sobota, 3 grudnia 2016

Zimowa misja cz.3

Ho, ho, ho! Jest już grudzień, więc przychodzę z nowym rozdziałem, a że pewnie nie uda mi się napisać kolejnego przed świętami,  możecie potraktować trzecią część jako prezent gwiazdkowy :) Zapraszam do czytania :)

Siedzieli w Pokoju Wspólnym i odrabiali zadania. Remus zawsze służył pomocą swoim kolegom, ale okazało się, że nie tylko on ma zadatki na nauczyciela. Podczas gdy Hermiona tłumaczyła Jamesowi zagadnienie z numerologii, Lunatyk pomagał chłopakom w zaklęciach. W ten sposób Remus został odciążony, Potter się skoncentrował, by nie zbłaźnić się przed nową koleżanką, Glizdogon siedział cicho, by panna z przyszłości znowu na niego nie napadła, a Łapa, widząc ten stan rzeczy, również się nie wygłupiał. Skończyli przez to wcześniej i mieli więcej czasu na figle, a w przypadku Remusa i Hermiony- na dyskusję.

James jednym uchem słuchał dowcipu Syriusza, a drugim podsłuchiwał, o czym rozmawiała parka kujonów. W gruncie rzeczy były to typowo naukowe sprawy i z których co nieco rozumiał, lecz nie chciał przegapić momentu, kiedy konwersacja zejdzie na bardziej osobiste tematy. Z pewnością jego podzielność uwagi wkrótce dałaby plamę, gdyby nie najmniej oczekiwana osoba. Wszyscy usłyszeli chrząknięcie i rozmowa w danym kącie się urwała.

- Witaj- powiedziała rudowłosa gryfonka- nazywam się Lily Evans i jestem prefektem naczelnym. Miło mi cię wreszcie poznać.

James siedział jak urzeczony i tylko głupio się uśmiechał. Hermiona parsknęła na ten widok śmiechem i wyciągnęła rękę. Nie wyglądała na zaskoczoną tym wtargnięciem, raczej... podekscytowaną.

- Hermiona Granger, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że cię poznałam- uśmiechnęła się czule, co James od razu zauważył i kopnął ją w kostkę. Ona jednak nie dała niczego po sobie poznać.- Huncwoci to wspaniała paczka i lepszych towarzyszy nie mogłam sobie wymarzyć, ale miło będzie wreszcie porozmawiać z dziewczyną.

Potter wymienił spojrzenia z chłopakami i wiedział, że oni też zauważyli ten specyficzny uśmiech- miała go zawsze, gdy mówiła o dobrych stronach przyszłości. Więc musiała znać Evans! Czy to możliwe, że to ta rudowłosa piękność była żoną Jamesa?- takie myśli krążyły po umysłach trójki wtajemniczonych.

- W takim razie zapraszam na wieczorne ploteczki- uśmiechnęła się, po czym zmarszczyła czoło.- Nie rozumiem, dlaczego przez te wszystkie dni jeszcze nie przeniesiono twojego łóżka, ale właśnie wybieram się do profesor McGonagall, naszej opiekunki, więc do wieczora wszystko będzie załatwione.

- Lily, wolałabym nie, mam osobne dormitorium niedaleko Pokoju Wspólnego i to mi odpowiada. Mam trudności w dzieleniu przestrzeni osobistej i pozwalam na to tylko osobom, którym ufam. Wybacz, ale nie sądzę, żeby to nastąpiło do końca roku szkolnego. Zresztą to tylko pół roku.

Lily przypatrywała się jej badawczo przez chwilę, po czym uśmiechnęła sie ciepło.

- Postaramy się, żebyś zmieniła zdanie. W każdym razie zaproszenie aktualne.

Odeszła najprawdopodobniej przygotować się do snu, chłopcy natomiast wlepili pytający wzrok w Hermionę, jednak ona zdawała się tego nie dostrzegać.

- To prawda, Hermiono?- zapytał w końcu Remus.

- W związku z czym?

- Czy to prawda, że musisz od nas odpocząć? Przepraszamy, jeśli się narzucamy- powiedział w imieniu wszystkich.

Hermiona jedynie zaśmiała się cicho.

- Nie bardzo. Przez cały mój pobyt w Hogwarcie miałam dwóch przyjaciół, chłopców. Co prawda dzieliłam dormitorium z innymi dziewczętami, ale rzadko nadawałam na tych samych falach co one. Szczerze boję się tych ploteczek.

Chłopcy zaśmiali się z jej nieszczęśliwej miny. Nawet Peter lekko się rozluźnił.

- W każdym razie wyglądałaś naprawdę realistycznie- pochwalił Remus.

- Dzięki... Idę się przygotować, życzcie mi szczęścia- z westchnieniem opuściła Pokój Wspólny Gryffindoru.

Zabawna atmosfera pozostała z Huncwotami, lecz nie na długo. James postanowił podzielić się swoim pomysłem z pozostałymi.

- Chłopaki, podjąłem decyzję- spoważniał i nawet Syriusz się skupił.- W... świetle nowych... wydarzeń, kiedy to dostaliśmy więcej... em, informacji... Na gacie Merlina, chodzi o Snape'a. Chcę go przeprosić.

Rozluźnienie opuściło wszystkich w jednej sekundzie. Nawet po wielu latach w pamięci pozostał mu wyraz niedowierzania na twarzy Blacka i jego chłodne "Rób, co chcesz". James spodziewał się naprawdę, absolutnie wszystkiego, ale nie tego. Jego przyjaciel cały się spiął i stał się zimny, obcy. Często lubił bawić się w arystokratę- przyjmował wtedy dostojną pozę i rzucał kwiecistymi mowami jak z rękawa. Do tej pory Rogacz nie zdawał sobie sprawy, że to zabawa, wizerunek wymyślony. Bo Syriusz-Arystokrata wyglądał kompletnie inaczej.

Potter nie czekał nawet na reakcje pozostałych, od razu pobiegł za nim. Nie uciekł daleko... może dlatego, że nie uciekał? Po prostu odszedł. James złapał go za ramię, ale Syriusz był przygotowany. Wykręcił jego rękę i wyszeptał do ucha.

- Wiem, co chcesz powiedzieć, więc nawet nie próbuj. Może nie byłem sprawiedliwy co do Smerkerusa, ale nie zmierzam się zmieniać, bo nowa dziewczyna zamotała ci w głowie.

James był zdezorientowany, ale postanowił zachować spokój. To był jego przyjaciel.

- Syriuszu, puść moją rękę i pozwól wytłumaczyć.

Przez parę chwil nic się nie działo, lecz w końcu poczuł, że jego dłoń jest wolna. Odwrócił się do nadal obcego oblicza Syriusza.

- Faktycznie, to przez Hermionę zwróciłem uwagę na nasze zachowanie, ale do wniosków doszedłem sam. Myślałem nad tym kilka dni, naprawdę wszystko przeanalizowałem! Uwielbiam psoty i łamanie regulaminu, nie mam nic przeciwko wymierzaniu sprawiedliwości, ale Smark... On był słaby, a my, chcąc się poczuć lepszymi, atakowaliśmy go. To my zaczęliśmy, a on się tylko bronił. Nie jest święty i wręcz cuchnie czarną magią, ale... Po prostu pomyślałem, że to trochę przez nas. Pamiętasz pociąg? On chciał trafić do Slytherinu, bo spryt był dla niego najważniejszą cechą, a my go za to skreśliliśmy. Pomyślałem, że zamiast popychać go dalej w stronę ciemności, możemy choć trochę go od niej odwieść...

Przez całą przemowę, Łapa nie próbował się odezwać ani razu.

- Wiesz- mówił dalej już zdenerwowany James- nie musimy się z nim od razu przyjaźnić... Po prostu dajmy mu spokój. Poluzujmy. W końcu musimy chociaż trochę zachowywać się jak gryfoni- spróbował zażartować.

Black się rozluźnił i nawet lekko uśmiechnął.

- Dobra. Ale jeśli odstawi jakiś numer...- przejechał palcem po szyi- to ty jesteś za niego odpowiedzialny. Idę spać.

- Było blisko- wyszeptał.

- Było- odpowiedział mu znajomy głos.

Hermiona właśnie wkładała pelerynę-niewidkę do torby. Na jej ustach błąkał się delikatny uśmiech, kiedy patrzyła na niego spod rzęs.

- Podsłuchiwałaś- rzucił jej zirytowane spojrzenie.

Jasne, to dzięki niej doszedł do tych wniosków, ale nie chciał, żeby ona o nich wiedziała. To była prywatna sprawa.

Na szczęście wyglądała na bardzo realistycznie skruszoną.

- Przepraszam, wiem, że nie powinnam, ale... James, ja bardzo liczyłam, że dojdziesz do tych wniosków. Uwzględniliśmy to w naszym planie. Oczywiście, jeśli byś się uparł, to coś bym wymyśliła, ale... wierzyłam w ojca mojego przyjaciela.

Z pewnością to ostatnie zdanie miało go udobruchać i właściwie spełniło swój cel. Cokolwiek robiła tu ta dziewczyna, pomagało to w tworzeniu bezpiecznej przyszłości dla jego syna, więc kim on był, żeby protestować? Nawet jeśli jego największa, jak dotąd, decyzja życiowa została zminimalizowana do niepewnego elementu.

- Nie mogłaś powiedzieć od razu? Jeśli wiedziałbym, że przeproszenie Smarka... Snape'a jest takie ważne, zrobiłbym to dawno.

- Dla mnie ważne jest to, że zrozumiałeś- uśmiechnęła się delikatnie.

- Więc jaki będzie kolejny krok?- zainteresował się.

Dziewczyna spojrzała na niego oceniająco, po czym odezwała się cicho.

- Na razie nie macie nic do roboty, teraz liczy się reakcja Severusa. A w między czasie... chyba będę musiała porozmawiać z Remusem.

Kiwnęła głową, po czym ruszyła w stronę Pokoju Wspólnego. James tylko pokręcił głową i poszedł do sypialni.

Czuł się wspaniale zredukowany. Ale! Nawet jeśli był TYM elementem, to czy nie powinien dostać jakiejś większej pochwały?

Syriusz już spał.

^.^.^

Następnego dnia obudził się bardzo wcześnie, a ponieważ nastał weekend, postanowił polatać. Ubrał się w ciszy i już po kilku minutach spacerował przez ośnieżone błonia. Tej nocy padało, a ze względu na porę białe błonia wyglądały jak jednolita masa lukru. Z pewnym żalem zostawiał za sobą ślady, niszcząc tę harmonię, ale nie miał wyboru, bo miotłę zostawił w składziku.

Naprawdę uwielbiał zimę. Oczywiście, wszystko zaczęło się w dzieciństwie, kiedy to ze swoją siostrzyczką bawili się całymi dniami na śniegu. Później, gdy jej choroba się ujawniła i nie mogła wychodzić z łóżka, największą frajdę sprawiało jej wpatrywanie się w płatki śniegu. Po śmierci Amelii, też zaczął to robić. Wyobrażał sobie wtedy, że to ona wiruje w powietrzu, wręcz wyczuwał jej obecność zimą. Ta pora roku go uspokajała. 

W Hogwarcie doszły do tego zabawy- bitwa na śnieżki, lepienie bałwanów, wrzucanie Smerkerusa w zaspy... To wszystko sprawiało mu ogromną przyjemność, ale nie tak jak latanie. To uczucie zamarzania, igiełki wbijające się w twarz, mgiełka wydostająca się z jego ust... 

Szybując, leniwie podziwiał błonia. Dostrzegł chatkę Hagrida, szklarnie, zamarznięte jezioro, Bijącą Wierzbę... a w drodze do niej szedł... Remus z Hermioną? Aż zatrzymał się w powietrzu. Co robili tak rano? Sami? I dlaczego szli do Wrzeszczącej chaty? Coś zaświtało mu w głowie- wczoraj Hermiona wspomniała o rozmowie z Lunatykiem. Tyle, że nie zapowiadało się na normalną pogawędkę. Pokój Wspólny był o tej porze pusty, więc mogli z niego skorzystać. Musiało chodzić o sprawy przyszłości. Ale... Wrzeszcząca Chata?

Był bardzo ciekawy, o co chodziło, ale przecież nie będzie śledził swojego kumpla. Chociaż miał na to nieziemską ochotę.

Wkrótce, by nie kusić losu, udał się do zamku. Słońce wisiało na niebie dużo wyżej niż wtedy, gdy wychodził, więc miał nadzieję, że nie ominęło go śniadanie. Przybliżając się do Hogwartu, widział kolejne osoby bawiące się na błoniach. To raczej nie był dobry znak. Kiedy jednak dotarł do Wielkiej Sali, w tym momencie pustej, nie poczuł żalu. Zawsze pozostawała kuchnia, jednak to nie to samo.

Postanowił najpierw się przebrać i wziąć przy okazji pelerynę-niewidkę. Nie wiadomo, kogo spotka w drodze do kuchni.

Wciąż jednak myślał o Lunatyku. To jasne, że Hermiona miała plan, kiedy tu przybyła, zresztą sama tak powiedziała. Skoro powiedziała im prawdę, to musiała mieć jakiś powód, a to, że ich znała, nie było dobrym argumentem. Lily najwyraźniej też zaliczała się do tego grona, a nie została wtajemniczona. Czyli prawdopodobnie wszyscy byli częścią planu.

Nagle coś w jego umyśle zaskoczyło. Skoro Peter nie został wtajemniczony, nie był częścią planu. Oczywiście, to była tylko teoria, ale i tak podniosło go to na duchu. Glizdogon nie był złym człowiekiem, ale zaczął mieć podejrzenia przez nastawienie Hermiony. Ale ich relacje i sprawy wojny mogły się zupełnie nie łączyć. Evans najwyraźniej cieszyła się sympatią Hermiony, a nie została wtajemniczona. Chyba, że na wczorajszych ploteczkach coś się zmieniło.

Mechanicznie się przebierał i myślał intensywnie. James wypełnił swoje zadanie, wybaczając Snape'owi i żałując swoich czynów, choć jeszcze nie wyznał tego publicznie. Teraz najwyraźniej przyszła kolej na Lunatyka, choć nie była to sprawa nagląca, bo czekali na reakcję Snape'a. Czy to znaczyło, że on też jest wtajemniczony? A co z Syriuszem? Z nim nie pójdzie łatwo Hermionie. 

- Znowu do niej biegniesz?

James aż podskoczył, gdy usłyszał osobę, o której właśnie myślał. Był tak pochłonięty, że nie zauważył Łapy, leżącego na swoim łóżku. Black przyglądał mu się pewnie przez cały czas i źle zinterpretował jego pośpiech.

- Nie- uśmiechnął się.- Latałem od rana i przegapiłem śniadanie. Idziesz ze mną do kuchni?

To, co powiedział, nie było miłe dla Rogacza, ale nie miał powodu, by się złościć. Syriusz się martwił i robił wszystko, co uważał za najlepsze. Zresztą czyste zmieszanie na jego twarzy było tego warte.

- Jasne, nie miałem wcześniej apetytu.

Kiedy wyszli, zapadła niezręczna cisza, a przynajmniej dla Łapy. James natomiast świetnie zdawał sobie sprawę z jego zmieszania, ale dał przyjacielowi chwilę na przemyślenie kolejnego kroku. Osobowość Syriusza była pełna sprzeczności. Gwałtownie reagował na niektóre rewelacje, ale nie miał w zwyczaju śmiertelnie się obrażać, raczej dawał do zrozumienia, że jest niezadowolony. Był raczej typem śmieszka, ale potrafił poważnie wytłumaczyć swoje zdanie. Nie miał także problemów z przepraszaniem, oprócz Snape'a, oczywiście. Jednym słowem, był nieprzewidywalny.

- Lily już cię nie kręci?

James nie wiedział, jak Łapa chciał rozładować napięcie tym tematem, ale rozmów o rudowłosej piękności nigdy dość.

- A dlaczego nie? Wyskoczył jej pryszcz?- zapytał ironicznie.- Albo nie odpowiadaj. Będę sobie wyobrażał jakieś obrzydlistwa, podczas gdy jej twarz pozostanie nieskazitelna.

Syriusz uśmiechnął się na jego słowa, lecz zaraz ponownie spoważniał.

- Interesuje cię tylko jej wygląd?

To pytanie zdecydowanie nie kwalifikowało się jako miłe, ale poczuł jedynie lekką irytację. Potter nie wiedział, do czego zmierza przyjaciel i to było najgorsze.

- Oczywiście, że nie! Lily jest po prostu idealna! Jest odważna jak gryfon, sprytna jak ślizgon, dobra jak puchon i mądra jak krukon.

- Jaką cechę najbardziej w niej lubisz? 

Nie mógł się pozbyć wrażenia, że bierze udział w jakimś teście i z tego powodu zaczął się już poważnie irytować.

- Sam nie wiem, Syriuszu. Ona jest idealna z tym wszystkim, co ma. Jako całość.

- Tak naprawdę jej nie znasz.

Łapa był poważny, lecz na jego słowa Potter instynktownie chciał prychnąć. On nie znał Lily Evans? Był jej cieniem, przed nim nic się nie ukryło. Odwiedził nawet jej mugolski dom! On znał ją najlepiej... ale czy na pewno? Znał jej nawyki, relacje z innymi, nawet jakich kosmetyków używała! Ale co z osobowością? Widział to, co wszyscy- prefekta, kujona, ślicznotkę... Tyle określeń, lecz każde mogło opisywać kogoś innego. Ich rozmowy ograniczały się do prawienia komplementów, pytania o pracę domową bądź finalnego zdenerwowania dziewczyny.

- Śniadanie dla dwóch osób- usłyszał Blacka i ze zdziwieniem dostrzegł wnętrze kuchni.

Skrzaty rzuciły się do garnków, a oni usiedli przy stole. James wyraźnie zbierał się w sobie, by wyrazić własną myśl.

- Masz rację... tak naprawdę jej nie znam. Ale to tylko kwestia czasu!

Syriusz patrzył na niego sceptycznie, chociaż wygiął lekko kąciki ust.

- Zakład, że gdy ją poznasz, przestanie być taka interesująca?

- To jest niemożliwe- Lily Evans została stworzona, żebyśmy byli razem. Ile?- Potter już wyciągał rękę do przyjęcia zakładu.

- Pięćset galeonów- Black uśmiechnął się szeroko.

Nigdy nie zakładali się o tak dużą sumę, chociaż w porównaniu z ich całym złotem to był pikuś.

- Jesteś aż tak pewny swojej wygranej?- spytał James, potrząsając ręką przyjaciela.

- Nigdy nie byłem tak pewny wygranej, a to złoto przyda mi się po wyprowadzce. Skończyłeś już?- wskazał na jego prawie pusty talerz.