wtorek, 15 września 2015

... bo dwie połówki tworzą całość.~Cz. 8



Witajcie ;) Przybywam z PRZEDostatnią częścią Połówek... Wiem, że miała być ostatnia, ale... po prostu nie spodobał mi się tak szybki koniec xD Więc jeszcze troszkę poczekacie do zakończenia tej historii :D

Kochani, chciałabym się odnieść do pewnej sprawy, a mianowicie do moich ostatnich dwóch miniaturek. Nie były normalne, nie były pisane ze smakiem, nie wzruszały... Były też całkowicie zboczone i nieprawdopodobne, jednak lubię je ze względu na to, że nie pisałam ich sama. Moi drodzy, miniaturki tego typu to wyjątki, gwiazdeczki wyróżniające pewne chwile i jeśli się Wam nie podobają napiszcie mi to, ale nie przesadzajcie, proszę. Nie piszcie, że zeszłam na psy, że kiedyś moje miniaturki można było czytać... Odnieście się do konkretnej miniaturki, bo to nie jest jedna historia i jeden typ bohatera. Mogę przedstawić jednego bohatera w kilku miniaturkach, a w każdej będzie on kompletnie inny. Chciałam tylko to zaznaczyć ;)

Muszę też poinformować Was, że teraz miniaturki będą się prawdopodobnie pojawiać co dwa tygodnie oraz żebyście spodziewali się kolejnej częściowej  :D

Zapraszam do czytania ♥


- Panno Fortt?- odchrząknął.- Melanie? Śpisz?

Czuł się idiotycznie, stojąc w progu i patrząc na pukle brązowych włosów rozrzuconych na poduszce. Jednak jego sumienie nie dawało mu spokoju. Już dwa dni znosił jej zachowanie, ale dziś nie wytrzymał. Była uległa jak owieczka, nie pyskowała, nie patrzyła mu w oczy, nawet nie pytała o powód zacieśnienia więzi jej rodziców, a wiedział, że planowała mu zadać pytanie w taki sposób, żeby udzielił wyczerpującej odpowiedzi. Przez te dwa dni chodziła na spotkania z dyrektorem i zawsze starała się wrócić jak najwcześniej.

W przeszłości śmieszyły go fochy nastolatków- miał czasami niezły ubaw, obserwując swoich uczniów. Mógł sobie zresztą pozwolić na rozbawienie, gdyż Harry jeszcze nie wszedł w ten wiek, choć według niego jego syn był zbyt inteligentny na fochy. Jednak teraz czuł się autentycznie winny, bo ta durna dziewucha...! Właściwie to nie robiła nic, co mogłoby go zdenerwować, co samo w sobie było irytujące. Z jednej strony to może dobrze, że nauczy się pokory... Nie! W tej sytuacji nie ma żadnych plusów.

Nie to, że polubił Forttównę. Co to, to nie. Jednak była podobna do Lily w większym stopniu niż do James'a i miała dobry kontakt z Harry'm. Akceptował ją i nawet dobrze się z nią rozmawiało, ale jeszcze o wielu rzeczach nie wiedziała, innych nie rozumiała... Była uczniem, dzieckiem, a do nich Severus nigdy nie miał cierpliwości.

Jednak tutaj musiał jej trochę z siebie wykrzesać. Oczywiście, mógłby naprawić tę sytuację inaczej, ale obawiał się, że inne metody zawiodą. Bo Fortt była nieprzewidywalna! Przyzwyczaił się do jej obecności, pytań, dyskusji, śmiechu... Dzięki niej mógł poczuć jakby Lily tutaj była.

Więc musiał ją przeprosić. Ale ona najwidoczniej spała, a nawet jeśli nie, postanowił dać jej czas.

- Zostaniesz w moich komnatach jeszcze tylko dwa dni, nie chcę, żeby tak wyglądały nasze relacje- wyszeptał.

Po chwili uśmiechnął się paskudnie, bo kiedy to powiedział, jej ciało całe się spięło, a oddech minimalnie przyśpieszył- czyli nie spała. Czekał na jakiś ruch z jej strony, jednak nie doczekał się. Jednak teraz, kiedy wiedział, że nie spała, nie mógł tak po prostu wyjść.

Powoli podszedł do jej łóżka, tak by jego kroki było słychać, i usiadł na skraju materaca.

Sam urządzał ten pokój, bo Lily go o to prosiła. W razie niebezpieczeństwa obiecał zaopiekować się jej córką, a gdzieś przecież musiała spać. Pomogła mu oczywiście Minerwa i jej zdolności transmutacji, dzięki czemu nie wydał tak wielu pieniędzy. Kiedy dowiedział się, że Roan, a wtedy już Melanie, trafiła do Gryffindoru, urządził pomieszczenie na wzór pokoju prefektów naczelnych tego domu. Lily co roku przysyłała mu kilka ubrań, żeby w razie czego córka miała co założyć, więc gdyby Melanie nie wzięła całego swojego majątku, nic by się nie stało. Poza tym kupił tylko lustro i kilka książek... dobrze, kilkanaście książek.

A teraz siedział na transmutowanym łóżku i myślał nad następnym ruchem. Właściwie to wiedział, co poprawiłoby ich relacje, ale czy był na to gotowy? Musiał, bo inaczej sam wyprowadzi się z własnych komnat. Wziął głęboki oddech i zaczął opowieść:

- Jak wiesz, ja i twoja matka przyjaźniliśmy się od dziecka. Zależało mi na niej, jednak zostaliśmy przydzieleni do zupełnie innych domów. Domów, które powinny się nienawidzić. Twój ojciec oraz jego paczka właśnie to czuli w stosunku do mnie i nie dawali mi żyć, znęcali się nade mną słownie i fizycznie. Sam nie miałem szans przeciwko czwórce, ale twoja matka trochę ich hamowała. Wstydziłem się tego, że dziewczyna musi mnie ratować, więc zacząłem zgłębiać tajniki magii, która pomogłaby mi tego uniknąć. Witałem Czarną Magię jak dawną przyjaciółkę, gdyż już przed Hogwartem poznałem wiele jej zaklęć. Jednak nawet mimo tego wsparcia, nie dawałem im rady. Pewnego dnia, a był to już piąty rok naszej nauki, znowu zrobili ze mnie pośmiewisko i znowu twoja matka uratowała mi skórę. Wściekłem się, że mimo zdanych wybitnie sumów, nie umiem sobie poradzić z kilkoma wyrostkami...- zrobił chwilę przerwy, lecz w końcu dokończył zdanie- i nazwałem twoją matkę szlamą.

Usłyszał szybkie wciągnięcie powietrza z drugiej strony łóżka i jeszcze szybsze jego uciszenie.

- Wiem, że nie śpisz. Myślisz, że opowiadałby wtedy to wszystko?- zapytał oschle.

Przez kilka sekund nie poruszyła się i nadal nieudolnie udawała, że śpi. Jednak to była chyba tylko chwila na rozpatrzenie plusów i minusów, ponieważ poczuł ruch na łóżku. Przekręciła się w jego stronę i teraz mógł podziwiać jej zielone oczy, wpatrzone w niego z uwagą.

- Żałowałem już w momencie, kiedy to bluźnierstwo wyszło z moich ust. Jednak nie przeprosiłem jej wtedy, wściekłość zbyt wyraźnie buzowała w moich żyłach. A gdy się już do tego zabrałem, było za późno. Wtedy zaczęła odpowiadać na zaloty twojego ojca. Najpierw, żeby mi dopiec, lecz później sam zaczął jej się podobać. Więc właściwie to mnie możesz zawdzięczać swoje istnienie- skrzywił się niemiłosiernie, a ona zrobiła to samo.

- Dlaczego mi to pan powiedział?- spytała cicho, leżąc w bezruchu.

- Musiałem cię czymś przekupić. Nie chcę, żebyś się tak zachowywała.

- Ale myślałam, że mój sposób bycia pana denerwuje...

- Bardziej denerwuje mnie twój nie sposób bycia- warknął, a ona pozwoliła sobie na lekki uśmiech.- Będziesz sobą jeszcze przez te dwa dni?- zmierzył ją uważnie spojrzeniem.

- A co potem? Będę mogła tu przychodzić?- spojrzała na niego ze smutkiem.

- Zobaczymy. Śpij już- powiedział szybko i wyszedł z jej pokoju.

Alarm na pokoju śmierciożerców został włączony, więc czym prędzej tam pośpieszył. Dlaczego Lucjusz musi zawsze przychodzić w takich momentach? Otworzył drzwi do tajnego pokoju i przybrał maskę obojętności.

- Lucjuszu, co sprowadza Cię do mnie o tak nieludzkiej porze?

- Znalazłem dla ciebie partnerkę- białe zęby zabłysły w okrutnym uśmiechu.

Severus z mocno bijącym sercem podążył za spojrzeniem śmierciożercy i zaniemówił, widząc rudą czuprynę w kącie, która była umazana krwią.

- Niestety, przedtem mnie zdenerwowała- wzruszył ramionami i oceniająco spojrzał na nieruchomą kobietę.- Jak... nieestetycznie to wygląda... Poszukam Ci innej, Avada Kedavra- wycelował w nią różdżką, a w pokoju pojaśniało od zielonego światła.- Tym razem dostarczę ci nienaruszoną. Dobranoc, Severusie- przechodząc koło zwłok, nie mógł się powstrzymać od ich kopnięcia.- Szkoda, że ta szlama zdążyła się rozmnożyć.

Severus jeszcze przez długi czas stał w tym samym miejscu i nic nie robił. Zresztą tej kobiecie i tak już nie mógł pomóc, przez niego straciła życie. Był potworem. A jedna myśl, która krążyła mu po głowie tylko to potwierdzała.

Dobrze, że to nie była Lily.

^.^.^

- Melanie, czujesz się już lepiej?

- Tak, Harry, dziękuję- uśmiechnęła się do niego ciepło i usiadła przy stole.

- To dobrze, bo tatusia to bardzo drażniło- pokiwał głową z przekonaniem.

- Wiem, dlatego chcę przez te ostatnie dwa dni, nie drażnić twojego taty.

- Jakie ostatnie dwa dni?- chłopczyk zmarszczył nosek i podrapał się po policzku.

- Harry- przełknęła ślinę- ja nie zostanę tutaj dłużej, wracam na zajęcia za dwa dni. Nie wiedziałeś?

- Zostawisz mnie?- zielone oczy wypełniły się łzami.

- Nie! Będę przychodzić, nie zostawię cię przecież!- okrążyła stół i przytuliła go do siebie.

- Ale dlaczego musisz wracać? Przecież mogłabyś zostać ze mną i z tatą. On cię naprawdę lubi!- jego słowa były zduszone przez koszulkę dziewczyny.

- Wiem- skłamała- ale nie mogę tu zostać, jestem tylko gościem. Mam własny dom i muszę do niego wracać... tam, gdzie moje miejsce.

- Nie chcę, żebyś szła- ledwo dosłyszała te słowa.

- Ja też nie chcę, ale muszę.

Teraz zrozumiała, jak mogła czuć się jej matka. Musiała wracać do swojego dawnego życia, a pozostanie w tym drugim było tak kuszące...

Czasami na myśl o niej dziewczyna czuła odrazę- jak można zdradzić mężczyznę, któremu ślubowało się wierność? Gdyby nie jej zdrada, nie byłoby Harry'ego i tej całej chorej sytuacji.

Z drugiej strony... Jak to? Świat bez Harry'ego? Jej matka była rozsądną i wrażliwą kobietą- nie mogła zdradzić ojca tak po prostu. Może już się nie kochali, a mama zapałała uczuciem do Snape'a?
Ale ile razy obrażała się na nich, bo robili jej pokazy swojej miłości? Czy mogli być dla siebie tylko... czy byli ze sobą tylko ze względu na przyjemności? Nie chciała o tym myśleć.

Najpierw musiała dowiedzieć się więcej.

^.^.^

Następne drzwi, następna kobieta. Po wpadce z naruszonym prezentem dla Severusa, uważał bardziej na dobór towaru. Najpierw rozmawiał, namawiał, kusił... niestety jeszcze żadna z jego kandydatek nie była na tyle mądra, by przyjąć jego propozycję. Na szczęście nie będą już kalać świata swoją głupotą. Jego przyjaciel zasługiwał na najlepszą i nienaruszoną szlamę! Lucjusz dopiero w jego mieszkaniu przypomniał sobie, jak bardzo Severus cenił swoją własność. Miał na tym punkcie fioła! Niczym nie umiał się dzielić- co należało do niego, tam zostawało.

No proszę- tutaj nawet nie raczyła otworzyć. Szybkie zaklęcie zapalające na dom i po sprawie. Upewnił się tylko, czy nikt nie widział jego udziału i aportował się pod kolejny adres.

Dolina Godryka. Miał z tym miejscem wiele wspomnień, między innymi atak na Potterów. To z jego powodu tułał się teraz po całej Anglii, jednak nadal czerpał przyjemność ze swojego udziału. To on podsłuchał Dumbledore'a. To on przekazał tę informację swojemu panu. To dzięki niemu rebelianci zostali zgładzeni! Napawał się swoim triumfem aż do małej kamienicy. Jeszcze raz, na wypadek, sprawdził adres w notesie i zapukał.

To już jego ostatni przystanek na dziś i miał nadzieję, że właśnie tutaj znajdzie przyszłą zabawkę Severusa. Ustalił sobie dzienną dawkę szlamu i właśnie tutaj się ona kończyła, a nie chciał, żeby jego przyjaciel trwał w sytuacji, gdzie do dyspozycji miał tylko swoje dwie rączki...

Nareszcie jakieś kroki- co prawda za ciężkie na drobną kobietę, której szukał, ale...

Nagle drzwi otworzyły się z rozmachem, a przed nim stanął podpity mężczyzna. Znad brązowej grzywy włosów zerkały na niego złowrogo oczy w tym samym kolorze, a policzki pokryte lekkim zarostem były zaróżowione. Przypominał mu kogoś, co kazało mu wierzyć, że nie stoi przed nim szlama.

- Pan Fortt, jak mniemam?

- Malfoy...- warknął nieznajomy.

Czyli znał jedną z największych osobistości czarodziejskiego świata? Nie było z nim tak źle, ale mógłby odzywać się grzeczniej, zanim go zdenerwuje.

- Lucjusz Malfoy, owszem. Zastałem pańską żonę?

- Nie ma jej i nie wróci, rozstaliśmy się- rzucił rozdrażniony mężczyzna.

W sumie to tłumaczyłoby jego stan- niestety on musiał znaleźć szlamę dla Severusa, a ta była na jego liście!

- Czy mógłbym dostać jej adres? Potrzebuję się z nią skontaktować w pilnej sprawie...

- Nie wiem, gdzie jest i nie chcę wiedzieć! Żegnam!- zatrzasnął za nim drzwi.

Trudno, musi znaleźć ją w inny sposób, choć to bardzo utrudni sprawę. Od tego mężczyzny, jej męża, nic już nie wyciągnie, ale przecież on, Lucjusz Malfoy, miał sposoby oraz znajomości. Odwrócił się i ruszył do punktu aportacyjnego. Jednak ta sprawa mu po prostu nie pasowała- będzie musiał się natrudzić dla szlamy!
Nie, natrudzisz się dla Severusa i jego dobra- powiedział sobie. Jednak postanowił sobie, że zostawi sobie panią... Fortt na sam koniec. W końcu z nią się pewnie zejdzie, a do tego czasu może zdąży znaleźć inną szlamę. Tak, to dobry plan.

Skręcił w wąską uliczkę i prawie się z kimś nie zderzył. Już miał nawymyślać jakiemuś mugolowi, gdy zauważył charakterystyczne włosy.

- Dumbledore, cóż za niespodziewane spotkanie...

- Witaj, Lucjuszu. Ja także się ciebie tu nie spodziewałem, przyznaje. Co sprowadza cię do moich rodzinnych stron?- niebieskie oczy prześwietlały go na wylot.

- Miałem pewną sprawę do załatwienia, zresztą bardziej mnie interesuje, co ty tutaj robisz...

- Odwiedzam moje kochane miasteczko! I ich mieszkańców oczywiście- uśmiechnął się dobrodusznie i spojrzał na zegarek.- Niestety będę musiał cię opuścić, zaraz się spóźnię. Do następnego razu!

- Oby nie- przewrócił oczami i aportował się do swojej rezydencji.

Starzec natomiast ruszył w górę ulicy, lecz zaraz został wciągnięty w ciemny korytarzyk. Już miał się bronić, gdy rozpoznał swojego napastnika. I przeraził się.

- Reginald?

- Dumbledore, on poluje na Evangelinę- takiego strachu w oczach Jamesa Potter'a jeszcze nigdy nie widział.

^.^.^
- Harry, kochanie, obudź się...- potrząsała lekko jego ramieniem.

Już ubrała się w szaty i spakowała rzeczy, które chciała wziąć do dormitorium. Profesor powiedział, że może zostawić resztę swojego dobytku w jego komnatach, bo pokój, który zajmowała, już należy do niej. Przed wyjściem chciała się jeszcze pożegnać z Harry'm, bo chociaż obiecała sobie, że będzie go odwiedzać, nie wiedziała ile czasu do tej pory minie. W końcu to... jej brat, jakby nie patrzeć.

Już sama myśl o tym, że ma rodzeństwo, sprawiała, że wilgotniały jej oczy, a co dopiero wspomnienia z tych dwóch tygodni. Naprawdę czuła się jak starsza siostra, jakby ten mały szkrab był zawsze brakującym elementem rodziny. Nie mogła się nie pożegnać.

- Harry, wstajemy...

- Już idę tato...- wymruczał chłopiec, a Melanie zachichotała.

- Harry, idziesz ważyć ze mną eliksiry?- dziewczyna maksymalnie zniżyła głos, by choć w minimalnym stopniu naśladować profesora.

- Tak!- chłopiec momentalnie wyskoczył z łóżka i zaczął się ubierać tyłem do dziewczyny.

Gryfonka nie mogła powstrzymać śmiechu, choć trzeba przyznać, że próbowała, czym zwróciła uwagę chłopca.

- Melanie! Co ty tutaj robisz?- spytał, jednocześnie zakładając spodnie.

Dziewczynę momentalnie opuścił dobry humor- to nie będzie łatwe. Nagle zabrakło jej słów, a cisza przedłużała się.

- Dlaczego jesteś w szacie?- głos chłopca zadrżał.

- Przyszłam się pożegnać- powiedziała ze ściśniętym gardłem.

Wiele razy wyobrażała sobie tę chwilę i miała już tyle mrocznych scenariuszy, że aż bała się na niego spojrzeć. Czekała na krzyk rozpaczy, na nalegania, żeby została, na słowa "nie możesz mnie zostawić"... Nic takiego nie nastąpiło. Więc może pójdzie w drugą stronę? Stronę agresji. W normalnych okolicznościach wolała to drugie, jednak widok tego niewinnego dziecka zaślepionego wściekłością... Nie usłyszała jednak nic. Trwała niezmącona niczym cisza.

Powoli zaczęła podnosić wzrok- okazało się, że chłopiec podszedł bezszelestnie i teraz stał przed nią. Sunęła więc po bosych stópkach, kościstych kolanach, udach o szerokości jej jednej nogi... Przesuwała wzrokiem po chudym ciałku z wątłymi ramionami, dostojnej o dziwo szyi i małym podbródku. Usta miał zamknięte, lecz nie zaciśnięte, mogłaby pokusić się o stwierdzenie, że nawet lekko wygięte w uśmiechu. Jego nozdrza falowały przy równomiernym oddechu, z którego powinna brać przykład. Harry był spokojny bardziej od niej- nie mogła w to uwierzyć!

Jednak wystarczyło podnieść wzrok troszkę wyżej, by ukazał się jej inny świat. Jego zielone oczy były wypełnione łzami, a gościł w nim taki smutek i strach, że aż zaparło jej dech w piersiach.

Mam taki sam kolor tęczówek- pomyślała. Nagle z całą siłą dotarło do niej, że zostawia brata, członka rodziny. Tak samo jak matka zostawiła ją- z konieczności. Szybko przygarnęła go do piersi, by nie widział jej łez. Trwali w tym uścisku kilkanaście sekund, żadne nie chciało puszczać drugiego, lecz kiedyś musiało to nastąpić.

- Do zobaczenia wkrótce, słońce- powiedziała najbardziej wesołym głosem, na jaki było ją stać.

- Pa, Melanie.

Wyszła.

poniedziałek, 7 września 2015

Nareszcie mogę być panem

Witajcie! ♥ Przybywam do Was z kolejną miniaturką typu MIX PARINGÓW. Jak już pewnie zauważyliście na moim blogu znaczy to tyle, że są chore i zboczone XD I zazwyczaj nie piszę tych miniaturek sama, tak jest i tym razem. Tym razem współautorką jest Marionetka Ludzkości! ( gdy klikniecie na nick wyskoczy Wam jej blog xD )
Ta miniaturka jednak różni się jednak od pozostałych dwóch- tutaj bohater jest jeden i... zabawia się z innymi, żeby to ładnie ująć :D
Co by tu jeszcze...
A! Kolejna część Połówek ukaże się za tydzień i MOŻLIWE, że będzie to ostatnia część. Cieszycie się? ^^ Bo ja baaaardzo xD ♥ :D
  
Tradycyjnie ostrzegam przed scenami seksu, brutalności, agresji, przekleństwami, homoseksualizmem i... chorymi wyobraźniami autorek xD

Zapraszam :* ♥♥♥
W ciemnym lesie, gdzie słychać było wycie wilka, nad zmasakrowanym ciałem stał człowiek, szlochając. Nie miał złudzeń, dziewczynka była martwa. Otarł łzy i wstał, ostatni raz spoglądając na zwłoki.
- Chłoszczyć- wskazał na swoje ubrania naznaczone krwią i aportował się.
Z lasu nadciągnęły groźne bestie, otoczyły martwe dziecko i zaczęły ucztę. Jednak Neville Longbottom widocznie nie chciał jej zobaczyć. Zbrodniarz musiał zapłacić straszliwą cenę za śmierć jego córki. Od kogo zacznie? Od Bellatriks Lestrange- morderczyni jego rodziców i matki zabitej córeczki.
Wylądował przed ruinami, które prawdopodobnie kiedyś były pięknym zamkiem. To tam ostatnim razem spotkał się z Bellą, co zaowocowało poczęciem córki. Bellatriks nigdy nie była dobrą matką, chociaż kiedy uwiodła go eliksirem, sprawiała wrażenie przeszczęśliwej, gdy dowiedziała się o ciąży. Chciała, żeby cierpiał, żeby wstydził się własnego dziecka, które zostało uchowane właśnie w jej łonie. Lecz on, wbrew jej oczekiwaniom, pokochał córkę, nie zważając na to, iż najlepsza śmierciożerczyni miała wkład w jej powstanie.
Zbliżając się do ruin, już wiedział, że zastanie tam panią Black- pojękiwań i krzyków nie dało się pomylić z niczym innym. Pewnie pchnął bramę, która wbrew pozorom nie rozleciała się, tylko wpuściła przybysza bez przeszkód. Stanął przed wielkimi wrotami, a dźwięki były coraz głośniejsze, co więcej wydawało mu się, że słyszy więcej niż dwa głosy. Przystanął lekko przestraszony, ale zaraz przypomniał sobie przerażający widok i przybrawszy wściekły wyraz twarzy, pobiegł w kierunku hałasu. Jednak zaraz za wrotami stanął zszokowany, to było istne piekło, wszędzie mężczyźni, nadzy śmierciożercy i ich ręce na przyrodzeniach, a w środku tego wszystkiego ona- Bellatriks. U stóp każdego z nich naga kobieta, a oni mieli zwrócone w jej stronę twarze jakby na coś czekali. Wybałuszył jeszcze bardziej oczy, gdy zorientował się, że wszystkie kobiety były duplikatami Belli i wykonywały dokładnie te same ruchy, co ona.
- Teraz - syknęła patrząc mu prosto w oczy i uśmiechając się złośliwie.
Nagle wszystkimi mężczyznami wstrząsnął dreszcz, krzyki wybrzmiały w całym pokoju i polała się sperma... na nią. Jej sobowtóry spojrzały niepocieszone i z nienawiścią na jej teraz lepką suknię. Jednak za machnięciem różdżki wszystkie zniknęły, a mężczyźni padli nieprzytomni- został tylko on i ona.
- Jak Ci się podoba przedstawienie, kochany? - spytała zlizując słoną kroplę z policzka.
- W ogóle mi się nie podoba!- krzyknął oburzony.- Marie nie żyje, rozumiesz?!
Mina kobiety ze szczęścia przerodziła się w smutek.
- Nie chciała zjeść tego, co jej naszykowałam. Musiałam ją ukarać - mruknęła, a na jej twarzy błąkał się nikły uśmiech.
Gdy tylko to usłyszał, z jego gardła wydobył się ryk wściekłości- i w tej chwili obudził się w wieży Gryffindoru. Usiadł cały zlepiony potem i dyszał.
- Ej, Neville, znowu zabawiasz się sam ze sobą?- mruknął Seamus.
- Nie - wychrypiał. - Miałem koszmar. - odchrząknął. - Tak. To na pewno zły sen - mruknął i wtulił twarz w poduszkę
Jednak czy to był przypadek? Bellatriks Lestrange śniła mu się co noc i co noc budził się z erekcją. Postanowił pójść z tym do dyrektora. Rano.
Następnego dnia spełnił swoje postanowienie i nim zszedł na śniadanie, skierował kroki w stronę gabinetu Albusa.
- Dyrektorze? Mam problem.. czy... czy mogę wejść?
- Oczywiście, chłopcze. Usiądź. Potrzebujesz czegoś? Może dropsa? Marnie wyglądasz. Twoja babcia nie byłaby zadowolona - odparł starzec z lekkim uśmiechem i wyciągnął w jego stronę pudełko pełne cukierków.
Nie byłaby też zadowolona z tego, że myśl o posuwaniu Bellatriks Lestrange mnie podnieca- pomyślał.
- Codziennie mam ten sam sen i pewne... pragnienie, które ze względu na moje położenie polityczne nigdy nie zostanie spełnione - szepnął czerwony na twarzy gryfon.
- Drogi chłopcze, martwisz się o swoją popularność? Czy to może kwestia kobiety?- spytał ze znaczącym uśmiechem, jakby wszystko już wiedział.
- Bo śni mi się Bellatriks i... - zaczął, ale dyrektor przerwał mu w połowie.
- Bella zawsze była piękną kobietą. To nic złego, że Ci się podoba. Jest potężna, silna i lojalna do bólu - a gdy Neville spojrzał w jego oczy, były zasnute mgłą.
- Pan też... jej pragnie?- nie musiał czekać na odpowiedź, by wiedzieć, że tak.
Dlatego zdobył się na dziwny krok- rzucił się do przodu, do ust dyrektora i wpił się w nie chciwie.
- ŁĄCZMY SIĘ W BÓLU!- wydyszał między pocałunkami.
Nagle usłyszał, że ktoś go nawołuje.
- NEVILLE! NEVILLE! Chłopie, bierz te łapska! - to Harry.
Jeden z jego przyjaciół spojrzał na niego przerażony.
- Ha… Harry? Co… co się stało?- nagle zaczął odzyskiwać świadomość i poczuł, jak jego przyrodzenie ociera się o coś twardego w spodniach jego kumpla…- HARRY! Czy... Czy... Co się stało? - spytał ze łzami wstydu w oczach.
- Nic... na szczęście. Miałeś chyba kolejny koszmar, więc chciałem cię obudzić, ale wtedy ty zacząłeś mruczeć, że masz problem, a później nagle złapałeś mnie i... gdyby nie Ron i plaskacz, mógłbym cię posądzić o molestowanie- Harry odepchnął jego już bezwładne dłonie i uciekł jak najszybciej do siebie.
Neville zerknął na wkurzonego Rudzielca.
- Trzymaj się od niego z daleka - usłyszał. - On jest mój!- jego twarz była w tamtym momencie równie czerwona co jego włosy.
- Ja nie wiedziałem, co robię. Czy my... Co my robiliśmy? - spytał zdenerwowany.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?- zielone oczy wpatrywały się w niego z mieszanką obrzydzenia i powagi.
- Nie. Raczej nie - szepnął.
- I słusznie - syknął błękitnooki. - Choć ko... lego. Musimy iść potrenować - wymruczał czule w stronę Wybrańca, a ten uśmiechnął się delikatnie, zaś w oczach czaił się błysk.
- Tak, Ron. Zanim Malfoy zajmie boisko i zabierze nam całą zabawę- odparł, z lekkim strachem spoglądając na Longbottoma.
- Neville- powiedział Seamus, gdy dwójka kochanków wyszła- jeśli nadal masz chęć na takie zabawy... wystarczyło powiedzieć...
- Co? Ja. Nie. Tylko ten sen... I Bella... I potem Dumbledore... - wymamrotał. - Masz może wódkę? Muszę się napić.
- Wódkę? Nie, mam tylko sok porzeczkowy. Wiesz, zawsze możesz się przejść do kuchni.
- Kuchnia... To dom skrzatów domowych. Wolę ją przywołać. Accio wódka! - krzyknął i gdy do pomieszczenia wleciała flaszka, rozbijając okno, złapał ją i pociągnął z niej zdrowy łyk.
Dopiero po fakcie zorientował się, że spada z wieży. Poczuł głuche uderzenie i nastała ciemność.
- Neville! Obudź się, kochanie! Owsianka ci wystygnie!- warknęła Hermiona, szarpiąc jego ramię.
- Cooo?- wyjąkał zaspany, lecz gdy zobaczył nagą koleżankę od razu wyskoczył z łóżka.
Problem w tym, że on też był goły, a ona wyraźnie niezadowolona.
- Miałeś mi pokazać kilka sztuczek- wymamrotała, ciągnąc go z powrotem na materac.
Lekko zirytowana posadziła go i uklęknęła między jego nogami, rozkraczając je, a ten odpłynął do krainy niebiańskich rozkoszy.
- He... Hermiono! Mo... mo... możesz mo... mo... mocniej?- wyjęczał.
Gryfonka nie odpowiedziała, zajęta przyrodzeniem kolegi. Językiem uciskała dolną żyłę i zlizywała krople nasienia z główki. Jednocześnie delikatnymi ruchami uciskała jego jądra i przy tym tak rozkosznie jęczała... jakby tylko to chciała robić przez resztę życia. Zresztą Neville nie miał nic przeciwko. Ledwo powstrzymywał się przed wypieprzeniem jej ust, ale zadowolił się błądzeniem palcami w jej długich, kręconych włosach. Nagle Hermiona wyjęła jego wacka całkowicie z ust i podmuchała na niego zimnym powietrzem, po czym ponownie zamknęła go w gorącym królestwie języka. Tego było za wiele. Wytrysnął w jej usta, a brązowooka wstała i zlizała spermę z jego penisa oraz kącika swoich ust.
- Weź mnie- szepnęła, wygłodniale patrząc na niego z pożądaniem.
- Ale... ja już nie mam siły- popatrzył na nią z rozpaczą, gdy nagle poczuł, jak jego penis twardnieje.- A nie, jednak mam.
Hermiona wdrapała się na niego i nadziała na erekcję młodego mężczyzny, po czym zaczęła go ujeżdżać. Jej małe piersi bujały się w rytm uderzeń, a różowe sutki stwardniały i po chwili zastanowienia, wziął jeden do ust, a Hermiona zadrżała. Po kilku chwilach Neville'owi znudziła się ta zabawa i zrzucił ją w taki sposób, że wylądowała twarzą w poduszkach z okrzykiem oburzenia. Brutalnie wbił się w nią od tyłu, rękami masując jej łechtaczkę.
Łzy leciały jej ciurkiem i szeptała:
- Mocniej, mocniej. Taaak... - w taki sposób, że wkurzony Neville gryzł ją w ramie, warcząc.
- Zamknij się - czym tylko zasłużył na pełen zaskoczenia krzyk.
- To... ja... tu... jestem... PANEM!- warczał między pchnięciami.
To była pozycja dla niego, nareszcie on mógł rządzić, nareszcie ona musiała być w pełni zależna od niego. Kilka chwil później opadł na nią wykończony. Po chwili uśmiechnął się delikatnie. Miał pomysł.
- Mionka... jesteś dziewicą?- gdy spojrzała na niego jak na wariata, uzupełnił.- Raczej... czy twoja słodka dupcia jest dziewicą?- pełen pragnienia uśmiech wpełznął na jego wargi.
- Nie. Nie jestem. Już nie - gryfon odetchnął z ulgą. - To dobrze, a teraz klękaj - nakazał.
- Ale Neville. Ja jeszcze nie... - szepnęła Hermiona, ale uczeń jej przerwał.
- Gówno mnie to obchodzi. Jazda. Już - warknął władczo.
Przerażone dziewczę spełniło jego rozkaz. Chwilę później zostało przykute do ściany, a Longbottom delikatnie włożył swojego przyjaciela do jej ust.
- Ssij - warknął i poczuł lekki nacisk.
Gdy był już twardy, nie bawiąc się w grzeczności, zaczął się poruszać pojękując głośno. Robił to coraz szybciej, a gdy osiągnął szczyt wytrysnął w jej usta. Dziewczyna zaczęła się krztusić, a on wyszedł z niej i ułożył na poduszkach, zapadając w sen.
Nagle obudził się, cały zalany potem. Co teraz? Może Snape? W popłochu obejrzał się dookoła, lecz nie zauważył niczego dziwnego. Och, był u babci. No tak- wakacje zawsze spędzał w domu. Zaczął się zbierać na śniadanie, gdy zauważył swojego przyjaciela- najpierw nim musiał się zająć. Gdy szybko sobie z nim poradził, ubrał się i zszedł na dół.

- Neville, coś się stało? Jakiś blady jesteś- babcia spojrzała zaniepokojona w jego kierunku.

- Nie, nic się nie stało. Po prostu dorastam- wzruszył ramionami i w rekordowym czasie zjadł owsiankę.

Szybko wszedł na górę, bo jego przyjaciel znowu dał o sobie znać. Co jest? Gdy otworzył drzwi, wcale nie zdziwił go fakt, że na jego łóżku siedzieli: Bellatriks, Dumbledore, Harry i Hermiona. Tym bardziej, że byli nadzy.

- Zaczyna mi się to podobać- mruknął i szybko zdjął z siebie ubrania.

Skoro już tu byli, postanowił spełnić swoje marzenie. Ułożył się wygodnie na łóżku, a cała reszta zaczęła się ustawiać, jakby znali jego myśli. Dumbledore wszedł w jego dziurkę, a Bellatriks usiadła na jego ustach, on natomiast wszedł od tyłu w Hermionę, a Harry w jej drugą dziurkę, tak że mogli poczuć swoje kutasy przez jej cienkie ścianki. W ten sposób czuł każdego z nich i nareszcie był panem.