piątek, 11 listopada 2016

Zimowa misja cz.2

Ahoj! ♥ Starałam się jak najszybciej napisać rozdział, bo niektórzy z Was wykazali zainteresowanie nową historią. Mam nadzieję, że wraz z kolejnymi rozdziałami będzie także przybywać czytelników. Do zobaczenia! ;)

***

Następnego dnia słońce zawitało do dormitorium gryfonów siódmego roku zbyt wcześnie. James, Syriusz oraz Remus niewiele spali i teraz padali na twarz. Okazało się zresztą, że do śniadania zostało im tylko pięć minut, więc jak najszybciej się ubrali i zeszli na dół. W innych okolicznościach wpadliby po prostu do kuchni, lecz dziś musieli pojawić się Wielkiej Sali.

Nie mogli zostawić Hermiony samej. Znała te tereny, lecz nic więcej. Nadal nie wiedzieli z jak dalekiej przeszłości przybyła, więc równie dobrze mogła być starsza o kilka lat, jak i o kilkadziesiąt. Remus zwrócił im na to uwagę przy ubieraniu, a James się z tym zgadzał. Syriusz był raczej powściągliwy, lecz dał się przekonać.

Powłócząc nogami, weszli do Pokoju Wspólnego. Powitał ich tam tłum gryfonów ze starszych klas, zgromadzonych wokół jednej osóbki. James szybko objął Hermionę w talii i przyciągnął ją bez słowa do siebie, kontynuując marsz.

Dziewczyna parsknęła śmiechem, ale kiwnęła głową w podziękowaniu.

- Wyspaliście się?

Ich ponure miny mówiły same za siebie.

- Co ty w ogóle robiłaś w Pokoju Wspólnym? W nocy wyszłaś z wieży Gryffindoru- zastanowił się Lunatyk.

- Przyszłam po was. Zobaczyłam waszego przyjaciela na śniadaniu- zrobiła zniesmaczoną minę- i pomyślałam, że zaspaliście. Nie przewidziałam jedynie innych gryfonów, którzy po przemówieniu dyrektora Dumbledore'a chcieli mnie bliżej poznać- zarumieniła się.

Nagle na ich oczach zmieniła się w zawstydzoną dziewczynę, uczennicę, której największym zmartwieniem jest wypracowanie na transmutację. Patrząc na nią, nikt nawet nie podejrzewałby, że przybywa z przyszłości.

Widząc kierowane na nią zamyślone spojrzenia, powiedziała:

- Odwykłam już od takiej zwykłej uwagi i ciekawości... Kiedy jestem wśród was, czuję się dobrze, ale tam w Pokoju Wspólnym, wydawało mi się, że powoli mnie osaczają. Moje instynkty dają o sobie znać- uśmiechnęła się smutno i ponownie zobaczyli w niej doświadczoną czarownicę.- W czasach, gdy nie ma reżimu, te odruchy wydają się... śmieszne- zaśmiała się ponuro.

Doszli właśnie do Wielkiej Sali, więc musieli przerwać konwersację o przyszłości. Gdy tylko się pokazali, nagle zapadła cisza, po czym wybuchła fala szeptów. Hermiona wyglądała na pewną siebie, jakby w ogóle nie przeszkadzało jej, że cała szkoła ją obgaduje, lecz Huncwoci widzieli jej spiętą sylwetkę. James wiedział, że gdyby rzucił teraz jakąś klątwę w jej plecy, ona bez problemu by ją odbiła i jeszcze załatwiła go na amen.

Glizdogon szaleńczo do nich machał, lecz dziewczyna nie zwracając na niego uwagi, usiadła przy drugim końcu stołu. Lupin został z nią, ale Syriusz poszedł do Petera, natomiast James był rozdarty. Hermiona popatrzyła na niego z sympatią i powiedziała:

- Nie musisz ze mną zostawać, obaj nie musicie- zwróciła się także do Remusa.- Jestem samowystarczalna, a wasz kumpel będzie bardzo zraniony, jeśli go zostawicie- uśmiechnęła się złośliwie.

Bez odwracania widział, jak Peterowi oklapły uszy. On zawsze szukał aprobaty u niego i Syriusza, a teraz jawnie wybierali pannę zamiast przyjaciela. Kiwnął jej głową i poszedł tam, gdzie jego miejsce.

- Ty nie idziesz?- usłyszał jeszcze, jak spytała zajadającego się Remusa.

On tylko pokręcił głową, więc Hermiona także wzięła się za jedzenie.

- James, przyszedłeś!- wdzięczność w głosie Petera była wręcz namacalna.

Potter uśmiechnął się tylko, lecz poczucie winy zjadało go od środka. Jak mógł nawet myśleć o opuszczeniu przyjaciela? Co się z nim działo...?

Ta dziewczyna go intrygowała, to jasne- była z przyszłości! Poza tym czuł, że obdarzyła go zaufaniem, więc podświadomie starał się być lojalny. Ale zdradzając tym samym przyjaciela? Wcześniej James nie musiał wybierać. Byli tylko Huncwoci i Lily. Evans ciągle go odpychała, ale mimo wszystko mieli z nią dobre stosunki. Czuł podświadomą potrzebę opiekowania się Hermioną, jednak czy to miało kosztować go przyjaźń?
Rogacz popatrzył na nią, gdy rozmawiała z Lupinem. Nie wyglądała na smutną czy opuszczoną. Pokręcił głową- nie mógł poświęcić swojej przyjaźni, bo ona nie lubiła Petera. Pomoże jej w razie potrzeby, ale nie będzie niańką- to należało do obowiązków Remusa.

^.^.^

Pierwsza lekcja- eliksiry. Potter i Black wymienili pełne zadowolenia uśmiechy.

- Będzie trzeba się przypomnieć staruszkowi, dawno nie było spotkania- powiedział Syriusz.

- Dopóki pozwala mi spać na eliksirach, może robić, co mu się żywnie podoba- James przeciągnął się.

- Należycie do Klubu Ślimaka?- zapytała Hermiona, która szła ramię w ramię z Remusem.

- Ja i Syriusz- potwierdził.

- A ty Remusie? Przecież byłeś prefektem i masz znakomite stopnie- zdziwiła się.

- Wygląda na to, że znasz Slughorna tak dobrze jak my, więc wiesz, jak bardzo reputacja liczy się dla naszego profesora. Gdyby przygarnął mnie pod swoje skrzydła, a później na jaw wyszedłby mój status... A przynajmniej tak sobie tłumaczę- odparł gorzko.

Dziewczyna zacisnęła tylko mocniej zęby. Wyglądała na zdenerwowaną i zestresowaną, a nawet... zdeterminowaną. Czyżby chciała walczyć o Remusa? Ile razy już próbowali! Wiedzieli, że Lunatyk naprawdę zasługuje na miejsce w ich elitarnym klubie.

- Lily jest mugolaczką, a jednak jemu to nie przeszkadza. Dlaczego?

Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni, ale Syriusz najszybciej się otrząsnął.

- Skąd wiesz, że Lily należy do Klubu?

- A czy to tajemnica, Syriuszu?- spytała znużonym głosem.- Wyjaśnij mi lepiej, dlaczego nie akceptuje Remusa!

- Hermiono, jesteś mugolaczką, prawda?- zapytał James, a on jedynie skinęła głową.- Nie dorastałaś w naszym świecie i nie zdajesz sobie naprawdę sprawy, jak nasze społeczeństwo jest... hierarchiczne. Tutaj od urodzenia masz nadany status, który nie zależy od ciebie. Nie zawsze zależy to jednak od krwi- dopóki nie zjawił się Sama-Wiesz-Kto uważano to nawet za przestarzałe. Twoje miejsce w hierarchii sytuowane jest sytuacją finansową, wykonywanym zawodem i częściowo pochodzeniem, lecz bardziej pod kątem osiągnięć twoich przodków. Lecz to wszystko się nie liczy, jeśli nie masz w sobie całkowicie czarodziejskiej krwi. Lunatyk jest częściowo magicznym stworzeniem. W wypadku mieszańców istnieje osobna hierarchia... a wilkołaki figurują w niej na szarym końcu- zakończył smętnie.

- Dlaczego akurat na końcu? Z jakich względów?

Hermiona wyglądała na zdeterminowaną, by poznać odpowiedź. Zaraz miała zacząć się lekcja, a poza tym Remus nie czuł się dobrze, gdy rozmawiali na tematy jakkolwiek związane z likantropią, więc Potter przedstawił to raczej zwięźle:

- Wilkołaki nie mają swojej historii, bo to nie jest dziedziczne. Nie mają dorobku, a ich rasa nie ma nic do zaoferowania społeczeństwu jak na przykład gobliny. Poza tym zagrażają czarodziejom, bo tracą kontrolę. Nie są przy tym wyrafinowane, dumne czy subtelne, wręcz przeciwnie- są ucieleśnieniem bestii, czego czarodzieje nigdy nie będą szanować.

Dziewczyna pokiwała głową, lecz zmarszczone czoło nie powróciło do dawnego stanu. Miał wrażenie, że chciała coś powiedzieć, ale w tej chwili Slughorn zaszczycił ich swoją obecnością.

^.^.^

Potter musiał przyznać, że ta dziewczyna zaskakiwała go na każdym kroku. To, że była mugolaczką trochę wyjaśniało, np. kwestię jej zdolności aktorskich. Umiała kłamać doskonale, a udowodniła to na samym początku lekcji, kiedy przejęzyczyła się w nazwisku profesora, jakby jeszcze przed chwilą nie toczyli zażartej dyskusji o jego gustach, jednak jej język ciała pozostawał wiele do życzenia. W czystokrwistych rodach uczono utrzymywać kontrolę przez cały czas, wręcz bez udziału świadomości, Hermiona natomiast umiała ujarzmić swoje ciało tylko w razie potrzeby.

Zaskoczyła go, gdy usiadła koło Snape'a. Oczywiście było to jedyne wolne miejsce, lecz wcześniej ustalili, że jeden z nich się przesiądzie. Rozmawiali o tym przy niej, jeszcze kiwnęła im głową na zgodę, więc nie było szansy, żeby nie usłyszała. Wychodziło na to, że chciała usiąść koło Snape'a.

Smerkerus. To znaczy Severus. Rogaczowi trudno było zmienić nastawienie co do tego śmiecia. Doskonale wiedział, jaki on jest... Albo ocenił go zbyt pochopnie. Nie było wątpliwości, że Snape nie był święty- również rzucał na nich klątwy, walczył z nimi. Jednak on był sam, a ich czterech. Jednak Potter zawsze myślał, że to sprawiedliwe. Teraz... dopuszczał do siebie OPCJĘ, że to oni go prowokowali. Jak dłużej o tym myślał, zauważył, że już w pociągu zaczepili Smarka... Snape'a. Chodziło tylko o rywalizację między domami i jego... złą aurę. Nie spodobał im się i zaczęli go zaczepiać- to nie było zachowanie godne gryfona, który kończy szkołę i jest świadomy swoich czynów.

Pokręcił głową... Co ta dziewczyna z nim zrobiła?

^.^.^

Jak na razie Hermiona uczęszczała z Potterem na wszystkie zajęcia i zawsze siadała ze Snape'm. Kiedy chłopak widział jego pogardliwe spojrzenia rzucane w jej stronę, miał ochotę przekląć tego ślizgońskiego drania, jednak za każdym razem przypominał sobie zachowanie dziewczyny co do Petera. Jeśli jej coś nie pasowało, wyrażała to jasno i wyraźnie.

Akurat na numerologii James został sam z Remusem, ponieważ zarówno Syriusz jak i Peter nie wybrali tego przedmiotu w trzeciej klasie. On oczywiście też wylegiwałby się w dormitorium, gdyby nie Lily...

- Remus, przemyślałem sprawę- powiedział cicho.

Wilkołak kiwnął głową na znak, że go słucha i lekko ją przekrzywił w niemym pytaniu. Nienawidził rozmawiać w czasie lekcji, ale poszedł na kompromis i używał mowy ciała.

- Snape- mruknął.

Remus wyprostował się nieco na krześle i energicznie pokiwał głową- też o tym myślał. James wziął głęboki oddech.

- Chcę go przeprosić.

Te słowa ledwo przeszły chłopakowi przez gardło, jego ciało buntowało się na to stwierdzenie. Lunatyk aż zapomniał o swoim nieodzywaniu się.

- Serio?- spytał z niedowierzaniem i dopiero, gdy Potter skinął głową, kontynuował.- Jestem z ciebie dumny, James.

W innej sytuacji Rogacz pewnie zareagowałby śmiechem, lecz teraz jedynie kiwnął ponuro głową. Przeprosić swojego wroga, który jest największą szumowiną, jaką się zna, to nie takie byle co. Dodatkowo wiedział, jak zareaguje Syriusz. Mimo wszelkich wyjaśnień Hermiony, nadal uważał, że to Snape go wykończył. Przez lata go nienawidzili, ale to Łapa chciał go zamordować... Może nie do końca świadomie, ale posłał go na śmierć do przemienionego Remusa. Od tego wydarzenia ich obopólna nienawiść się powiększyła. 

- Ale poczekamy, aż Hermiona go zmiękczy.