poniedziałek, 24 października 2016

Zimowa misja cz. 1

Witajcie! Długo nie dodawałam nowych miniaturek, ale oto nadchodzę z nową historią ^^ Nie będzie to jednak miniaturka, ale dłuższa opowieść rozmiarowo podobna do Połówek. Zapraszam :)

***

Zimno. Mokro. Zimno. Mokro. Zimno. Mokro.

Pięknie.

James Potter był uradowany! Nareszcie zima zawitała do Hogwartu. Sypał śnieg, jezioro było zamrożone, a z dachu zwisały sople. James uwielbiał tę porę roku.

Leżał właśnie na parapecie i wpatrywał się w oszronione szyby. Nie był to częsty widok. Wszyscy bliscy, czyli inni huncwoci, przywykli, że jeśli James Potter się w coś wpatruje, a tym czymś nie jest złoty znicz, lusterko oraz Lily Evans, to coś się dzieje.

Dlatego, gdy tylko do dormitorium wszedł Syriusz Black i zobaczył jego zajęcie, od razu zwołał resztę przyjaciół. Na wezwanie Łapy przybiegli od razu. Remus Lupin- czujny, lekko rozbawiony i Peter Pettigrew- rozentuzjazmowany nową aferą. Jednak, gdy zobaczyli swojego przyjaciela wpatrującego się w OKNO, ich miny się zmieniły. Trójka huncwotów popatrzyła na siebie w bezsłownym porozumieniu i po chwili ryknęli na całe gardło:

- JAMES!!!

Chłopak w szoku spadł z parapetu, a zaraz po upadku wyciągnął różdżkę i wycelował ją w przyjaciół. Rozkojarzony rozejrzał się po pomieszczeniu. Dopiero po chwili się otrząsnął i od razu na nich naskoczył:

- CZEMU SIĘ TAK DRZECIE?! O mało was nie przekląłem! Co się dzieje?!

- Zachowywałeś sie dziwnie, myśleliśmy, że coś się stało- odparł Syriusz.

- Jak to dziwnie?! JA NIE ZACHOWYWAŁEM SIĘ DZIWNIE!

- James, uspokój się- wtrącił Lupin, kręcąc karcąco głową.

Chłopak zamknął oczy, odetchnął kilka razy i pokręcił głową. Stali kilka minut w ciszy, aż się odezwał:

- Już w porządku- powiedział cicho.
Usłyszał jak Peter zaklaskał i zachichotał, lecz poza tym pokój wypełniała cisza.  James otworzył oczy.

- Po prostu lubię zimę, ten widok... bardzo mi się podoba. Zawsze z Amelią wpatrywaliśmy się w oszronione szyby.

Chłopcy pokiwali ze zrozumieniem głową. Byli już na siódmym roku, lecz informacji o zmarłej siostrze Pottera mieli niewiele. Amelia Tira Potter zmarła przez chorobę krwi, z którą się urodziła. Miała sześć lat, a James był od niej o trzy lata starszy. Przyjaciele dowiadywali się przez przypadek o różnych sprawach związanych z Amelią, np. co lubiła jeść, co robiła przed snem, itp. James unikał tego tematu, jednak tak, jak w tej chwili, zdradzał im co nieco.

Wszyscy stali w ciszy, a Potter powoli wyzbywał się przykrych myśli. Wkrótce na jego ustach zagościł zawadiacki uśmiech.

- Chodźcie do pokoju wspólnego. W końcu dziewczyny nie wytrzymają beze mnie i co? Nie możemy do tego dopuścić- powiedział, po czym ruszył schodami w dół.

Przyjaciele podążyli za nim. Już na schodach zorientował się, że coś się dzieje. Wszyscy o czymś szeptali i wyglądali, jakby na coś lub na kogoś czekali.

- Wiecie, co się dzieje?- James zmarszczył brwi.

Przyjaciele zdążyli dopiero zejść, lecz tak jak Potter mieli zdezorientowane miny. Oprócz Syriusza.

- Właśnie miałem ci powiedzieć, gdy wszedłem do dormitorium! W szkole pojawiła się nowa dziewczyna i została przydzielona do Gryffindoru. Dyrektor ma ją przedstawić na śniadaniu- zakończył konspiracyjnym szeptem.

- Syriuszu, ty coś wiesz, ty coś wiesz!- zapiszczał uradowany Peter.

- Wiem- odparł nonszalancko Black.- Chodźmy na spacerek, w drodze wam wytłumaczę.

Przeszli przez portret Grubej Damy i, gdy znaleźli się w bezpiecznej odległości od wścibskich uszu, Syriusz zaczął opowiadać:

- Skoczyłem dziś do kuchni po kilka frykasów, oczywiście z niewidką. Idę korytarzem na siódmym piętrze, a tu nagle z jakiejś klasy wychodzi Dumbledore i nieznajoma dziewczyna. Rozmawiają sobie i nagle słyszę: "... tak Hermiono, powiem jej, ale pamiętaj, ty nie możesz nikomu zdradzić przyszłości. Twoje czasy muszą pozostać tajemnicą". Rozumiecie?! Ona jest z przyszłości!- zakończył przejętym szeptem.

Każdy z nich ze zdumieniem wpatrywał się w przyjaciela, jednak w jeszcze większy szok wprawił ich głos dochodzący z lewej strony.

- Nie ładnie tak podsłuchiwać, Łapo.

Potterowi ten głos z nikim się nie kojarzył. Był dziewczęcy, delikatny oraz melodyjny, lecz stanowczy i lekko zarozumiały. Dziwne połączenie. Wszyscy wpatrywali się w siebie z szeroko otwartymi oczami, po czym bez wahania spojrzeli w lewo.

Po chwili spod peleryny niewidki wyłoniła się dziewczyna. Była mniej więcej w ich wieku, choć czubkiem głowy sięgała podbródka Syriusza, Remusa i Jamesa. Wpatrywała się w nich brązowymi oczami, a jej usta wyginały się w uśmiechu. Zęby miała zniewalająco proste. Widoku dopełniały brązowe loki, całe spuszone.

Wpatrywała się w Blacka, wyraźnie czerpiąc satysfakcję z jego zszokowanej miny. Nie mogąc dłużej wytrzymać, roześmiała się i to nie tak jak różne dziewczyny, tylko perliście, uroczo. Po tym podeszła do Łapy i rzuciła mu się na szyję.

- Bardzo za tobą tęskniłam, Syriuszu.

Przyjaciel odwzajemnił uścisk, choć nadal nie wiedział, o co chodzi. Przeniosła spojrzenie na Lunatyka i jej twarz natomiast rozjaśniła się jeszcze bardziej.

- Remus!- jego także uściskała.

Później spojrzała na James'a i wyraźnie się zawahała.

- James...

Ten, nie wiedząc, co takiego zrobił w przyszłości, że dziewczyna się zmieszała, wyciągnął ręce. Ona, z ciągłym wahaniem, podeszła i objęła go. Na Petera się nie rzuciła, więc pomyślał, że go nie zauważyła.

- Jest tu jeszcze jeden...

- Wiem- przerwała mu chłodnym głosem.- Radzę mu się nie zbliżać, inaczej nawet jako szczur nie zdoła mi uciec.

Huncwoci spojrzeli na siebie w zdziwieniu, po czym wrócili do oceniania nowej gryfonki. Ta zarumieniła się lekko i spuściła głowę.

- Napatrzyliście się?- przerwała im rozbawiona.

Syriusz jak zawsze wyrwał się do odpowiedzi:

- Prosimy o wybaczenie, piękna pani, zaskoczyłaś nas niezmiernie- zaczął tonem arystokraty, lecz szybko dokończył normalnym głosem.- Najpierw się zjawiasz, potem się zjawiasz, a na koniec się zjawiasz i się do nas przytulasz i potem zdradzasz sekrety huncwotów! To nie dzieje się zbyt często.

Dziewczyna roześmiała się.

- Zdecydowanie w tych czasach masz lepsze poczucie humoru- odparła.

- Czyli naprawdę pochodzisz z przyszłości?- chciał się upewnić Lupin.

Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.

- Lunatyk jak zwykle dociekliwy. Tak, tak pochodzę.

- I nas znasz?

- Tak.

- A jesteś...?

- Syriusz wam jeszcze nie powiedział?- zapytała ze złośliwym uśmiechem.

- Panna Hermiona Granger, jeśli się nie mylę- Black ucałował jej rękę i pokłonił się nisko.

Na gryfonce ten gest nie zrobił żadnego wrażenia. Wpatrywała się w niego z wysoko uniesioną brwią i James miał wrażenie, że kogoś mu przypominała. Pewność zyskał dopiero później.

Peter zaproponował, żeby poszli do pokoju życzeń. Jako gentelman, którym nie był, chciał pokazać Hermionie drogę, więc wziął ją pod rękę. Potter czasami ubolewał nad jego głupotą. Dziewczyna przewróciła go, po czym przyłożyła mu różdżkę do gardła. Glizdogon przemienił się w swoją animagiczną postać i próbował uciec. Jednak gryfonka także o tym pomyślała. Szybko przemieniła się w rysia i niedługo po tym znowu przygniatała Petera. Obydwoje zmienili się z powrotem w ludzi.

- Jeszcze raz mnie dotkniesz, coś do mnie powiesz albo na mnie spojrzysz, zabiję cię słyszysz?- wysyczała.

- Ej, przestań! To nasz przyjaciel! Wiem, że może ci dopiekł w przyszłości, ale...- Syriusz wystąpił w obronie Peetigrewa.

- Dopiekł? Dopiekł? On nie jest wart wycierać nawet brudu z moich butów...

- Smerkerus!- wykrzyknął James.

Nareszcie dotarło do niego, kogo przypominała mu Hermiona. Syczenie, groźby, ironia oraz kpina i jeszcze ta uniesiona brew!

Dziewczyna odepchnęła Glizdogona, po czym podeszła do Rogacza.

- Nie waż się go tak nazywać. Ma na imię Severus.

Huncwoci spojrzeli na siebie. Tego już za wiele!

- Czemu? Jest tylko śmieciem, wycieradłem...

- Z kilku powodów! Remus, Severus Snape wysyła ci eliksir tojadowy od... pięciu lat, co miesiąc!

Wilkołak otworzył szeroko oczy.

- James, twój syn żyje tylko dlatego, że Severus Snape bronił go przez siedem lat, aż w końcu dla niego zginął!

Potter zaniemówił.

- Czy to wam nie wystarcza?!

- Nie- odparł Syriusz z kpiącym uśmiechem.- Co on zrobił dla mnie?

- Och, dla ciebie nic- powiedziała lekceważącym głosem.

Black prychnął i skrzyżował ręce na piersi.

- Tylko, że jeśli byś mu zaufał, to żyłbyś nadal- dodała chłodno.

Po tych słowach zapanowała przerażająca cisza. Huncwoci patrzyli na siebie z szokiem w oczach.

- Nadal będziecie sobie robić z niego kozła ofiarnego? Czterech na jednego? Przemyślcie to sobie, żegnam. Ach, jeszcze jedno- skierowała różdżkę na Petera.- Obliviate. Jeśli powiecie mu cokolwiek, zginiecie w męczarniach- ostrzegła, po czym założyła pelerynę i zniknęła.

Młodzi mężczyźni w milczeniu ruszyli w stronę wyjścia z Hogwartu. Musieli szybko porozmawiać.

Gdy wreszcie znaleźli się we Wrzeszczącej Chacie, każdy zajął swoje ulubione miejsce: James na biurku, Remus na krześle, Peter na miękkim taboreciku, a Syriusz na oparciu zniszczonej sofy. Nikt nie czuł się na siłach, by rozpoczynać rozmowę, oprócz...

- Chłopaki, po co tu przyszliśmy?- zapytał Pettigrew.

Reszta Huncwotów popatrzyła na siebie w zdumieniu. Dopiero na twarzy Lupina rozbłysło zrozumienie.

- A ile pamiętasz, Peter?

Syriusz i James pacnęli się w czoło- zapomnieli o zaklęciu zapomnienia, żenujące. Na twarzy Łapy od razu pojawiła się złość. Już na pierwszy rzut oka było widać, że nie podoba mu się ta sytuacja. Już otwierał usta, by zapewne opowiedzieć o wszystkim Glizdogonowi, gdy Potter wykrzyknął:

- Nie! Syriuszu, nie rób tego.

- Dlaczego?- odparł tonem buntownika.

- Później. Peter, ile pamiętasz?

- No...- zaczął wiercić się na krześle.- Byliśmy dziś z Remusem w pokoju wspólnym, później poszliśmy was szukać, ale was nigdzie nie było, więc...

- Ale co pamiętasz ostatnie?

- Ta dziewczyna z przeszłości, nie wiem jak ona miała, powiedziała, żebym się do niej nie zbliżał. Trochę się poszamotaliśmy, bo ona zmieniła się w rysia, dlatego musiałem uciekać. Trochę rozmawialiście, a jak powiedziałeś, że jest jak Smerkerus, to sobie poszła.

James przetrawił te informacje. Z tego, co wywnioskował, wynikało, że Hermiona usunęła tylko wspomnienia związane z przyszłością. Czy to było sprawiedliwe? Peter był jego przyjacielem od siedmiu lat i nigdy nie ukrywali niczego między sobą, a teraz... Mimo wielkiej chęci opowiedzenia wszystkiego Glizdogonowi, Rogacz czuł, że jeśli ta Hermiona Granger tego zabroniła, to powinien to uszanować.

Miał nieoparte wrażenie, że przez jego kaprysy, coś w przyszłości pójdzie nie tak. Na twarzy Lunatyka widział tę samą walkę. Przyjaciele byli najważniejsi, jednak... Hermiona im ZAUFAŁA. Zdradziła im przyszłość. Jeśli coś zepsują, jego syn może nie istnieć. Potter ciągle nie wiedział, co o tym myśleć. Jednak zdecydować musiał.

- Peter, chodź, musisz się położyć. Ta Granger dała ci popalić. Spokojnie, w razie potrzeby cię obronimy. Nie zwracaj na nią uwagi tak, jak sobie wymyśliła.

Wrócili do dormitorium w dość krótkim czasie, dzięki ukrytym przejściom. Odprowadzili Petera do łóżka, który był wniebowzięty taką eskortą, po czym wrócili do pokoju wspólnego. Poczekali, aż ostatnie osoby wyjdą, po czym skierowali się do swojego ulubionego kąta.

Czerwień pokoju oraz pomarańczowe płomienie buchające z kominka, kojąco wpływały na James'a. Już wiedział, że podjął właściwą decyzję, nie mówiąc o niczym Peterowi. Po chwili ogłosił głośno swoje wnioski. Twarz Syriusza od razu stała się czerwona, jednak Remus pokiwał mu w zrozumieniu.

- James! To nasz PRZYJACIEL! Nie pamiętasz?! Należysz do Gryffindoru, powinieneś być lojalny...!

- Jestem lojalny- przerwał spokojnie Rogacz.- Syriuszu Łapo Huncwocie Black, posłuchaj mnie. Hermiona wyczyściła umysł Petera tylko z informacji o przyszłości. Nie zrobiła nic więcej. Ona nam zaufała. Nie musiała, wręcz nie mogła jej zdradzać i zaufała nam na tyle...

- Ona wyczyściła tylko informacje o Smarku!

- Chyba nie masz zamiaru, go tak nadal nazywać- przerwał zimno Remus.
Popatrzył przenikliwie na Syriusza, marszcząc brwi.

- Raczej że mam! To tylko Smerkerus...

- Nawet po tym, co usłyszałeś?!- zapytał oburzony James.

- Co ona mi takiego powiedziała? Że Wycierus robi jakiś tam eliksir, czy chroni jakieś tam dziecko. A co jeśli kłamała? Nie wierzę, że on jest zdolny do jakiejkolwiek pomocy!

- Łżesz, Syriuszu. Dobrze wiesz, że... Snape pomagał Lily przez te wszystkie lata...

- Aż nazwał ją szlamą- mruknął z przekąsem Black.

- Daj spokój, po prostu nie podoba ci się, co powiedziała Granger!

- Nie prawda.

Wszyscy wiedzieli, że to kłamstwo. W końcu głos zabrał Lupin.

- Łapo, każdy z nas kiedyś umrze...

- Ja nie umrę, ja zostanę zabity!- wybuchł.

- Skąd wiesz?- dociekał Lunatyk.

- Wiem i tyle! I to na pewno on mnie zabije!

- Daj spokój. Lepszej bajeczki nie możesz wymyślić?- usłyszeli znajomy głos.

Hermiona siedziała na oparciu jednego z krzeseł i przyglądała się im z kpiną.

- W takim razie powiedz, kto mnie zabije!

- Ależ proszę, dam ci nawet więcej informacji! Zginiesz w Ministerstwie Magii, w Departamencie Tajemnic. Byłeś taki głupi, że poleciałeś ratować swojego chrześniaka, chociaż Voldemort polował na twoją głowę, a H... twój chrześniak miał do pomocy połowę Zakonu. Snape powiedział ci, żebyś został, lecz ty tylko szukałeś ucieczki z domu swojego rodu. Ach, no i zabiła cię twoja słodka kuzyneczka Bellatriks.

- Bellatriks Black?

- A znasz inną?

Syriusz zamilkł, lecz po chwili znowu się odezwał.

- Nadal nie pasuje mi to, że nic nie mówimy Peterowi.

Granger westchnęła i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w ogień. Gdy Lunatyk po raz kolejny uciszył zniecierpliwionego Łapę, w końcu się odwróciła. Na jej twarzy widać było wielkie zmęczenie oraz rozpacz, oczy zaś miała zamknięte. W takim stanie wyglądała, jakby postarzała się co najmniej o piętnaście lat.

- Przyszłość jest straszna. Ten, który miał pokonać Czarnego Pana, zginął z jego ręki. Świat opanowali śmierciożercy. ON już nikogo się nie boi. Szkoła stała się koszarami dla armii. Czarodzieje mugolskiego pochodzenia są zabijani, torturowani, traktowani jak zabawki... nie koniecznie w tej kolejności. O mugolach nie wspomnę. Nikt już nie może go pokonać. Prócz mnie- uśmiechnęła się lekko.- Jestem w przeszłości i MOGĘ zmienić bieg wydarzeń. Tylko to nam pozostało. Oczywiście muszę uważać. Jednak z dyrektorem ustaliliśmy listę... rzeczy, które muszą zostać zrobione. Nic poza nimi, rozumiecie? Na tej liście nie ma nawet poinformowania was o mojej sytuacji, jednak dyrektor zgodził się na taką ewentualność. Jednak wasz przyjaciel to ostatni człowiek, któremu mogłabym powiedzieć. Zresztą wolałabym umrzeć niż to zrobić- spod jej powiek nagle wypłynęły łzy. Starła je szybkim ruchem, lecz nadal nie otworzyła oczu.

- Powiedz nam coś o przyszłości. Naszej przyszłości- szepnął Lupin.

- Jeśli coś wam powiem, przysięgniecie, że nikomu nic nie zdradzicie?- otworzyła oczy i od razu spojrzała na Syriusza.

Wszyscy trzej zgodnie pokiwali głową.

- Dobrze, pytajcie- wypuściła powietrze z płuc.

Huncwoci aż palili się, by zadać jakieś pytanie, lecz Hermiona szybko ich
uciszyła.

- Po kolei, Lupin ty pierwszy. Masz trzy pytania- jej głos zabrzmiał tak samo, jak przed kilkoma godzinami. Lekko zarozumiale i zdecydowanie, lecz z nutką rozbawienia.

- Dlaczego... on przysyłał mi eliksir?

Panna Granger skrzywiła się malowniczo.

- W pierwszym roku dyrektor go zmusił. W następnych dwóch wasze stosunki nieco się ociepliły, wybaczył ci dawne wybryki... w pewnym stopniu. Nadal nie był miły, jak to on, jednak ten podarunek mówił wszystko o jego stosunku do ciebie.

Wytłumaczyła to najlepiej, jak potrafiła. Remus z ożywieniem pokiwał głową, lecz dwójka pozostałych mężczyzn marszczyła brwi w niezrozumieniu. Nie był miły, ale go lubił? Czy w końcu nadal nie lubił?

- Czy będę w Zakonie Feniksa?

- Oczywiście.

- A...- jego głos lekko zadrżał.- Czy... czy ja założyłem rodzinę?

Na usta Hermiony wpłynął uśmiech. Położyła mu rękę na kolanie i powiedziała:

- Tak. Masz wspaniałą żonę oraz uroczego synka.

Jamesowi ten uśmiech wydał się bardzo smutny, jednak Lupin tego nie zauważył. Wypuścił ze świstem powietrze i uśmiechnął się szeroko, uderzając nerwowo pięścią w drugą rękę.
Nagle dziewczyna spojrzała na Rogacza.

- James, twoja kolej.

- A ja?!- zawołał buntowniczo Black.

- Tobie udzieliłam już wystarczająco informacji, nie uważasz?

- Nie uważam- odpowiedział hardo.

- Syriuszu- szepnął karcąco Remus.

Łapa nieco oklapł i zamilkł. Natomiast Potter zaczął zadawać pytania:

- Dlaczego ochraniał mojego syna?

Hermiona skrzywiła się gorzej niż poprzednio.

- To było słuszne. Tak... mógł... Nie, nie mogę powiedzieć więcej.

Mężczyzna nie stracił humoru.

- Czy mój syn często wpadał w tarapaty?

Ku zdziwieniu wszystkich, dziewczyna zaczęła się śmiać.

-H... twój syn? Powinien mieć na drugie imię "kłopot" a nie "James".

Rogacz uśmiechnął się szeroko.

- Kim jest moja żona?

- Inne pytanie, proszę.

Tym razem pokazał swoje niezadowolenie, jednak szybko jego twarz rozjaśniła się ponownie w uśmiechu.

- Dobrze, więc... Jaki był największy wynalazek Huncwotów?

- Mapa huncwotów- odparła bez wahania.

Wśród wyżej wspomnianych wybuchło wielkie poruszenie.

- Wypaliła?!

- Naprawdę?!

- Jak ona wygląda?!

- Ile ludzi ją widziało?!

- Jest wystrzałowa?!

- Ile jest tajnych przejść?!

- Zaraz! Stop! To znaczy... że jeszcze jej nie stworzyliście?

- Wiedziałem, że nam się uda!- zawołał Syriusz.

Już miał ruszać do Petera, gdy Hermiona zawołała:

- Panie Black! Halo! Przypominam, że zostały panu trzy pytania!

- Jak wyglądała mapa?- zapytał podekscytowany Łapa.

Panna Granger westchnęła.

- Jak zwykły arkusz papieru. Później miała wszystkie piętra i pokazywała kropki z imionami oraz nazwiskami ludzi, którzy przebywali na terenie Hogwartu.

- A jakim zaklęciem ją otwierałaś?

- Trzeba było tylko powiedzieć: "Przysięgam, że knuję coś niedobrego.", żeby zamknąć "Koniec psot". Syriuszu, naprawdę nie chcesz się czegoś dowiedzieć o swojej przyszłości?

- No dobrze... mam swój motocykl?

- Oczywiście. I to jeszcze ulepszony! Bardzo dobrze się spisał- powiedziała z rozczuleniem.

- Nie opowiesz nam o żadnych konkretnych faktach, prawda?- zapytał Remus.

Dziewczyna popatrzyła na nich z czułością i, jakby się opamiętując, potrząsnęła głową.

- Nie, nie mogę. Na dziś chyba wystarczy, muszę iść. Dziękuję wam, że nie zdradzicie mojej tajemnicy.

Pocałowała każdego z nich w policzek, po czym ruszyła do portretu Grubej Damy.

- Ale gdzie ty idziesz? Sypialnie są tam- Łapa wskazał schody i uśmiechnął się ironicznie.

- Tak, wiem, gdzie są sypialnie, mieszkałam tam przez siedem lat- odparła złośliwie.

- To gdzie ty idziesz?- spytał James.

- Do mojej sypialni. I nie, nawet nie pytajcie. To moja słodka tajemnica- roześmiała się radośnie i Potter stwierdził, że powinna częściej to robić.

- Hermiono?- Syriusz się zawahał.- Możemy powiedzieć to Peterowi?

James rozumiał jego rozterkę. Obiecał Granger, że nikomu nie powie, a jego honor nie pozwalał na złamanie słowa, jednak Peter był jego przyjacielem, przed którym, do tego dnia, nie miał tajemnic. To, że raz coś przed nim ukrył, nie znaczyło, że zrobił to z przyjemnością.

Dziewczyna zastanowiła się chwilę, po czym powiedziała z łagodnym wyrazem twarzy:

- Nie mówcie tylko o tym, co powiedziałam ogólnie o przyszłości, o tym, że Remus będzie w Zakonie i to chyba wszystko... chociaż nie. Nie mów mu też, jak zginąłeś, dobrze?

- Dobrze- zaakceptował warunki.

- Dobranoc- odpowiedziała z uśmiechem, po czym zniknęła w ciemności korytarza.

James mało spał tej nocy- musiał przetrawić wszystkie informacje. Będzie miał syna! Będzie miał żonę! Sm... Snape okazał się dobry... Jego syn na drugie imię miał James, a na pierwsze coś na "H" i był pewien, że to właśnie on będzie tym chrześniakiem Syriusza! Tyle dobrych informacji, jednak...

Dlaczego Hermiona była taka przejęta, gdy mówiła o Peterze? Co on mógł zrobić, że nawet "dyrektor" mu nie ufał? Nie mógł pozbyć się wrażenia, że dzieje się coś bardzo złego. Zresztą nie tylko on nie mógł zasnąć. Rogacz nie słyszał zwyczajnego chrapania Remusa, a z łóżka Łapy ciągle dochodziły jakieś szelesty. Czy oni też poczuli, że coś w tej sprawie śmierdzi? Jednak myśl o Hermionie jakoś mu pomagała. Nie znał się na ludziach, jednak w jej zachowaniu nie widział fałszu. Ufam tej dziewczynie- ta myśl ukołysała go do snu.