niedziela, 22 listopada 2015

... bo dwie połówki tworzą całość.~Cz. 9

Witajcie! Kurczaki, długo mnie tutaj nie było. Przepraszam, nie mogę się nawet tłumaczyć, bo gdybym chciała znalazłabym przecież czas, ale tak bardzo nie miała ochoty pisać! Pisałam rozdział krok po kroku, aż dzisiaj się przełamałam! :D I napisałam naprawdę dużo, jednak i tak to nie jest koniec xD Wiem, wiem, mówiłam, że dziewiąta część będzie tą ostatnią, ale jest jeszcze tyle sytuacji, które muszę opisać, a dziesiątka to taka ładna liczba... :D 
Muszę Was jeszcze poinformować, że Dosme przybyło także na wattpad- znajdziecie mnie pod nazwą BellatriXDosme. To wszystko, zapraszam do czytania :D

- Severusie, wezwałem cię tu nie bez powodu...

- Mam nadzieję- burknął.

Nie powinien tutaj siedzieć. Powinien być teraz w swoich komnatach i pocieszać swojego syna. Córka Lily miała się z nim jeszcze pożegnać przed przyjazdem uczniów, a już pierwsi z nich stawili się przed wrotami. Harry pewnie siedzi teraz sam i wypłakuje oczy, bo nawet jego zabrakło!

- Severusie, uspokój się i słuchaj- w oczach dyrektora widział powagę.- Wczoraj u Jamesa był Lucjusz, szukał Lily.

Nie.

Nie.

Nie.

To słowo obijało mu się o czaszkę i było coraz bardziej natarczywe.

Nie może tego zniszczyć!

Nie może znowu jej stracić!

Nie może znowu jej opłakiwać!

Nie może!

Nie!

- Co powiedział? Był natarczywy? Jak się zachowywał? Ten pacan mu otworzył?! W ogóle wiedział, że to Potter?

- Radzę ci to samemu zobaczyć- powiedział, wskazując na kamienną misę w rogu pokoju.- Znasz pana Malfoy'a lepiej ode mnie i zapewne wyczujesz fałsz w jego słowach, jeśli takowy się zdarzy. Poza tym każdy szczegół jest dla nas ważny, a ty umiesz zwracać na nie uwagę, jakbyś miał radar- uśmiechnął się, jakby był z siebie bardzo zadowolony.

Severus warknął w myślach. Dyrektor jak zwykle używał tych mugolskich słów, by go zdenerwować. Nienawidził nie wiedzieć, o czym się do niego mówi i zazwyczaj głośno wyrażał swoje oburzenie, jednak dzisiaj nie miał na to czasu. Dumbledore pokazywał mu wspomnienia, czyli że było to coś bardziej skomplikowanego... Nie mógł zwlekać, choć myśl o płaczącym synu bolała go niemiłosiernie. Jednak Harry sobie poradzi, jest silnym chłopcem. Musiał to sobie wmawiać, bo Lily potrzebowała go teraz bardziej.

^.^.^

Musiał przyznać, że uzależnienie Potter'a raz się przydało- tak go wyniszczyło, że Lucjusz nawet go nie poznał. Pragnął, żeby ten pajac niedługo zdechł i z zadowoleniem mógł stwierdzić, że już blisko. Na nieszczęście udało mu się nie zdenerwować Malfoy'a i teraz nie umiera w męczarniach... Kiedyś to się stanie, musi tylko cierpliwie czekać.

- Co myślisz, Severusie?- pytanie padło, gdy tylko wyłonił się z misy.

- Nie rozpoznał go, to pewne, choć mało brakowało przy tej niewyparzonej gębie. Co do Lily... nie wiem, Dumbledore- pokręcił głową.- Nie był natarczywy, więc może sprawa go nie nagliła, co każe nam sądzić, że szuka Evangeliny. Jednak z drugiej strony, to mógł być zwiad, zbierał informacje...

- Skoro tak, dlaczego nie naciskał Reginalda? Był dobrym źródłem informacji, a Lucjusz nie jest znany z litości. Bierze, co chce, wiesz o tym- zauważył starzec.

- Wiem i to mnie zastanawia. Myślę jednak, że ocenił twojego kochanego Potter'a- wypluł to nazwisko, jakby było najgorszym z oszczerstw- jako niezdatnego do udzielenia jakichkolwiek informacji. Muszę dowiedzieć się więcej, Dumbledore, wezwę go... jutro. Dzisiaj muszę zostać z Harry'm- rozstanie z Melanie to dla niego wielkie przeżycie.

- Dobrze, gdy tylko czegoś się dowiesz, powiedz mi.

- Oczywiście. Co z Lily?

- Jest w bezpiecznym miejscu, nie znajdzie jej.

^.^.^

Starała się nie płakać w drodze do wieży Gryffindoru, ale średnio jej to wychodziło. Gdy tylko udawało jej się skupić na czymś innym, przypominała sobie Harry'ego. W końcu dała sobie spokój i skręciła w rzadziej używany korytarz. Chciała schować się przed światem, w norę, w dziurę... tak, żeby nikt jej nie znalazł.

Otworzyła jakieś drzwi- sypialnia dla gości, cudownie. Gdyby weszła do jakiejś nieużywanej klasy, mogłaby rozwalić parę krzeseł, a później szybko by je naprawiła. Jednak gdyby zniszczyła te wspaniałe meble... Sama źle by się z tym czuła. Zrezygnowana wyszła z pokoju i ruszyła w przeciwnym kierunku.

Dlaczego nie mogła się uspokoić? Coraz trudniej jej było iść, coraz trudniej utrzymać uniesioną głowę... Musiała być silna! Nie mogła... się... rozpłakać... Zacisnęła mocno zęby i oparła się o ścianę- nie wyda z siebie żadnego dźwięku. Łzy zaczęły kapać na posadzkę, lecz już ich nie powstrzymywała. Patrzyła, jak przy jej stopach tworzyła się malutka kałuża i która z każdym mrugnięciem się powiększała.

- Melanie?

Odwróciła się, nie dowierzając. Szybko otarła łzy, by przede wszystkim lepiej widzieć, ale także żeby napatrzeć się na ukochaną postać.

- Mama- wyszeptała czule i poczuła, jak jej oczy ponownie wypełniają się łzami.

Stała kilka metrów od niej, ubrana w dobrze znaną bluzkę i powycierane spodnie. Rude włosy spięła w kok, ale widać było, że robiła go na szybko. Wpatrywała się w nią niepewnie, postawa ciała także nie powalała śmiałością. Melanie z energią podbiegła do starszej wersji Sierotki Marysi i rzuciła się jej na szyję.

 Nie ważne, ile złych rzeczy zrobiła jej matka. Nie ważne, że zdradziła ojca. Nie ważne, że ją zostawiła. Ważne było to, że znowu się spotkały.

- Melanie, to naprawdę ty...- rozpłakała się, gdy tylko wyczuła znajomy zapach róży i granatu.- Córciu, kochanie, przepraszam. Nie wiedziałam, co robić. Ja... po prostu nie mogłam z tobą zostać i narażać cię na niebezpieczeństwo. Ciebie, Harry'ego, Severusa... Jednak myślami byłam ciągle z wami. Naprawdę.

- Mamo, wiem, uspokój się- szybko odzyskała zimną krew.- Ale powiedz, co ty tutaj robisz? Przecież mówiłaś, że tata w Hogwarcie szybko cię znajdzie i...

- Sytuacja się zmieniła, Melanie. Twój tata już nie jest zagrożeniem, jest nim ktoś inny. Dumbledore przydzielił mi jeden z pokoi gościnnych na czas nieokreślony- pogładziła ją po policzku, delikatnie się uśmiechając, jednak po chwili wzrok stwardniał, a ręka znieruchomiała.- Chodź, nadszedł czas, by wszystko ci wyjaśnić.

^.^.^

- Harry, otwórz- ponownie zapukał w drzwi.

- Nie!

- Dlaczego?- potarł skronie.

- Bo nie!- drżący głos nabrał kilku płaczliwych tonów.

- Harry, potrzebuje twojej pomocy, otwórz...

Po chwili drzwi stanęły otworem.

- Co się stało?- jego syn ścierał ostatnie łzy, a on udawał, że tego nie widzi.

Podszedł do niego zdecydowanym krokiem i wziął na ręce. Choć dawno tego nie robił, maluch od razu wpasował się w znajomą pozycję. Ojciec mocno przytulił drobne ciało do swojego i przeszedł do salonu.

- Potrzebowałem porządnego wyściskania, ale nikomu nie mów- wyszeptał konspiracyjnym szeptem, a chłopiec się zaśmiał.

- Ale Melanie mogę?- Harry spojrzał na niego prosząco.

- Tak, jej możesz.

- Tato, ale ona wróci, prawda?- siedmiolatek położył głowę na ramieniu ojca i skierował wzrok w stronę oddalających się drzwi.

- Wróci, nie martw się. Chcesz powarzyć ze mną eliksiry?

- W rzeczy samej- mruknął automatycznie, po czym westchnął ze smutkiem.

- Zaiste, tego się nie spodziewałem!- Severus także westchnął, lecz dość teatralnie.

Jedyną odpowiedzią był śmiech syna- udało się.

^.^.^

Harry jest w niebezpieczeństwie. Sami- Wiecie- Kto poluje na Harry'ego. Harry ma zabić Sami- Wiecie- Kogo. Harry jest wybrańcem.

A Snape szpiegiem śmierciożerców.

Nie mogła tego pojąć. Wiedziała, że ich przeszłość jest pokrecona, ale aż tak? Z wrażenia w ogóle nie zadała pytań, a teraz miała ich multum. Matka wysłała ją do dormitorium, by wszystko sobie poukładała, ale co tutaj można poukładać? Znała już całą historię, która niby stanowiła logiczną całość. Oczywiście wielu rzeczy dowiedziała się od dyrektora i profesora Snape'a, ale i tak szok był ogromny.

Mimowolnie wstrząsnął nią dreszcz strachu o ojca- alkoholika. Stanął oko w oko z przeszłością, a przecież Lucjusz Malfoy mógł go rozpoznać! A wszystko to zrobił dla nich... Teraz nic nie było już czarne lub białe. Wydawało jej się, że wszędzie, gdzie by nie spojrzała, widzi odcienie szarości.

Matka zdradziła jej ojca, ale w imię miłości.

Snape przystąpił do śmierciożerców, ale został ich szpiegiem.

Ojciec stosował przemoc względem swojej żony, ale w razie niebezpieczeństwa był gotów oddać za nią życie.

Profesor Dumbledore od początku wiedział, kim ona jest, ale nie powiedział nic, dla jej dobra.

Prawdopodobnie jeszcze kilkoro profesorów się domyślało...

Jak miała to oceniać? Nie wiedziała już, co myśleć.

- Melanie!

Po raz drugi tego dnia usłyszała swoje imię odbijające się echem korytarzy. Zaskoczona odwróciła się i uśmiechnęła na widok wysokiego chłopaka.

- Ventus!

Stał przy wylocie korytarza, lecz gdy tylko upewnił się, że to panna Fortt, ruszył w jej kierunku, a po chwili już zamykał ją w ramionach. Potrzebowała teraz właśnie takich czułości, uczucia, którego była pewna. Sięgnęła do jego ust i złożyła na nich czuły pocałunek.

- Stęskniłam się za tobą- wyszeptała w jego tors.

- Ja za tobą też- przytulił ją do siebie, a ona przymknęła oczy z przyjemności.

Tego właśnie potrzebowała- wsłuchiwania się w jego równy oddech, wdychania jej ulubionych perfum, wtulania się w ten miękki tors. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo za nim tęskniła. A teraz będzie musiała go zranić. Pierwszy raz go okłamie. Poprosiła go o pomoc, wykorzystała go... Zdradzi jego zaufanie, bo będzie wiedział, że kłamie- za dobrze ją zna. Jednak musi to zrobić dla swojej rodziny. Wreszcie spojrzała w jego zaniepokojone oczy.

- Dlaczego płakałaś?- pogłaskał ją po policzku, przez co poczuła się jeszcze gorzej.

Żołądek zawiązał się w supeł, a w sercu zagnieździło się uczucie straty. Nie miała złudzeń, związek nie mógł się opierać na kłamstwie. Albo dowie się, że jest córką Potter'ów, albo wkrótce sama zakończy całą maskaradę z poczucia winy. Jednak wolała to odwlec w czasie.

- To długa historia- uciekła przed nim wzrokiem.

- Opowiedz mi- złapał ją za podbródek i sprawił, że na niego spojrzała.

To ta pora. Co powiedzieć? Coś prostego i błahego, by nie zwrócił na to wielkiej uwagi. Kłótnia rodziców? Szlaban na książki? Wszystko to wydawało jej się teraz zbyt dziecinne... Spojrzała jednak w jego oczy i wykrzesała z siebie cień uśmiechu. Zrobi to. Musi to zrobić dla mamy i Harry'ego. Dla Snape'a.

Nie potrafi go okłamać.

- Nie mogę ci powiedzieć- ponownie pochyliła głowę, by nie widzieć jego zawodu w oczach, złości z powodu jej nieszczerości...

- Popatrz na mnie. Melanie, spójrz, proszę- poprosił delikatnie i nie mogła odmówić.

W jego oczach nie zobaczyła żadnych negatywnych emocji, wręcz przeciwnie wydawał się jeszcze bardziej otwarty niż zwykle. Nie rozumiała tego, czy nie powinien się wściekać?

- Rozumiem. Posłuchaj, naprawdę rozumiem. Gdybyś chciała, powiedziałabyś mi i tyle. Nie zamierzam się wtrącać w twoje sprawy. Każdy z nas ma swoje sekrety i czuję się zaszczycony, że dotąd wszystkimi się ze mną dzieliłaś. W końcu jednak widocznie nadszedł ten czas, kiedy sekret musi pozostać sekretem.

- Ja chcę ci powiedzieć! Tylko nie mogę... Ale nie jesteś zły? Zawiedziony? Nie czujesz się... no nie wiem... zdradzony?- ze zdziwienia zaczęła gestykulować.

- Nie- odpowiedział z uśmiechem.

Wypuściła wolno powietrze i poprawiła włosy, nie patrząc na chłopaka. Takiego obrotu spraw się nie spodziewała, ale nie miała nic przeciwko temu. Powoli kolory wracały na jej twarz, a ona sama do optymistycznego stylu bycia.

- Już lepiej- wziął ją za rękę i ruszyli w stronę Wielkiej Sali.- Co ty jadłaś przez te święta? W takie dni powinno się tyć, nie na odwrót.

- Wcale nie wyszczuplałam- zarumieniła się, gdyż zrozumiała zawoalowany komplement.

- Zresztą i tak musimy iść na obiad, będziemy mieli gościa- jego oczy zabłyszczały, a w niej zamarło serce.

Czyżby Dumbledore był tak głupi i wyjawił obecność mamy w zamku? Dlaczego to zrobił?! Przecież Lucjusz Malfoy jeszcze szybciej ją znajdzie! Jak miała się zachować? Udawać zaskoczoną, czy jakby się tego spodziewała? Może nie ujawni jej nazwiska?

- Kto?- zapytała zduszonym głosem, jednak on zrzucił to na karb zaskoczenia.

- Lucjusz Malfoy, szycha ministerstwa. Zasiada w radzie szkoły i krąży plotka, że chce sponsorować zakup mioteł dla Slytherinu!

Lucjusz Malfoy. To jeszcze gorzej! Poznał prawdziwą tożsamość mamy! Musi uciekać! Ale ona jej nie posłucha, zaufa dyrektorowi i pomyśli, że w Hogwarcie jest bezpieczna. Szybko, szybko, co zrobić?! Nagle rozjaśniło jej się w głowie i poczuła przypływ nadziei.

- Snape.

- Snape?- zaskoczony uniósł brew.- A co z tym wszystkim ma wspólnego Snape?

Powiedziała to na głos? Na gacie Merlina!

- Ventus, muszę iść...

- Ale o co chodzi? Melanie!- zawołał, lecz dziewczyna zniknęła już za rogiem.

Miał stu procentową pewność, że to nie była reakcja na dofinansowanie dla jego domu.

^.^.^

Lily była w zamku. I chciała się z nim spotkać. I to nie był sen.

Harry na szczęście już się uspokoił i ze zmarszczeniem czoła układał puzzle, więc mógł wyjść na godzinkę. Zresztą była już pora obiadowa, dzięki czemu nie wzbudzi podejrzeń Dumbledore'a.

To od niej dowiedział się, że przebywa w zamku, starzec nic mu nie powiedział. Bał się, że nie dotrzyma słowa i zbliży się do niej? Na brodę Merlina, czy nie udowodnił, jak bardzo zależy mu na Lily? Za mało zrobił, by ją ochronić? Za mało poświęcił? Prawdopodobnie tak.

Bał się tego spotkania, ale jednocześnie go oczekiwał. Wiedział, że zmienił się przez te lata, choć pozostała w nim cząstka dawnego Severusa. Miał również świadomość, że dla niej także czas nie stanął w miejscu. Nie widzieli się kilka lat... może jej uczucie już wygasło? I mimo to pisała do ciebie listy? Poprosiła o spotkanie? Jak mięczak złapał się nikłej nadziei i nie puszczał, bo już nic innego nie pozostało.

Już po pierwszym przeczytaniu listu zapamiętał numer jej pokoju, lecz gdy wreszcie dotarł pod właściwe drzwi, zastanowił się, czy się nie pomylił. W tym pokoju czekała na niego Lily. Więc dlaczego te drzwi wyglądały tak zwyczajnie, tak jakby nie skrywały żadnej tajemnicy...? Nikt nie pomyślałby, że tylko te pospolite drzwi odgradzają go od płomiennorudych włosów....

Rude włosy... Lily miała rude włosy i Lucjusz także szukał rudowłosych kobiet. A jego kobieta nadal posiadała ten kolor, choć zmieniła nazwisko... Więc może Lucjusz wcale nie szukał jej... tylko CZEGOŚ w niej- wymarzonej szlamy dla Severusa.

Jego ręka zawisła w połowie drogi do drzwi, a on sam wpatrywał się bezmyślnie w drewno. Czyli Lily była bezpieczna? Nie groziło jej niebezpieczeństwo przynajmniej większe niż zwykle...?

Instynkt podpowiadał mu, że powinien jak najszybciej pójść do Dumbledore'a i rozważyć taką możliwość, zdjąć pewien ciężar z jego barków, jednak ciągle czuł się zraniony. Skoro starzec ukrywał przed nim tak ważną rzecz, jak pobyt pani Fortt w zamku, on mógł ukryć co innego.

Zdecydowanie zapukał drzwi, chociaż po fakcie lekko się zawahał. Czy to na pewno dobry pomysł? Jednak gdy drzwi się otworzyły, wszystkie myśli uleciały z głowy, a zastąpiło je czyste uczucie, które zalało serce.

Jego Lily dorosła- na twarzy pojawiło się kilka zmarszczek, a sylwetka nabrała bardziej kobiecego kształtu. Obcięła się, a włosy pociemniały. Przez eliksir? Samoistnie? Była bledsza niż pamiętał, ale ostatni raz widział ją opaloną, więc nic w tym dziwnego. Na twarzy miała bardzo subtelny makijaż, nabrała widocznie wprawy w tych kobiecych sprawach. Napięcie wokół jej ust mówiło mu, że żyła ostatnio w ciągłym stresie. Nawet coś w tych pięknych oczach się zmieniło, lecz znikło, gdy tylko odnalazła czarną tęczówkę.

- Witaj, Severusie- jej głos był tak samo dźwięczny, a zęby tak samo białe jak zapamiętał.

- Witaj... Evangelino- skinął głową, nadal nie spuszczając z oka jej twarzy.

- Wejdź do środka, nie będziemy stali w korytarzu.

Choć maska obojętności nie opadła nawet na chwilę, jego serce mało nie eksplodowało. Trudno było mu oddychać, ale starał się utrzymać równomierny oddech. Czy widziała, jaki jest zdenerwowany?

Prawdopodobnie wiedziała, że to spotkanie wiele dla niego znaczyło, ale czy zauważyła jakieś oznaki stresu? Dawniej znała go tak dobrze, że trudno było cokolwiek przed nią ukryć.

Nie tylko on przeżywał tak to spotkanie. Lily była tak samo zdenerwowana jak on, widział to, jednak u niej przeważała widoczna radość i... czułość. Jego serce, o ile to możliwe, rozgrzało się jeszcze mocniej, lecz po chwili zamarło, gdy zauważył łzy.

Podszedł do niej szybkim krokiem i wziął ją w ramiona, starając się odszukać jej spojrzenie, lecz ona umyślnie patrzyła gdzieś w bok, więc dał za wygraną i wtulił twarz w jej włosy. Pachniały ulubionym zapachem Harry'ego- miętą.

- Lily... Moja słodka Lily... Dlaczego płaczesz? Czyżby nasze spotkanie aż tak cię zasmuciło?- wyszeptał, prawie dotykając ustami jej ucha.

Ona wtuliła się w niego mocniej, przylegając niemal całym ciałem do Severusa i oparła swoją głowę na jego ramieniu. Łzy już zdążyły uwolnić się spod powiek i teraz spływały w dół jej twarzy, a częściowo na jego szatę.

- Zasmuciło? Severusie , nie obrażaj mnie... Myślałam, że twój zapach już nigdy nie nie otuli mnie jak najlepsze perfumy. Bałam się, że nie usłyszę twojego niskiego głosu, który zawibruje mi w uchu, choćbyś mnie obrażał. Myślałam, że nigdy nie poczuję już twoich dłoni na moim ciele, że nigdy już nie zajrzę w te głębokie jak tunele oczy...- w końcu ich spojrzenia się spotkały, lecz kobieta zaraz znowu opuściła wzrok.- Tak diabelnie za tobą tęskniłam, ale wiedziałam, że się tego nie doczekam, a nawet nie powinnam tego oczekiwać, ale... byłam egoistką, Severusie. Jednocześnie myślałam o tym, że inna kobieta mogłaby być w twoim życiu... i czułam rozgoryczenie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek zajął miejsce obok ciebie, chociaż wiedziałam, że ono już nigdy nie może być moje... Mimo że ty nie miałeś nikogo, a ja tak, chciałam, żeby tak zostało...

- Nie płacz, proszę. Twoje myśli nie sprawiają mi przykrości, nie winię cię za nie. Można nawet powiedzieć, że schlebia mi, że tyle o mnie myślałaś- z czułością otarł jej łzy, choć jego mina była nieprzenikniona.

- Przepraszam, Sev- wyszeptała, po czym uśmiechnęła się przez łzy.- Pamiętasz to zdrobnienie?

- Nie znosiłem go, zresztą nadal nie znoszę- powiedział oschle.

- Tak, ale pozwalałeś się tak nazywać, bo wiedziałeś, że to lubię. Zawsze robiłeś wszystko, żeby było mi dobrze, nawet po moim okropnym potraktowaniu ciebie... Severusie, nie chcę wracać do James'a, wiem, że powinnam, że musi utrzymywać pozory, ale ja już nie mogę! Ma specjalne miejsce w moim sercu, ale ono w całości należy do ciebie- powiedziała cicho.

Profesor Snape nie zachował się tak jak na ukochanego przystało- nie rzucił się na Lily, nie pocałował jej, nie powiedział, że teraz wszystko będzie dobrze, nawet się nie uśmiechnął. Jego mina pozostała nieprzenikniona i nie wykonał żadnego ruchu.

- Czego ode mnie oczekujesz?- spojrzał jej głęboko w oczy, a ona niespeszona odwzajemniła spojrzenie.

- Pozwól mi stać u swojego boku- odpowiedziała pośpiesznie.

- A Harry? Melanie?

- Chciałabym być jego matką... prawdziwą, a Melanie... ona wszystko już wie, powiedziałam jej. To mądra dziewczyna, będzie trzymać język zębami... nie zostawię jej, prosiłabym, żebyś udzielił jej domu- wciągnęła ciężko powietrze.

- Jaką mam gwarancję, że nie wrócisz do Pottera?

- Nie wrócę do niego, Severusie, uwierz mi!- błagała go spojrzeniem i słowami.

- Tak? Nawet z litości? Nawet jeśli tego będzie wymagała sytuacja? Nawet jeśli twoja córka cię o to poprosi? Co wtedy zrobisz?

Jego oczy wydawały jej się teraz dwoma rozżarzonymi węglami i miała wrażenie, że zaraz zobaczy wokół nich ogniste obwódki. Lily pozostała jednak spokojna i zdeterminowana.

- Odmówię- położyła mu rękę na policzku.- Na pewno nie będzie łatwo, ale wierzę, że nam się uda. Przemyślałam to. Pozwól mi zagościć na stałe w twoim życiu.

Na początku nie wykonał żadnego ruchu i pani Potter przestraszyła się, że będzie musiała wrócić do Jamesa. Strach zmienił się w przerażenie, gdy Snape położył swoją dłoń na jej dłoni i delikatnie odsunął ją od swojej twarzy. Na sekundę wokół zrobiło się czarno, a ona poczuła tak niewyobrażalny ból... który zniknął, gdy przyłożył jej rękę do swojego serca.

I nic nie musiał mówić, bo ona wiedziała. Zgodził się.

^.^.^

Rozpierały go radość i strach, choć Lily tego nie zauważyła. Gdy tylko zaczęła prosić, miał ochotę się zgodzić, przygarnąć pod swoje skrzydła... Jednak bał się ponownego odrzucenia. W końcu kto to słyszał, żeby Evans, mając ich dwóch do wyboru, wybrała nieszczęsnego Seva? Poza tym nie wybaczyłby sobie, gdyby Harry'ego spotkała krzywda, jeśli zmieniłaby zdanie. Zostawała też kwestia Melanie. Jak Lily sobie to wyobrażała? Profesor i uczennica mieli tworzyć rodzinę? Wątpił, żeby nastolatka chciała zamieszkać u niego. W szkole zawsze oczekiwano powrotu do domu, a w jej wypadku byłoby to bez różnicy. Przez wybór jej matki szkoła miała się stać jej nowym domem. Miał nadzieję, że dziewczyna, którą poznał przez te dwa tygodnie, jest prawdziwym obliczem Melanie.

Teraz jednak martwił się o Harry'ego. Jak jego syn przyjmie powrót matki? Czy nie będzie to zbyt wielki wstrząs? Miał nadzieję, że Lily... wyczuje, jak powinna się zachować. Zwykle nie miał co do tego wątpliwości, ale martwił się. W końcu ten malec to jego jedyny skarb. Gdyby pozbawiono go chłopca, już by się nie podniósł. Nie umiałby... nie chciałby...

Nagle poczuł jej dłoń na ramieniu.

- Severusie, nie bój się, nie zrobię mu krzywdy.

Lily patrzyła prosto w jego oczy, by zobaczył w nich jej pewność i determinację. Ona wierzyła, że się uda. Przede wszystkim jednak przekonał go fakt, że jednak go znała, że wiedziała, co go trapi. Tak, uda im się. Kiwnął tylko głową i ruszył dalej.

Zagłębiali się coraz bardziej w lochy, aż doszli do rozgałęzienia korytarzy, gdzie mieściły się jego kwatery. Wybierał nowe pokoje po tym, jak Lily przekazała mu syna, bo w dawne komnaty przestały odpowiadać jego potrzebom. Kwatery były za małe, położone zbyt blisko klasy eliksirów i ogólnodostępne. Te pokoje wydały się idealne ze względu na ich umiejscowienie- nikt przypadkiem nie mógłby się do nich dostać, a nawet nie wpadłoby im do głowy, by tu szukać. Kolejnym plusem był rozmiar i mnogość pokoi. Oczywiście, zawsze mógł to zmienić, co zresztą zrobił.

 - Zła wiedźma jest śmieszna- mruknął, a Lily spojrzała na niego z konsternacją.

Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, gdy sekundę później pojawiły się drzwi, i zaraz doszedł do tego podziw. Maskując uśmieszek, otworzył drzwi zamaszystym ruchem, po czym powiedział, jak najdelikatniej umiał.

- Zapraszam.

Nie było to zwykłe zaproszenie do mieszkania, nie kierował się zasadami savoir-vivre, podtrzymując drzwi. Ten moment bowiem miał pozostać w jej pamięci do końca- pierwsze przekroczenie progu jego komnat... ich komnat. Jako staruszka będzie pielęgnować to wspomnienie, choć już dawno straci szczegóły. On przypomni jej wtedy, jak to się odbyło naprawdę i znowu zaczną się kłócić. Wtedy Melanie, Ventus, Harry i jego wybranka oraz ich dzieci pokręcą tylko głowami, bo przywykną już do takiego rodzinnego wspomnienia historii o "zaproszeniu do swojego życia i serca", jak Lily będzie lubiła na to mówić, a on jak zwykle będzie umywał od wszystkiego ręce, mówiąc, że on tylko zaprosił ją do mieszkania.

Lily ciekawie rozglądała się po salonie, który mógł bardziej przypominać pokój dziecka, gdyż wszędzie leżały zabawki. Na stoliku na przykład Harry rozsypał puzzle, które miał układać, na podłodze natomiast toczyły wojnę dwie armie miniaturowych czarodziejów, jednak bez nadzoru jego syna. Prawdopodobnie znowu złapała go depresja po odejściu Melanie i zamknął się w jej pokoju. Chciał ulokować swojego gościa na kanapie, jednak Evans jak zwykle musiała działać mu na nerwy i nie skorzystała. Nie pozostało mu nic innego, jak wezwać chłopca.

- Harry! Chodź, mamy gościa!- zawołał swoim normalnym tonem, jakim zwykle ogłaszał przyjście któregoś z jego kolegów.

Malec jednak nie pojawił się, co trochę go zdziwiło. Oczywiście, mógł zalewać się właśnie łzami, ale wtedy chociaż by zawołał. Dzieciak nie wypiąłby się na jego wołanie, gdyż zawsze istniała możliwość, że to jego ukochana gryfonka. Mimo wątpliwości spróbował jeszcze raz.

- Harry? Przyjdź do salonu, ktoś do ciebie przyszedł!

Nie odpowiadał. To było więcej niż dziwne. Harry zawsze reagował, tak go wychował. Czyżby go nie słyszał? Zasnął? A może... nie było go tu? Nagle zrozumiał, że przyprowadzanie tutaj Lily było złym pomysłem. Bardzo, ale to bardzo złym.

- Wyjdź- powiedział oschłym, stanowczym tonem.

Nie zrozumiała, pomyślała, że nadal woła Harry'ego. Nie rozumiała zagrożenia.

- Wyjdź!

Zwróciła na niego zdziwione oczy i już otwierała usta, by coś powiedzieć, gdy przerwał jej inny głos.

- Severusie, nie denerwuj się tak. Nie chcesz chyba przestraszyć naszego gościa?

Z korytarza wyłonił się jego syn- był przerażony całą sytuacją, a różdżka wbijająca mu się w szyję i gotowa do rzucenia obrzydliwej klątwy nie pomagała. Za chłopcem szedł właściciel magicznego patyka, Lucjusz Malfoy, we własnej osobie. Powinien był to przewidzieć, zapobiec tej sytuacji. Jak w ogóle arystokrata doprowadził się do takiego stanu? Jego oczy błyszczały szaleństwem, a usta zostały wykrzywione w obłąkańczym uśmiechu, którego Bellatriks by się nie powstydziła. Jednak lepszym pytaniem było: "Skąd on się tutaj wziął?".

- Drogi przyjacielu, zraniłeś mnie. Jak mogłeś przede mną ukrywać istnienie swojego pierworodnego? Całe szczęście, że spotkałem go w lochach. Inaczej nigdy nie dowiedziałbym się, że dziecko z przepowiedni nie zostało zgładzone. Nie martw się, Severusie, to nie wina twojego syna. Możesz obwiniać tylko jedną osobę- jego twarz rozświetliła się w jeszcze szerszym uśmiechu.

 Krzyk, jaki rozległ się w pokoju, zaskoczył wszystkich. Należał on do tych, które zamieszkiwały koszmary... Gdy tylko go usłyszał, wiedział, że to wspomnienie będzie prześladowało go do końca życia. Krzyk budzący przerażenie, wprowadzający w pełni uzasadniony strach, ponieważ znał ją. Znał osobę, która go wydawała. Znał Melanie.

Musiał przytrzymać Lily, która ze łzami w oczach chciała rzucić się na Lucjusza. Ona też krzyczała, Harry również, Malfoy się śmiał. A on nie robił nic. Nie wiedział, co mógłby zrobić, jak pomóc, nie szkodząc nikomu.

- Severusie, błagam! Zrób coś! Proszę cię! Mel! Severus, proszę! Melanie!- szlochała w jego ramionach, a on był bezsilny.

Krzyk nagle się urwał, a Lucjusz przestał się śmiać.

- Wiesz, jakie masz szczęście, Severusie? Ta mała wiedźma przyszła tutaj, żeby ostrzec ciebie przede mną. Niestety, ciebie nie było, a ona poniosła karę za łgactwa.

 - Czego od nas chcesz?!- Lily nadal nie mogła się uspokoić.

Arystokrata zwrócił na nią swoje spojrzenie i z jego twarzy zniknął uśmiech. Severus szukał intensywnie jakiegoś wyjścia z sytuacji, ale nic nie przychodziło mu do głowy, nawet najmniejszy pomysł.

- Obawiam się, że z panią nie rozmawiam.

Nagłym ruchem śmierciożerca skierował na nią różdżkę i już miał wypowiadać inkantację, gdy zastygł w bezruchu. Jego źrenice się rozszerzyły i zaczął kasłać, a później się krztusić. Na jego białą szatę spadały czerwone krople, wydostające się z ust i nosa. Harry, nie czując drewna przy swojej skórze, podbiegł do ojca, który schował go w ramionach, lecz nie odrywał wzroku od swojego wroga. Ten opadł na kolana, następnie na twarz, dzięki czemu mógł zobaczyć rękojeść noża wystającego z jego pleców, a za tym wszystkim dziewczynę.

- Melanie!!!

Lily dwoma krokami znalazła się przy córce i w samą porę, bo inaczej młoda czarownica spotkałaby się z podłogą. Najwyraźniej zemdlała z bólu, nie wyczerpania, ponieważ Lucjusz nie zdążył jej porządnie wymęczyć. Widział krew na szacie gryfonki, choć nie wiedział skąd się wzięła. Była blada, co kontrastowało z brązowymi włosami ostrzyżonymi do samej skóry. Zauważył też drganie mięśni pod skórą, co świadczyło o silnych zaklęciach kurczących. Nie zdziwiłby się, gdyby Malfoy postanowił zmniejszyć swój "problem".

- Tato... Melanie...

Cichy głosik syna przywrócił go do rzeczywistości. Tak, trzeba zacząć działać.

^.^.^

Obudziła się z okropnym bólem mięśni oraz brzucha. Nie wiedziała, gdzie się znajduje ani co się stało. Zza mgły dochodziły do niej pojedyncze dźwięki, ale nie rozpoznawała żadnego z nich. Chciała się do końca rozbudzić, ale nie mogła otworzyć oczu.

- Mmmm...? Mea... Mel... any.. sz? ... anie, Melanie, Mel, Melanie, Mel! MELANIE!

Przestraszona otworzyła oczy, lecz zaraz je zamknęła, bo poraziła ją światłość, a świat zawirował.

- Spokojnie... nie... podnosić... zostań...

Słyszała tylko urywki zdań, chociaż nawet to docierało do niej z trudem. Całe jej ciało powoli rozgrzewało się do czerwoności, a brzuch pulsował bólem w rytmie uderzeń serca. Mimo wszystko, chciała otworzyć oczy... jednak chyba nie pragnęła tego wystarczająco mocno, bo po chwili straciła przytomność.

^.^.^

- Co z nią?- cichy głosik zwrócił jej uwagę.

Odwróciła się i zobaczyła siedmioletniego chłopca, niepewnie stojącego w pewnej odległości od łóżka. Spoglądał na nią pełnymi strachu oczami i po chwili zwracał spojrzenie na poszkodowaną. Cały się trząsł, więc podeszła do niego i wzięła go na ręce zdecydowanym ruchem, po czym wróciła na miejsce. Chłopiec był zszokowany, jednak ona się tym kompletnie nie przejmowała. Może w innej sytuacji nie odważyłaby się na taki gest, jednak teraz potrzebowała choć iskierki ciepła. A syn mógł jej to dać.

- Nie jest za dobrze. Proces rozkurczenia mięśni to... długi i męczący proces. Rany na brzuchu już się zagoiły, jednak nie wiem, czy nie zostaną blizny...- przytuliła się mocniej do drugiego ciała i poczuła ciepły oddech na szyi.

- Kiedy się obudzi?

- Kiedy wydobrzeje.... Nie wiem. Chciałabym, żeby już się obudziła, żebym mogła z nią porozmawiać i upewnić się, że wszystko z nią dobrze, jednak z drugiej strony sądzę, że lepiej by było, gdyby w ogóle się nie obudziła.

- Dlaczego?- zapytał piskliwym głosem.

Zwróciła na niego oczy wypełnione bólem, lecz po chwili skierowała je ponownie na córkę.

- Bo wtedy by nie cierpiała.

- Ona nie, ale my tak! A ona by tego nie chciała! Mówiła mi o tym- zapewniał przekonującym głosem.- Kiedy nie chciała odpowiedzieć na pytania tego pana, on ją zaczarował i zaczęła krzyczeć. Strasznie się bałem- teraz on wtulił się mocniej w kobietę, która słuchała tego z szeroko otwartymi oczami.- Nie mogla złapać tchu, ale powiedziała coś, co zdenerwowało tego pana. Znowu rzucił zaklęcie, ale przeturlała się i nie trafił. Za drugim razem mu się udało, ale już nie krzyczała, tylko patrzyła na mnie- po policzkach pociekły mu łzy, więc zerwał się gwałtownie, żeby je zetrzeć, ale nie zdążył, bo ręka kobiety zrobiła to za niego.

- Nie wstydź się tych łez, kochanie. To dowód, że przeżyłeś te wydarzenia sercem i nie jesteś obojętny na cierpienie innych. Łzy nie są oznaką słabości, a wielkiej siły- przemawiała delikatnym głosem, jednocześnie głaszcząc policzek chłopca.

Harry nigdy się tak nie czuł, jakby był smutny i radosny jednocześnie. Przyszedł do Melanie, ale w międzyczasie spotkał tą panią i niespodziewanie został wzięty w ramiona. Tata wytłumaczył mu, że ktoś będzie z jego koleżanką i prawdopodobnie chodziło mu o tę kobietę. Kim ona była? Miała takie same oczy jak Melanie i Harry...

- Zapewne zastanawiasz się, kim jestem. Za dużo dziś przeszedłeś, byś mógł znieść kolejne rewelacje, ale powiem Ci troszeczkę. Jestem mamą Melanie. Nie musisz się mnie bać, znamy się z twoim tatą bardzo dobrze.

- Nie boję się pani- zaprotestował malec, a kobieta się roześmiała, jednak był to dźwięk daleki od beztroski i zabawy.

- Cieszy mnie to. Będziemy się często widywać, bo tak się składa, że zamieszkam teraz u was- uśmiechnęła się ciepło.

- Będzie pani spać w pokoju Melanie?- wyglądał na naprawdę zainteresowanego.

- Twój tata wspominał, że macie dwa pokoje gościnne, ale właściwie nie powiedział mi, w którym będę spać- wzruszyła bezradnie ramionami.

- Spytam się go, ale ty pilnuj Melanie- powiedziawszy to, wybiegł ze Skrzydła Szpitalnego, czym wywołał uśmiech na twarzy czarownicy.

^.^.^

- Severusie, dlaczego nie przyszedłeś do mnie od razu?- błękitne oczy przeszywały go na wskroś.

- Tak samo, jak ty przyszedłeś do mnie?- wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu, po czym pochylił się do dyrektora ze wściekłą miną.- Nie powiedziałeś mi, że Lily w ogóle jest w zamku. Nie pisnąłeś słówka, choć wiedziałeś, że u nikogo tajemnica nie zostanie strzeżona tak dobrze jak u mnie. Za mało dawałem dowodów, że jestem ci lojalny?!

- Usiądź, Severusie, proszę... Nie powiedziałem ci, bo wiedziałem, że od razu będziesz chciał się spotkać z Lily i znowu zawrócić jej w głowie. Ona cię kocha, Severusie, a czym mniej ma z tobą styczności tym łatwiej przychodzi jej zapomnienie- powiedział delikatnie.

- I to ma mnie niby podnieść na duchu?! NIE POWIEDZIAŁEŚ MI, BO CHCESZ, ŻEBY O MNIE ZAPOMNIAŁA?! I ty śmiesz się nazywać moim przyjacielem?!

- Severusie, po raz kolejny proszę, żebyś usiadł. Tak, to właśnie zrobiłem, ale ty jeszcze nie dostrzegasz moich pobudek. Jak myślisz, Severusie, co Lily będzie czuła, gdy wróci do James'a?- zmartwione spojrzenie utkwiło w ścianie, gdy odpowiadał na własne pytanie.- Ból, tęsknotę, smutek, żal... Czym mniej miała z tobą kontaktu, tym łatwiej było jej zapomnieć I żyć z James'em- podkreślił.- Chciałeś tego, Severusie? Chciałeś, żeby cierpiała?

- Oczywiście, że nie!- wściekłość w jego oczach znacznie przygasła, lecz nadal gdzieś się tam żarzyła.- Wiesz, że nie... Rozumiem, ale to nieaktualne. Lily nie wraca do James'a.

Dyrektor nagle zwrócił głowę w jego stronę, a na jego twarzy odbiło się zdziwienie.

- Severusie, nie możesz...

- Na Merlina! Albusie, masz o mnie tak niskie mniemanie, żeby sądzić, że zmuszam do czegokolwiek Lily?!

- Wiesz, Severusie...

- Nie severusuj mi tutaj! To ona tak postanowiła, a ja się tylko zgodziłem. Koniec kropka.

- Ale co z Harrym?

- A co ma być? Jest dzieckiem, nie rozumie wielu rzeczy. Na razie zyska bliską osobę, później matkę.

- A Melanie? James? Chcecie rozłączyć ojca i córkę? Dziewczyna ma zamieszkać w zamku? James zostanie sam jak palec, po tym wszystkim, co przeszedł?

- A od kiedy obchodzi mnie Potter?- prychnął.- Tak, dziewczyna zamieszka w zamku. Dalsze pytanie kieruj do Lily.

- Zdajecie sobie sprawę, że Potterowie już nigdy nie wrócą? Nadal musicie zachować kamuflaż.

- Masz mnie za głupca, Dumbledore? W sumie nie powinienem się dziwić- powiedział z jadem w głosie.

- Przepraszam, Severusie. Jestem już starym człowiekiem i mam inny pogląd na to wszystko. Chciałem dla was dobrze, wiesz o tym. Jesteś dla mnie jak syn, Severusie, nikt bardziej nie pragnie dla ciebie szczęścia niż ja...

Przerwało mu pukanie do drzwi, tym samym ratując Snape'a przed wielką niezręcznością. Co miałby powiedzieć? Nie mógł się oprzeć na swoich wcześniejszych doświadczeniach, bo nikt nigdy nie powiedział mu takich rzeczy. Dla niego Dumbledore także był kimś ważnym, ale nie zamierzał mu tego mówić. Nie dlatego, że krew nadal w nim buzowała, ale z czystego wstydu. On, Severus Snape, miał powiedzieć komuś innemu niż Lily czy Harry, że jest dla niego ważny?

Dumbledore przerwał swoją wypowiedź i z uprzejmym uśmiechem zawołał:

- Proszę!

Do gabinetu wszedł nikt inny jak Harry Snape. Zdziwiło to obu mężczyzn, lecz temu drugiemu krew zamarzła w żyłach. Jego syn miał pójść do Skrzydła Szpitalnego, by odwiedzić siostrę. Więc dlaczego jest tutaj? Czy coś się stało Lily? Melanie?

Chłopiec jednak nie wyglądał na przestraszonego. Miał zaróżowione policzki i prawdziwy uśmiech na twarzy, co wydało się aż cudem, patrząc na wydarzenia sprzed kilku godzin. Zanim chłopiec zdążył cokolwiek powiedzieć, Snape rzucił ostro:

- Harry, co ty tutaj robisz?

- Przyszedłem do ciebie, bo ta pani, wiesz, co mi mówiłeś, że będzie u Melanie, to ona jest bardzo miła i w ogóle wzięła mnie na ręce i przytuliła i mówiła mi o Melanie, że nie chce, żeby się obudziła, ale ja jej powiedziałem, że ona by chciała się obudzić i trochę się bałem, bo nie wiedziałem, kim ona jest, ale to jest mama Melanie, bo wiesz, ona i Melanie mają takie same oczy i ona powiedziała, że nie może mi dużo powiedzieć, ale ona cię bardzo dobrze zna i zamieszka u nas i spytałem, czy w pokoju Melanie, a ona powiedziała, że wie, że mamy dwa pokoje gościnne i że nie wie, gdzie będzie spać, to ja powiedziałem, że pójdę cię spytać, gdzie ta pani będzie spać- chłopiec patrzył na ojca z pytaniem w oczach.

- Będzie spać w moim pokoju.

- Ale dlaczego?- chłopiec zmarszczył brwi.

- Bo...- Snape spojrzał na Dumbledore, którego uśmiech mówił wszystko.- Chodź, tutaj- przywołała syna na swoje kolana i spojrzał mu prosto w oczy.- Harry, mówiłem ci już, że masz oczy po mamie, prawda?- chłopiec z uśmiechem pokiwał głową.- Mówiłem ci także, że nie może być z nami chociaż chciałaby. Kiedy ujawniłeś swoje zdolności legilimencji, powiedziałem ci także, że jesteś tak dzielny jak ona. Bo widzisz, twoja mama robiła coś naprawdę ważnego, coś, co nie mógł zrobić nikt inny.

- Co robiła?- wyszeptał chłopiec.

- Nie mogę ci powiedzieć, to tajemnica- pokręcił głową.- Ale to było bardzo, bardzo ważne. Teraz jednak skończyła swoje zadanie. Harry, ta mama Melanie miała podobne oczy do niej, ale także do ciebie, bo jest także twoją mamą. Wróciła do nas- oparł swoje czoło o czoło synka.

Chłopiec wpatrywał się w ojca rozszerzonymi oczami i wyraźnie układał sobie to wszystko w głowie. Nie mógł uwierzyć, że mama Melanie to też jego mama. Ale przecież tata nigdy nie kłamał. Czyli że jego mama wróciła...

- Nie chciałbyś się z nią teraz zobaczyć, Harry?- pytanie padło z ust zapomnianego Dumbledore'a.

Chłopiec popatrzył na wujka i energicznie pokiwał głową. Chciał, bardzo chciał! Tylko jakoś nie umiał tego powiedzieć.

- W takim razie idź do Skrzydła Szpitalnego, twoja mama na pewno tam jeszcze jest- starzec uśmiechnął się radośnie, gdy chłopiec wstał i, nie patrząc na ojca, prawie wybiegł z gabinetu.

Przez ten wybryk dyrektor naraził się na wściekłe spojrzenie swojego pracownika. Nie dość, że musiał to wszystko mówić przy nim, to jeszcze wypuścił Harry'ego, który był w ciężkim szoku!

- Zanim cokolwiek powiesz, mój drogi, muszę cię zapewnić, że to było konieczne. Mamy jeszcze jedną sprawę niecierpiącą zwłoki. W końcu zidentyfikowano pierwszą ofiarę Lucjusza. Tak jak mówił to mugolaczka. Prosiłeś mnie, bym sprawdził, czy posiadała rodzinę. Tak, miała córkę i żyły tylko we dwie, to zaledwie dziewczynka. Trafiła tymczasowo do domu dziecka, a gdy znaleźli ciało matki, umieścili ją tam na stałe. Wtedy stało się jeszcze coś. Gdy dziewczynka dowiedziała się o śmierci rodzicielki, wszystkie szyby i żarówki w pokoju wybuchły. Ona wyrośnie na czarownicę, Severusie- dyrektor rzucił mu uważne spojrzenie.- Poprosiłeś mnie, żebym ją znalazł i sprawdził jej moc, nie mówiąc niczego. Uszanowałem to, jednak mam nadzieję, że teraz powiesz mi, co zamierzasz.

Severus milczał przez chwilę, jakby się upewniał w swojej decyzji, po czym odezwał się stanowczym głosem.

- To z mojego powodu jej matka jest martwa, przeze mnie spędzi resztę życia jako sierota, dlatego chce jej jakoś odpłacić. Wezmę ją do siebie. Mam wystarczająco pieniędzy by nas utrzymać, wolne miejsce w kwaterach...

- Uwzględniłeś w tym wszystkim Lily i Melanie? Twoje kwatery staną się ciaśniejsze, a pensja... cóż, nie mogę jej podwyżyć aż tak- uśmiechnął się do niego przepraszająco.

- Tak, wiem o tym. Co do kwater, jestem pewien, że się pomieścimy. Mam w sam raz pokoi, zresztą w razie czego zajmę pokoje obok i przyłącze je do starych. Oczywiście, za twoim przyzwoleniem. Kwestia pieniędzy może być większym problemem chociaż niedużym. Muszę to jeszcze przedyskutować z Lily, ale nie zmienię zdania.

- Zastanowiłeś się, kim będziesz dla tej małej? Ona potrzebuje rodziny i miłości. Możesz jej to zagwarantować? Pokochać tak samo jak Harry'ego, a nawet więcej? Nie możesz być wobec niej obojętny i to samo tyczy się Melanie. Będziesz musiał traktować je jak własne córki. Podołasz temu wyzwaniu?

- Zdecydowałem się na to.

- Dobrze, mój drogi. W takim razie postaram się wszystko załatwić jak najszybciej, ale taka adopcja może potrwać nawet kilka miesięcy.

- Dziękuję. Dobranoc, dyrektorze.

- Dobranoc, Severusie.