obrażać nawet nauczycieli, jednak zawsze pozostawał dla większości "uroczym młodzieńcem".

Jednak... jego uczeń zmienił się przed kilkoma miesiącami. Stał się... uczciwy i poważny. Zaczął uważać na lekcjach i odciął się od swojej hałaśliwej paczki. Owszem, hogwarckie zbrodnie nadal powstawały i zostawały niewyjaśnione, ale brakowało im finezji tego chłopaka.

Severus martwił się o niego tak jak o każdego ślizgona, lecz nie dociekał. Wyznawał zasadę, że wtrąca się do życia swoich wychowanków, dopiero gdy oni do niego przyjdą. I teraz nadszedł ten czas.

- Proszę mówić, panie Gamp. Co było tak ważne, żeby marnować mój cenny czas?

Najwyraźniej Ventus zbierał się w sobie, bo po jego wypowiedzi wziął głęboki oddech i zaczął:

- Ten pies, który ostatnio pana przewrócił, był mój. Powierzyłem go Melanie Fortt, ponieważ sam miałem szlaban u profesor McGonagall, a Chrupek musiał się w końcu załatwić. Zawsze wypuszczam go przed ciszą nocną, jednak zasiedziałem się w bibliotece i nie zdążyłem. Przepraszam pana bardzo i podkreślam, że to moja wina, nie Melanie.

Nauczyciel był zdziwiony, jednak nie dał tego po sobie poznać. Czyli jednak nie dowie się, dlaczego chłopak się zmienił. Chociaż...

- A powie mi pan, panie Gamp, dlaczego powierzył pan swojego nielegalnego pupila pannie Fortt?

- Ponieważ nie darzę takim zaufaniem nikogo innego oprócz niej i pana. A do pana nie mógłbym się zwrócić.

- Ależ dlaczego?- udawał zdziwionego.

- Ponieważ... jak pan sam powiedział, Chrupek jest tutaj nielegalnie.

- Panie Gamp, jestem opiekunem pana domu i mam obowiązek udzielać pomocy moim wychowankom, a pan doskonale o tym wie.

- Wiem o tym, jednak Melanie była pod ręką. To z nią byłem wtedy w bibliotece.

- Dlatego to ona poniesie karę, w końcu to ona wstrzymała pana od obowiązków, przez co ja ucierpiałem. Myślę, że tydzień szlabanu załatwi sprawę...

- Nie! To moja wina, profesorze, i...- zamilkł, gdy uświadomił sobie jego poczynania.- Nie chce jej pan dać szlabanu, tylko dowiedzieć się, co mnie z nią łączy- zmarszczył brwi.

- Błąd. Szlaban mam ochotę dawać każdemu gryfonowi, a panna Fortt się do nich zalicza. Jednak w drugiej kwestii masz rację- Severus nagle stał się poważny.- Ventusie, zmieniłeś się nie do poznania i martwię się o ciebie. Dotąd nie widziałem żadnej przyczyny, jednak chyba nie patrzyłem uważnie. Czy panna Fortt miała z tym jakiś związek?

Niespodziewanie na twarzy chłopaka ukazał się uśmiech.

- Tak, to ona otworzyła mi oczy. Zaczęła mi się podobać i na początku chciałem ją zdobyć. Wie pan, jakie miałem ego, myślałem, że będzie to bardzo proste. Jednak ona nie zwracała na mnie uwagi, aż w końcu powiedziała mi, że dopóki się nie zmienię, nie mam na co liczyć. To było jak wyzwanie. Byłem dobrym aktorem i starałem się powoli zdobyć jej zaufanie, jednak to kilku tygodniach przebywania z nią zaczęło mi się podobać to całe bycie dobrym. Nie było i nie jest łatwo, ale staram się, bo pożądanie zmieniło się w miłość. Teraz jesteśmy razem i nie chcę, żeby przez moje błędy ponosiła karę. Dlatego proszę, żeby unieważnił pan jej szlaban i wlepił go mnie!

- Nie unieważniam szlabanów. Proszę przekazać jednak pannie Fortt, że jej szlaban został skrócony i żeby stawiła się dziś na błoniach. Pan oczywiście stawi się razem z nią i poniesie pan karę za swoje błędy. Jak myślę to już wszystko, więc żegnam.

Ventus posłusznie wyszedł i w chwili, gdy nauczyciel przechodził obok niego szepnął:

- Dziękuję.

poniedziałek, 20 lipca 2015

... bo dwie połówki tworzą całość. ~Cz. 2

Witajcie ;) Tak jak obiecałam, dodaję wcześniej :D Następnej części spodziewajcie się w sierpniu :*

- Eva!

- Tak, Reg?- usłyszał znudzony głos.

- Co ty robisz?!- wszedł do pokoju i wybuchł.

- Czytam- kobieta nawet nie podniosła wzroku.

- To widzę! A gdzie mój obiad? Gdzie herbata? Tak witasz męża?!

- Został jeszcze obiad, odgrzej sobie. Herbatę chyba umiesz sobie wyczarować?- nadal na niego nie 
patrzyła.

- A ty?! Od czego tu niby jesteś?!

- Jestem twoją żoną, nie kucharką- spojrzała na niego zimno.

Odpowiedziało jej tylko trzaśnięcie drzwi.

Kobieta odsunęła książkę i podjęła się przerwanego czytania listu. Już nie miała znudzonej miny, ale z przejęciem poznawała kolejne linijki tekstu. Gdy skończyła, położyła głowę na oparciu i wpatrzyła się w podłogę.

- Severusie, ja też tęsknię- wyszeptała ze łzami w oczach.

^.^.^

- Tato! Ona jest wspaniała! Dziękuję!- chłopiec rzucił się na ojca.

- Harry, spokojnie! No już, już... Cieszę się... że ci się podoba- powiedział, nie patrząc mu w oczy.

Severus Snape nie lubił pokazywać swoich uczuć i krępował się, gdy inni byli dobrzy względem niego. Mimo młodego wieku Harry to wiedział, ale i tak nie przestawał przytulać się do ojca.

- Mogę się przelecieć? Teraz? Proszę tato!

- Są twoje urodziny, więc dobrze...- zgodził się z ociąganiem.

- To chodźmy- to powiedziawszy zaczął zakładać buty.

- O nie! Możesz polatać tutaj!

- Ale tato...- siedmiolatek spojrzał na mężczyznę z miną zbitego psa.

- Nie, nawet się nie waż!

- Tylko dziś!

- POWIEDZIAŁEM "NIE"!

Chłopiec bez wstydu otarł swoje łzy, puścił trzymaną miotełkę tak, że przeturlała się po podłodze, i bez słowa poszedł do swojego pokoju.

Severus wiedział, że to dlatego, że jego syn chce być twardy. Nie chce pokazać, jak bardzo jest mu przykro.

Mężczyzna naprawdę chciał uszczęśliwić tego brzdąca. Tylko nie umiał. Nie umiał pokazywać, że mu zależy tak, jak to powinien robić rodzic. Był szorstki i nieprzyjemny dla własnego syna, choć ten wiedział, że jest kochany. Ale to nie powinno tak wyglądać!

Jak wytłumaczyć małemu dziecku, że nie może wychodzić z komnat? Że nie może zwracać na siebie uwagi? Że nawet nie może wyjść i polatać na miotle? Że jego życie jest zagrożone?

Lily wiedziałaby, co zrobić. Tylko, że jej tu nie ma.

Gdy usłyszał cichy szloch, wyszedł z komnat. Nie potrafił patrzeć, jak jego syn płacze. Jak oczy Lily płaczą z jego powodu.

^.^.^

- Reg, list od Melanie przyszedł!

- Co pisze?- mężczyzna z zaciekawieniem spojrzał na swoją żonę.

- Jej drużyna wygrała mecz z Hufflepuffem trzysta sześćdziesiąt do pięćdziesięciu...

- Ile strzeliła?

- Nie napisała. Pochwaliła się, że opanowała jako pierwsza zaklęcia niewerbalne...

- Ciekawe po kim jest takim kujonem?- roześmiał się, gdy dostał po głowie.

- Reginaldzie Fortt!

- Dobrze, dobrze. Przydadzą się jej... może być?- mężczyzna uśmiechnął się figlarnie i przeczesał włosy rękoma.

- Dobrze, łaskawie ci wybaczę... Poza tym opisuje jak ona i Ałła przekradły się zwycięsko przed samym Severusem- kobieta zaśmiała się serdecznie, jednak za chwilę zamarła, gdy mąż wyrwał jej pergamin.- James!- zawołała z oburzeniem.

Jednak on już nie zwracał na nią uwagi. Z uwagą prześlizgiwał się po linijkach, uśmiechając się szyderczo.

- Smerkerus nigdy nie był spostrzegawczy- zarechotał.- Ten dupek zawsze widział tylko czubek własnego nosa...!

- REGINALDZIE FORTT! Przywołuję cię do porządku po raz drugi! Przestań wygadywać takie rzeczy!

- A TY ZNOWU GO BRONISZ! Przestań w tej chwili albo...!

- Albo co?!- wysunęła podbródek do góry i zmrużyła oczy.

Po chwili poczuła palący ból na policzku. Delikatnie dotknęła twarzy i z niedowierzaniem spojrzała na męża.

- Albo nie ręczę za siebie- powiedział zimno i wyszedł z mieszkania.

Sekundę później kobieta upadła na kolana i gorzko zapłakała. Wzięła z szafki pergamin oraz pióro, po czym zaczęła pisać list, którego wiedziała, że i tak nie wyśle.

^.^.^

- Och nie!

Zdążył tylko zarejestrować te słowa i zielone oczy wpatrujące się w niego z przerażeniem, po czym coś podcięło mu nogi.

- Chrupek!- krzyk nagle się urwał, gdy dziewczyna także runęła na ziemię.

Przyczyną wszystkiego był wielki, czarny pies, który nic sobie nie robił z wołania. Truchtem przebiegł przez korytarz i po chwili zniknął za rogiem, zostawiając ją sam na sam ze wściekłym profesorem.

- FORTT! CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?!- nauczyciel zdążył już wstać i teraz otrzepywał swoje szaty.

Dziewczyna szybko się podniosła i pokornie pochyliła głowę, co tylko jeszcze bardziej rozjuszyło Severusa.

- Skąd w tym zamku wziął się ten pies?- zasyczał jej prosto do ucha.

- Nie wiem, profesorze- zadrżała.- On... nie jest mój, ja się tylko nim opiekuję.

- Opiekujesz?- usłyszała ironię w jego głosie i jej policzki się zaczerwieniły.

- Dopiero go dostałam. Miałam go wypuścić na błonie, żeby pobiegał, ale on się mnie nie słuchał...

- A dlaczego właściciel nie mógł tego zrobić?- nie wierzył jej ani trochę i Melanie o tym wiedziała.

- Właściciel dostał szlaban.

- Rozumiem... Więc kto jest właścicielem?- odezwał się prawie miłym głosem.

- Ja... nie mogę powiedzieć- przełknęła ślinę.

- Nie możesz? A ja myślę, że nie chcesz. Wiesz, co jeszcze myślę?

Pokręciła głową, nadal na niego nie patrząc.

- Nie słyszałem- warknął.

- Nie wiem, panie profesorze.

- Myślę, że ten pies jest tak naprawdę twój, ale boisz się przyznać. Czy nie tak?- spytał z naciskiem.

- Nie, panie profesorze. To nie mój pies, jednak zgodziłam się nim opiekować i to tylko moja wina, że pana przewrócił- podniosła głowę i spojrzała mu w oczy.- Poza tym muszę być lojalna wobec moich przyjaciół.

Oczy Lily- tylko o tym myślał. Widział w nich szczerość, odwagę i ten charakterystyczny ośli upór... Nie, nie mógł tego zrobić. Nie córce Lily, która była tak do niej podobna.

Ale kolor włosów ma po Jamesie, to jego córka- gniew ponownie doszedł do głosu. Ona z niego po prostu kpi!

- I oczywiście byłaś taka głupia, by się godzić! Oczywiście! Jak mogłem zapomnieć, że gryfoni to idioci, którzy do niczego się nie nadają! Twoja matka i ojciec byli tacy sami! Beznadziejni głupcy! Nic dziwnego, że tak cię wychowali- uśmiechnął się szyderczo i zadowoleniem zobaczył łzy na jej policzkach.

Teraz czekał tylko na wybuch...

- Proszę, nie obrażać moich rodziców, to wspaniali ludzie. Proszę, niech pan mówi cokolwiek o mnie, mogę być głupią idiotką, kimś niewartym, ale proszę, niech pan nie obraża moich rodziców. Proszę- wpatrywała się błagalnie w jego oczy.

Tego zdecydowanie się nie spodziewał. Słowo "proszę" w ustach gryfona? Spokojne podejście do obelg? Pokorna postawa?

To córka Lily w każdym calu- szepnął mu jakiś głosik i zaraz pożałował swoich słów. Jego nieprzeniknione, czarne oczy wpatrywały się w te zielone, pełne emocji i dobroci. Takie same jak Harry'ego i Lily.

- Jutro mam nie widzieć tego psa- odwrócił się na pięcie i zniknął za rogiem.

Tam przeszedł jeszcze kilka kroków i rzucił na siebie niewerbalnie zaklęcie kameleona. Wziął głęboki oddech i bezszelestnie wrócił na korytarz.
Jednak dziewczyny już tam nie było.

czwartek, 16 lipca 2015

... bo dwie połówki tworzą całość. ~Cz.1

Witajcie po długiej przerwie ;) Wybaczcie, że tyle to trwało. Jednak gdy teraz prawie już skończyłam tę miniaturkę posty będą się pojawiać częściej :D Jak widzicie, jest to pierwsza część, dość krótka część. Otóż to nie dlatego, że chcę cokolwiek wstawić- cała miniaturka, jeszcze nie skończona, liczy około czterdziestu stron. Dlatego będę je dzielić tak, żeby żadna sytuacja nie ucierpiała i wszystko było w miarę jasne.

Koniec gadania, zapraszam do czytania :D



Wpatrywał się w nią zszokowanym wzrokiem. Ona wyglądała zaś na przerażoną. Zaciskała ręce na ręczniku, zakrywającym jej ramiona i pochylała się jeszcze bardziej, aby zasłonić tą skromną szmatką intymne miejsca. On natomiast stał po środku łazienki z wyciągniętą ręką. Koc, który trzymał, już dawno leżał na ziemi, tuż przy jej ubraniach. Oboje bali się zrobić choć jeden krok. Ona, ponieważ ręcznik mógłby się jej zsunąć. On, ponieważ nie chciał, aby jeszcze bardziej wypięła swoją tylną część ciała, którą było doskonale widać w lustrze, tuż za dziewczyną...

W pomieszczeniu rozległ się trzask zamykanej z hukiem książki i zirytowane prychnięcie. Brązowowłosa dziewczyna zeskoczyła z fotela i skierowała swe kroki do kuchni, niosąc "Dziewczynę i kruka". Gdy tylko przekroczyła próg, rudowłosa kobieta spojrzała na nią, odrywając się na chwilę od krojonych warzyw.

- Mamo, jak możesz czytać takie bzdury?!- wskazała na trzymany przedmiot.- Przecież to coś nawet do pięt nie dorasta moim książkom!

- Melanie! Ile razy mówiłam ci, żebyś nie dotykała mojej literatury? Po to masz swoje książki, aby je czytać...- odłożyła nóż i wytarła ręce o ścierkę.

- Właśnie, mamo... Jeśli o tym mowa, to wiesz... Ostatnio znalazłam taką nieziemską książkę... Muszę ją mieć!- dziewczyna wpatrywała się w matkę błagalnym wzrokiem.

- Jaki tytuł?- westchnęła starsza czarownica, odgarniając rude kosmyki z twarzy.

- "Piekielne otchłanie nocy"! Proszę, proszę! Mamo, kup mi ją, proszę cię!

- Zaraz, zaraz... Czy to nie kolejna książka o wilkołakach? Wiesz, że ten temat jest w naszej rodzinie drażliwy! Gdyby kochany Remus wiedział, co czyta moja droga córka, odwróciłby się od nas na zawsze!

- Wiem, więc już takich nie czytam- dziewczyna poważnie pokiwała głową.- Dlatego ta jest o wampirach!

- Kochanie, przypomnij mi, mamy wśród przyjaciół lub znajomych wampira?!- kobieta zawołała do męża.

Mężczyzna wszedł do kuchni, gdzie od razu skierował się do swojej żony. Objął ją w pasie i namiętnie pocałował.

- Tato! Właśnie decydują się losy mojej książki, a ty wchodzisz tu bez pardonu, porywasz mamę w ramiona i... czy wy w ogóle nie jesteście na to za starzy?!- oburzyła się córka.

Małżeństwo oderwało się od siebie ze śmiechem. Takie sytuacje nie były nowością w tym domu.

- Melanie, wiesz, że musisz zasłużyć- powiedział ojciec.

- Wiem, tato, ale ostatnio na eliksirach uwarzyłam bezbłędnie eliksir ocieplający! Naprawdę!

- Mam spytać Severusa?- spytała zadziornie matka, a jej mąż od razu się spiął.

- Wierzę ci na słowo. Dobrze, Melanie, dostaniesz tę książkę- uśmiechnął się, choć nieco wymuszenie...

- Dzięki, tato!- przesłała mu całusa w powietrzu i w podskokach wybiegła z pomieszczenia, mimo że skończyła już piętnaście lat.

Reginald jednym ruchem obrócił do siebie żonę i spojrzał jej głęboko w oczy.

- Lily, dlaczego wciąż mnie prowokujesz?- spytał poważnie.

- Mam na imię Evangelina, nie pamiętasz, Reginaldzie?- wysyczała, podkreślając ostatnie imię.

- Melanie tu nie ma, możesz choć raz odpuścić!

- Reg, ile razy mam ci to tłumaczyć? Nigdy nie wrócimy do naszego poprzedniego życia!

- Wiem o tym, ale ty prowokujesz wspomnienia!

- Ja?

- Tak! Dlaczego wciąż wspominasz Snape'a?

- Bo to mój przy...

- Nie, on nie jest twoim przyjacielem!

Evangelina drgnęła lekko przestraszona, lecz zachowała kamienną twarz.

- Oczywiście, że to mój przyjaciel. Nie pamiętasz, że to on zaopiekował się Harry'm, gdy Voldemort na niego czyhał?

- A z czyjej winy Voldemort na niego czyhał?- spytał gniewnie.

- Przecież każdy popełnia błędy! Mam ci przypomnieć, dlaczego musieliśmy go ukrywać?- zmrużyła oczy.

Jabłko Adama drgnęło, gdy Reginald przełknął ślinę.

- Nie, nie musisz- odpowiedział cicho.

- James, Severus w przeciwieństwie do Petera jest po naszej stronie i odkupił swoje grzechy. Będzie moim przyjacielem czy tego chcesz, czy nie- pogroziła mu palcem przed nosem i wyszła.

^.^.^

Drogi Severusie!

Nawet nie wiesz, jak mi ciężko bez Was. Chciałabym mieć Was przy sobie, lecz wiem, że to niewykonalne.

Na pewno nie interesują Cię losy Reginalda (Jamesa) i Melanie- jego nie znosisz, a mojej córki masz pewnie już po dziurki w nosie. 
To prawda, że ostatnio uwarzyła BEZBŁĘDNIE eliksir ocieplający? Przyznaj się!

Napisz mi proszę, co u Ciebie i Harry'ego! Bardzo za Wami tęsknię.


Lily

Czarnowłosy mężczyzna z czułością dotknął imienia wypisanego przy końcu pergaminu. Myślami był daleko, więc nawet nie zauważył, że okulary ześlizgnęły się z jego orlego nosa. Czarne oczy wpatrywały się w szklany sufit, który oddzielał pokój od jeziora.

Mężczyzna rozsiadł się wygodnie, lecz plecy miał wyprostowane, a w jego postawie można było wyczuć pewną czujność. Czarna szata tego człowieka dotykała podłogi, a rękawy płaszcza, zarzuconego przez poręcz, zostały prawie zgniecione przez lekkie pantofle. Czarne oczywiście, tak jak cały pokój.
Zarówno meble jak i podłoga utrzymane były w ciemnych kolorach. Jedynie okładki książek zostały nienaruszone i pozostawały jedynymi jasnymi plamami koloru.

- Tato?

Głowa kilkuletniego chłopca wsunęła się do pokoju, ciągnąc za sobą chuderlawy tułów oraz nóżki cienkie jak patyczki, zakończone bosymi stópkami. Zielone oczy ze strachem patrzyły na wzdrygającą się postać. Chłopczyk stał niepewnie w drzwiach, lękając się, że tata pogniewa się na niego za przeszkadzanie.

- Gdzie masz łapcie?- padło ostre pytanie.

Chłopiec spojrzał w dół na swoje bose stopy, przebierając paluszkami.

- Podejdź tu, chłopcze.

Dziecko powoli przemierzyło pokój, by wreszcie stanąć przed mężczyzną. Ten usiadł w rozkroku i pochylił się tak, że jego nos prawie stykał się z nosem chłopca. Nie odrywając wzroku od synka, sięgnął za siebie prawą ręką, by po chwili wyjąć jedną parę łapci w kolorowe kociołki.

- Zgadnij, gdzie je znalazłem?- jego głos nadal miał temperaturę zero stopni.

- Tam, gdzie powinny być?- podsunął rezolutnie malec.

- Wręcz przeciwnie, w moim gabinecie. Skąd one się tu wzięły?

- No... no bo... bo ja chciałem namalować rysunek, ale zabrakło mi kredek i chciałem zobaczyć czy masz... Ale nie miałeś- stwierdził smutno.

- Harry- westchnął ojciec- ile razy mam ci tłumaczyć, żebyś nie wchodził do mojego gabinetu?

- Ale ty tu ciągle jesteś!- powiedział ze łzami w oczach.

- Żebyś nie wchodził do mojego gabinetu pod moją nieobecność- poprawił się mężczyzna.

- To już rozumiem... Ale tato?

Ojciec posadził syna na kolano i założył mu łapcie.

- Tak?

- A nauczysz mnie latać na miotle?

Przez to niewinne pytanie mężczyzna w jednej chwili znieruchomiał.

- Na miotle?

- Taaaak. Bo taki Charles... a może Charlie? No taki z Gryffindoru, to on mówił, że to...

- Co ja ci mówiłem o gryfonach?- zapytał groźnie.

- Że mam się do nich nie zbliżać, bo to głupole, tępaki, kaleki, wypaczeńcy... a co znaczy słowo wypaczeńcy, tato?

- Wypaczeniec to ktoś, kto wypacza rzeczywistość... czyli wymyśla sobie świat na korzyść dla niego, okłamuje sam siebie, rozumiesz?

- Już rozumiem- stwierdził ze smutkiem i westchnął- bo ja to myślałem, że oni to wybaczają.

- Co wybaczają?

- Bo przeze mnie mamusia nie żyje i myślałem, że chociaż oni mi wybaczą- odpowiedział smutno.

- Harry, twoja mama nie umarła przez ciebie, więc nikt nie ma ci co wybaczać. Rozumiesz?

- Ale dlaczego mamusia mnie zostawiła?

- To nie zależało od niej, twoja mamusia chciałaby być tutaj z nami, ale nie może- tym razem nie patrzył na chłopca.

Harry od razu wyczuł, że tata też jest smutny z tego powodu, więc szybko objął chudymi rączkami jego głowę i pocałował.

- Tato, ty też tęsknisz za mamusią?

Mężczyzna spojrzał w zielone oczy dziecka i przytulił jego drobne ciałko do swojej piersi.

- Bardzo, synku, bardzo.