sobota, 18 marca 2017

Zimowa misja cz.6

Cześć, witajcie! Nareszcie dokończyłam rozdział, a przy okazji wpadłam na parę nowych pomysłów *diabelski uśmieszek*. Dzisiaj James, Lily i Hermiona będą grali pierwsze skrzypce, trzymajcie się! 🍓

***

W lochach było jak zwykle zimno. Dziwne, że nie zauważył tego, gdy szli po Snape'a. Sprawdził dokładnie Pokój Wspólny, Skrzydło szpitalne, nawet bibliotekę, ale nie znalazł Hermiony. Pozostawały więc lochy, które w nocy nie wyglądały zbyt zachęcająco. Wilgotne, puste ściany, oświetlone słabo pochodniami, a do tego najmniejszy odgłos niosący się echem...

Nieco się zamyślił, przez co prawie wpadł na dziewczynę. Myślał, że to Granger i już miał zdejmował pelerynę, gdy zauważył rude włosy.

- Kto tam jest?

Wstrzymał oddech, gdy sprawdzała przestrzeń dookoła niego. Co Lily tu robiła? Ubrana w cieplejsze szaty, z różdżką wyciągniętą w pogotowiu... i wielkim "P"  błyszczącym w świetle pochodni. Wszystko jasne, miała obchód.

Musiał przyznać, że wyglądała zjawiskowo. Rude włosy były jedynym ciepłym akcentem w szarej przestrzeni, oprócz płomieni pochodni i wydawało się, jakby świeciły własnym światłem... Poruszała się szybko, cicho i z gracją. Mrużyła oczy, wypatrując najmniejszego ruchu... Nieświadomie wydymała swoje usta, dzięki czemu jej wargi wydawały się jeszcze pełniejsze. Nie mógł znaleźć pięknięjszej istoty.

Miał tylko nadzieję, że jego ognisty anioł nie wpadnie Granger, bo ta będzie miała kłopoty. Ślizgoni też mogliby spać dzisiaj grzecznie w swojej jamie, nie obraziłby się. W razie kłopotów był gotów ją obronić.

Na szczęście przez długi czas nic się nie działo i James ucieszył się, że jego prośby zostały wysłuchane. Jednak przy kolejnym zakręcie, dostrzegł ciemną sylwetkę, która poruszała się wolno przy ścianie. Nie zrobiła żadnego nagłego ruchu, jakby jeszcze nie była świadoma ich obecności. Przypatrywali się jej przez dłuższą chwilę, gdy Evans nagle się odezwała:

- Hermiona?

Zamrugał oczyma. Musiał się nieco dłużej przyjrzeć, ale, faktycznie, osobą, która skrywała się w cieniu, była zgubiona gryfonka, pierwotny cel jego wypadu do lochów. Odwróciła się do nich nieśpieszie- prawdopodobnie wcześniej usłyszała Lily. Na jej ustach błąkał się smutny uśmiech, który tak dobrze znał. Wspominała swoją przeszłość, a ich przyszłość. Przez Snape'a?

- To ja, winna- podniosła ręce w geście poddania.

Nie wyglądała na przestraszoną lub zdenerwowaną. Po prostu tam stała. Po minie Lily wywnioskował, że nieczęsto spotykała się z takimi zachowaniami.

- Wiesz, że przebywanie na korytarzach po ciszy nocnej jest niedozwolone, muszę odjąć ci punkty- wytłumaczyła, jakby zdziwiło ją opanowanie dziewczyny.

- Wiem o tym, mówi się trudno- wzruszyła ramionami.- Musiałam wiele rzeczy przemyśleć, a nie lubię bezczynnie wgapiać się w ścianę. Tutaj przynajmniej miałam większy wybór.

- Jesteś tu nowa, więc odejmę Gryffindorowi tylko pięć punktów. To lekka kara, ale nie myśl, że pochwalam to wykroczenie. Gdy widziałyśmy się wcześniej, miałaś dobry humor. Co się stało? Czy mogę ci jakoś pomóc?

James, kierujący się za nimi pod peleryną niewidką, niemal parsknął śmiechem razem z Hermioną. Był pewien, że myślała o przyszłości oraz swoim planie, więc pomoc Lily mogłaby okazać się ciekawa.

- Niestety, nie możesz mi pomóc. Muszę sama się z tym zmierzyć- w jej oczach zapłonęła determinacja, jednak Evans tego nie zauważyła.

- Wiesz, jestem prefektem naczelnym i czuję się odpowiedzialna za to, żebyś czuła się tu dobrze, a samotne krążenie po zamku na pewno nie poprawi ci nastroju, w odróżnieniu do rozmowy.

Dziewczyna zmarszczyła brwi:

- Samotność nie jest zła, a przynajmniej nie dla mnie. Hogwart to teraz mój dom i daje mi poczucie bezpieczeństwa, a tego najbardziej pożądam. Uwielbiam przechadzać się po tych korytarzach, przypominają mi o mojej przeszłości.

- Gdzie uczyłaś się wcześniej?

- W Nucifer, przypomina trochę Hogwart. Moich przyjaciół także. Mogę sobie wyobrazić, jak szaleliby na tym boisku do quidditcha- uśmiechnęła się smutno.

Nieoczekiwanie Lily objęła Hermionę. Granger na początku zesztywniała i James bał się, że te instynkty, o których mówiła na początku ich znajomości, czymkolwiek są, zadziałają. Jednak po chwili się rozluźniła i oddała uścisk.

To była bardzo dziwna... i intymna scena. Dwie dziewczyny przytulające się na korytarzu. Trwało to już dosyć długo i dopiero, gdy cichy szloch wyrwał się z gardła Hermiony, zorientował się, że ta płacze.

Gdy tylko dźwięk opuścił jej usta, odsunęła się od Lily i wytarła łzy. Potter nie wiedział, czy była to gra, ale dla niego wyglądało to bardzo realistycznie.

- Przepraszam, nie powinnam się tak rozklejać.

- Hermiono- zaczęła ciepło- łzy nie są oznaką słabości. Jesteśmy tutaj same i Godryk świadkiem, że ja cię za nie nie potępiam. Każdy miewa gorsze chwile, a ja jestem tutaj, by ci pomóc, mówiłam ci.

- Dziękuję, Lily... W rzeczywistości mam do ciebie jedną prośbę- nie uśmiechała się.

- Zrobię wszystko, by móc ją spełnić- zapewniła radośnie Evans.

Hermiona spojrzała na nią badawczo, lecz Lily nie uchyliła się przed intensywnością jej wzroku. Podziwiał ją za to.

- Uznam, że tego nie powiedziałaś. Podejmij decyzję, gdy przedstawię ci moją prośbę- poczekała, aż kiwnie głową.- Proszę, pogódź się z Severusem.

Jamesowi opadła szczęka i jak wnioskował po rozszerzonych oczach rudowłosej, ta również była zaskoczona. Nawet jego nie prosiła, a byli wrogami!

- Słucham? Ale dlaczego? Severus i ja to już zamknięta historia. Prosił cię o to?- wyrzucała z siebie nerwowo.

- Nie, to moja osobista prośba. Lily, to twój przyjaciel i nie warto tracić go przez jedno nieporozumienie.

- Nieporozumienie?! Nazwał mnie szlamą!- w jej oczach zapłonął ogień.

Lily była wyraźnie zdenerwowana i chyba tylko poczucie honoru zatrzymywało ją z Hermioną.

- Lily... ja również jestem mugolaczką i wiem, jaki to ból, ale tracić przez to przyjaźń?

- Ale to przez to... to słowo było jeszcze gorsze! Był moim przyjacielem, nie powinien nigdy nawet tak pomysleć- dodała cicho.

Niespodziewanie Hermiona zaczęła rozpinać guziki szaty. James miał nadzieję, że miała jednak coś pod spodem, bo nie wiedział, jak się później wytłumaczy. Oczywiście, jeśli wpadnie. Wiedział, że nie powinien podsłuchiwać, ale był taki ciekawy...

- Nie powinien, zgadzam się. To, co zrobił było złe, ale przeprosił cię, błagał cię o wybaczenie, a to świadczy o jego pojęciu przyjaźni najlepiej. Widziałaś, żeby Severus Snape kiedykolwiek przepraszał kogoś innego?- spytała, zdejmując szatę.

Na szczęście miała pod spodem mugolskie ubrania. Lily jednak zdawała się nie dostrzegać poczynań drugiej gryfonki.

- Nie, nie widziałam. Ale Hermiono, znam go, on nie jest taki...

- Dokładnie- przerwała jej- znasz go, jako jedyna byłaś mu kiedykolwiek życzliwa w życiu. Nazwał cię szlamą, ponieważ się wstydził. Dziewczyna ratuje go przed prześladowcami? Całe życie starał sobie i innym udowodnić, że jest coś wart i w tamtym momencie poczuł się zerem, bo nie dał rady sam.

Dziwił się, że Lily jeszcze nie spytała, skąd Hermiona o tym wszystkim wie.  A wiedziała za dużo jak na nową uczennicę.

- Ale ich było czterech! Nawet gdy pomogłam Sverusowi, to była nierówna walka- zmarszczyła czoło.

Hermiona w tym czasie podwijała rękaw swojej bluzki.

- Ale Severus tak nie myśli i wiesz o tym- pokręciła głową.- Popatrz- wskazała na swoje odsłonięte ramię, a Lily zahłysnęła się powietrzem.- Mnie zrobiono o wiele gorszą rzecz, Lily. Zostałam naznaczona przez swoje pochodzenie. I nikt mnie za to nie przeprosił- powiedziała spokojnie.

Ponieważ James nie widział z powodu odległości, mógł się tylko domyślać, co znaczy "naznaczona". Lily była lekko zielona, gdy dotykała ręki Hermiony, patrzyła na nią ze strachem.

- Ale Hermiono... kto...

- Oddychaj- poradziła.- Czy to ważne, kto mi to zrobił? Z pewnością nie był to przyjaciel, ale nie o to mi chodziło. Severus naprawdę żałował, że powiedział to słowo. Wiem, że to boli, ale jeśli mu wybaczysz, ból zastąpisz szczęśliwymi wspomnieniami- zasłoniła ramię rękawem.- Lily, znasz Severusa lepiej niż ktokolwiek inny i wiesz, jak pociąga go mrok. Myślisz, że strata jedynej przyjaciółki wpłynie na niego pozytywnie?- wpatrywała się w nią intensywnie.

- Nie, oczywiście, że nie. On może się pogrążać w mroku i nie ma nikogo, kto mógłby go hamować, już wcześniej o tym myślałam...

- Tak, to też- przerwała delikatnie- ale pomyśl. W domu ma piekło, w szkole prześladowców, a jedyna osoba, na której mu zależy, go opuściła. Czuje się teraz taki bezwartościowy, nigdy niedoceniony... ale jest ktoś, kto go doceni. Nie będzie hamował jego mrocznej strony, da mu moc, by na wszystkich się odegrać- mówiła szeptem i po ciele Jamesa przeszły ciarki.

Zrozumiał, o czym mówiła Hermiona i widział, że ta prawda w końcu dotarła do Evans.

- On będzie chciał dołączyć do śmierciożerców... Przeze mnie...- jej oczy wypełniły się łzami.

Hermiona w jednej chwili doskoczyła do rudowłosej i ujęła jej twarz w dłonie.

- Wiem, że wcześniej pozwoliłaś mi na płacz, ale ja na razie nie mogę pozwolić na to samo tobie. Severus jeszcze nie dołączył do śmierciożerców, ale ma zamiar to zrobić. Proszę cię, zrób wszystko, aby do tego nie dopuścić. Z tego co wiem, James go przeprosił, ale to ty jesteś JEDYNĄ osobą, która może to zrobić.

Lily wzięła się w garść i odpowiedziała spokojnym głosem:

- Rozumiem, Hermiono. Dziękuję, że otworzyłaś mi oczy. Ja... nie wiem, czy dam radę... Severus jest tak nieufnym człowiekiem... Ale zrobię wszystko.

Hermiona odetchnęła i lekko się uśmiechnęła.

- Jest teraz w starej pracowni zaklęć. Został zaatakowany, ale uleczyłam go, jak tylko umiałam. Byłabyś teraz dla niego dobrym wsparciem. Nie musi wiedzieć, że to ja go znalazłam- spojrzała jej znacząco w oczy.

- Dobrze, dziękuję- kiwnęła jej sztywno głową i ruszyła z determinacją wypełniającą jej oczy.

Hermiona patrzyła za nią dopóki nie zniknęła za rogiem, po czym odwróciła się idealnie w jego stronę:

- James, możesz już wyjść.

Czyli jednak wpadł.

Gryfonka nie wyglądała na złą, jedynie zrezygnowaną. Delikatnie zdjął pelerynę niewidkę i podrapał się po głowie. Niekomfortowa sytuacja.

- Skąd wiedziałaś, że tutaj jestem?- zapytał cicho.

- Usłyszałam cię, poza tym używasz mocnych perfum- powiedziała i wywróciła oczami na jego zdziwioną minę.

- Przepraszam...- szepnął.

- James, powtarzasz się! Jak mam cokolwiek zrobić, jeśli ciągle wchodzisz mi w drogę?- zapytała zrezygnowana.- Proszę, jestem gotowa na burę- skrzyżowała ręce i popatrzyła na niego buntowniczo.

- Burę? To chyba ja powinienem na nią czekać...?

Naprawdę wiedział, że źle zrobił. Znowu. Mimo że obiecał sobie, nie udzielać się w sprawie Hermiony, to ciągle to robił. Ciągnęło go do niej, do planu, chciał działać!

- Nie wygarniesz mi, że jestem zdrajczynią? Albo czegoś podobnego? W końcu nastawiam twoją ukochaną na wybaczenie jej najlepszemu przyjacielowi. Będą blisko- powiedziała teatealnym, zmartwionym tonem.

- Nie tak blisko, jak ja i Lily możemy być- powiedział z przekonaniem.- Jeśli jest szansa na to, żeby Snape nie przyłączył się do...- zniżył głos- śmierciożerców, trzeba działać.

Dziewczyna patrzyła na niego najpierw nieco zdziwiona, a później lekko rozbawiona, zaintrygowana. Nie takiej reakcji się spodziewał, zresztą ponownie, ale może Hermiona wymyślała zemstę czy coś podobnego?

- Wiem, co mi wcześniej umykało. Jesteś idealistą.

- Słucham?- zdecydowanie nie tego się spodziewał.

- Idealistą- powtórzyła.- Masz pewne wartości, cele, które są dla ciebie świętością. Na przykład temat przyjaciół- są najważniejsi i zrobisz dla nich wszystko. Tak samo twój honor- nie możesz robić nic złego, krzywdy, bo to ujma. Masz po prostu swoje ideały, a wiara w nie jest wielka- ostatnie zdanie wypowiedziała odległym tonem.

- Jeśli tak, to jestem idealistą. Dlaczego doszłaś do tego dopiero teraz, skoro znałaś mnie wcześniej?

- Niewystarczająco- wzruszyła ramionami.- Teraz już zaczynam lepiej rozumieć twoje postępowanie... Ale dość już o tym, idź do łóżka, miałeś długi dzień. Ja muszę się jeszcze spotkać z Remusem.

Faktycznie, to był wyczerpujący dzień. W drodze do wieży Gryffindoru nie odezwali się słowem. James nie był w stanie mówić, kiedy prowadziła go przez nieznane przejścia. Zastanawiał się, czy dziewczyna robi to specjalnie, ale wyglądała, jakby nie zdawała sobie z tego sprawy. Nie zamierzał zwracać jej na to uwagi i tak była zbyt wyczulona na sprawy przyszłości. Zresztą sprawa bury ciągle pozostawała otwarta.

- Dobranoc.

- James...? Nie chcę kolejny raz cię przyłapać, na niczym. Naprawdę dziękuję, że tak się angażujesz, ale swoją nieodpowiedzialnością możesz zniszczyć cały plan.

Kiwnął jej tylko głową- Remus już czekał na Hermionę, a on nie chciał się tłumaczyć przy drugim najbardziej odpowiedzialnym człowieku, jakiego znał. Poza tym Lunatyk wyglądał marnie ze względu na zbliżającą się pełnię i nie zamierzał dokładać mu zmartwień. Niby nie przeszkadzało im to przy robieniu czegoś we Wrzeszczącej Chacie, ale... Nie, nie będzie się mieszał.

Potter zapadając w sen, nie mógł uwierzyć, że to wszystko, czego dzisiaj doświadczył, naprawdę zdarzyło się jednego dnia. Zabawne, jak czas szybko mija na ratowaniu tyłka Snape'a. Jakkolwiek by to nie brzmiało.

^.^.^

Na śniadaniu nie zobaczył Remusa. Zbytnio się nie zdziwił, naprawdę miernie wyglądał, bo do pełni zostały dwa dni. To i tak cud, że wrócił na noc do dormitorium. Zwykle zaszywał się we Wrzeszczącej Chacie przynajmniej pięć dni przed przemianą.

Jednak jego nieobecność była problemem, bo Hermiona siedziała sama. Nie wyglądała na niezadowoloną z tego faktu, ale czuł się jak bydlak. Nie dość, że ciągle jej przeszkadzał, to jeszcze ona za każdym razem mu pomagała. Z nadzieją rozejrzał się za Lily, ale ta także siedziała sama, wpatrując się nieprzytomnie w owsiankę.

Teraz czuł się podzielony na trzy części: Petera, Hermionę i Lily. Jego wieloletni przyjaciel miał wiele kompleksów, a on nie chciał mu dokładać kolejnych zmartwień. Choć nie minął nawet miesiąc od przybycia dziewczyny, Glizgodon zapałał do niej równą antypatią, jaką ona okazała przy pierwszym spotkaniu. Rogacz nie mieszał się, dopóki jawnie się przy nim nie kłócili. Lubił Hermionę i rozumiał także jej problemy, chciał jej ulżyć, a równocześnie uczestniczyć w zmienianiu świata. Do tego dochodziła jeszcze Evans, z którą nie zawarł nawet stabilnego pokoju, a już planował z nią przyszłość. Żeby utrzymać przy sobie te osoby, nie mówiąc nawet o pozostałych, potrzebował wiele czasu i wysiłku, bo same o niego nie zabiegały. Czuł się już zmęczony, więc wyszedł z Wielkiej Sali, kierując się w stronę kuchni.

^.^.^

Niestety nie został zwolniony z zajęć tego dnia, więc z ociąganiem szedł na transmutację. Nie mógł się po prostu doczekać kolejnych czujnych spojrzeń McGonagall i jej krótkiego: "Potter, wszystko dobrze?". Chyba, że sprawa pobicia Snape'a wyszła na jaw, wtedy byłby głównym podejrzanym i już nie traktowałaby go jak jednego ze swoich młodych.

Pod drzwiami sali było już kilku uczniów, ale nikt z jego paczki się jeszcze nie zjawił. Nie miał ochoty na puste rozmowy, więc stanął na uboczu i otworzył książkę od transmutacji. Powtórka jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Wręcz przeciwnie- do jego zawodu aurora przyda się znakomicie.

Był w połowie rozdziału o transmutacji cieczy w ciało stałe, gdy poczuł na sobie czyjś wzrok. Zanim jednak podniósł głowę, miał pewne podejrzenia, co do właściciela. Bezgłośnie westchnął, przygotowując się na walkę między tym, co słuszne a jego zachciankami i spojrzał w górę.

Tak, tylko te czarne tęczówki umiały wbijać w niego wzrok. James miał świadomość, że nie może nic zrobić, bo najzwyczajniej nie powinien i sprawiało to, że czuł się ograniczony. Był jednak Potterem i nie uginał się pod byle naciskiem.

Co dziwne, spojrzenie Snape'a nie było napastliwe czy intensywne, ale neutralne. Rogacz jeszcze nie widział u niego takiego wzroku. Czasami Snape odpowiadał na ich zaczepki obojętnością, a jego oczy zmieniały się wtedy w dwa czarne, puste tunele. Teraz miały duszę, kryły za sobą człowieka. Po chwili niepewności, skinął głową. Ślizgon patrzył na niego kilka sekund, po czym odwrócił się, w żaden sposób nie odpowiadając na jego gest.

James pokręcił głową i ze zrezygnowaniem wrócił do książki. Oczywiście, mile zaskoczył go fakt, że nie oberwał żadną klątwą, a Snape patrzył na niego bez agresji, jednak posłałby to do diabła, gdyby mógł odzyskać dawną relację. Choć wiedział, że to nie do końca prawda. Po prostu miał dosyć bycia spoiwem. Tego, że tylko on musiał wszystko robić. Uważać na słowa, myśleć nad konsekwencjami, planować. To nie był jego styl, on działał bez zastanowienia, instynktownie. Czuł się zmęczony.

Obserwował, jak pod salę podchodzi zaczytana Hermiona. Uśmiechnął się lekko na ten widok. Mimo że przybyła z przyszłości, zakuwała tak, jakby od tego zależało jej życie. Śmieszyła go w takich momentach. Jednak była to jedna z cech, która sprawiała, że Hermiona wydawała się być normalną uczennicą z siódmego roku.

Po chwili podszedł do niej Snape. Uniesiony kącik zamarł na ustach Jamesa, jednak uspokajał się czujnością dziewczyny. Ona nie pozwoliłaby zaskoczyć się tak łatwo. Obserwował, jak Snape zaczyna raczej niezobowiązującą rozmowę, a Hermiona się rozluźnia. Popatrzył na nich jeszcze przez kilka chwil, po czym odwrócił wzrok, aby nikt nie zauważył. Zachowanie ślizgona było dziwne. Mógł przyjąć fakt, że nie okazał mu wrogości, ponieważ jegoqqq dostał spokój, który James obiecywał. Ale Hermiona? Oczywiście, to wszytko nie odbyłoby się bez niej, ale Snape nienawidził osób mugolskiego pochodzenia, prócz Lily oczywiście. Do niedawna tylko warczał, gdy panna Granger się do niego przysiadała, a teraz nagle sam zaczyna rozmowę.

- Severus jest niezwykle honorowym człowiekiem.

Aż podskoczył na dźwięk głosu Lily. Dopiero gdy się odezwała, zauważył, że stoi koło niego. Jak bardzo musiał się zamyślić, żeby tego nie dostrzec?

- Wiem, że myślisz o nich- wyjaśniła.

- Skąd?

- Takie rzeczy poznaje się od razu, James. Zresztą nic dziwnego, że jesteś niespokojny przez ich rozmowę, też bym była, gdybym nie znała Severusa. Nie zrobi jej krzywdy, to nie podstęp.

- Nie boję się o nią, Hermiona jest inyeligentna i nie da się wpędzić w żadną pułapkę- wzruszył ramionami.

Dziewczyna popatrzyła na niego badawczo, ale po chwili się uśmiechnęła.

- Mówię ci to dlatego, że ja też jestem honorowa. Słyszałam, że stanąłeś wczoraj w obronie Severusa, a już wcześniej dowiedziałam się, że go przeprosiłeś. Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna.

- Już nie uważasz, że jestem zły?- serce zabiło mu mocniej.

- Nigdy tak do końca nie uważałam, ale... oficjalnie zostałeś uniewinniony- uśmiechnęła się łobuzersko.

Stali blisko siebie, niemal oddychali tym samym powietrzem. Jej zielone oczy były tak blisko, jak jeszcze nigdy wcześniej. Pochylił się lekko do przodu i tak mało brakowało, by ją pocałował! Jednak ona w tym samym momencie wstała i uśmiechnęła się uroczo.

- Życzę wam szczęścia z Hermioną- powiedziała na odchodnym, a jemu dosłownie szczęka opadła.

Widział, jak jego dama serca podchodzi do przed chwilą obgadywanej dwójki, wita się, rozmawia... ale w uszach brzęczały mu te słowa. Wciąż i wciąż, i wciąż! Nawet, gdy Hermiona podeszła do niego ze zmartwionymi oczami.

- Jak ona mogła pomyśleć, że jestem tobą zainteresowany?!- wybuchł, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć.

Raczej nie tego się spodziewała.

- Bez obrazy, Hermiono. Niczego ci nie brakuje, ale latam za nią od piątego roku! Nawet teraz nie robię niczego innego, jak staram się przekonać ją do siebie, a ona wyskakuje mi z tekstem: "Życzę wam szczęścia z Hermioną"!- spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem.

On jedynie uważnie go słuchała, bez żadnych emocji wypisanych na twarzy. Po chwili przyszło mu do głowy, że to ona powiedziała coś Lily i że niechcący mógł ją zranić.

- Hermiono- zaczął łagodnie- czy ty...

- Nie!- aż podskoczyła.- Nic jej na twój temat nie mówiłam, to nie moja sprawka.

- Ale może... czujesz coś do mnie, a ona to zauważyła?

- Nie, James, ja też nie chcę cię urazić, ale nic do ciebie nie czuję- powiedziała stanowczo.

O dziwo, nie poczuł ulgi, bo nadal nie wiedział, dlaczego Lily pomyślała o nich jako parze. Jednak zanim miał szansę cokolwiek powiedzieć, profesor McGonagall zaprosiła ich do klasy.

3 komentarze:

  1. Witam :) świetny rozdział. Szalenie mi się podobało. Zakochałam się w wykreowanych przez ciebie bohaterach. Znalazłam kilka literówek, ale to raczej niewielkie błędy :) Czekam z niecierpliwością na następny rozdział i życzę weny.
    Pozdrawiam Terra Flames

    OdpowiedzUsuń
  2. #MagiczneSmakołyki
    #DyniowePaszteciki

    Tak dla samej odmiany nie będę się tym razem skupiać na obecnym rozdziale, ale na całym opowiadaniu. Skąd pomysł na taki, a nie inny tytuł? „Zimowa misja” brzmi naprawdę intrygująco i od pewnego czasu właśnie się zastanawiam, dlaczego wybrałaś akurat ten tytuł? Misja najpewniej odnosi się do misji Hermiony, a zima do pory roku, jaka panuje. Niby tak proste słowa, a jednak zachęcają, by wejść i przekonać się, że było warto.

    Tyle nasuwa mi się w głowie myśli związanych z tym opowiadaniem. Jak dalej pociagniesz fabułę.

    Bardzo ładny początek do wielkiej historii z pazurem nam stworzyłaś. ;)

    Pozdrawiam, Rose

    (Na bloga trafiłam dzięki Akcji komentatorskiej „Magiczne Smakołyki”. Więcej szczegółów na: katalog-granger.blogspot.com.)

    OdpowiedzUsuń