piątek, 28 sierpnia 2015

... bo dwie połowki tworzą całość.~ Cz.7



Hej, mordeczki! <3 :3 Oto kolejna część Połówek! Nie mogę uwierzyć, że napisałam już siedem części... W każdym razie spodziewam się jeszcze dwóch, jednak pomiędzy nimi wstawię jeszcze niespodziankę. Mam nadzieję, że o niej pamiętacie? :D Zapraszam na mojego bloga na pierwszego września ;) A teraz...

...DO CZYTANIA!

***

Severus dotrwał do końca opowieści z obojętną miną, chociaż w środku emocje wrzały. Strach, wściekłość, smutek.

To jasne, że uciekając, chciała zapewnić bezpieczeństwo córce i odwrócić uwagę wszystkich od jej zniknięcia. Z pewnością udało jej się to.

- Teraz pana kolej, co pan wie?

- Niewiele, jednak dowiedziałem się, że twoja matka nie wróciła wtedy do domu. Zapewne ukryła się gdzie indziej, chcąc odwrócić od ciebie uwagę. Starła wszelkie ślady za tobą i nawet James nie wie, gdzie jesteś.

- Skąd pan to wie?

- Mam swoje sposoby. Poza tym twoja matka ukryła się dobrze i jeszcze jej nie znalazłem.

- A co... z ojcem?- spytała cicho.

- Szuka jej, ale upojenie alkoholowe mu w tym przeszkadza. Twoje pytanie- przypominał oschłym głosem.

- Mówił pan ostatnio, że mama nienawidziła taty aż do piątej klasy, co się wydarzyło, że zmieniła zdanie?

- Popełniłem błąd, a on to wykorzystał.

Poczekała chwilę, jednak nie doczekała się dalszego ciągu. Czasami profesor był łaskawy i zdradzał trochę więcej, ale nie tym razem. Czyli kryło się za tym coś większego- trzeba będzie o to spytać jutro.

- Dziękuję, profesorze.

- Panno Fortt... ma pani bardzo ciekawe porównania. Ofiara genetycznej choroby porównana do mugolaczki- nie powiem...

- To nie prawda. Marika nie jest ofiarą choroby, a człowiekiem z mocami wampira, czym przypominała mi mugolaków.

- Owszem, ale czymże są "moce" w porównaniu z chorobą?

- To nie była choroba- popatrzyła mu prosto w oczy.- Czytał pan "Krwistą lady"?

- Nie, bazuję na komentarzach Twoich i Harry'ego.

- Więc nie wie pan, że krwotoki nie były spowodowane chorobą, a brakiem akceptacji.

- Nie akceptowała siebie?

- Ona nie wiedziała, że miała rodziców wampirów, w dzieciństwie została podrzucona zwykłym ludziom, więc twierdziła, że nie jest godna tych darów. Mugolaki mają podobnie, stąd to porównanie, a czystokrwiści czarodzieje tylko podtrzymują ich przekonanie.

- Rozumiem- popatrzył jej prosto w oczy, a ona miała ochotę się skurczyć.

^.^.^

Droga Melanie!

Zgodnie z twoją prośbą poszukałem informacji na temat niejakiego James'a. Na roku profesora Snape'a był tylko jeden i nazywał się Potter. W szkole trafił do Gryffindoru i trzymał się z Syriuszem Black'em, Remusem Lupinem i Peterem Pettigrew. Grał w szkolnej drużynie quidditcha na pozycji szukającego i był naprawdę dobry. Ogólnie był lubianym uczniem, znanym z żartów i zabawnych wybryków. Po Hogwarcie ożenił się z Lily Evans i urodziła im się córeczka Roan, a osiem lat później syn Harry. Cała rodzina została zabita rok później w Dolinie Godryka, gdzie mieszkali, najprawdopodobniej przez śmierciożerców, gdyż nad ich domem zawisł Mroczny Znak. Czy jeszcze czegoś potrzebujesz? W razie czego, pisz.

Uściski, Ventus

Melanie nie mogła oddychać. To historia jej ojca? Z Gryffindorem strzelała, ale tata tam pasował. Syriusz Black... ten śmierciożerca? Remus Lupin? Mama zawsze mówiła o znajomym rodziny Remusie, który był wilkołakiem... Peter Pettigrew? O nim nie słyszała. James grał w quidditcha- tata się na nim znał i zawsze mówił , że to po nim odziedziczyła talent. Żarty i wybryki... Tata zawsze był królem Prima Aprilis. To musiała być jego historia. James Potter i Reginald Fortt byli jedną osobą.

A to by znaczyło, że jej mama miała na imię Lily... Lily Evans czy Potter? Zmieniła nazwisko po ślubie?
I jeśli to była prawda to... jej imię też było fałszywe. Dlaczego o tym nie pomyślała? Skoro jej rodzice zmienili tożsamość, to ona razem z nimi. Ale dlaczego profesor pozostał przy imieniu Harry'ego? I dlaczego w ogóle mały mieszkał u Snape'a? W opinii publicznej było to dziecko James'a Pottera...

I dlaczego ona nic nie pamięta skoro miała dziewięć lat, gdy zniknęli z tego świata jako Potterowie?

Roan... Mam na imię Roan, Roan Potter...

Musiała dowiedzieć się więcej.

^.^.^

Boże, jak ona tego nienawidziła. Ukrywać się. Czaić. Tchórzyć.

Chciała atakować!

Jej podświadomość prychnęła- tak, jasne.

Chciała zrobić cokolwiek, zamiast tkwić u Petunii i czekać na James'a. Oczywiście, to miejsce nie było najlepsze, ale miała nadzieję...

Miała nadzieję, że Severus ją znajdzie. Chociaż, gdy mogła się u niego ukryć, odmówiła. Tak, to niebywale mądre.

- W co ty grasz, Lily?- szepnęła do poduszki, patrząc w okno szeroko otwartymi oczyma.

Musiała ustalić fakty.

Po pierwsze, nie mogła wrócić do James'a, bo ten ją zabije, oczywiście, w złości i gniewie. Po drugie, nie mogła wrócić do Severusa, by nie narażać bezpieczeństwa jego i dzieci. Po trzecie, nie mogła też zostać u Petunii, bo James prędzej czy później ją znajdzie. Oczywiście, musi jeszcze skontaktować się z Dumbledore'm- on coś poradzi na pijaństwo James'a jak ostatnim razem. A potem wyśle list do Melanie, bo pewnie piętnastolatka odchodziła od zmysłów...

Jej oczy momentalnie zaszkliły się na myśl o córce. Jak ona mogła ją tak zostawić? Samą w tym tunelu i z nielubianym nauczycielem? Poza tym powiedziała, że wszystko jej wytłumaczy, a nie zrobiła tego.
Jak ona się czuje? Czy jest zła? Jak dogaduje się z Severusem? Co jej powiedział?

Severus.

Nadal go kochała i to był też drugi powód, przez który spała u Petunii, a nie u niego- później nie mogłaby go opuścić, a sprawa z James'em musiała zostać doprowadzona do końca.

I Harry.

Kryształek w jej umyśle, dziecina, której nie widziała osobiście lata. Tęskniła za nim tak ogromnie, ale gdyby już się przyznała, co do bycia jego matką, on by tego nie zniósł... rozłąki oczywiście, gdyby musiała wracać do swojej roli.

Zarówno ona jak i James oraz Severus wiedzieli, że będzie ciężko, ale chyba na początku każdego to trochę przerosło. Reginald zaczął ją winić o wszystko i sięgać po butelkę, Severus nie odzywał się długie miesiące i jeszcze dłużej nie pozwalał jej zobaczyć Harry'ego, a ona...? Ona umiała w tamtym okresie tylko płakać i tulić Roan...

Melanie nie wiedziała o swoim prawdziwym imieniu i kobieta bała się, jak mogłaby zareagować. Na to oraz na fakt, że usunęli z jej pamięci połowę dzieciństwa, a przede wszystkim Harry'ego...

Pamiętała bardzo dobrze tę wesołą dziewczynkę- tak bardzo cieszyła się, że będzie miała brata. Razem wybierały imię- Harry James Potter. Oczywiście, mała Ro nie wiedziała, że to jej przyrodni brat, ale o tym nie wiedział nikt oprócz niej i Severusa...

Severus...

O czym by nie myślała, on zawsze jakoś pojawiał się w jej głowie. Tak, kochała go bardziej od James'a i być może była okrutna wobec swojego męża, zdradzając go, ale pragnęła Snape'a...

To marne wytłumaczenie, ale ona potrzebowała czegoś więcej niż rozmowy o quidditchu i misjach Zakonu. Chciała pracować, pomagać, brać czynny udział w walce, ale przede wszystkim planować- bez tego wiele by nie zdziałali. Dlatego zwróciła się z pomocą do Snape'a.

Niechętnie, ale to jednak ona zainicjowała spotkanie. To ona odrzuciła jego przeprosiny tego feralnego dnia i to ona musiała się postarać, by ich relacje się poprawiły. Pamiętała, że Severus zawsze był piekielnie dobry w różnych strategiach, a wiedziała, że Zakon tego nie doceni.

Na początku się nie zgodził, wyśmiał ją i drwił, dlatego poprosiła Dumbledore'a o pomoc. On ustalił, że poprowadzą projekt- Severus był wściekły i przez długi czas wszystko robił samodzielnie. Nie mogła go nakłonić do współpracy, ale nie poddawała się. Wspominała, pytała o rady, obserwowała go z uwagą, aż czuł się w jej towarzystwie na tyle swobodnie, by rozmawiać.

Po kolejnych projektach i udanych misjach stanowili naprawdę zgraną drużynę. Poruszyli w końcu powód ich rozłąki i choć Severus nie przeprosił, ona wiedziała, że było mu wstyd. Tak, wydoroślała i patrzyła na pewne sprawy z dystansem.

Nawet nie pamiętała, kiedy pocałowali się po raz pierwszy. Chyba wtedy, gdy usłyszała o znalezionych zwłokach śmierciożercy, a Severus spóźniał się na ich spotkanie. Gdy się pojawił, od razu rzuciła się mu w ramiona.

Później było tylko jeszcze kilka pocałunków, aż znowu się pokłócili. Nie na taką skalę, jak na piątym roku, ale jednak. Nadal pracowali razem, ale wrócili do stosunków początkowych.

Lily naprawdę myślała, że go straciła. Bo chociaż był dupkiem, idiotą, impertynentem, egoistą i draniem, to zapałała do niego uczuciem. Czuła się jak świnia, gdy uprawiała seks z James'em, a wyobrażała sobie, że robi to z Severusem.

I w końcu oboje nie wytrzymali napięcia, a marzenia stały się prawdą. To tamtej nocy poczęli Harry'ego- wystarczył jeden stosunek, by zaszła w ciążę. Oczywiście, nie pomyślała o zabezpieczeniu.

Myślała, że James będzie inny jako mąż, ale zawiodła się i widocznie nie tylko ona. Nie powinna wtedy zgadzać się na randki, by dopiec Severusowi. Powinna była wybaczyć, gdy się tłumaczył, ale ona chciała dać mu nauczkę, by zrozumiał, że źle robi. Często myślała, jakby potoczyło się jej życie, gdyby nie tylko mu wybaczyła, ale dalej się z nim przyjaźniła. Po pierwsze, raczej na pewno nie wyszłaby za mąż za James'a. Po drugie, pewnie zakochałaby się w Severusie...

Lecz wybrała inną drogę i teraz musiała nią podążać. Czas odwiedzić Hogwart oraz dawnego przyjaciela. I zdobyć sowę.

^.^.^

Drogi Ventusie!

Dziękuję, praca, którą wykonałeś, zdecydowanie mnie zadowoliła. Jednak muszę Cię jeszcze prosić o szczegóły. Czy mógłbyś sprawdzić okoliczności śmierci Potterów? Dlaczego śmierciożercy obrali ich sobie za cel i tym podobne? Byłabym Ci bardzo wdzięczna.

Całuję gorąco, Melanie

Melanie jak najszybciej wysłała list szkolną sową, by wrócić do komnat Snape'a. To cud, że w ogóle pozwolił jej wysyłać listy i odbierać te otrzymane. Miała tylko nadzieję, że to ona była ich pierwszą i jedną czytelniczką. Zawiązała ze Snape'm sojusz, wyrobili sobie pewien schemat dnia, udzielał jej czasem dodatkowych informacji... naprawdę nie chciała tego stracić.

Jej stosunek do Snape'a przez te dziesięć dni poważnie się zmienił. Przedtem zawsze myślała o nim jak o nieuczciwym profesorze, który podszywał każde słowo złośliwością i nie liczył się z nikim.

Od sytuacji ze "szlabanowym spacerem" te myśli zaczęły się zmieniać. Severus Snape był zdolny do kochania i zawsze stawiał dobro Harry'ego ponad swoje. Nigdy nie denerwował się przy dziecku, dotrzymywał obietnic, troszczył się nawet o nią... w pewnym stopniu. Tak, był trudny w obejściu, ale w znacznie mniejszym stopniu niż w szkole. Być może stawał się taki okropny specjalnie? Żeby nikt nie wlazł mu na głowę? Może nie chciał być lubiany? To miało sens. Gdyby ludzie szukali jego towarzystwa, trudno byłoby mu ukryć istnienie Harry'ego.

W każdym razie teraz nie mogła o nim myśleć źle. Co nie znaczyło, że go polubiła. Po prostu jego towarzystwo nie sprawiało jej problemu. Tolerowała i akceptowała go, ale być może przy dłuższym pobycie polubiłaby tego człowieka.

Zostały jej cztery dni do "powrotu" do szkoły i szczerze trochę się tego obawiała. Zżyła się z Harry'm, potrzebowała informacji jego ojca, a poza tym jak mogła wrócić do codzienności po tym, czego się dowiedziała? Z drugiej strony, gdy wróci będzie miała swobodny dostęp do archiwów szkolnych i zobaczy Ventusa, który jest wróżbitą. Trudna sytuacja.

Na szczęście, dzięki wielu skrótom i tajnym przejściom, szybko dotarła do lochów niezauważona. Za każdym razem, gdy wychodziła, musiała uważać, żeby nikt jej nie widział. Przecież wyjechała na święta, więc co robiła w Hogwarcie?

Wyszła właśnie z ciemnego tunelu i szybko się rozejrzała, ale nikogo nie zobaczyła. Poczuła ulgę jak za każdym razem i ruszyła dalej. A przynajmniej miała taki zamiar, gdyż zatrzymało ją chrząknięcie.

- Panno Fortt, możemy porozmawiać?

Ten głos poznałaby wszędzie- od pięciu lat jej nauki rozbrzmiewał w Wielkiej Sali. Powoli odwróciła się do człowieka, który nie sprawiał wrażenia zdenerwowanego. Wręcz przeciwnie wydawał się wesoły i rozluźniony. Skąd wiedział, że znajdowała się w Hogwarcie? Czyżby Snape ją wydał?

- Oczywiście, dyrektorze.

Ruszyła za nim, wracając na górne piętra. Albus Dumbledore w jaskrawo niebieskiej szacie wyglądał aż dziwnie w lochach. Nie mówiąc o tym, że rzucał się w oczy, a z tego, co wiedziała, w szkole zostało kilku ślizgonów.

To oczywiste, że Snape musiał powiedzieć dyrektorowi o jej wizycie już na początku- w końcu to był jego pracodawca. Ale jaki podał powód? Co powiedział? Przecież nie mógł...

- Fasolki Bertiego Botta.

Zdziwiona podniosła głowę i w samą porę, by zobaczyć jak otwiera się przejście. Wiedziała, gdzie jest gabinet dyrektora, ale nigdy w nim nie była. Trochę się tego obawiała. Poza tym kto wymyślał to durne hasło?

- Nie dziw się moja droga, tym fasolkom należy się szacunek- powiedział z sympatycznym uśmiechem i wszedł na ruchome schody.

Nic nie odpowiedziała, tylko ruszyła za nim. Cała ta sytuacja była po prostu abstrakcyjna. Gdy weszli do gabinetu, trochę odjęło jej mowę. Było tu tyle fascynujących rzeczy! I jeszcze te portrety! Dyrektor chrząknięciem przywrócił ją do porządku oraz zaproponował krzesło. Sam usiadł w fotelu po drugiej stronie biurka.

- Panno Fortt, na pewno jest pani ciekawa, dlaczego sprowadziłem panią tutaj dopiero teraz.

Powoli przytaknęła głową, patrząc na niego nieco nieufnie. Profesor niespeszony kontynuował:

- Otóż, dopiero teraz dowiedziałem się o pani obecności w zamku i to nie od profesora Snape'a.

Zaraz. Skoro nie od niego, to od kogo...? Jej oczy rozszerzyły się w szoku. Były tylko dwie osoby, które wiedziały, że tutaj jest. Harry i jej matka. A chłopiec spędzał z nią każdą chwilę...

- Mam tutaj coś dla pani. Niech pani sobie to na spokojnie przeczyta, a ja zrobię herbatki. Dopiero później porozmawiamy.

Wręczył w jej ręce kopertę i wyszedł z gabinetu. Jednak Melanie nie interesowało nic innego- rozerwała delikatny papier i chciwie zabrała się do czytania.

Kochana Melanie!

Nic mi nie jest i czuję się dobrze. Nie wróciłam do ojca, jeśli tego się obawiasz. Ukrywam się samotnie. Przepraszam, ze zostawiłam Cię samą, ale pod opieką profesora Snape'a będziesz bezpieczna, a niczego więcej nie pragnę. Wiem, że niczego Ci nie wyjaśniłam i za to też przepraszam. Nie spotkamy się jeszcze przez jakiś czas, razem z profesorem Dumbledore'm musimy pomóc Twojemu ojcu. Przepraszam, że teraz też nie wyjaśnię Ci niczego, ale tego nie da się przelać na papier. Mam nadzieję, że Ty i Severus się dogadujecie, wierzę, że jest dla Ciebie dobry. Gdy wszystko się uspokoi, odezwę się.
Bardzo Cię kocham. Pamiętaj, że jesteś moją kochaną córeczką i co by się nie stało, zawsze będę Cię kochać, nawet jeśli ty mnie znienawidzisz.

Mama

Znienawidzisz? Dlaczego miałaby znienawidzić swoją kochaną mamę? Czy chodziło o Harry'ego? O to, że zdradziła ojca?

Tak, z jednej strony nigdy nie podejrzewała swojej rodzicielki o romans. Przecież byli razem tacy szczęśliwi, czasami wręcz nie mogli się od siebie oderwać. Jednak z drugiej strony nigdy nie podejrzewała ojca o uzależnienie od alkoholu, a profesora Snape'a o zdolność kochania. Nic nie było takie, jak się wydawało.

- Nie myśl o tym teraz.

Podskoczyła na krześle jak oparzona, choć wiedziała, że to właściciel gabinetu.

- Jak mam teraz o tym nie myśleć, dyrektorze? Moja matka jest w niebezpieczeństwie, ponieważ mój ojciec chce ją zabić. Poza tym mam przyrodniego brata, ponieważ mama miała romans z moim nauczycielem eliksirów. Zapomniałam wspomnieć, że cała nasza rodzina ma fałszywe tożsamość, w tym ja, chociaż tego nie pamiętam!- wybuchła.

- Ach, czyli Severus udzielił Ci nieco informacji?- jego oczy zamigotały z wesołości.

Właśnie miała odpowiedzieć, że tak, choć niechętnie, lecz zorientowała się, że dała się złapać w pułapkę. On wiedział. Wiedział o wszystkim i sam w tym uczestniczył.

- Dobry z pana manipulator, dyrektorze- zarumieniła się ze wstydu.

- Manipulator? Ze mnie? Dziecko drogie, ja po prostu wiem, jak zadać pytanie. Ale wracając do tematu... Informacje, które zdobyłaś, są bardzo niebezpieczne w niepowołanych rękach. Nie możesz powiedzieć o nich nikomu, rozumiesz?

- Ale mój chłopak...

- Nikomu, panno Fortt. Jeśli już powiedziałaś coś panu Gampowi, zaprzestań na tym. Niech nie wie nic, co nie jest konieczne. Zgoda?- intensywny błękit oczu wywierał na nią taką presję, że nie mogła odmówić.

- Oczywiście, dyrektorze... Czy mogę o coś spytać?- nagle pewna kwestia nie dawała jej spokoju.

- Pytaj, drogie dziecko- uśmiech na nowo zagościł na jego twarzy.

- Kto jest moim chrzestnym? Rodzice mówili, że umarł zanim się urodziłam, ale przy tym czego się dowiedziałam...

- Twoim chrzestnym jest niejaki Syriusz Black, przyjaciel twoich rodziców. Nie kontaktuj się z nim, bo i tak nie dostaniesz odpowiedzi.

To jasne, siedzi w Azkabanie.

- A...

- Melanie?

Zdziwiona spojrzała na uśmiechniętego starca.

- Tak?

- Czy profesor Snape nie ustalił z tobą zasady jedno pytanie na jeden dzień?- oczy ponownie zamigotały wesołością.

Skubany manipulator!

- Tak, ustalił- powiedziała zrezygnowana.- To ja już pójdę.

- Panno Fortt?

- Tak?

- Nie wypytuj profesora Snape'a o twojego chrzestnego, bo może to zaowocować niechcianymi konsekwencjami. Proszę wpaść do mnie jutro, hasło się nie zmieni. I przejdź niezauważona, nie chcemy dodatkowych problemów.

- Oczywiście, do widzenia, dyrektorze.

^.^.^

- Zła wiedźma jest śmieszna- mruknęła i od razu pchnęła drzwi do jej tymczasowego schronienia.

- CO TAK DŁUGO?

Niski, chrapliwy głos wyrwał ją tak gwałtownie z rozmyślań, że aż podskoczyła. Jego właściciel nie był zadowolony, wręcz tryskał wściekłością.

- Ja... profesorze, byłam z dyrektorem... naprawdę starałam się wrócić jak najszybciej...

- Starała się... to miłe z twojej strony...

O nie, przeszedł już w stan zimnej furii. Zawsze umiała go jakoś uspokoić, ale teraz nie wiedziała jak.

- Przepraszam, że pana wcześniej nie powiadomiłam...

- MAM W DUPIE TWOJE PRZEPROSINY! Myślisz, że możesz sobie tak łazić po szkole jak gdyby nigdy nic?!

- Nie, oczywiście, że nie... Naprawdę jest mi przykro, ale...

- Ale co?! Jesteś bezmyślną dziewuchą, która nie myśli o niczym innym jak o czubku własnego nosa! Czy wiesz, że gdybyś wpadła, nie tylko ty byłabyś zagrożona?! Twoja matka i ojciec też! Nie mówiąc już o mnie i o Harry'm! Przez ciebie, mogliby go wytropić!!! Chcesz, żeby zaczęli się tobą interesować? Łakniesz sławy? Zapomniałaś o sytuacji, w jakiej się znalazłaś?! Być może pomyliłem się co do ciebie! WIDOCZNIE JESTEŚ TAKA SAMA JAK OJCIEC!

- Tato, dlaczego krzyczysz ma Melanie?- cichutki głos przebił się przez wrzaski profesora.

Mężczyzna spojrzał w tamtym kierunku i całe jego ciało jakby się skurczyło, choć jeszcze przed chwilą wydawało się, że wypełniało cały pokój. Z twarzy zniknął rumieniec gniewu i nagle stała się blada. Sztywna sylwetka rozluźniła się i ponownie napięła. Oczy ciągle zmrużone, rozszerzyły się w szoku, jakby ich właściciel odzyskał świadomość. A wszystko przez jedno spojrzenie na swojego syna. Na dziecko, w którym pierwszy raz wywołał strach swoją osobą.

Stał przy wylocie korytarza, skulony pod jego spojrzeniem. W delikatnych rączkach ściskał pluszowego smoka i patrzył na niego ze strachem. Ubrany był już w pidżamkę, ale czarne włosy sterczały w uporządkowanym nieładzie, więc jeszcze nie spał. Stał tam i patrzył na własnego ojca z szokiem oraz strachem, ale właściwie dlaczego? Przecież znał siłę jego głosu, choć nigdy nie podniósł go na niego w taki sposób. Jednak w krótkiej chwili spojrzenie malca skierowało się w bok, choć zaraz wróciło do ojca. I już wiedział.

Powoli zaczął się odwracać do osoby stojącej za nim, ale już wiedział, co tam znajdzie. Wiedział, dlaczego Harry był taki zszokowany. Wiedział, chociaż nie patrzył.

Wywołał łzy u drugiej osoby, którą chłopiec pokochał tak mocno jak jego. Nie szlochała ani nie pociągała nosem, po prostu płakała. Łzy leciały jej ciurkiem po bladych policzkach, a usta zaciśnięte były w wąską linię, żeby tylko nie wypuścić z nich żadnego dźwięku. Najgorsze zostawił na koniec- jej zielone oczy. Otworzyła je szeroko i choć przez większą ilość czasu mrugała, starając się odgonić łzy, to nadal mógł wyłapać w nich ból i urazę, a nawet pewną krzywdę.

Nie wiedział, że weźmie sobie jego słowa tak bardzo do serca. Ile razy na nią wrzeszczał? Może nie w takim stopniu, ale jednak. Musiał przyznać, że w sumie nie powinien tak na nią krzyczeć, ale jej nieobecność, kiedy w jego specjalnym pokoju pojawił się gość... Przecież gdyby Lucjusz zobaczył ją w lochach albo u dyrektora... Fakt, że było mało prawdopodobne, żeby Lucjusz aportował się do zewnętrznej części Hogwartu, czyli wszędzie indziej oprócz jego komnat, a jeszcze mniej, że zwróciłby na nią jakąkolwiek uwagę.

Trudno, teraz będzie chociaż bardziej uważna. Chciałby tak myśleć, ale za chorobę nie mógł się uwolnić od oskarżenia w ich oczach. Zielonych oczach Lily.

- Zdenerwowałem się, idź do siebie- odpowiedział na pytanie nadal wiszące w powietrzu.

- Ale Melanie...- jego wargi zacisnęły się wahaniu.

- Harry, idź, dzieci powinny już spać o tej porze- chrapliwy głos wydobył się z jej gardła, ale na uśmiech już się nie zdobyła.

Malec nawet nie próbował jej przytulać, tylko poszedł do siebie zgodnie z poleceniem Melanie. Wyżej wymieniona nadal stała w tym samym miejscu, czekając na dalszą reprymendę. Jednak Severus już skończył.

- Ty też idź do siebie, nie mam ochoty wysłuchiwać szlochów jakiejś małolaty- nie mógł się powstrzymać przed złośliwością.

Chciał ją sprowokować tak, żeby mu odpyskowała i tym samym odciążyła jego sumienie od pełnych bólu spojrzeń zielonych oczu. Nie miał zamiaru przepraszać, a tak mógł uwolnić pokój od napięcia. Jednak kiedyś też chciał ją sprowokować, a nie udało mu się to.

- Oczywiście, profesorze. Dobranoc- wyszeptała, gdyż łzy nadal płynęły po jej policzkach.

Nawet nie patrząc na niego, wyszła z salonu. Nasłuchiwał jej trzaśnięcia drzwiami, ale nic takiego nie nastąpiło. Czy ta dziewczyna musiała robić wszystko nie po jego myśli?!

Zarówno Lily jak i James umieli walczyć o swoje. Zawsze w ich oczach widział upór, jednym słowem nie dawali sobie w kaszę dmuchać. Wiec dlaczego ich córka walczyła tylko w niektórych momentach, a w niektórych tak łatwo odpuszczała? Nie rozumiał jej, za cholerę.

^.^.^

Lucjusz był niezadowolony. Bardzo. Przysiągł sam sobie, że znajdzie szlamę dla Severusa. Przynajmniej wtedy jego przyjaciel przekona się, że to tylko ścierwo, nic więcej. Jednak, to nie było takie proste- Lucjusz chciał znaleźć szlamę podobną do dawnej kochanki Severusa. Przekona się wtedy, że dzięki pieniądzom da się zrobić wszystko, nawet "miłość". Znaczy... przekona się o tym dopiero wtedy, gdy znajdzie jakąś rudą wywłokę!

Mimo że dostał spis szlam, nie mógł znaleźć odpowiedniej. A przecież dużo nie wymagał! Z drugiej jednak strony czego miał się spodziewać po szlamach?

Nagle jego oczy rozbłysły. Tak, ta będzie odpowiednia.

Rudowłosa kobieta ze zdjęcia spojrzała na niego zimnym wzrokiem i ze skrzyżowanymi rękoma wyszła ze swoich ram.

piątek, 21 sierpnia 2015

... bo dwie połówki tworzą całość. ~ Cz.6



 Witam ^^ Przychodzę do Was z nowym, dłuższym rozdziałem. Zbliżamy się już do końca tej wieloczęściowej miniaturki- przewiduję jeszcze jakieś dwie, trzy części. Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego także przewiduję dla Was COŚ, więc zapraszam pierwszego września na bloga :D

Do czytania, RAZ! 
***

Krzyk dochodzący zza ściany przerwał mu zabawę. Przestraszył się, bo właśnie tak wyobrażał sobie wszystkie damy, którymi straszył Krwawy Baron. One zawsze krzyczały w ten sposób- Harry był tego pewien, więc już zabierał nogi za pas... gdy usłyszał płacz.

Wiedźmy, które zjadają dzieci, nie płaczą. A może to dobra wiedźma, czyli czarownica?

Chłopiec małymi kroczkami podszedł do ściany i przystawił do niej ucho. Nic nie było słychać.

- A u Krwawego Barona zawsze to działało- mruknął i spróbował jeszcze raz tylko w innym miejscu.

Nadal nie słyszał... no niczego. Ale w pokoju wyraźnie rozlegał się płacz! Chociaż... ten dźwięk nie dochodził zza tej ściany... pochodził z korytarza!

Chłopiec wybiegł z pokoju i od razu znieruchomiał. Jakie wspaniałe poszukiwania! Harry ciekawie nadstawiał ucho do każdej ściany w korytarzu i przy jednej usłyszał wyraźny płacz.

Młody Snape złożył palce w malutką pięść i postukał w ścianę. Delikatnie, bo nie chciał, żeby bolało.

- Pani czarownico! Czemu pani płacze?- zawołał, żeby go usłyszała.

Płacz nie ustał, jednak zza ściany doszedł go zlękniony głos.

- Nie mogę stąd wyjść! Próbowałam, ale pochodnie się nie zapalają, a schody spychają mnie ze stopni!

Gdzieś na górze jest moja matka i chyba nie zdążyła wejść! Utknęłam tu!

- Nie bój się, pani czarownico! Mój tata cię uratuje, jest nauczycielem eliksirów i potrafi wszystko!

Głos nagle się ożywił:

- Harry?!

Chłopiec odskoczył od ściany. Tego nie przewidział.

- Harry, to ty?! To ja, Melanie!

- Melanie! Tak, to ja Harry! Harry Snape!

- Harry, zawołaj profesora Snape'a! Nie mogę stąd wyjść!

- Już idę, Melanie! Już go zawołam! On ci pomoże! Tylko się nie ruszaj, Melanie! Już idę.

Chłopiec szybko przebierając nóżkami pobiegł do salonu, lecz ten okazał się pusty. Chłopiec zawrócił i rzucił się w kierunku gabinetu.

Z nadmiaru emocji dostał wypieków na twarzy i cały się spocił, ale nie przejmował się nawet klejącymi do twarzy włosami. Nie mógł uwierzyć, że jego zła czarownica to Melanie. Tylko co ona robiła za ścianą?
Dobiegł do gabinetu i szarpnął za klamkę, lecz drzwi ani drgnęły. Zdesperowany chłopiec zaczął młocić drewno pięściami, nie zważając na ból.

- Tato! Tato, otwórz! Melanie jest za ścianą i nie może wyjść! TATO! Musisz ją ratować! TATO! Otwórz!- krzyczał na całe gardło, choć w jego oczach wzbierały się powoli łzy bezsilności.

Niespodziewanie drzwi otworzyły się, a chłopiec wpadł do pomieszczenia, prosto pod nogi ojca.

- Harry! Co tu u licha wyprawiasz?!

Młody Snape, nie zważając na wściekłą minę rodzica, pozbierał się z podłogi, wziął za rękę mężczyznę i wyciągnął go na korytarz.

Profesor był jednym słowem zdziwiony zachowaniem syna. Najpierw dobija się do drzwi, kiedy on musi odreagować po spotkaniu ze śmierciożercą, a teraz ciągnie go za rękę nie wiadomo dokąd. Spojrzał podejrzliwie na swojego potomka i zauważył mokre od potu włosy i wilgotny kark. Wcześniej był tak wściekły, że nie przyjrzał się synowi, ale teraz?

- Harry, gdzie ty byłeś? Gdzie się tak spociłeś? Dokąd ty mnie w ogóle prowadzisz?- spytał, gdy minęli pokój dziecka.

Dalej była tylko ściana...

Snape zatrzymał się gwałtownie, przez co Harry znowu wylądował na podłodze. Jednak tym razem podniósł go rozgorączkowany nagle ojciec.

- Harry, słyszałeś kogoś przez tę ścianę? Ktoś wołał?

- Przecież krzyczałem do ciebie, że Melanie jest za ścianą i nie może wyjść! Musisz ją wydostać!

- Czy jej matka jest z nią? Harry, przypomnij sobie! Czy mówiła coś o matce?

- Mówiła, że jej mama nie zdążyła gdzieś wejść i teraz jest sama i tam jest ciemno! Tato, uratuj ją!

Severus, słysząc te słowa, wypuścił wolno powietrze z nosa. Czyli nie ma tu Lily, nie tym razem. Jednak coś ważnego musiało się stać, że przyprowadziła tu córkę.

Mężczyzna zdecydowanym krokiem podszedł do ściany i wyszeptał inkantacje, jednocześnie przesuwając różdżką oraz wolną ręką po kamieniach. Zdejmował zaklęcie za zaklęciem, aż w końcu pojawiły się przed nim drzwi. Już wyciągał rękę, jednak dziewczyna po drugiej stronie okazała się szybsza.

Wyleciała jak armata z tajemnego przejścia i od razu wpadła na niego, po czym gwałtownie się cofnęła. Zaraz po tym potknęła się o próg, tym samym lądując na czterech literach. Wyglądało to naprawdę zabawnie, jednak nikomu nie było do śmiechu. Przestraszony chłopiec od razu do niej podbiegł i pomógł jej wstać, a raczej próbował. Nogi dziewczyny tak się trzęsły, że nie dała rady zrobić kroku. Jednak ona nawet nie chciała się ruszać- przytuliła się do małego ciałka, które z ochotą do niej przylgnęło, mimo że musiała wyglądać okropnie.

Profesor przypatrywał się temu z rezerwą, jakby on miał być kolejny w kolejce do wyściskania. Musiał przyznać, że dziewczyna wyglądała na wykończoną i roztrzęsioną- musiała przebywać w tunelu kilka godzin.

- Fortt- w końcu przerwał ciszę.

Nie chciał działać zbyt pochopnie, ale fakt, że Lily użyła ich drogi ucieczki, nie przestawał go nurtować. Bez jej wyjaśnień nie zrozumie, dlaczego tak się stało.

Dziewczyna pod wpływem jego głosu drgnęła, lecz nawet nie podniosła wzroku. Jeszcze mocniej przytuliła się do Harry'ego, a choć jej płacz przycichł, widać było, że nie udzieli na razie wyjaśnień. Snape westchnął ciężko i pokręcił głową. Czyli na razie nie dowie się, co się stało.

- Harry- powiedział cicho, a malec podniósł głowę.- zaprowadzisz swoją nową koleżankę do pokoju gościnnego?

Syn pokiwał energicznie głową i pomógł Melanie wstać. Ta nie opierała się, lecz nadal trzymała mocno chłopca.

- Melanie, nie bój się. Twoja mama na pewno się znajdzie i zobacz: u nas jest cieplutko i jaśniutko i milutko i naprawdę fajnie. A tata ugotuje ci specjalności i będziemy się bawić. A wiesz, że będziesz miała swój pokój? Zobacz, jaki fajny- mówił delikatnym głosem.

- Kim jest James?

Pytanie padło tak nagle, że mały aż podskoczył. Profesor zaś patrzył na dziewczynę, która zadała to pytanie chrapliwym głosem i nie wiedział, co ma jej odpowiedzieć. Ile wie? Co Lily jej powiedziała? Co chciała, żeby jej powiedział?

- Czy to mój ojciec?

Zniknęła dziewczyna, którą wstrząsał płacz. Zastąpiła ją kobieta, która dążyła do celu i nie ustawała mimo przeszkód.

- Tak, to jego prawdziwe imię- odpowiedział ze spokojem.

- Zakładam, że imię mojej matki oraz nasze nazwisko też jest fałszywe.

- Tak.

Jej wzrok nagle stracił swoją determinację, a zastąpiła ją gorycz. Spojrzała na malca, który ciągle ją obejmował i nie rozumiał, co się dzieje. Pogłaskała go po głowie i posłała pocieszający uśmiech.

- A ja... wcale nie jestem jedynaczką?- spytała, nadal patrząc na Harry'ego.

- Nie jesteś- odpowiedział cicho.

Ona tylko kiwnęła głową, wzięła za rękę chłopca i przekroczyła próg swojego nowego pokoju, zostawiając go z marsem na czole oraz przeczuciami, że to dopiero początek.

^.^.^

Pustka. Ból. Rozżalenie.

Tylko tyle zobaczył w jej zielonych oczach odkąd pojawiła się w ich mieszkaniu. Nie chciała zbytnio jeść ani wychodzić z pokoju. Nie było mowy o rozmowie.

Severus widział też bezsilność w oczach syna. Harry starał się, jak mógł, żeby odciągnąć Melanie od trosk- przynosił jej zabawki do pokoju, łaskotał ją, nawet z nią spał. Przy nim dziewczyna nieco się rozchmurzała, ale gdy tylko gdzieś znikał, znowu stawała się roślinką.

Profesor naprawdę starał się być cierpliwy. Potrzebowała spokoju i czasu do poukładania sobie paru rzeczy. Jasne. Gorzej było niestety w praktyce.

Po trzech dniach wstrzymywania swoich nerwów na wodzy wszystko go denerwowało. Wiedział, w jakim znajduje się stanie i był na tyle świadomy, by unikać gryfonki. Niestety ktoś musiał zanieść jej śniadanie do pokoju... i to był gwóźdź do trumny.

- Panno Fortt, przyniosłem śniadanie- gdy tylko powiedział te cztery słowa, poczuł, jak złość się w niego wylewa.

Ma robić za lokaja swojej uczennicy? Córki Lily- upomniał sam siebie, co jednak nie pomogło mu odreagować.

- Nie, dziękuję. Nie jestem głodna.

Przez trzy dni mówiła to samo, jednak ignorował te oczywiste fochy. Dziś już nie miał siły.

- Nic mnie to nie obchodzi, masz to zjeść.

- Nie, dziękuję. Nie jestem głodna- znowu te obojętne słowa.

- Fortt, nie denerwuj mnie. Zjedź to i nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę!

- Nie, dziękuję. Nie jestem...

- DO CHOLERY JASNEJ! Posłuchaj mnie dziewczyno! Twoja matka zostawiła cię pod moją opiekę, rozumiesz? JA się teraz tobą zajmuję. Nie ma mowy o niejedzeniu! Co powiem, kiedy twoja matka wróci? Że zagłodziłaś się na śmierć? Nie dopuszczę do takiej sytuacji, jasne?- warknął.

- Nic mnie to nie obchodzi!- w jej oczach zapłonął płomień.- Nie dość, że moja matka mnie porzuciła w jakimś lochu, to teraz jeszcze mam się słuchać przerośniętego nietoperza? Niedoczekanie- prychnęła.

- Pięćdziesiąt punktów od gryffindoru za obrażanie nauczyciela. Słuchaj dziewczyno, są rzeczy, których chyba nie potrafisz pojąć! Twoja matka użyła jedynej drogi ucieczki i jeśli nie starła dobrze śladów, już nie będzie miała możliwości powrotu tutaj w razie niebezpieczeństwa! Rozumiesz, na jakie ryzyko ją wystawiłaś?!

- Miałyśmy uciec razem! Miałyśmy być szczęśliwe z dala od niego! Mama miała mi wszystko wytłumaczyć, ale musiała uciec jak tchórz!!! Wcale nie jest od niego lepsza!

- Na pewno JEST lepsza od tego kogoś, bo w innym razie dawno byś nie żyła- sarknął.

- Ty nic nie wiesz! On znowu pije, znowu znęca się nad mamą, a ona znowu nic nie robi! Wróciła do niego, a mnie zostawiła, żeby mieć spokój!!!- wykrzyczała ze łzami w oczach.

- Opanuj się. Jak to: znowu pije? Co znaczy, że znęca się nad Evangeliną?- warknął.

- Mama jest w cała w siniakach! Miałyśmy uciec w bezpieczne miejsce i miała mi wszystko wytłumaczyć! Nie zrobiła jednak niczego i wróciła do niego!

- Gdyby nie wróciła, twój ojciec szybko odnalazłby moje mieszkanie. Poza tym cała przykrywka może spalić na panewce, gdy James'owi odwali ponad jego dotychczasową normę i zapragnie powrócić do swojego życia...

- Jakiego życia...? Niech mi pan to wytłumaczy. Nie wiem, co się dzieje! Wszystko, co zawsze było pewne, teraz okazuje się kłamstwem!

- To twoja matka powinna ci to wytłumaczyć...

- Błagam, profesorze. Ja nie wytrzymam... Proszę...- przyszpiliła go błagalnym spojrzeniem.

- To nie do mnie zależy ta decyzja.

- Obiecuję, że będę jadła i odnosiła się do pana z pełnym szacunkiem oraz wykonywała pana polecenia... tylko niech pan mi wszystko wytłumaczy, proszę... Ja bez tego oszaleję- stwierdziła z nutą paniki.

Patrzył na nią i milczał. Znała tę minę- widziała ją często, gdy spoglądał na Harry'ego, gdy ten był wyjątkowo smutny, wyjątkowo radosny, wyjątkowo wzburzony i wszystkie inne wyjątkowo. Zastanawiał się i oceniał każde rozwiązanie, a ona cierpliwie czekała. W końcu co innego mogła zrobić?

- Posłuchaj, Fortt. Nie wiem, co twoja matka chciała, żebyś wiedziała i dlaczego sama ci o wszystkim nie opowiedziała. Powiedzmy, że rozumiem twoją niepewność, jednak muszę też uszanować decyzję Evangeliny, dlatego pójdziemy na kompromis. Codziennie masz prawo zadać mi jedno pytanie. Nie będę wylewny, ale szczerość ci to wynagrodzi. Jednak nie pytaj o prawdziwą tożsamość rodziców, bo i tak Ci nie odpowiem. Zgadzasz się?

Niepewnie skinęła głową, nagle przytłoczona ilością pytań układanych w głowie.

- Muszę cię od razu ostrzec. Trafnie formułuj pytania. Jeśli spytasz mnie, czy mam syna, odpowiem tak i tyle, rozumiesz?

- Tak, panie profesorze.

- Od razu lepiej... Zadaj to durne pytanie i jedz w końcu!

- Skąd zna pan moich rodziców?- postanowiła zacząć od początku.

- Ze szkoły.

O tym wiedziała, do jasnej ciasnej. Jednak odpowiedział tak, jak zapowiadał, więc nie powinna mieć do niego pretensji. Bez słowa wzięła łyżkę w rękę i zaczęła jeść pod jego czujnym okiem. Mimo tej jawnej nieufności poczuła się dobrze. Ktoś jednak o nią dba, a że z przymusu to przecież inna sprawa...

Gdy skończyła, w naprawdę rekordowym tempie trzeba przyznać, bo nagle poczuła się głodna, oddała mu naczynia i podziękowała. On skinął jej głową, wiec uznała, że może iść już do Harry'ego.

- Twoją matkę poznałem jeszcze przed szkołą.

Miała już wychodzić z pokoju, lecz na dźwięk jego głosu, ze zdziwieniem się odwróciła. Mężczyzna stał do niej plecami i składał różdżką jej rozrzucone ubrania.

- Nie mieszkaliśmy blisko, ale oboje byliśmy magicznymi dziećmi w miasteczku mugoli. Ona pochodziła z rodziny niemagicznych, więc nie wiedziała, że te sztuczki, które robi to magia, a ona sama jest czarodziejką. To ja jej o tym powiedziałem i dalej trzymaliśmy się razem. James'a spotkałem w pociągu i od razu stał się moim wrogiem numer jeden.

Gdy dotarło do niej, że to koniec opowieści, potrząsnęła głową. On jej to powiedział z własnej woli...?

- Nie myśl sobie, że powiedziałem to tak sobie, w nagrodę. Będziesz jadła od teraz w jadalni, a to, powiedzmy sobie szczerze, jest przekupstwo. Rozumiemy się?- zwrócił na nią spojrzenie swoich czarnych oczu.

- Tak, oczywiście- wyjąkała.- I dziękuję- przypomniała sobie przed wyjściem.

Dobra, to było dziwne- pomyślała, wchodząc do pokoju Harry'ego.

- Co było dziwne?- usłyszała głos malca tuż koło siebie.

- Nieważne- machnęła lekceważąco ręką, która po chwili znieruchomiała w połowie ruchu.

Zaraz... Czy ja powiedziałam to na głos...?

- Mnie się pytasz?- chłopiec był autentycznie zdziwiony.

Jednak nie bardziej niż ona. Tym razem była pewna, że nie otworzyła ust.

- Harry, jak ty to zrobiłeś?- zapytała drżącym głosem.

- Co zrobiłem?- nie przestał nawet układać klocków.

- Harry, ja nawet nie otworzyłam ust. Tylko pomyślałam sobie, że to było dziwne.

- Ale ja cię słyszałem!- zmarszczył brwi.

- Harry, ty użyłeś legilimencji, usłyszałeś moje myśli...

Wstrząśnięta. Tak, to słowo w pełni oddawało stan, w jakim się znalazła.

- Jak to zrobiłeś?!- zapytała nadal mało rozumiejącego chłopca.

- No, bo ty weszłaś taka zamyślona i byłem ciekawy, o czym tak myślisz, no i wtedy pojawił się obraz taty...

- Jaki obraz taty?

- Zawsze, gdy tak robię, są obrazy i głosy- wytłumaczył cierpliwie.

- Harry, ile razy ty już to zrobiłeś?- zadrżała.

- Kilka, ale to normalne. Prawda?- nagle niepewność pojawiła się w jego głosie.

- Nie, Harry, to nie jest normalne. Takie umiejętności mają silni magowie. Rozumiesz? Ty używasz magii!

Na te słowa chłopiec podskoczył z radości i zaczął piszczeć.

- TATO! Tato, chodź tutaj! TATOTATOTATOTATOTATO!

Mały Snape nawet nie zdążył się rozkręcić, bo w drzwiach pojawił się jego ojciec w pozycji do ataku i obnażoną różdżką. Melanie mało co nie spadła z krzesła, widząc go w tej pozie- jednym słowem wyglądał groźnie. Jednak malec nic sobie z tego nie robił. Wskoczył na ojca i zaczął się drzeć, że używa magii.

- Jak to: używasz magii? Czym to się objawia?- to pytanie zwrócił do dziewczyny.

- Harry użył na mnie legilimencji.

- Używam magii, tato!- chłopiec piszczał non stop.

Obraz Snape'a, przerażającego potwora, który samym wyglądem wywoływał płacz, tym razem uśmiechniętego, choć prawie niewidocznie, wstrząsnął nią do głębi. I już wiedziała, że nigdy nie będzie mogła spojrzeć na niego tak samo jak wcześniej.

Gdy zobaczył, że jego uczennica obserwuje go z szokiem w oczach, natychmiast wrócił do swojej beznamiętnej miny. Objął mocniej syna, który zaczął już skakać ramionach ojca i spojrzał mu prosto w oczy, a chłopiec ucichł.

- Jestem z ciebie bardzo dumny, synu- powiedział to poważnym tonem.- Będziesz naprawdę silnym czarodziejem. Korzystaj ze swojej mocy mądrze, a daleko zajdziesz- zamilkł nagle, jakby się zawahał, lecz po chwili dokończył myśl- jak twoja matka.

- Dziękuję, tato- Harry miał cichy i drżący od emocji głos.
 
Prawdopodobnie tylko pierwsze zdanie wystarczyłoby, że skakałby w ekstazie, a co dopiero odkryty rąbek tajemnicy. Chłopiec zawsze wyobrażał sobie swoją matkę jako wspaniałą osobę, lecz były to tylko nabożne marzenia, gdy konfrontowało się z nimi fakty. Jednak teraz dowiedział się, że jego najskrytsze pragnienia okazały się prawdą. Żadne inne słowa nie mogły wyrazić dumy oraz wzruszenia, jakie czuł teraz ojciec i Harry to wiedział, co nie pomagało mu w zapanowaniu nad emocjami.

Melanie natomiast czuła się jak intruz. Tak, teraz była tego pewna- nie może, wręcz nie umie, spojrzeć na swojego profesora tak samo. Do diabła z jego prawie uśmiechem! Lekkie wykrzywienie warg nie mogło nawet się równać z krótką przemową jej nauczyciela.

Nie mówiąc o tym, że była pewna, że to o jej matkę chodziło.

^.^.^

Drogi Ventusie!

Miałeś rację, nadszedł dla mnie czas zmian i zdecydowanie nie było to dla mnie przyjemne. Jednak mimo tego, że zmieniło się tak wiele, myślę, że to nie koniec. Muszę się jeszcze dużo dowiedzieć i potrzebuję twojej pomocy. Nie mam dostępu do archiwów szkolnych, lecz wiem, że ty masz możliwość dostania ich w swoje ręce. Potrzebuję informacji o niejakim Jamesie, chodził on do Hogwartu na jednym roku z profesorem Snape'm i prawdopodobnie był w Gryffindorze, ale tego nie jestem pewna na sto procent. Pomożesz mi? To bardzo ważne.

Całuję, Melanie

Chłopak nie mógł się nie uśmiechnąć- jego dziewczyna starała się brzmieć oficjalnie, aby nikt niepowołany nie domyślił się ich relacji, ale nie mogła sobie darować podpisu bez okazania miłości. To tak bardzo do niej pasowało, że był pewien autentyczności listu.

Tak, na pewno zmiany, które zaszły miały ogromną skalę. Jako gryfonka rzadko ukrywała swoje uczucia, a teraz zataiła wszystko.

Tylko po co jej były informacje o jakimś Jamesie? I dlaczego nie znała jego nazwiska? Musiał szybko wziąć się za poszukiwania i już wiedział od czego zacząć.

^.^.^

- Melanie!

- Co tam, Harry?- dziewczyna nie oderwała wzroku od książki, gdyż już wiedziała, co zaraz nastąpi.

- Dlaczego Marika ucieka przed swoim nauczycielem?

- Bo inaczej umrze.

- Nauczyciel?- zdziwił się.

- Marika.

- Ale dlaczego może umrzeć? Gdy się dostaje złą ocenę, to się nie umiera - zauważył, lecz momentalnie pobladł.- Prawda?!

- Prawda, nie umiera się od złej oceny. Harry, przecież widziałeś, dlaczego chce ją zabić. Bo jest wampirem i pragnie jej wyjątkowej krwi.

- A... a dlaczego jest ona taka wyjątkowa?

Melanie włożyła zakładkę w książkę i zamknęła tom.

- Jest wyjątkowa, ponieważ jej rodzice byli wampirami i Marika odziedziczyła wampirze właściwości tej krwi, czyli inaczej magię, po nich, ale ta krew była żywa, bo Marika była człowiekiem. A przynajmniej tak myślała. Rozumiesz?

- Nie- malec zrobił wielkie oczy, a dziewczyna westchnęła z frustracji.

- Zobacz, ty masz kolor włosów po tacie i kolor oczu po mamie, tak? A ona ma tak samo, tylko że zamiast koloru oczu i włosów, dostała po nich moce zawarte we krwi. Rozumiesz?

- Tak- Harry oparł brodę na jednej ręce i wpatrywał się w nią w pełnym skupieniu.

- Ale jej rodzice byli wampirami i mieli magię jak my, rozumiesz? O! Właśnie! Marika miała tak, jakby jej krew była mugolska, ale była czarodziejką.

- To rozumiem!- podskoczył, ale zaraz opadł ponownie na poduszki.- Ale dlaczego nauczyciel chciał ją zabić?

- Bo on był wampirem, a jej krew była wyjątkowa i bardzo smaczna.

- Ale dlaczego wyjątkowa? Przecież mamy dużo mugolaków i to nie jest nic dziwnego- malec autentycznie się zdziwił, a Melanie miała ochotę rwać włosy z głowy.

- Harry, posłuchaj. Jeśli tak bardzo chcesz używać swoich umiejętności na mnie, w czasie kiedy czytam, to twoja sprawa. Ale później nie pytaj się mnie, co się stało. Dobrze?- starała się być jak najdelikatniejsza, ale nie wiedziała, czy jej to wyszło.

Porządnie ją zirytował. Już któryś raz musiała przerywać czytanie, bo chłopiec nie skupiał się dostatecznie na jej głowie i później dopytywał się o szczegóły. A ona była taka wspaniała, że wszystko mu tłumaczyła.

- A Melanie?

- Tak?- zazgrzytała zębami.

- A dlaczego Marika, jak była dziewczynką, puszczała krwawego pawia i była chora?

- Bo jej ciało nie lubiło się z jej krwią, a poza tym pozbywało się substancji szkodzących całemu organizmowi, jak idiotycznie by to nie brzmiało.

- To mugolaki też tak chorują?- zapytało przestraszone dziecko.

- Nie, Harry, mugolaki też cierpią, ale w inny sposób. Niektórzy w naszym świecie myślą jak wampir-nauczyciel...

- Jak, jak myślą?

- Myślą, że mugolaki chorują, a właściwie że oni sami są chorobą. Ale są też ludzie tacy jak dyrektor, którzy myślą, że to co spotkało Marikę, to cud. Zobacz ile niemagicznych dzieci, mugoli, jest na świecie, czy to nie cud, że tak wiele z nich staje się czarodziejami? To piękne.

- Faktycznie, w rzeczy samej, to jest piękne, chwalmy to nad niebiosa, niebotyczne!- Harry wymieniał zwroty, których nauczył się z książek Melanie.- Co tam jeszcze było? Och! Bajeczne- aż mlasnął z wrażenia.

- Zabrakło ci tylko słowa "zaiste"- niski głos rozbrzmiał za nimi.

- Tak, tak! Zaiste, wręcz niebotyczne! Chwalmy to nad niebiosa! To było bajeczne, w rzeczy samej!- Harry bawił się w najlepsze, przemawiając grubym głosem.

- Harry, znowu oglądasz książki panny Fortt?- padło ostre pytanie.

- Tak, tato. I wiesz co? Bo w naszym świecie myślą tak, że mugolaki to choroby albo cudy, wiesz? I dyrektor, i nauczyciel też tak myślą. Marika chyba nie myśli, że jest cudem, co? Ja bym tak nie myślał. Bo to jest fuj, jak się puszcza krwawego pawia, co nie, tato?

-Tak, to jest bardzo fuj, a teraz do łóżka. Raz.

- Ale muszę?

- Jeden...- zaczął groźnym głosem.

- To pa, Melanie! Jutro do ciebie przyjdę, obiecuję!

- Dobranoc, Harry- uśmiechnęła się, lecz zaraz jej wyraz twarzy się zmienił.- Czy wiadomo panu coś o mojej matce?

- To twoje pytanie dnia?

- Nie, ale prosiłabym, żeby pan na nie odpowiedział.

- Nie sądzisz chyba, że gdybym się czegoś dowiedział, zataiłbym te informacje przed tobą?

- Zaiste, tak właśnie sądzę- sarknęła, gdyż zaczęła się już irytować.

- Język, Fortt- napomniał ją ostrym głosem.

- Przepraszam, profesorze. Po prostu martwię się o mamę...

Przez chwilę taksował ją z góry wzrokiem, po czym usiadł na przeciwko niej.

- Zróbmy tak: ty powiesz mi, co wiesz i wszystko z dnia ucieczki, a ja powiem ci wszystko, czego się dowiedziałem. Zgoda?

Patrzyła mu w oczy, w których, jak zwykle zresztą, nie zobaczyła żadnych emocji. Z jego mimiki też nie mogła nic wywnioskować. Ale czy miała inne wyjście?

- Zgoda- westchnęła.

środa, 12 sierpnia 2015

... bo dwie połówki tworzą całość. ~ Cz.5


Czołem! ;) Oto kolejna część Połówek- już piąta! :D Chciałabym zadedykować go Selene Neomajni, ponieważ takich komentarzy jak od niej nie dostałam już dawno. Dziękuję Ci za wsparcie i docenienie mojej pracy :D To wszystko- zapraszam do czytania :)

 ***

- Uważaj na siebie- wyszeptał, gdy po raz ostatni się przytulali.

- Dlaczego?- zdziwiła się, lecz zaraz ściszyła głos.- Widzisz coś?

- Rozmazane kształty, ale czuję, że gdy znowu się zobaczymy, dużo się zmieni. Boję się, że te zmiany nie będą dla ciebie miłe. Nie chcę, żebyś czuła się osamotniona.

- Więc jedź ze mną, Ventusie! To będzie dobry moment, by przedstawić cię rodzicom! Mama już chyba wie, dzięki profesorowi Snape'owi, a tata też nie będzie miał nic przeciwko temu. Twoja rodzina nie popiera Sam-Wiesz-Kogo!

- Tak i przez to ON na nas poluje, a ja nie chcę, by stała ci się krzywda.

- Nie stanie, nie znajdą cię! To tylko Wielkanoc!

- Poza tym jak twoi rodzice, nieśmiertelni gryfoni, mieliby zaakceptować, że ich jedyna córka spotyka się z o rok starszym ślizgonem, który ma powiązania z Sama-Wiesz-Kim?

- Przecież nie masz!- westchnęła sfrustrowana.

- Ale całe społeczeństwo tak myśli. Niestety, kochanie, z tym będziesz musiała poradzić sobie sama. Zresztą to tylko dwa tygodnie- jego spojrzenie mówiło całkowicie co innego.

- Tak, tylko dwa tygodnie- odwróciła wzrok, by nie widział jej łez i wsiadła do pociągu.

^.^.^

- Ale to naprawdę cudowny chłopak, mamo- westchnęła rozmarzona.

- Widzę, po twoich oczach, że to więcej niż zauroczenie.

- Tak... ja go naprawdę kocham i boję się...

- Tak?- zachęciła ją.

- Bo Ventus jest... ma widzenia... Co jeśli zrobię coś w przyszłości, coś złego, a on to zobaczy? Odejdzie- szepnęła.

- Tryb pesymistki zaliczony. Kochanie, jeśli go kochasz, to nic innego się nie liczy. Właściwie, ciekawego znalazłaś sobie chłopca, nie dość, że jasnowidz, to jeszcze posiada ogromnego psa...

- Czyli profesor Snape ci powiedział?- zachichotała.

- Gdybyś słyszała tego wyjca! Parę dachówek zleciało do moich petunii!

- Właściwie profesor Snape nie jest zły... ma syna, wiedziałaś o tym?

- Tak.

- Naprawdę cudowny chłopiec, tylko bardzo brakuje mu matki. Dziwię się, że nikt w szkole o nim nie wie.

- Severus zawsze umiał bronić swoich sekretów- wzruszyła ramionami, które się lekko trzęsły.

- W takim razie aż dziwię się, że są spokrewnieni- zaśmiała się i wygodnie opadła na siedzenie.- Jak się cieszę, że wracam do domu! Nareszcie zero nauki!

- Przez dwa tygodnie, później...

- Tak, tak mam się wziąć do roboty.

Roześmiały się jednocześnie. Melanie spontanicznie objęła mamę, choć wyżej wymieniona prowadziła właśnie samochód, i jakież było jej zdziwienie, gdy usłyszała jęk. Szybko podwinęła bluzkę kobiety, zanim ta zdążyła zaprotestować. Co tam zobaczyła?

Fioletową plamę siniaków.

- Mamo, co ci się stało?!

Kobieta milczała, dopóki nie zatrzymały się przed sklepem spożywczym.

- Spadłam ze schodów- westchnęła.

- Słucham?! I dopiero teraz się o tym dowiaduję?!

- Nic mi się nie stało, skończyło się na paru siniakach...

- PARU?! Mamo, twój bok wygląda gorzej od schabowego w moim wykonaniu!

Kobieta roześmiała się i wyszła z samochodu.

- Skoro jestem tak poważnie ranna, ktoś musi nosić za mnie zakupy- zauważyła sprytnie.

- Ten jeden raz!

^.^.^

- Melanie, masz tu klucze, idź wypakuj zakupy, a ja zaniosę grilla do garażu.

Córka posłusznie przytaknęła i poszła spełnić polecenie. Jednak gdy tylko przekroczyła próg domu, upuściła torby, po czym zaczęła przeraźliwie krzyczeć.

- Mamo! MAMO!

Kobieta wbiegła szybko do domu, lecz widok, który tam zastała, wcale jej nie zaskoczył.

- Mamo, no zrób coś!

- Melanie... twojemu ojcu nic nie jest...- objęła swoją córkę, choć ta wyrywała się przerażona.

- Jak to nie?! Przecież widzę, że leży na podłodze, a wszędzie jest bałagan! Napadli go?!

- Nie, kochanie- kobieta pogłaskała córkę po głowie- tata jest po prostu pijany.

Ogniki paniki w jej oczach przygasły. Dziewczyna przytuliła się do matki.

- Jak to: "pijany"? Od kiedy pije?- spytała cicho.

- To... wyjątkowa sytuacja- kobiecie minimalnie zadrżał głos, lecz to wystarczyło.

Dziewczyna spojrzała do góry i zobaczyła oczy pełne niewypłakanych łez.

- Czyli długo- szepnęła Melanie.- Mamo, czy to nie twoje...- aż zaniemówiła z wrażenia.

Dookoła ojca leżały papiery, powyrywane kartki, podarte pergaminy... czyli resztki książek Evangeliny, całe jej królestwo.

- Mamo, czemu nic mi nie powiedziałaś?

- Po co miałam cię zadręczać?

- Ale mogło ci się coś stać!

- Mel, nie mów tak. Przecież znasz swojego ojca...

- Tak, ale ten człowiek nim nie jest. Mój ojciec nigdy by cię nie skrzywdził. Naprawdę spadłaś ze schodów?

- Tak- westchnęła.

- Jak to się stało?- córka naciskała.

Kobieta milczała. Nie miała ochoty mówić o szarpaninie i zepchnięciu ze schodów.

- Mamo, wyprowadzasz się.

- Słucham?

- Wyprowadzasz się. I ja zresztą też, ale ze mną to nie problem, bo wracam do... Hogwartu! Tak, pójdziemy do Hogwartu!

- Melanie, o czym ty mówisz?!

- Nie możemy zostać tu z tym psycholem!

- Przypominam, że to twój ojciec.

- Dobra, dobra. Pakuj manatki!

- Córeczko, ja wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej, ale nie możemy tak po prostu wtargnąć do Hogwartu.

- Znasz lepsze miejsce?

- Znam. Problem w tym, że James też zna.

- James? Kto to?

- Później ci wyjaśnię. Teraz pomóż mi się pakować. Spakuj wszystkie swoje i moje rzeczy. Nie pomiń niczego, bo później możemy już tego nie odzyskać. Ja dopilnuję, żeby ojciec się nie obudził.

- Co chcesz zrobić?- dziewczyna się zatrzymała.

- Uśpię go.

- Jak?

- Eliksirem Słodkiego Snu.

- Mamy jakiś na składzie? Bo jak nie, to może ja się tym zajmę?- spytała niepewnie.

Kobieta, słysząc jej słowa, roześmiała się.

- Melanie, to była bujda! Wcale nie jestem beznadziejna w warzeniu- miałam z eliksirów wybitny przez siedem lat i potrafię zrobić coś tak prostego- nadal chichocząc, poszła do kuchni, zostawiając córkę w niemałym szoku.

^.^.^

- Mamo, gdzie jesteśmy?- szepnęła zlękniona Melanie.

Pakowanie całego swojego dorobku zajęło noc i ranek, lecz dziewczyna była rozbudzona. Ventus miał rację, nadszedł czas zmian.

Evangelina odmówiła wyjaśnień i teraz przedzierały się przez jakiś las. Gdzieś w oddali przepływał strumyk lub rzeka, bo dziewczyna słyszała chlupot wody. Jednak to nie była baśniowa kraina, a miasteczko nie wyglądało lepiej. Zastały ruinę.

Melanie miała wielki mętlik w głowie, jednak trwała przy swojej decyzji. Gdy zobaczyła ojca na podłodze wśród bałaganu, chciała biec mu na pomoc, znaleźć sprawcę i po prostu zabić. Jednak gdy usłyszała, że on po prostu się napił, wszystkie pozytywne uczucia zniknęły, a pojawił się instynkt przetrwania.

Uciekaj.

Pamiętała jak przez mgłę, że ojciec kiedyś pił. Pamiętała awantury, płaczącą matkę... ale nigdy jej nie uderzył- ranił psychicznie. Miała wrażenie, że ją winił, ale o co? Do dziś myślała, że to sen, ale teraz zrozumiała, że to niemożliwe. Takiego strachu nie można wyśnić.

Evangelina zatrzymała się przed jakimś domem. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, mógł być tylko jeszcze bardziej zniszczony od innych. Melanie bała się, że budynek zaraz się zawali, lecz matka otworzyła drzwi bez wahania. Skąd miała klucz?

Kobieta odwróciła się do córki i ponagliła ją ręką, więc dziewczyna weszła jako pierwsza. Tak jak się spodziewała, wystrój nie powalał. Mieszkanie było zakurzone i pełne pajęczyn. Gryfonka zrobiła krok do przodu i pod jej stopą rozległ się trzask. Zdeptała właśnie dwie martwe muchy- odrażające.

Pani Fortt nie pokazała po sobie zdziwienia, a nawet sprawiała wrażenie zadowolonej, gdy weszła do środka. Co jest grane?

- Mamo, co się...?- palec na ustach matki uciszył ją.

Kobieta podeszła do regału z książkami i dotknęła go różdżką, a ten się otworzył. Melanie podeszła do otworu i zobaczyła niekończące się schody. Poczuła, jak ktoś delikatnie ją popycha, więc zeszła w dół.

Co dwa schodki zapalały się pochodnie, lecz nie przynosiło jej to otuchy. Gołe, wilgotne ściany, śliskie kamienie pod nogami i ta nie kończąca się wędrówka...

Chociaż właściwie nie taka długa, pomyślała, gdy w tej samej chwili dotarła do ściany. Odwróciła się do matki, by spytać, jak się przez nią przedostać, ale za sobą nie znalazła nikogo. Trzy latarnie oświetlały kilkanaście schodków, lecz dalej panowały egipskie ciemności.

- Mamo?- zawołała cicho, a odpowiedziała jej tylko głucha cisza.

^.^.^

- Severusie.

- Lucjuszu. Co cię do mnie sprowadza? Czyżbyś szykował kolejną uroczystość i potrzebujesz moich eliksirów?

- Nie tym razem, chociaż i tak przydałyby mi się twoje eliksiry. Ale o interesach później! Przyszedłem tutaj jako twój przyjaciel- odchylił się z zadowoleniem na fotelu.

- Interesujące- jego brew powędrowała w górę.- A zatem co ma do powiedzenia mój przyjaciel?

- Nie kpij, Severusie. Ranisz mnie swoim niedowierzaniem. Dlaczego nie możesz zrozumieć, że jestem twoim przyjacielem? Że to wszystko robię dla twojego dobra?

- Myślę, że gdy wspomnisz atak na Potterów, coś rozjaśni ci się w głowie, a twoje pytania znikną.

- Severusie, to było dla twojego dobra i dobra mojego Pana. Ta ohydna szlama nie zasługiwała na nic innego, tak samo jak jej synalek. Długo będziesz bronił się tym jednym argumentem?

- Dopóki nie zrozumiesz, że to co mówisz, jest po prostu śmieszne. Przez ciebie Czarny Pan zabił moją p r z y j a c i ó ł k ę.

- Przecież nie mogłem nie oddać tej informacji! Wiesz, co by się stało, gdyby Czarny Pan się o tym dowiedział?!

- Trzeba było nie podsłuchiwać, Malfoy- warknął.

- To był rozkaz, Snape! Miałem śledzić Dumbledore'a, a on tam był z tą wariatką!- krzyknął, lecz już za chwilę się uspokoił.- Severusie, nie możesz żyć przeszłością. Ta kobieta... była szlamą, ścierwem nie godnym czarodzieja takiego jak ty...

- Lucjuszu, po co przyszedłeś? Pytam już ostatni raz i możesz wierzyć, że następnym razem nie będę taki gościnny.

- Musiałem sprawdzić, jak się czujesz. Myślałem, że po tym wszystkim, co dla ciebie robię, odwdzięczysz mi się zapomnieniem o tej dziwce... Jednak ty nadal ją... kochasz- blondyn przewrócił oczami.- Jeśli tak jej potrzebujesz do funkcjonowania, znajdę ci drugą szlamę- westchnął, wstając z krzesła.

- Nie chcę żadnych szlam. Czuję się wręcz znakomicie, możesz już iść.

- Zaopiekuję się tobą, Severusie, czy tego chcesz czy nie.

- Lucjuszu, nie potrzebuję żadnej szlamy! Ani się waż!

Jednak blondyn pozostał obojętny na jego protesty i po prostu wyszedł. Severus oparł brodę na splecionych dłoniach, odgarnął kosmyki włosów opadających na czoło i westchnął. Kolejna dziewczyna do uratowania. Kolejna dziewczyna, której zniszczył życie.