niedziela, 14 maja 2017

Zimowa misja cz.7

Hello! Wreszcie jestem z nowym rozdziałem. Powiem Wam, że ten miesiąc był dla mnie naprawdę pracowity, poczułam taki przypływ weny! Mam nadzieję, że efekty Wam się spodobają, zostawcie opinię w komentarzu! 😄

***

Miał przyjść tego dnia do biblioteki i uczyć się z Lily, ale po zajściu przy sali transmutacji, odeszła mu wszelka ochota. Jeszcze nigdy nie złapało go tak wielkie zniechęcenie- był nawet w stanie uwierzyć, że Snape może zawłaszyć sobie jego rudowłosą. Na szczęście szybko się opanował i jak każdy szanujący się gryfon postanowił walczyć.

Myślał o tym od samego rana, raz nawet zagapił się i staranował jakiegoś pierwszoroczniaka, po czym spokojnie po nim przeszedł. Nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, więc przyszedł do biblioteki pół godziny przed umówionym spotkaniem. Lily oczywiście jeszcze nie było, ale zajął jej ulubiony stolik.

Nie wiedział, co mógłby robić, zanim dziewczyna przyjdzie, więc po prostu przyglądał się swojemu otoczeniu. Ze swojego miejsca widział wejście i wchodzących. Dirk Heath pewnie znowu skoczył po książki o quidditchu- przynajmniej skierował się w tamtym kierunku. Dorete Jacobsen i Frederick Shah z Ravenclawu na pewno nie przyszli się uczyć... chciałby być na ich miejscu, oczywiście z Lily. Ralf Jansson podszedł niebezpiecznie blisko działu zakazanego, jednak jako ślizgon i członek klubu ślimaka mógł bez problemu zdobyć pozwolenie. Emily Moss z Hufflepuffu rozmawiała z Alexandrem Waltonem, który na jego widok szybko pożegnał się z koleżanką. Powoli tracił nadzieję na przyjście Lily, jednak właśnie wtedy rude włosy ukazały się w wejściu... tuż obok czarnych strąków.

Nie mógł uwierzyć, że go tutaj przyprowadziła. Wyglądała naprawdę ślicznie, chociaż przyszła w zwykłej szacie. Jej uśmiech tworzył tak wielki kontrast z grymasem Snape'a, że miał ochotę wstać i przemówić do rozumu temu idiocie. Jak można krzywić się w obecności boginii? Jednak jak na dżentelmena przystało, został na swoim miejscu i cierpliwie czekał. Wreszcie rudowłosa doszła do jego stolika... i prawie go minęła!

- Lily?- odchrząknął.

Dziewczyna spojrzała na niego rozświetlonymi oczami i uśmiechnęła się wesoło.

- James, cześć. Co się stało?- zapytała serdecznie.

- Mieliśmy się dzisiaj razem uczyć- jego wzrok powędrował ku nieproszonemu gościowi, jednak zdążył zobaczyć zaskoczoną minę gryfonki.

- O jejku... Zapomniałam na śmierć. Moglibyśmy to przełożyć? Chyba, że nie przeszkadza ci towarzystwo Severusa? Na czym w ogóle ma polegać to nasze wspólne uczenie? Czy masz z czymś problem? Chyba, że...

- Lily- przerwał delikatnie chłopak stojący obok niej.- Myślę, że ja i Potter umiemy nie pozabijać się przez godzinę, a przecież właśnie dla nauki wszyscy tutaj przyszliśmy. Prawda, Potter?- uśmiechnął się ironicznie.

Wredny drań! Obrażał go w tak zaowalowany sposób, że nie mógł się nawet odgryźć! Nienawidził tych złośliwych, czarnych oczu, które w tym momencie błyszczały chorą radością.

- Wyjąłeś mi to z ust, Snape- powiedział, patrząc na Lily.

Dziewczyna patrzyła na nich nieco podejrzliwie, ale w końcu usiadła przy stole i wyjęła książki, a ślizgon poszedł jej przykładem. Na początku panowała niezręczna cisza, lecz w końcu James przełamał ją, pytając, co sądzi o taktyce obronnej omawianej teraz na OPCM. Rozmowa toczyła się gładko, nawet jeśli uczestniczył w niej Snape i dziewczyna zdawała się zadowolona.

W końcu jednak przestał się odzywać, bo rozmowa przeszła na nieznane mu tematy. Mimo to z zainteresowaniem słuchał, jednocześnie obserwując ukradkiem Snape'a. Nie wierzył, że może ukraść mu Lily, choć nie zaprzeczał, że pomiędzy nimi istniała jakaś więź. Nie wiedział, jaka dawniej była ich relacja, ale skoro odbudowali znajomość przez DWA DNI, musiało im na sobie zależeć.

Wiedział, że to nie było takie proste. W piątej klasie Lily i... Tamten zerwali przyjaźń, bo nazwał ją szlamą. Nie odzywali się do siebie dwa lata, więc pomiędzy nimi musiał wydarzyć się jakiś ogromny przełom, żeby to zmienić. Coś na osobności...

- James...? Ziemia do szukającego...!

Ocknął się ze swoich rozmyślań i popatrzył nieprzytomnie na gryfonkę.

- Przepraszam, że tak cię zanudziliśmy.

- Nie, nie, wasza rozmowa była naprawdę bardzo ciekawa. Nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak szklany atom, a co dopiero że można wykorzystywać go w walce- oznajmił entuzjastycznie, czym wywołał na twarzy Lily uśmiech.

- W takim razie kółko wyrównawcze wykonało powierzone zadanie. Idziesz, Lily?- Snape wstał od stołu.

Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, jedynie obojętność. Jamesowi wydało się, jakby wypowiedział złośliwy komentarz machinalnie i nawet tego nie zauważył. Postanowił więc nie odpowiadać.

- Do zobaczenia w wieży- pomachała mu i znikła, a on został sam z jeszcze większym mętlikiem niż wczoraj. Nie wiedział nawet, czy ma się cieszyć, czy nie.

^.^.^

Wrócił do Wieży dopiero po spacerze po błoniach. Nie wyszło mu to na dobre- nie wymyślił niczego i do tego zmarzł. Z ulgą powitał płomienie w kominku gryfonów oraz Hermionę, która odrabiała jakieś zadania.

- James, przyleciała do ciebie sowa- powiedziała, nawet nie podnosząc głowy.

Chłopak kolejny raz podrapał się po głowie, dziwiąc się spostrzegawczości gryfonki. Na stoliku przed jej nosem faktycznie leżała koperta zaadresowana do niego- pismem matki. Usiadł na przeciwko dzewczyny i wziął się do otwierania listu.

- Grasz w quidditcha?- spytał mimochodem.

Miało to być niezobowiązujące pytanie, lecz Hermiona, słysząc je, podniosła gwałtownie głowę.

- Słucham?- patrzyła na niego zdezorientowana.- Co twój list ma wspólnego ze mną i W DODATKU z quidditchem?

Chłopak próbował utrzymać poważną minę, ale długo nie wytrzymał. Bardzo szybko można go było rozbawić. Zresztą zdezorientowana gryfonka, której szczęka wręcz opadła na podłogę, nie pomagała.

- To się nie wiąże, Hermiono. Byłem ciekawy- jesteś spostrzegawcza, masz te swoje instynkty... mogłabyś grać na pozycji szukającego.

- Nie gram, uważam ten sport za bezsensowny- mruknęła i wróciła do książki, jednak gdy nie usłyszała słowa sprzeciwu, podniosła głowę.

James spokojnie czytał list od matki i dopiero po chwili wyczuł, że gryfonka mu się przypatruje.

- Co?

- Dopiero powiedziałam, że QUIDDITCH to bezsensowny sport, a tak się składa, że ty jesteś fanem QUIDDITCHA. Dlaczego się nie oburzasz?- spojrzała na niego zaciekawiona.

- A co ma wspólnego jedno z drugim?- zaśmiał się.- Ja jestem fanem, a ty nim nie jesteś i kropka. Nie musimy lubić tych samych rzeczy. Quidditch jest najpopularniejszym sportem czarodziejów, jednak znam ludzi, których to nie pociąga...

Popatrzyła na niego badawczo i grobowym tonem oświadczyła:

- Przyznaj, że nie chciało ci się słuchać mojego gadania.

Chłopak podniósł ręce w geście poddania, jednak uśmiechał się.

- Dobra, masz mnie! Wiem, że i tak nie zmienisz zdania, więc wolałem tego uniknąć. Tak naprawdę nie rozumiem, jak można nie lubić quidditcha! Do tego osoba, która ma wspaniałe predyspozycje!

- Specjalnie dla ciebie wyjaśnię to krótko: jestem osobą stąpającą twardo po ziemi i TYLKO po ziemi. Od kogo dostałeś list?

Ta nagła zmiana tematu tylko go rozśmieszyła, ale dziewczyna najwyraźniej chciała uniknąć dalszej dyskusji.

- Od mojej mamy- pisze, że pomimo ostatnich wydarzeń jest zdziwiona , że tak długo wytrzymałem z dala od kłopotów. Przypomina mi, żebym uważał i tak dalej. Pytała też o ciebie.

- O mnie?- dziewczyna sapnęła zaskoczona.- Powiedziałeś jej o mnie?

- Przecież musiałem napisać jej o nowej uczennicy. Zresztą i tak by się dowiedziała. Poza tym co w tym złego?- wzruszył ramionami.

- Muffliato- syknęła, a on z zaiteresowaniem się rozejrzał, nie dostrzegł jednak zmian.- To, że czym więcej osób będzie o mnie wiedzieć, tym większe prawdopodobieństwo, że będą się mieszać. Ktoś może się też zainteresować faktem, że zaczęłam tu istnieć z dnia na dzień.

Spojrzał na nią zdziwiony. Dlaczego tak bezpośrednio mówi o swojej przeszłości?

- Hermiono, może troszkę ciszej?- szepnął.- Przecież każdy może nas posłuchać!

- Nie martw się, rzuciłam odpowiednie zaklęcie- nikt nas nie usłyszy.

- Musisz mnie go nauczyć... Ale wracając do tematu. Hermiono, zainteresowanie tobą jest akurat nieuniknione. Nie zdziwiłbym się, gdyby inni uczniowie także napisali o tobie rodzicom. A co z twoją wymówką? Przecież wszyscy się nabrali.

- Tak, wszystkie dokumenty zostały też podłożone do Ministerstwa, więc teoretycznie jestem bezpieczna... Przepraszam, jestem po prostu przewrażliwiona. Bo przecież wiedziałam, że wzbudzę zainteresowanie wśród osób spoza szkoły, ale teoria to nie to samo co praktyka. Czasami śni mi się, że jakimś sposobem zostaję rozpoznana i trafiam na przesłuchanie, a oni wyciągają ze mnie wszystko!- jęknęła.

James spojrzał na nią z ciekawością. Pierwszy raz mówiła o swoich koszmarach, czy jakichkolwiek problemach w ich świecie. Zresztą patrząc na tę drobną gryfonkę, można było odnieść wrażenie, że nie ma żadnych zmartwień. Jednak on już trochę ją poznał i widział, gdy czymś się zdenerwowała.

- Nie zadręczaj się, tak się nie stanie. Jesteś zbyt dokładna, żeby popełnić jakiś błąd. Poza tym współpracowałaś z dyrektorem swoich czasów, a na to stanowisko naprawdę trzeba zsłużyć.

- Dzięki, James, ale w mojej naturze nie lęży niemartwienie się- spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.- W przeszłości to ja byłam mózgiem naszej trójki...

- Niemożliwe!- udał zdziwionego, przez co oberwał poduszką.

- Tak, ale byłam też... hm... delikatnie mówiąc... kwoką. Zawsze to ja najbardziej się martwiłam, ganiałam chłopców, żeby się uczyli, strofowałam ich za szlabany, ja również zaczynałam szczere rozmowy. Później szkoła przestała się liczyć, a wymiana informacji była niebiezpieczna, więc pozostało mi zamartwianie się- wzruszyła ramionami.- Raczej ciężko będzie to teraz wyplenić.

- O nas nie musisz się martwić, Huncwoci zawsze wychodzą zwycięsko z sytuacji.

Hermiona uśmiechnęła się lekko i wróciła do pisania eseju. Wyglądała nawet na pocieszoną- dla nieznajomego. On widział, że ścikała pióro z taką siłą, że prawie je złamała. Pochyliła się też bardziej nad pergaminem, chociaż zwykle siedziała całkowicie wyprostowana. Już nie mówiąc o tym, że uśmiech przypominał bardziej zaciśnięcie warg.

Nagle już nie był pewny swoich słów, bo miał wrażenie, że wcale nie chodziło o tragiczną śmierć Syriusza.

^.^.^

Leżąc w łóżku, myślał o wydarzeniach z tego dnia, ale przede wszystkim o Lily. Naprawdę nie wiedział, co zrobić, żeby go zauważyła. Oczywiście, zrobił postęp, ale był on zdecydowanie za mały. Chociaż Hermiona usłyszała jego gorące zapewnienie, że Lily nie może zainteresować się Snapem, to teraz... To nie tak, że nagle w siebie zwątpił, po prostu w jego głowie pojawiło się przebrzydłe "jeśli". Teraz musiał się starać jeszcze bardziej.

Na zegarze wybiła północ, więc zaczął się zbierać, podobnie jak pozostali Huncwoci. Przez te kilka lat nauczyli się działać bez światła, które mogło kogoś zwabić.

- Myślicie, że dzisiaj będzie inaczej?- zapytał Peter szeptem.

- Dlaczego miałoby być inaczej?- zapytał Syriusz zakładając płaszcz.

James widział jedynie zarys ich sylwetek, ale wyczuł, że Łapa się denerwuje. Więc on też spodziewał się niespodzianek.

- Remus długo został w dormitorium, może przemiana przestała być tak bolesna, czy coś... Sam nie wiem.

- Zauważyłem, ale nie sądzę, żeby chodziło tu o przemianę. Hermiona dużo się z nim spotykała, ale nie chciał mówić, o co chodzi. Może to miało związek z jego wiarą w siebie- spekulował Łapa.

Potter postanowił się nie odzywać, żeby czegoś nie palnąć. Nie wiedział dużo, jedynie tyle, że Hermiona "pracowała" z Remusem, ale jej temat był drażliwy. Peter jej nie znosił, natomiast Syriusz trzymał się nieco na dystans- tylko on i Lunatyk utrzymywali z nią bliższe kontakty. Jednak nie wiedział, jak pozostali odebraliby jego oświadczenie bez poparcia kumpla.

- Znowu ona...- mruknął Glizdogon, zanim zamienił się w szczura.

Przechodzili do Wrzeszczącej Chaty już setki razy, więc nie czuł zdenerwowania. Nauczyciele byli poinformowani o ich wycieczkach, jednak nikt inny nie mógł wiedzieć, więc zachowywali szczególną ostrożność. Na szczęście Pettigrew zawsze sprawdzał ich drogę, dzięki czemu nawet niewidka była zbędna.

Bez problemu przeszli całą szkołę oraz błonia. Wierzba Bijąca nie sprawiła im problemu i dopiero w tunelu poczuli pierwsze niedogodności. Był on ciasny i ciemny, na szczęście mogli tutaj użyć Lumos.

- Wiecie, za każdym razem, kiedy tędy idziemy, odczuwam starość- powiedział poważnie James.

- Starość? Masz osiemnaście lat!- pisnął Peter.

- Tak, ale ten tunel za każdym razem robi się coraz mniejszy. Jeszcze trochę urosnę i się nie zmieszczę, słowo daję!- wykrzyknął, na co pozostała dwójka się zaśmiała.

- Fakt, pamiętam, jak przychodziliśmy tutaj na piątym roku, a wszystko było takie nowe.

- Remus zawsze narzekał, że tunel śmierdzi Miodowym Królestwem, wszędzie walały się opakowania po czekoladowych żabach, a czasem też czekoladowe żaby- rozmarzył się Syriusz.

- Piękne czasy- stwierdził James i pozostali mu przytaknęli.

Weszli do Wrzeszczącej Chaty nadal z lekkimi uśmiechami, ale zamarli, gdy zobaczyli dziewczynę siedzącą na podłodze. Ona rzuciła im tylko obojętne spojrzenie, po czym wstała i otrzepała się z kurzu.

- Jesteście wreszcie.

Przełamanie ciszy wyzwoliło ich reakcje. Peter pisnął, zmienił się w szczura, po czym pognał sprawdzić, gdzie jest Remus. Natomiast Syriusz i James wzięli na siebie wyprowadzenie Hermiony. Nie poszło im jednak tak łatwo, jak myśleli. Łapa zdążył jedynie wyjąć różdżkę, a Rogacz zrobić krok w stronę gryfonki, gdy obaj zostali przygwożdżeni do ziemi siłą zaklęcia.

- Co ty wyprawiasz?!- krzyknęli jednocześnie.

- Uspokójcie się, ustaliłam wszystko z Remusem i dzisiaj spędzę z wami pełnię- dziewczyna patrzyła na nich z zaciętą i lekko zirytowaną miną, jakby wprowadzali niepotrzebny chaos.

- Jak zamierzasz to zrobić?! Uciekaj, póki Remus nie wyczuł twojego zapachu!- krzyknął James, nadal się wyrywając.

- Myślałem, że jesteś inteligentna! Być może spędziłaś z nim trochę czasu, ale Lunatyk nie będzie miał skrupułów- rozszarpie cię!- Syriusz także próbował uratować ją od śmierci, ale ona nie rozumiała.

- Powiedziałam, żebyście się uspokoili. Jeśli zapomnieliście, jestem animagicznym rysiem. Poza tym, Syriuszu, tak, jestem inteligentna! Myślicie, że przyszłabym tu bez przygotowania? Żeby wszystko stracić?

Faktycznie, to nieco go uspokoiło, ale nadal chciał obronić Hermionę przed potencjalnym niebezpieczeństwem.

- Mogę was już uwolnić?

James spojrzał na Syriusza, u którego zobaczył to samo wahanie, więc skinął za nich dwóch. Po chwili poczuł się wolny. Zwalczył odruch, by nie podbiec od razu do gryfonki, ale najwyraźniej Black nie zaufał w takim stopniu Hermionie. Ta zwyczajnie  straciła cierpliwość- zmieniła się w rysia i skoczyła na jego przyjaciela. Ten natomiast przemienił się w psa, lecz szybko został przygwożdżony do ziemi, co było nieco przerażające, ponieważ wielkością górował nad Hermioną. Jednak ona najwyraźniej umiała walczyć i wykorzystywać także swoją animagiczną postać. Być może "instynkty" brały swój początek w jej rysiu.

Z pyska Łapy wydobywało się na przemian skomlenie i warczenie, lecz w końcu się poddał. James w tym czasie sprawdził najbliższe otoczenie, jednak nie znalazł śladu wilkołaka. Było to nieco dziwne, ponieważ nie zauważył nawet żadnych nowych zadrapań.

Kiedy wszedł ponownie do pokoju, Syriusz siedział na zniszczonej kanapie, a Hermiona leczyła mu...

- Ugryzłaś go?!- szybko do nich podszedł, by obejrzeć z bliska krwawiącą ranę.

- Dopiero wtedy ten pies raczył się uspokoić- burknęła.

Spojrzał z niedowierzaniem na Łapę, lecz ten wzruszył tylko ramionami. Po walce wyglądał na nieco pomiętego i zakurzonego, a oprócz ugryzienia Potter nie dostrzegł innych ran.

- Dlaczego spędzasz z nami pełnię?

- Muszę pomóc Remusowi- odpowiedziała, oglądając Blacka ze wszystkich stron.

- Pomóc w czym? Ma nas- zapytał ostro Syriusz.

- Nie chodzi o taką pomoc. Remus spróbuje powalczyć dzisiejszej nocy i dobrze, że będziecie działać odstresowująco.

- Z kim będzie walczył?- zapytali obaj z rosnącym przerażeniem, ale także zaciekawieniem.

- Ze samym sobą. Nie masz już żadnych obrażeń, na moje oko. Coś cię boli?

Syriusz popatrzył na dziewczynę badawczo, po chwili porozciągał się nieco i odpowiedział przecząco.

- Dobrze, w takim razie chodźcie, już i tak straciliśmy za dużo czasu- mruknęła z uwagą.

- Zaraz- zatrzymał ją James.- Jaka jest więc twoja rola?

- Ja jestem oczami i uszami Remusa na czas jego... niepoczytalności.

^.^.^

Kiedy wszyscy już zmienili postać, poszli szukać Remusa i Petera. Jak się okazało, obecność Hermiony nie była jedyną nowością w schadzkach przy pełni księżyca.

Dwójkę przyjaciół znaleźli w obszarpanej sypialni. Była zniszczona przede wszystkim przez wcześniejsze przemiany Remusa, ponieważ to w tym miejscu zwykle zachodziła transformacja.

James podskórnie wyczuwał, że coś się dzieje, jednak miał dużo gorsze scenariusze niż to, co spotkali. Peter siedział zastygnięty w bezpiecznej odległości, co z jednej strony było zrozumiałe ze względu na nieprzewidywalność Lunatyka, lecz szczur wydawał się po prostu zszokowany. Źródło jego zdziwienia stanowił wilkołak, który... obwąchiwał wszystko dookoła. James znał zachowania Lupina w czasie pełni, a to, co widział, było tak samo dziwne jak jego pamiętne wpatrywanie się w okno. Zazwyczaj Remus po prostu szalał, niszczył, cały się trząsł od niewykorzystanej energii... Ten tutaj przedstawiał widok niemal cywilizowanego wilkołaka. Jego ruchy nabrały kociej gracji, a w oczach dostrzegał nawet coś na kształ inteligencji.

Obwąchał każdego z nich i w końcu doszedł do Hermiony. Wszyscy bali się jego reakcji, oprócz samej zainteresowanej, jednak kiedy zaczął ocierać się o nią pyskiem, zrobiło się co najmniej dziwnie. Teraz każdy z nich obawiał się zbytniego spoufalenia z gryfonką-rysiem, jednak na szczęście wilkołak szybko stracił nią zainteresowanie.

Jak co pełnię, spędzili noc w Hogsmeage i jego okolicach. Tym razem małe przygody przebiegały spokojnie i chwilami zapominali, że wśród nich był wilkołak, niebezpieczne stworzenie. Czasami jednak wracał do swojego dawnego "ja"- biegał oszalały, warczał, toczył pianę z pyska i wył. Huncwoci mieli swoje sposoby na poskromienia zwierza przejmującego kontrolę nad Remusem, lecz zanim cokklwiek zrobili, Granger już była przy nim. Czasami łasiła się do niego, innym razem także warczała, a wszystkie jej działania dawały porządany skutek- Lunatyk się uspokajał.

James czuł, że bez pytań po przemianie się nie obejdzie, szczególnie gdy przechwytywał podejrzliwe spojrzenia Łapy. Sam nie spinał się jak zawsze podczas pełni, chociaż zagrożenie wcale nie znikło. Często zabawa była przednia, lecz zdarzały się krwawe dla spotkanych zwierząt wypadki. Jedynie dla zwierząt, ponieważ czuwali nad Remusem. Teraz jednak mógł się odprężyć, bo pieczę trzymała Hermiona. Nie to, że chciał zrzucać na nią swoje obowiązki, ale jej metody działały lepiej i szybciej, więc się nie wtrącał.

W końcu jednak księżyc schował się za drzewami, a dzień zastąpił noc. Lunatyk jak zwykle skierował się do sypialni, by się zmienić, a oni ruszyli do tunelu.

- Poczekajcie- ludzki głos niespodziewanie przeciął ciszę.

Hermiona stała po środku pokoju, opierając się o fotel. Była brudna na twarzy i dłoniach, a we włosy zebrała ogromną ilość gałązek. Widział, że zmęczyła ją ta wyprawa, ale nie dziwił się- często to ich trójka padała z nóg, a dzisiaj ona jedna panowała nad Lupinem.

- Remus będzie potrzebował pomocy w dojściu do zamku.

- Zazwyczaj zostawał tutaj jeszcze przez jeden dzień- Black również zmienił się w człowieka i nie wyglądał lepiej niż dziewczyna.

- Dziś nie zostanie.

Nikt się nie sprzeciwił, co ucieszyło Jamesa- w końcu to znaczyło, że zaufali jej w kwestii likantopii Lupina. Czekali jeszcze przynajmniej godzinę, by Lunatyk się przemienił, a później przetransportowali go- już jako wątłego nastolatka- na grzbiecie Rogacza do zamku. Działali sprawnie, bo w każdej chwili ktoś mógł odkryć ich nieobecność.

Gdy Remus już smacznie spał, wszyscy zebrali się w Pokoju Wspólnym, chociaż padali z nóg. Cała trójka była ciekawa zmiany zachowania wilkołaka i nie miała zamiaru odpuścić, chociaż James w razie czego mógłby powściągnąć swoją ciekawość.

- Hermiono, chciałbym... Ci podziękować. Nie wiem, co zrobiłaś, ale Remus zniósł tę pełnię lepiej niż kiedykolwiek- powiedział zadziwiająco miękkim głosem Syriusz.- Dla nas wszystkich jest on bardzo ważny.

- Ja zrobiłam naprawdę mało- na sceptyczne spojrzenia chłopców, przewróciła oczami.- Naprawdę. Po prostu dużo czytałam o wilkołakach i przekazałam moją wiedzę Remusowi.

- Tylko tyle nam powiesz?- zapytał niepocieszony Peter.- Przecież wszyscy wiemy, że to nieprawda i coś musiałaś zrobić Lunatykowi!

- To jest całkowicie nie twoja sprawa- syknęła.

James już miał interweniować, ponieważ widział, jak purpurowe plamy wyrastają na policzkach gryfona, lecz niespodziewanie to Łapa złagodził sytuację.

- Spokojnie, wrzućcie na wstrzymanie, przez chwilę chociaż!- odetchnął.- Lupin przeczytał chyba wszystkie dostępne książki na temat wilkołactwa, dlatego twoja... wersja wydarzeń wydaje nam się... lekko niewiarygodna- po ostatnim słowie wypuścił powietrze i uśmiechnął się zwycięsko.

- Chyba, że te książki są dostępne jedynie w przyszłości- odezwał się James, jednocześnie lustrując dziewczynę wzrokiem.

Dotąd była bardzo spokojna, nawet gdy Syriusz wytknął jej kłamstwo, teraz natomiast uśmiechnęła się lekko, jakby z aprobatą. Black również to zauważył i wydało się jakby nawet Glizdogon zaakceptował tę wersję wydarzeń.

- Dlaczego nie możesz po prostu powiedzieć nam tego, co jemu?- zapytał Peter.

- Bo to nie jest wiedza przeznaczona dla takiego parszywego szczura jak ty!

Nie wiedział, jak ona to robiła. Czy przez cały czas była wściekła i tylko odreagowała na Pettigrew? Bo przecież to nie możliwe, że on ciągle wywoływał u niej taki stan. A jednak chyba możliwe.

- Hermiono, proszę, nie unoś się. Ja wiem, że nie pałacie do siebie sympatią, ale tu chodzi o dobro Remusa.

- Nie, Syriuszu. To wy wyciąganie mnie o nieludzkiej porze na pogaduchy, a ja wcale nie muszę z wami rozmawiać. Nie ja muszę się uspokajać, nie ja muszę znosić JEGO obecność. Teraz życzę wszystkim dobranoc.

O krótkiej przemowie wyszła z Pokoju Wspólnego. Syriusz skierował oskarzycielskie spojrzenie na Petera.

- No co?- ten zapiszczał.

- Już wszystko szło dobrze, nie mogłeś choć chwili wytrzymać bez odzywania się? Przecież wiesz, że cię nie lubi!

- I mówisz o tym z takim spokojem? Dlaczego stajesz po jej stronie?!

- Przecież tu w ogóle nie chodzi o ciebie, tylko o Remusa! Też chciałem się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi i gdyby nie ty, udałoby mi się!

- Wiedziałem! Najpierw Remus, później James, a teraz ty! Nie widzicie, jak ona was omamia?!

- Dobrze wiesz, że nie darze jej zaufaniem! Ale dzisiaj pokazała nam, że nie gada, a robi! Wcale nie musiała pomagać Lunatykowi, to wilkołak, nikt nie chce mieć z nimi doczynienia! A ona poświęcona swój czas, żeby mu pomóc.

- Jest z przyszłości, wszystko miała przygotowane na tacy, to nie żadna zasługa!

- Przestańcie, obydwaj. Gdyby nie moje zaklęcia wyciszające, już dawno obudzilibyście cały dom. Peter, nie odbieraj ten sytuacji jako ataku na siebie, nie wszystko kręci się wokół twojej osoby, jeśli zapomniałeś o czwartym huncwocie. Syriuszu, nie denerwuj się, jutro będziesz miał szansę, żeby porozmawiać z Hermioną, jesli oczywiście będziesz chciał. Teraz chodźmy spać, już widno.

Wszyscy ruszyli się z miejsc, ale nie było to radosne zakończenie, jakiego wszyscy oczekiwali. James szybko przygotował się do snu, bo wręcz padał z nóg, ale przed tym spojrzał na śpiącego przyjaciela i zasunął mu zasłony. Wyglądał bardzo krucho, chociaż przemyli go i przebrali. Jutro, gdy się obudzi i dowie o całej sytuacji, na pewno będzie mu wstyd, że stał się przyczyną kłótni przyjaciół. To nie była jego wina, ale nie da sobie tego przetłumaczyć. Taki już był.

4 komentarze:

  1. #MagiczneSmakołyki
    #DyniowePaszteciki

    Widzę, że relacje między Jamesem a Lily nabierają na rzeczy. A co z Hermioną? Wiem, że nie wszystko naraz, ale jestem po prostu ciekawa kiedy do akcji wkroczy Granger. Pewnie już niedługo…

    Wow, Syriusz przeprosił Hermionę! To już coś. Nie często mu się to zdarza.

    Rozdział nie wnosi za wiele, ale naprawdę miło się go czyta. :)

    Pozdrawiam, Rose

    (Na bloga trafiłam dzięki Akcji komentatorskiej „Magiczne Smakołyki”. Więcej szczegółów na: katalog-granger.blogspot.com.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świtu rozdział, zresztą tak samo jak całe opowiadanie :) Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  3. ojojoj. ja tu czekam na kolejny rozdział, a już październik

    OdpowiedzUsuń