środa, 25 stycznia 2017

Zimowa misja cz.4

Witajcie! Trudno było mi się zabrać do rozdziału, ale dzisiaj poczułam w sobie wenę i oto jest. Mam nadzieję, że kolejne przygody Jamesa przypadną Wam do gustu.

***

Przez cały dzień Rogacz zastanawiał się, dlaczego Syriusz był pewny, że przy bliższym poznaniu Lily okaże się dla niego nudna. Jasne, wskazał mu błędy w powierzchownym jej podziwianiu, ale to łatwo można naprawić.

Wieczorem postanowił zacząć proces poznawania miłości jego życia. Siedziała jak zwykle w bibliotece, a właściwie już się zbierała. Znajomość jej planu dnia właśnie mu się przydawała.

- Hej, Lily- podszedł do jej stolika bardzo spokojnym krokiem, patrząc, jak dziewczyna sprząta swoje miejsce pracy.

- Witaj, James- zerknęła na niego, ale już po chwili wróciła do wkładania materiałów do torby.

- Odrobiłaś już może Starożytne Runy?

- Nie dam ci spisać- prychnęła.

- Nie musisz, ja swoje już dawno odrobiłem- przeczesał włosy i uśmiechnął się zawadiacko.

- W takim razie, czego chcesz?- patrzyła na niego z niechęcią.

Jak teraz pokierować rozmową? Odwołać się do jej roli prefekta i poprosić o wytłumaczenie jakiejś kwestii? A może zaciekawić jej wewnętrznego kujona jakąś ciekawostką? Pozostawał też komplement dla ładnej dziewczyny...

- Po prostu zobaczyłem książkę o runach i pomyślałem, że w czymś mogę ci pomóc- wzruszył ramionami.

Lily popatrzyła na niego zdziwiona i nieco podejrzliwa, ale odpowiedziała uprzejmie.

- To miłe, ale właśnie skończyłam.

- Wracasz do wieży? Może mógłbym cię odprowadzić?

Matka zawsze wpajała mu odpowiednie zachowania w stosunku do kobiet i teraz jej za to dziękował. Romantyczne gesty działały cuda- rudowłosa lekko się zarumieniła.

- Przecież idziemy w tę samą stronę, ale niech ci będzie- uśmiechnęła się lekko.

- Pozwolisz, że wezmę twoją torbę?- spytał, wychodząc z biblioteki.

- Mogę rzucić zaklęcie lewitacji... ale dziękuję- powiedziała, przekazując mu swój tobołek.

To było zbyt proste! Czyli jedna rozmowa sprawi, że dziewczyna, która nie chciała mieć z nim nic wspólnego, padnie mu do stóp. Syriusz się zdziwi!

- Wszystko dla pięknej damy- ukłonił się lekko.

Zaśmiała się, po czym pokręciła głową.

- James, to naprawdę miłe, że tak się starasz, ale powiedz, o co chodzi.

- Ale o co ma chodzić?

Rzuciła mu spojrzenie pełne politowania.

- Nie rób ze mnie kretynki. Nie jeden raz widziałam, jak bajerowałeś tak Sussie, żeby załatwiła ci zniżki na miotły, chociaż w ogóle ich nie potrzebujesz...

- Potrzebuję nowych mioteł!- zaprotestował.

- Mówiłam o zniżkach. Jesteś bogaty i stać cię bez nich na kupno mioteł- pokręciła głową.- To samo z Megan, która przynosi ci słodycze, jakby nie było cię na nie stać. Więc pytam, co takiego chcesz ode mnie.

- Ja wcale się tak nie zachowuję! Jasne, namówiłem nie raz Sussie, żeby porozmawiała z ojcem, ale zniżki dostawał każdy członek mojej drużyny. A za słodycze od Megan płacę- skrzyżował ręce na piersi.- Chyba jako jedyna uparłaś się, żebym ja był tym złym.

Przez chwilę poddawał w wątpliwość inteligencję Evans. Nie był święty, często robił psikusy i zabawiał się ze Sm... ze Snapem, ale nigdy nikogo nie wykorzystywał! A tym bardziej kobiet!

Przez chwilę Lily wyglądała na zmieszaną, ale szybko wróciła do hardej miny.

- Czego ode mnie chcesz?

- Chciałem być po prostu miły, ale wychodzi na to, że przyszedłem, by ponieść ci torbę, po czym zarządać czegoś w zamian! Weź, póki jeszcze nic nie zaproponowałem- rzucił jej torbę pod nogi i odszedł szybkim krokiem.

Już myślał, że ją ma. Tą kruchą nić porozumienia, przez którą mógłby ją poznać. Po tej rozmowie odechciało mu się jednak robić czegokolwiek. Fakt Lily była śliczna, ale chyba pomylił się do jej inteligencji. Wiedza prezentowana przez nią na lekcjach, była imponująca, a jej moc wręcz urzekała, ale nie będzie się starał dla jakiegoś życiowego pustaka.

Czy Syriusz miał to na myśli? Na razie był nią zbyt rozczarowany, by ocenić, czy nadal mu się podoba, chciaż miał wrażenie, że te oskarżenia nie zabolałyby go tak bardzo, gdyby powiedział to ktoś obcy.

- James...?

Zawołany gwałtownie stanął i odwrócił się. Przy gobelinie stali Remus i Hermiona, których najwyraźniej minął, w ogóle tego nie odnotowując. Dziewczyna była niewątpliwie zdziwiona jego zachowaniem, ale to przyjaciel go zatrzymał.

Potter mu się nie dziwił, rzadko bywał wściekły i Lunatyk doskonale o tym widział. Umiał narzekać, złościć się, kłócić, walczyć z błahych powodów, ale równoważyło się to z jego lekkim sposobem bycia, poczuciem humoru, narcyzmem przy temacie włosów czy chęcią obrony sprawiedliwości. Jednak wściekłość, paląca i ograniczająca wściekłość, pojwiała się u niego jedynie przy mocnej obrazie w sprawach osobistych.

Nie umiał się narazie uspokoić, więc mruknął coś i odszedł. Nie miał ochoty na latanie, ale musiał odreagować. Chciał pojedynku, a akurat znał kogoś, kto z przyjemnością stanąły z nim do walki. Zszedł do lochów. Nawet jeśli nie spotka Snape'a, to inni ślizgoni będą na pewno chętni do wymiany zaklęć.

^.^.^

Następnego dnia obudził się w skrzydle szpitalnym. Słońce dopiero wschodziło nad horyzontem, ale jemu przeszła ochota na spanie. Wszystko go bolało, absolutnie wszystko. Pamiętał, że znalazł Snape'a, miał nawet przebłyski ich walki. Spojrzał na swój łokieć, gdzie czuł swędzenie- pamiętał, że o sekundę za późno uskoczył przed zaklęciem. Zastanawiał się, czy na stopie miał bliznę od zaklęcia tnącego...

James musiał przyznać, że pomysł walki ze Snapem był głupi. Ślizgon nie miał skrupułów, a on sam posiadał mniejsze umiejętności. Nie miał nawet pewności, jak się tu znalazł ani co mu powiedział.

Pozostawała jeszcze sprawa Lily. Potter musiał przyznać, że zachował się wczoraj jak nadwrażliwy nastolatek. Nie powinien się aż tak przejmować, że ktoś nie spełnił jego oczekiwań. Zraniło go samo podejście Evans, ale poczuł się przede wszystkim oszukany. Jednak skoro ona była głupia, to przynajmniej on powinien wykazać się rozumem.

- Masz zamiar jeszcze długo mnie ignorować?

Odruchowo sięgnął po różdżkę, ale, rozpoznawszy głos, zostawił ją przy sobie. Snape jedynie podniósł brew i od razu go zirytował. Samo patrzenie na tego człowieka doprowadzało go na skraj przepaści.

- Umiesz mówić? A może nasz zacny gryfon się przestraszył?- zarechotał złośliwie, a on zacisnął zęby.

Potter postanowił, że go przeprosi, nie mógł więc go przekląć. Zamiast tego przyjrzał się dokładniej swojemu odwiecznemu wrogowi. Zakrzywiony nochal, tłuste włosy, żylaste ciało- to już od dawna znał. Ale nie spodziewał się zobaczyć blizny na brodzie, której z powodu odległości nigdy nie zauważył. Kościstego ciała, jakby był niedożywiony. Cieni po oczami i przekrwionych oczu- nie raz rzucali na niego zaklęcie nieustannej aktywności, przez które nie mógł spać. Obronnej postawy ciała, skrzyżowanych rąk, sarkazmu... nawet teraz był ciągle czujny. Ostatnie spostrzeżenie zawdzięczał jedynie księgom aurorskim, ale inne? Dlaczego wcześniej nie zauważył, że niszczą tego człowieka?

Nie. Oni zauważali. Często śmiali się z jego wypadków po zaklęciu ciągłej aktywności, wiedzieli, że nie mógł nawet zmrużyć oka. Ile razy polała się krew? Ile blizn, pamiątek nosi na swoim ciele po Huncwotach?

Jamesa wyrwało z zadumy silne uderzenie w policzek i ból, który został podwojony przez jego stan. Oczy Snape'a płonęły.

- Nie śmiej mnie ignorować!

To musiała być dla niego nowa sytuacja, chciał zamaskować swoją niepewność- pomyślał. Co nie zmieniało faktu, że powinien go sprać tu i teraz.

- Zamyśliłem się, wybacz- skłonił głowę, jak nakazywały maniery.- Dlaczego tu przyszedłeś?

- Przez te wszystkie lata- zaczął mówić- upokarzałeś mnie ze swoimi koleżkami, zatruwałeś mi życie, odebrałeś mi Lily, aż tu nagle wczorajszego wieczora wpadłeś na pomysł, że mnie przeprosisz- zachichotał.- Jakbyś myślał, że nabiorę się na tą twoją gryfońską szlachetność i dojrzałość- mówił rozbawionym tonem, lecz nagle zmienił go na zimny i bezwzględny.- A teraz mi powiesz, co znowu knujecie.

Potter nie zdążył nawet ruszyć głową, gdy został unieruchomiony. Ten ślizgoński drań...! Próbował się wyrwać, ale różdżka została mu odebrana. Widział, jak Snape zbliża się z okrutnym uśmiechem. On się c i e s z y ł!!! Czerpał perwersyjną przyjemność z jego bezsilności.

Rogacz wiedział, że sam doprowadził do tej sytuacji. Rzucił się w nieznane z największą ufnością, że wszystko się jakoś ułoży. Po czym uderzył w skalną przeszkodę. Zamiast zaopatrzyć się w mapę terenu, on zaczął przekopywać się na drugą stronę, gdzie znalazł krwiożerczą bestię.

Zamknął oczy, nie chciał patrzeć na ten piekielny uśmiech. Słyszał, jak się zbliża i to mu wystarczało. James zacisnął zęby i napiął wszystkie mięśnie, by po chwili zrobić to jeszcze mocniej. Poczuł na ustach wilgoć i od razu pomyślał o sławnych eliksirach Severusa Snape'a.

- Przełknij, inaczej eliksir wypali ci język- usłyszał koło swojego ucha.

James, nie wiele myśląc, połknął. Jeśli miało się zdarzyć się coś złego, to on przyjmie to jak na mężczyznę przystało.

- A teraz odpowiesz na moje pytania... Jak się nazywasz?

- James Potter- odpowiedział mimo woli.

- Jak udawało wam się zawsze znaleźć akurat wtedy, gdy byłem sam?

- Śledziliśmy cię- zacisnął zęby, ale i tak odpowiedział.

- W jaki sposób?- ton Snape'a nabrał łagodną nutę.

- Za pomocą peleryny niewidki.

Snape roześmiał się złośliwie, wiedząc, jak bardzo nie chciał mu tego powiedzieć.

- Przejdźmy do naszych spraw... Dlaczego mnie przeprosiłeś?

Wróg Jamesa skrzywił się i czekał na kolejny sekret, lecz zdziwił się, gdy na usta zakładnika wkradł się uśmiech.

- Żałuję swoich czynów.

Sytuacja zaczęłaby śmieszyć Rogacza, gdyby nie kolejny cios w szczękę. Snape niebywale szybko znowu się przy nim znalazł, a szaleństwo ponownie pojawiło się w jego oczach.

- JAK mogłeś oszukać veritaserum?! MOJE VERITASERUM!

- Nie mogłem- odpowiedział mimo woli.

- Skoro nie mogłeś... jaki jest twój największy sekret?

Potter wiedział, że gdyby nie odpowiedział na to pytanie, Snape by go zabił, ale i tak wolał tę opcję. Miał kilka ważnych sekretów, ale na czołówkę wybijały się jego zdolności animagiczne i prawdziwa tożsamość Hermiony. Był niezarejestrowany i jeśli jego wróg się o tym dowie, wtrąci go do Azkabanu... Ale wolał wyzionąć tam ducha niż zdradzić przyjaciółkę.

- Jestem niezarejestrowanym animagiem.

James spodziewał się teraz kolejnego napadu śmiechu lub drwiących kolentarzy, ale ślizgon... zbladł. Odsunął się od niego, a oczy rozszerzyły mu się w szoku.

- Dlaczego mnie przeprosiłeś?

- Żałuję swoich czynów.

- Których?- wyglądało na to, że Snape wstrzymał oddech.

- Krzywdzenia ciebie w każdy sposób, oprócz obrony. Wyśmiewania, przezwisk, niezrozumienia.

James obserwował z fascynacją, jak jego oprawca zaczyna się rozglądać z przestrachem, drżeć. Wyglądał, jak zaszczute zwierze.

- Dlaczego?- jego głos był cichy.

- Honor i szlachetność to cechy, które najbardziej cenię, powinienem postępować według nich, a było wręcz przeciwnie. Zamiast bronić słabszych, byłem tyranem.

Snape wyraźnie nie wiedział, jak na to zareagować. Ku przerażeniu Jamesa oczy chłopaka zaszły łzami.

- Dlaczego teraz?!

- Hermiona otworzyła mi oczy.

- Ona...

James nie wiedział, jakim torem pobiegły myśli ślizgona, ale miał nadzieję, że nie zaszkodził gryfonce. Chciał jakoś przemówić do rozumu temu półgłówkowi, ale ten zrobił najgłupszą rzecz, o jakiej ktokolwiek mógł pomyśleć- wyszedł, zostawiając Pottera obezwładnionego, pobitego i będącego pod wpływem veritaserum.

11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Piszę na złamanie karku! 🎉
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Super część. ;) Czekam na nexta !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że następna także Ci się spodoba!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Bardzo fajne. Czekam na kolejną część

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!
      Pozdrawiam, BellatriX

      Usuń
  4. Podoba mi się to, co przeczytałam do tej pory. Bardzo chętnie poznam resztę.
    Pozdrawiam,
    Lilith ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, mam nadzieję, że się nie zawiedziesz!
      Pozdrawiam, BellatriX

      Usuń
  5. Świetnie piszesz! Uwielbiam postaci z pokolenia rodziców Harrego, były pełne życia i uroku. Do tego postać Hermiony, uuu...cud, miód i orzeszki. Czekam na dalszy ciąg i zapraszam do mnie na paradoksalne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Myślę, że połączenie osoby Hermiony ze światem Huncwotów było dobrym pomysłem, a wasza reakcja tylko zachęca mnie do wymyślania kolejnych oryginałów, dziękuję!
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. #MagiczneSmakołyki
    #DyniowePaszteciki

    Nie wiedziałam, że James może być tak uprzejmy. Co do jego wybryków (zniżki, słodycze), cóż, bynajmniej mnie to nie zaskoczyło, a nawet lekko rozśmieszyło. Swoją drogą bardzo sprytne. Lily, niewątpliwie, musiała go zranić, chociaż w pełni na to zasługiwał. Czego on oczekiwał? Nie wszystko jest zawsze piękne i różowe.

    I wreszcie nadszedł czas na Snape'a. Muszę przyznać, że tylko na to czekałam. Początkowo, kiedy Severus wlał Jamesowi eliksir, to pomyslałam o truciźnie, ale przecież Severus nie był głupi i na pewno by się nie narażał w ten sposób, dlatego w następnej kolejności „veritaserum” wydało mi się odpowiednie. Nawet rozwiałaś moje wszelkie watpliwości i to potwierdziłaś. Myślałam, że Snape już ni odzyska swojej kontroli i nadal będzie szarpać Potterem, ale wszystko spokojnie się zakończyło.

    Dotychczasowy rozdział jest najlepszym ze wszystkich, według mnie, i muszę przyznać, że tym razem czekam z niecierpliwoscią na ciąg dalszy. A więc, czekam. ;)

    Pozdrawiam, Rose

    (Na bloga trafiłam dzięki Akcji komentatorskiej „Magiczne Smakołyki”. Więcej szczegółów na: katalog-granger.blogspot.com.)

    OdpowiedzUsuń